Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta Archiwum Historii Mówionej DSH/OK to największy w Polsce zbiór relacji świadków historii XX wieku.

[for English scroll down]
Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA to największy w Polsce zbiór relacji świadków historii XX wieku. Liczy już ponad 6000 wywiadów biograficznych nagranych w technice audio lub wideo, zdigitalizowanych, opracowanych archiwalnie i udostępnianych w Czytelni Multimedialnej Domu Spotkań z Historią (tworzonego z inicjatywy KARTY i stołecznego sam

orządu) oraz w internetowym portalu http://www.audiohistoria.pl. Pierwsze nagrania pochodzą z 1987 roku, kiedy to zainicjowane przez podziemną „Kartę” Archiwum Wschodnie rozpoczęło akcję nagrywania wspomnień mieszkańców dawnych Kresów Wschodnich, obywateli polskich represjonowanych przez sowieckie władze. 20 lat później w działania programu „Historia Mówiona” Ośrodka KARTA włączył się Dom Spotkań z Historią, który nie tylko tworzy zbiór AHM i uczestniczy w pozyskiwaniu nowych relacji, ale także intensywnie popularyzuje zgromadzone świadectwa. The Oral History Archive of the History Meeting House and KARTA Centre Foundation holds the largest collection of eyewitness accounts in Poland. It includes over 5000 audio and videotaped interviews, all of them digitised, catalogued and available to access in the Multimedia Reading Room of the History Meeting House or online at http://www.audiohistoria.pl. The first relations were recorded in 1987, when the Eastern Archive, initiated by the then underground KARTA Centre, created a program of recording testimonies of former inhabitants of the Eastern Borderlines, Polish citizens repressed by Soviet authorities. Twenty years later the HMH joined the 'Oral History' program carried out by the KARTA Centre; The HMH not only manages the Oral History Archive and participates in recording relations but is actively promoting the use of this collection.

Mirosława Iwańczuk-Cłapińska wspomina swoją wyjątkową przygodę autostopową w latach 60.:„Po egzaminach  na AWF jechałam ...
22/11/2023

Mirosława Iwańczuk-Cłapińska wspomina swoją wyjątkową przygodę autostopową w latach 60.:
„Po egzaminach na AWF jechałam do Suśca na Lubelszczyźnie, tam moja wuefistka była na koloniach jako wychowawczyni. Ja się musiałam do niej dostać, opowiedzieć jej o egzaminie. Obie przeżywałyśmy, bo nikogo wcześniej nie przygotowywała, więc jechałam się z nią podzielić.
I proszę sobie wyobrazić, że dojeżdżam z Warszawy do Lublina, i był pociąg do Bełżca przez Susiec, ale uciekł. I następnego nie ma. Pytam na dworcu, jak ja się mogę dostać do Suśca. A ktoś mówi, że towarowy będzie jechał.

I proszę sobie wyobrazić, że ja pojechałam towarowym pociągiem na przyczepie z węglem do Suśca. Zabrał mnie motorniczy. Motorniczy palacz, który z góry, na której siedziałam, sypał szuflą węgiel do tej lokomotywy. I w pewnym momencie macham do niego, że muszę wysiąść do lasu, do toalety. Jak mogłam coś takiego zrobić – zatrzymałam ten pociąg, poszłam do lasu, załatwiłam się i z powrotem wskoczyłam na przyczepę z węglem. I dopiero po latach uzmysłowiłam sobie, jakie to było szalone zachowanie. Mógł odjechać, byłam sama, las... Potem koleżanki w pokoju napisały mi: Jechała nawet pociągostopem. Zajechałam do nauczycielki, do Suśca, opowiadałam pół nocy o egzaminie, a potem [wracałam] – ciągle jeździłam autostopem, bo nie miałam pieniędzy. Ale nikt się nie bał wtedy, były inne czasy zupełnie”.

