04/06/2026
„Gdzieś daleko w chińskim świecie
są kulisi*. Wstyd powiecie,
że istnieją jeszcze kraje,
gdzie się człowiek koniem staje.”
Tak zaczyna się wiersz Władysława Szlengla „Ryksze”, napisany w getcie warszawskim w sierpniu 1941 r. Riksze, nazywane urzędowo dorożkami rowerowymi, nadawały ulicom getta wygląd przywodzący na myśl Chiny — wówczas postrzegane jako kraj wyjątkowo biedny i zacofany. Były jednocześnie jedną z najbardziej charakterystycznych wizytówek okupowanej Warszawy.
Żydzi w świetle nazistowskich rozporządzeń, m.in. o ograniczeniu pobytu, nie mogli posiadać samochodów, a niemal wszystkie konie zostały zarekwirowane. Komunikacja miejska była niewystarczająca i stosunkowo droga. Z drugiej strony – uwięzieni w getcie ludzie – desperacko poszukiwali sposobów na zarobek. Wypełnienie luki transportowej stało się dla wielu szansą na utrzymanie rodziny. Była to jednocześnie odpowiedź na codzienne potrzeby mieszkańców, riksze przewoziły: ludzi, towary, używano ich podczas przesiedleń, a niekiedy także przy szmuglu.
Praca rikszarza należała do najlepiej płatnych w getcie, ale wymagała ogromnej siły. Oficjalna taryfa od stycznia 1941 r. wynosiła 1,40 zł za pierwszy kilometr i 30 groszy za kolejne. Henryk Makower wspominał:
„Wielokrotnie widziało się mocno sapiących i zlanych potem ludzi-koni, na których widok ściskało się serce. […] Niemniej rikszarze nie skarżyli się na swój los. […] Zarabiali oni przeciętnie 60 zł dziennie. Za te pieniądze mogli nasycić swój wielki głód i wyżywić nawet dość liczną rodzinę”.
Dla porównania kilogram ziemniaków kosztował ok. 3 zł, a kilogram chleba 10 zł.
Wśród rikszarzy byli silni mężczyźni, ale zdarzali się również młodzi chłopcy. Jak podaje dr Barbara Engelking w getcie pojawiały się także większe riksze, mogące przewozić czterech, a nawet sześciu pasażerów. Liczba takich pojazdów stale rosła. Tomasz Szarota podaje, że w okupacyjnej Warszawie w czerwcu 1940 r. zarejestrowano 95 riksz osobowych, w marcu 1941 r. — 250, a w styczniu 1943 r. — 275. Trudno ustalić, ile z nich kursowało w samym getcie, ale źródła pokazują, że było ich na tyle, że 15 czerwca 1942 r. anonimowy urzędnik zanotował zator na ul. Żelaznej — z powodu zamknięcia bramy dla pojazdów żydowskich utworzył się szereg riksz ciągnący się od rogu Chłodnej aż do Leszna.
Choć riksza dawała zarobek, nie dawała poczucia bezpieczeństwa. Szczególnie groźne były przejazdy ciężarówek z Pawiaka. Relacje z Archiwum Ringelbluma mówią, że Niemcy celowo najeżdżali na riksze, niszczyli je, a właścicieli bili. Jechiel Górny notował w czerwcu 1942 r., że „Nie ma dnia, żeby nie wjechali na czyjąś rikszę i nie zniszczyli jej, rujnując tym samym majątek i zabierając właścicielowi ciężko zarobiony kawałek chleba”.
W czasie akcji likwidacyjnej riksze były używane przez Żydów podczas gorączkowych przeprowadzek, gdy próbowali ratować resztki dobytku z likwidowanych części getta. Korzystali z nich także okupanci — Makower zanotował scenę z sierpnia 1942 r., gdy ulicą pędziła riksza, w której siedział młody SS-man z rewolwerem i celował „dla zabawy“ w okna i ludzi.
Riksza była więc jednocześnie środkiem transportu, narzędziem pracy, sposobem na przeżycie, ale także symbolem upokorzenia. Człowiek stawał się siłą pociągową — „człowiekiem-koniem”. Praca ta była jednak umożliwiała rikszarzowi oraz jego rodzinie życie na poziomie wyższym niż większości jego mieszkańców.
* Kulis – tragarz w południowej i wschodniej Azji, noszący zarówno ładunki, jak i ludzi w lektykach.
📷 Warszawa. Ruch uliczny na ulicy Gęsiej w getcie warszawskim. Zbiory MGW.