17/09/2026
Przypominając o piątkowym pokazie „Ich nocy” (1934) Franka Capry otwierającym nasz nowy cykl Klasyka gatunku: screwball comedy | Kino Iluzjon - kilka słów zachęty (dla jeszcze niezdecydowanych) od jego kuratorki Patrycji Muchy-Smolińskiej:
Pamiętamy „Ich noce” za wiele rzeczy. Za filuterność, która rzutem na taśmę przedarła się na ekrany kin tuż przed wprowadzeniem autocenzury w Hollywood. Za wprowadzenie w ruch romansowych standardów – kto się czubi, ten się lubi, „musimy spać w jednym pokoju” – które utorowały drogę komediom romantycznym na kolejne dekady. Za historię o tym, że poza reżyserem Frankiem Caprą nikomu na tym filmie nie zależało.
A jednak to, co „Ich noce” wnoszą do historii kina to przede wszystkim przypomnienie, że film może być jednocześnie ucieczką od rzeczywistości, pozostając z nią w ciągłym kontakcie. Ten romans księżniczki i biednego chłopca rodem z baśni rozgrywa się przecież w czasie Wielkiego Kryzysu, który wciąż jeszcze odbija się czkawką. Stek, który Ellen (w tej roli Claudette Colbert o zaiste szlacheckiej urodzie) bezpardonowo zrzuca ze stołu od razu określa przywilej bohaterki, którą stać na marnotrawstwo. W tym samym czasie biedni i głodni podróżują busem przez Amerykę, by znaleźć pracę, wydając na bilety całe swoje oszczędności.
Autobus jako środek lokomocji jest zresztą znaczący – to najtańsza, acz najmniej komfortowa opcja transportu. „Ich noce”, obok innych „autobusowych” filmów lat 30. („Uciekinierzy” czy „Cross Country Cruise”) miały w dobie kryzysu oswoić budżetowe podróżowanie, także poprzez wspólnotowość doświadczenia. To zresztą właśnie kolektywne śpiewane w busie – słynna scena z „Man on the Flying Trapeze” – uświadomiło Colbert, że być może ten film nie będzie taki znów koszmarny, jak jej się wydawało.
Jedną z najbardziej znaczących scen filmu (rymującą się właściwie z późniejszym o dekadę neorealizmem) jest ta, w której Ellen udaje się pod prysznic, przechodząc obok czekających w kolejce gości taniej noclegowni, biegających dzieci, ludzi przenoszących wiadra, grabiących ziemię. Tu ujawnia się caprowska z ducha wiara w społeczność, którą łączy praca, wspólne cele i prozaiczna codzienność. I właśnie dlatego, że Ellen i Peter (nie zapominajmy: znakomicie przaśny Clark Gable!) uczą się siebie nawzajem w świecie jak najbardziej rzeczywistym, a nie wyimaginowanym, ich relacja wydaje nam się swojska i wiarygodna – nawet jeśli osnuta została hollywoodzkim blichtrem.
Więcej o tej znakomitej „postrzelonej komedii” Patrycja opowie jutro przed seansem o 20.00 – zapraszamy do Kina Iluzjon.