Na zdjęciu pociąg w okolicach Wisły, 1958. Fot. ze zbiorów Haliny Połchowskiej-Stabrowskiej/AHM

Masz w swoim albumie zdjęcie z zakopiańskim misiem? 📷🐻‍❄️ Ten wielki biały pluszak to podhalańska legenda, a zdjęcie z n...
21/11/2023

Masz w swoim albumie zdjęcie z zakopiańskim misiem? 📷🐻‍❄️ Ten wielki biały pluszak to podhalańska legenda, a zdjęcie z nim było marzeniem niejednego dziecka! Jednak, sądząc po minie Henryka Karskiego – raczej nie jego 😉 Henryk był młodszym bratem Juliusza Karskiego, który opowiedział nam historię swojego życia. Tak wspominał najwcześniejsze lata:

„Całe dzieciństwo do roku 1942 spędziłem w pałacu we Włostowie wraz z moim rodzeństwem. Rodzice pracowali. Ojciec był znakomitym rolnikiem, doskonałym gospodarzem, świetnie prowadził swoje majątki. Całą szkołę powszechną robiliśmy w domu. Mieliśmy nauczycieli, którzy nas uczyli, zarówno wszystkich przedmiotów obowiązkowych w szkole podstawowej, jak i języków. Mieliśmy piękny park, konie, kuce, rowery, hulajnogi... Zawsze dom był u nas otwarty, przyjeżdżało mnóstwo gości. Były bale, co najmniej dwa razy do roku, głównie w czasie polowań zimowych, polowań na zające. Było nas czwórka dzieci, następna siostrzyczka to się urodziła dopiero w 1940 roku. Do 1939 byliśmy naprawdę bardzo szczęśliwi. Wybuch wojny zupełnie zmienił nasze życie”.

Jak potoczyły się dalej losy obydwu braci? Zarejestruj się na www.relacjebiograficzne.pl/rejestracja i posłuchaj (lub przeczytaj) więcej!

Zbigniew Daab miał 8 lat, gdy jego tata zmarł na gruźlicę. Wspomina, jak tuż przed wybuchem wojny pomagał babci i mamie ...
20/11/2023

Zbigniew Daab miał 8 lat, gdy jego tata zmarł na gruźlicę. Wspomina, jak tuż przed wybuchem wojny pomagał babci i mamie w maglu na Woli: „Kiedy tata zmarł, do nas się wkradła bieda, ponieważ moja matka nie umiała pracować. Mieliśmy wspaniałą babcię, mieszkała w żydowskiej dzielnicy, na Smoczej 8, prowadziła magle. Jak zobaczyła, że my w takiej sytuacji jesteśmy, to zabrała nas i kupiła nam mieszkanie na parterze, małe jednopokojowe. I zatrudniła moją mamę w tych maglach. Moja babcia też [tam] pracowała. Bardzo dużo tej bielizny tam maglowały, od klientów przywoziły i do klientów się zawoziło. Ja też bardzo często do tych klientów z babcią, czy z mamą, jechałem z koszykiem na wózku.
Przed świętami było bardzo dużo pracy. Więc maglarki, ponieważ to były magle elektryczne, w biegu podkładały wałki. I babcia do mnie tak zawsze, tak delikatnie: – Słuchaj, może byś został na dwie godziny, to byś ten hebel tylko mi tutaj regulował. – No i ja tak tam nieraz siedziałem. Babcia tak dla przyzwoitości dawała 20 groszy i więcej nie. Chłopaki jeździli, albo się bawili, a ja musiałem tutaj robić. Tak byłem przyzwyczajony, nie byłem pasożytem, tylko jak babcia nas wzięła, no to trzeba coś robić. I w 1940 roku nas wysiedlili, żeśmy przeszli na ulicę Wronią. Była taka sytuacja, że w tej nowej dzielnicy, jak żeśmy się przenieśli, to ludzie nie korzystali już z magli. Babcia z tego zrezygnowała i zajęła się handlem”.

