22/08/2026
🧙♀️ Czarownice z ziemi wyszogrodzkiej
W Polsce jeszcze nie tak dawno, bo w XVII i XVIII wieku, wierzono w czary. Oskarżenia o ich uprawianie trafiały przed sądy, a osoby podejrzane mogły być przesłuchiwane, torturowane i skazywane. Ofiarami nie były wyłącznie kobiety, choć stanowiły one zdecydowaną większość oskarżonych. Przed sądami stawali również mężczyźni.
Ziemia wyszogrodzka także ma swoją historię procesów o czary. Na początku XVIII wieku przed sądem landwójtowskim stanęły Ewa Rafałka z Januszewa i Marynna Kempcina z Pruszczyny. Oskarżono je o czary oraz szkodzenie dobytkowi i plonom.
Kiedy Rafałka nie przyznawała się do winy, poddano ją torturom. Wtedy zaczęła opowiadać o spotkaniach na Łysej Górze (Ciućkowskiej Górze). Miała tam przychodzić z sąsiadką Sobkową. Według jej zeznań czarownice potrafiły na takie spotkania wylatywać z domu kominem na miotle. Przynajmniej wiemy więc, że żadna z nich nie mogła mieszkać w kurnej chacie. W innych dawnych polskich przekazach jako środki magicznego transportu pojawiają się również ożogi i łopaty.
A co działo się na miejscu?
Rafałka zeznawała, że piła z Sobkową kwaśne wino z pięknego kubka. Były też tańce z mężczyznami ubranymi „po niemiecku”, którzy przy bokach mieli szpady, a na głowach kapelusze.
Na górze paliły się cztery żółte świece, grali muzykanci, a przybywającym naprzeciw wychodził mężczyzna w czarnym stroju i kapeluszu (diabeł). Były drewniane stołki, na których można było usiąść, a przede wszystkim dużo piwa. Rafałka wspominała nawet komorę, z której „piwa dostatek dawali”.
Krótko mówiąc, jeśli wierzyć zeznaniu, sabat na Łysej Górze miał całkiem bogaty program.
Nie zabrakło również romansów i swatania. Jedna z kobiet miała chcieć wydać Rafałkę za mężczyznę, który miał za nią pracować i nosić jej wino, miód oraz małmazyę - luksusowe, słodkie wino.
Najciekawsze jest jednak to, że Łysa Góra nie była tylko jednym miejscem. W okolicach Wyszogrodu, oprócz Ciućkowskiej Góry, wskazywano również Łysą Górę pod Bodzanowem, górę Grotkowską, górę od Główczyna w Borku na Kobylnikach i wiele innych. Podobny motyw pojawia się także w innych sprawach o czary. Łysa Góra była więc prawdopodobnie nie tyle konkretną nazwą jednego miejsca, ile określeniem przestrzeni, w której według ówczesnych wyobrażeń miały spotykać się czarownice.
I tutaj trzeba się zatrzymać.
To nie są zapisy z kroniki czarownic. To zeznania składane podczas procesów, często wydobywane pod wpływem tortur.
Dlatego dziś najbardziej fascynujące nie jest chyba pytanie, czy kobiety rzeczywiście latały na miotłach. Znacznie ciekawsze jest to, jak szczegółowy i barwny świat mógł powstać pod wpływem pytań sędziego, istniejących wcześniej wyobrażeń i ogromnego cierpienia osoby przesłuchiwanej.
Cztery żółte świece. Kwaśne wino. Pełna komora piwa. Muzyka. Tańce. Kapelusze. Szpady. Diabeł w czarnym stroju. I miotła, która jak przystało na porządny środek transportu czarownicy miała prowadzić prosto przez komin.
Za tym barwnym obrazem kryje się jednak historia ludzi, którzy za takie opowieści mogli zapłacić własnym cierpieniem, wolnością, a czasem także życiem.
K.S.
Źródła:
Zdzisław Leszczyński, Ziemia Bodzanowska i jej port w Kępie Polskiej w okresie żeglugi parowej, Warszawa 2024, s. 8-11
Gloger Zygmunt, Encyklopedja Staropolska, Warszawa 1900, s. 266-175
Jacek Wijaczka, Mężczyźni jako ofiary procesów o czary przed sądem łobżenickim w drugiej połowie XVII wieku , Czasy Nowożytne : periodyk poświęcony dziejom polskim i powszechnym od XV do XX wieku, 2004 / Tom 17, s. 17 – 30
Jan Ziarnko, Sabat czarownic (Description et Figure du Sabbat des Sorciers), 1613, rycina, w: Pierre de Lancre, Tableau de l’inconstance des mauvais anges et démons, 1613.