02/01/2026
Jedno z największych odkryć astronomicznych, na dodatek to sukces polskich astronomów😀👏👏👏
‼️ PILNE ‼️ PILNE‼️ PILNE ‼️
Powiedzieć SENSACJA, to za mało! Polscy astronomowie dokonali jednego z najbardziej przełomowych odkryć astronomicznych ostatnich dziesięcioleci!
Po raz pierwszy w dziejach nauki udało się jednoznacznie POTWIERDZIĆ ISTNIENIE PLANETY SWOBODNEJ - czyli takiej, która NIE krąży wokół żadnej gwiazdy, lecz samotnie wędruje przez Drogę Mleczną. Co więcej: udało się ustalić jej masę, a to był dokładnie ten element, którego przez lata brakowało, by powiedzieć z pełnym przekonaniem, że te obiekty rzeczywiście są planetami! 🤯
Już ponad 30 lat temu profesor Aleksander Wolszczan dostarczył dowodów na istnienie planet krążących wokół gwiazd innych niż Słońce. To zapoczątkowało erę badań tzw. egzoplanet. Dziś takich obiektów znamy już tysiące.
Jednak od wielu lat astronomowie podejrzewali, że mogą istnieć też takie planety, które nie krążą wokół ŻADNEJ gwiazdy, tylko swobodnie wędrują przez galaktykę, zupełnie jak niedawny gość w naszym układzie Słonecznym - międzygwiezdna kometa 3I/ATLAS.
W poszukiwaniu takich swobodnie wędrujących planet specjalizowali się astronomowie z Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Warszawskiego działający w ramach programu OGLE pod przewodnictwem prawdziwej legendy polskiej astronomii, profesora Andrzeja Udalskiego. Jak wyglądały ich "polowania" na planety swobodne?
Zespół OGLE prowadził systematyczne, wieloletnie przeglądy nieba w kierunku centrum Drogi Mlecznej, obserwując jednocześnie dziesiątki milionów gwiazd w poszukiwaniu bardzo subtelnych i krótkotrwałych zmian ich jasności.
Celem tych obserwacji było wychwycenie zjawisk tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego – chwilowych „rozbłysków” gwiazd wywołanych przez przechodzące na ich tle masywne obiekty.
To zjawisko przewidziane zostało jeszcze przez Einsteina. Gdy masywny obiekt (w tym przypadku planeta) przechodzi idealnie na tle odległej gwiazdy, jego grawitacja działa jak soczewka i na chwilę wzmacnia światło tej gwiazdy. Efekt trwa krótko - dla obiektów planetarnych zaledwie kilka-kilkanaście godzin - ale niesie ogrom informacji.
Dzięki temu OGLE nie szukało planet wprost, lecz tropiło ich... hm, nazwijmy to "grawitacyjny cień", pozwalający wykrywać nawet całkowicie ciemne, samotne obiekty wędrujące przez Galaktykę. Problem polegał na tym, że takie zjawiska mogły wywołać również masywne obiekty takie jak np. brązowe karły (coś pomiędzy bardzo udaną planetą, a trochę niedorobioną gwiazdą).
Dlatego wszystkie odkryte do tej pory zjawiska tylko KANDYDOWAŁY do bycia swobodną planetą pozasłoneczną. Nigdy nie mieliśmy pewności, jakiego rodzaju obiekt wywołał to zjawisko. Wszystko z prostej przyczyny: nie znaliśmy jego masy 🤷🏻♂️
No i tutaj wjeżdża sensacyjne odkrycie, które ogłoszono wczoraj wieczorem! 😍
Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Warszawskiego poinformowało o najnowszym odkryciu programu OGLE, w którym wykryto nie tylko soczewkę grawitacyjną, ale też pierwszy raz w historii udało się ustalić masę obiektu, który ją wywołał!
No dobra, ale zapytacie pewnie, co tym razem zadziało się wyjątkowego? Jak ustalono, że to na pewno jest planeta? Tutaj astronomowie mieli wyjątkowo dużo szczęścia! 🙂
Dokładnie 3 maja 2024 roku teleskopy projektów OGLE i KMTNet zarejestrowały właśnie takie krótkotrwałe zjawisko mikrosoczewkowania w kierunku centrum Drogi Mlecznej. Sytuacja identyczna jak pewnie setki razy wcześniej. Nadal ten sam problem - mamy soczewkę, ale nie znamy masy obiektu, który ją wywołał. 🤷🏻♂️
I wtedy zdarzył się kosmiczny zbieg okoliczności: ten sam fragment nieba był w tym czasie obserwowany przez satelitę Gaia, znajdującego się niemal 2 miliony kilometrów od Ziemi! Co więcej – Gaia wykonała aż sześć pomiarów w kluczowym momencie zjawiska!!!
Dzięki obserwacjom z Ziemi i z kosmosu astronomowie mogli zmierzyć tzw. paralaksę mikrosoczewkową – subtelną różnicę w przebiegu zjawiska widzianego z dwóch bardzo odległych punktów. To właśnie ta różnica pozwoliła wyznaczyć odległość do obiektu, a w konsekwencji precyzyjnie obliczyć jego masę!
Wynosi ona około 70 mas Ziemi (czyli ~0,22 masy Jowisza – trochę mniej niż Saturn) i nie towarzyszy mu żadna gwiazda, nawet bardzo odległa. Jak w modę strzelił nie jest to brązowy karzeł, tylko zdecydowanie samotna planeta! 😍
To odkrycie otwiera zupełnie nowy rozdział badań planet pozasłonecznych. Do tej pory poznawaliśmy tylko światy „przywiązane” do swoich gwiazd. Teraz do gry wchodzi zupełnie nowa, prawdopodobnie ogromna populacja globów, o których nie wiemy jeszcze prawie nic – a które mogą być kluczowe dla zrozumienia, jak naprawdę powstają i ewoluują układy planetarne.
Bo astronomowie od dawna podejrzewali, że takich planet mogą być w Galaktyce miliardy - być może nawet więcej niż planet krążących wokół gwiazd! Teoretyczne modele od lat pokazywały, że młode układy planetarne są chaotyczne: planety migrują, wchodzą w rezonanse, przepychają się grawitacyjnie… i część z nich zostaje po prostu wyrzucona w przestrzeń międzygwiazdową. Tyle że do tej pory brakowało twardego dowodu obserwacyjnego. Teraz już jest 🥳
Praca opisująca odkrycie ukazała się wczoraj w prestiżowym „Science”: https://www.science.org/doi/10.1126/science.adv9266.
Wśród autorów pracy są: Andrzej Udalski, Przemek Mróz, Krzysztof A. Rybicki, Łukasz Wyrzykowski, Radosław Poleski, Jan Skowron, Michał K. Szymański, Igor Soszyński, Paweł Pietrukowicz, Szymon Kozłowski, Dorota M. Skowron, Krzysztof Ulaczyk, Mariusz Gromadzki, Milena Ratajczak, Patryk Iwanek, Marcin Wrona, Mateusz J. Mróz.
BRAWO! BRAWO! BRAWO!
⚠️ Moi drodzy, to jest jedno z najbardziej sensacyjnych odkryć ostatnich dziesięcioleci. Koniecznie [UDOSTĘPNIJCIE] ten post dalej! 😍