Na zdjęciu Zbigniew Daab (po prawej). Warszawa, Lunapark w parku Praskim, 1938. Fot. ze zbiorów Zbigniewa Daaba/AHM

Dokładnie trzy lata temu w wieku stu lat odszedł od nas Witold Sadowy - aktor, felietonista i kronikarz życia teatralneg...
15/11/2023

Dokładnie trzy lata temu w wieku stu lat odszedł od nas Witold Sadowy - aktor, felietonista i kronikarz życia teatralnego Warszawy. W 2009 roku podzielił się z nami historią swojego życia i rodzinnymi fotografiami, dostępnymi obecnie w naszym archiwum.

Był zdeterminowany, by zostać aktorem – jeszcze przed wojną, w tajemnicy przed rodzicami uczęszczał do szkoły filmowo-teatralnej Hanny Ossori przy ul. Smolnej w Warszawie. Wybuch wojny pokrzyżował plany: aktorstwo trzeba było zamienić na pracę kelnera, potem była łapanka i dwa miesiące na Pawiaku. Dzięki protekcji znajomych ze środowiska artystycznego wyszedł z więzienia, odzyskał też pracę w kawiarni. Koniec wojny zastał go w Krakowie. Do domu wrócił 19 stycznia 1945. Jak wspominał:

"Właściwie to był obraz nędzy i rozpaczy. Wszędzie ruiny po drodze, trupy zwierząt, ludzi. Dobrnęliśmy do naszego mieszkania. Leżały tam jakieś resztki, trochę książek, fotografii... Zacząłem kupować tytoń i gilzę, mama robiła papierosy i sprzedawałem, budkę postawiłem tutaj, gdzie dawniej był Dworzec Główny, a w tej chwili jest Pałac Kultury. Tam się odbywał handel. I dowiedziałem się, że na Pradze jest normalne życie i że jest pierwszy teatr, który gra, i że dyrektorem teatru jest mój przyjaciel Jan Mroziński, którego ja poznałem w czasie okupacji. I po lodzie przedarłem się, bo nie było żadnych innych możliwości, był tylko most pontonowy, którym wojsko się przeprawiało. Dotarłem na Pragę i zobaczyłem afisz, że grają „Śluby panieńskie" i „Moralność pani Dulskiej". Teatr się nazywał Miasta Stołecznego Warszawy i mieścił się przy ulicy Zamoyskiego 20. Poszedłem na górę i zapytałem, czy mogę zobaczyć się z dyrektorem Mrozińskim. W tej chwili otworzyły się drzwi, Mroziński jak mnie zobaczył, zamarliśmy... i rzuciliśmy się sobie w ramiona, zaczęliśmy płakać, szczęśliwi. Powiedział: Spadłeś mi z nieba. Będziesz grał w następnej sztuce. Chcesz być w teatrze? Ja powiedziałem: No jakże! Całe życie marzyłem o tym".

Posłuchajcie dalszej części jego wciągającej opowieści już dziś na stronie www.RelacjeBiograficzne.pl

Anna Karwacka od dziecka była bardzo związana ze swoim ojcem – Janem Wolffem. Wspomina jeden ze wzruszających gestów tat...
14/11/2023

Anna Karwacka od dziecka była bardzo związana ze swoim ojcem – Janem Wolffem. Wspomina jeden ze wzruszających gestów taty w latach 60.: „Wracam do momentu związanego z Alejami Jerozolimskimi, ze wspaniałym sklepem z butami. Kiedy mieliśmy wyjechać w góry, to ja nie miałam butów, więc poszliśmy szukać tych butów z moim tatą. I [widzimy] taki elegancki sklep, a tata zawsze biedny człowiek, niezamożny. Ja mówię: – Tato, nie możemy tu wejść. – Ale tata mówi: – Wejdźmy, zobaczmy. – Weszłam, oglądam i nagle patrzę, po prostu marzenie, buty narciarskie przepiękne, z długą klapą z przodu, miały to całe urządzenie, że można było podpiąć narty. I to był szyk największy w ogóle. Mówię: – Boże, cudowne te buty, ale tato, chodźmy. – Były potwornie drogie. No a tata widział, jak ja byłam po prostu cała poruszona tymi butami i poprosił ekspedientkę, żeby mi dała przymierzyć. Ja przymierzyłam, mówię, że tak, że są świetne, ale przecież nie możemy ich kupić. I tata je kupił. I kupił mi te buty. No po prostu… Ja miałam wyrzuty sumienia w ogóle. Ale tata powiedział: – Jak zobaczyłem twoją radość z powodu tych butów, to po prostu wszystko bym oddał za to, żebyś te buty miała. – Jak mogłam nie kochać swojego ojca?”

Na zdjęciu Anna Karwacka z d. Wolff z rodzicami: Janem i Jadwigą. Olsztyn k. Częstochowy, ok. 1943. Fot. ze zbiorów Anny Karwackiej/AHM

W tym roku obchodzimy 105. rocznicę odzyskania niepodległości. Historia związana z tym doniosłym wydarzeniem utrwalona j...
11/11/2023

W tym roku obchodzimy 105. rocznicę odzyskania niepodległości.
Historia związana z tym doniosłym wydarzeniem utrwalona jest na tym jednym z wielu zdjęć z naszego z archiwum. Można na nim zobaczyć lotników wywodzących się z polskich formacji wojskowych na Wschodzie, którzy dołączyli do odrodzonego Wojska Polskiego.
Opowieść o spełnionym marzeniu wywalczenia niepodległości powiązana jest z przodkami Anny Skorupskiej-Różyckiej. Jej ojciec – Władysław Sobott – za udział w strajku w Olkuszu w 1905 roku został karnie wcielony do armii carskiej, gdzie w czasie I wojny światowej latał jako pilot obserwator, a po utworzeniu niepodległego państwa polskiego wrócił do Polski. Z okresu jego służby w armii carskiej i później w Wojsku Polskim zachowały się zdjęcia, które dziś możecie zobaczyć w naszych zbiorach.

Zarejestruj się i odkrywaj historię na www.RelacjeBiograficzne.pl

Zastanawiasz się, jak wyglądała praca w dużej firmie w... PRL-u? Poznaj kulisy pracy w jednym z największych zakładów pr...
10/11/2023

Zastanawiasz się, jak wyglądała praca w dużej firmie w... PRL-u?
Poznaj kulisy pracy w jednym z największych zakładów produkcyjnych tamtych lat - Pollenie. O tym, jak też o wielu innych arcyciekawych historiach, opowiada jedna z bohaterek Relacji Biograficznych - Anna Karwacka. Poznaj je już dziś!

Na zdjęciu pokaz prania w proszku IXI w pawilonie Polleny na Targach Poznańskich. Poznań, 1968. Fot. ze zbiorów Anny Karwackiej.

Zarejestruj się na www.RelacjeBiograficzne.pl i zyskaj dostęp do darmowej bazy nagrań audio i wideo, transkrypcji oraz materiałów fotograficznych.

Zbigniew Łuczak wspomina warszawską Pragę w latach 70.: „Najpierw mieszkałem na Pradze Północ, na ulicy Namysłowskiej. T...
09/11/2023

Zbigniew Łuczak wspomina warszawską Pragę w latach 70.: „Najpierw mieszkałem na Pradze Północ, na ulicy Namysłowskiej. Ta ulica się też zmieniała bardzo ciekawie: jak na początku tam mieszkałem, było Toledo, więzienie dla pań. Później to więzienie przeniesiono do Rembertowa, w tych obiektach zrobiono magazyny Domów Centrum. Potem to zburzono, postawiono bloki mieszkalne i Namysłowska jest zupełnie inną ulicą. Jedynie co zostało, to jeszcze basen na Namysłowskiej odkryty, to był jeden ze sztandarowych basenów w Warszawie. Tam w lato się chodziło na basen, na opalanie, a w zimę było robione lodowisko.
Ale przede wszystkim musiałem się nauczyć tej gwary trochę praskiej, żeby tam gdzieś w nos nie dostać przypadkowo. Musiałem znać pewne zwroty: fruwa twoja marynara, ile ty ważysz, jak zmokniesz. Po prostu takie, żeby każdy wiedział, że jesteś z Pragi, bo jak tego nie znasz, to wiadomo, że możesz z liścia dostać. Tak że takie zwroty tam trzeba było to opanować. I w miarę sąsiedztwo było fajne, jeżeli chodzi o ludzi, tam mi się w miarę bezpiecznie mieszkało. Nie miałem żadnego problemu, żeby tam się wieczorem przemieszczać”.

Na zdjęciu Wiesława Czochrowska. Warszawa, ul. Strzelecka. Fot. ze zbiorów Wiesławy Czochrowskiej/AHM

Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich! Zwyczajny spacer po Warszawie lat 30. - w tle piętrowy pawilon pod dzisiejszym numer...
08/11/2023

Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich! Zwyczajny spacer po Warszawie lat 30. - w tle piętrowy pawilon pod dzisiejszym numerem 14. Jak wtedy wyglądały przechadzki po mieście? Sprawdź na www.RelacjeBiograficzne.pl

Fot. ze zbiorów Marii Schmalhofer

Nasze archiwum to nie tylko historie wojenne - Paweł Burczyński opowiada o bitwach, ale takich między chłopakami z warsz...
07/11/2023

Nasze archiwum to nie tylko historie wojenne - Paweł Burczyński opowiada o bitwach, ale takich między chłopakami z warszawskiego Koła i Powązek w latach 50. XX w. Na zdjęciu z 1958 roku pozuje z kolegą do zdjęć robionych z samowyzwalacza za laskiem na Kole. Dziś w tym miejscu przebiega aleja Prymasa Tysiąclecia, a wówczas było to popularne miejsce piknikowe.
Jak mówił Pan Paweł: "Granica między Kołem a Powązkami przebiegała przez tor kolejowy łączący Dworzec Gdański z Zachodnim. Jeśli zdarzyło nam się przejść na stronę Powązek, a byli tam miejscowi, to bardzo często dochodziło między nami do walk".

Paweł Burczyński po ukończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej Rzemiosł Artystycznych na specjalizacji zegarmistrzowskiej. Od 1963 roku pracował w Warszawskiej Spółdzielni Zegarmistrzów, Złotników i Grawerów, gdzie spędził ponad 50 lat, następnie otworzył własny zakład zegarmistrzowski w alei Niepodległości. W swojej pracy zawodowej miał do czynienia z najróżniejszymi zegarami – od wieżowych, takich jak w stadninie koni w Janowie Podlaskim, przez zegary sterujące wyświetlaniem reklam w Warszawie, po system zegarów przystankowych w okolicach placu Konstytucji.

Poznaj jego historię - zarejestruj się na www.relacjebiograficzne.pl

"Poza pracą założyłam koło turystyczne. Ponieważ byłam gruźlikiem - musiałam chodzić - to wszystkie urlopy w górach. Ja ...
06/11/2023

"Poza pracą założyłam koło turystyczne. Ponieważ byłam gruźlikiem - musiałam chodzić - to wszystkie urlopy w górach. Ja przeszłam od Gór Stołowych do Bieszczad, wszystko pieszo! W Zakopanem to się nie zatrzymywałam, bo uważałam, że tam bogaci przyjeżdżają, żeby się pokazać, tylko zawsze mieszkałam w Murzasichlu u Józka. Tak że tam dwa razy w roku się chodziło".

Halina Połchowska-Stabrowska. Tatry, 1959. Fot. ze zbiorów Haliny Połchowskiej-Stabrowskiej

Hanna Lachert opowiada o Saskiej Kępie w pierwszych tygodniach po zakończeniu działań wojennych: „Jak Rosjanie weszli do...
05/11/2023

Hanna Lachert opowiada o Saskiej Kępie w pierwszych tygodniach po zakończeniu działań wojennych: „Jak Rosjanie weszli do Warszawy, to moja mama i ojciec powiedzieli: – Słuchaj, musisz pojechać do Warszawy i zobaczyć, co się dzieje w naszym mieszkaniu. Wzięłam kolegę, pojechaliśmy razem… Dzisiaj toby nikt nie puścił dziecka. Pojechałam na Nowy Zjazd, gdzie dom był rozwalony. Potem na Saską Kępę, gdzie ojciec budował dwa domy na ulicy Radziłowskiej. Radziłowska 10 była w surowym stanie, mieszkała tam tylko dozorczyni, która pilnowała tego wszystkiego. Na pierwszym piętrze ojciec miał biuro zrobione w jednym z pokoi. Musiałam zabrać się do sprzątania, było potwornie wszystko zabrudzone, bo mieszkali tam żołnierze. I przyszykowałam ten dom.
Warszawa była jednym wielkim gruzowiskiem, u nas na Saskiej Kępie były małe bardzo zniszczenia, ale mostów nie było. Tak że pływało się tylko łódkami. Po Wiśle pływały jeszcze trupy, to było coś okropnego. W Brwinowie nie było takiego dobrego zaopatrzenia, jak tutaj po tej prawej stronie Wisły. Jak ja zobaczyłam sklepy na Francuskiej, gdzie były ciastka i wędlina, i wszystko, to wszystkie pieniądze, które dostałam od rodziców, od razu wydałam na te pyszne rzeczy. A potem byłam głodna, brałam nasienną fasolę ze strychu, właściwie zabierałam dozorczyni, i gotowałam. I jadłam fasolę tylko, bo nie miałam nic do jedzenia. Ale sprzątnęłam wszystko i wróciłam z powrotem do rodziców, powiedziałam, że można jechać. I wszyscy spakowaliśmy swoje rzeczy, i przyjechaliśmy na ulicę Radziłowską. Jakoś wszystko to człowiek przeżył”.

Na zdjęciu domy na Saskiej Kępie, które budował przed wojną Tadeusz Sobocki (ojciec Hanny Lachert). Warszawa, Radziłowska 10, 10a. Fot. ze zbiorów Hanny Lachert/AHM

Chcesz mieć dostęp do całej bazy naszych nagrań? Jest darmowy! Zarejestruj się na www.relacjebiograficzne.pl i odkryj po...
04/11/2023

Chcesz mieć dostęp do całej bazy naszych nagrań? Jest darmowy! Zarejestruj się na www.relacjebiograficzne.pl i odkryj ponad 2600 godzin fascynujących opowieści o losach ludzi rzuconych w wir historii. Nagrania audio i wideo oraz transkrypcje z największego i najstarszego w Polsce Archiwum Historii Mówionej są na wyciągnięcie ręki. Wpisz w naszej wyszukiwarce interesujące Cię słowo, żeby przeszukać bazę nagrań i zdjęć.

Ty też jeździłaś na narty do Rabki? Zrób szus w przeszłość i poznaj historię dziewczynki ze zdjęcia - Basi Chodorowskiej...
03/11/2023

Ty też jeździłaś na narty do Rabki? Zrób szus w przeszłość i poznaj historię dziewczynki ze zdjęcia - Basi Chodorowskiej.

Barbara przeżyła wojnę w Warszawie, była harcerką Szarych Szeregów, a w 1944 roku została wywieziona do obozu pod Stuttgartem, gdzie pracowała w fabryce Boscha produkującej na potrzeby armii niemieckiej. Po wyzwoleniu obozu przez wojska francuskie znalazła się w brytyjskiej strefie okupacyjnej w miasteczku Celle pod Hanowerem. Po powrocie do Warszawy w 1946 roku zdała maturę i rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim.

Od 1960 do 2001 roku Barbara Chodorowska uczyła w stołecznym liceum im. Jana Zamoyskiego. Zarejestruj się i posłuchaj jej opowieści na www.relacjebiograficzne.pl

Irena Exner przebywała z rodziną w majątku Sanki, gdy wybuchła wojna. Po kampanii wrześniowej wróciła do swojego mieszka...
03/11/2023

Irena Exner przebywała z rodziną w majątku Sanki, gdy wybuchła wojna. Po kampanii wrześniowej wróciła do swojego mieszkania na warszawskiej Ochocie. Wspomina, co zobaczyła po powrocie:
„Kiedyśmy przyjechali do Warszawy, do naszego mieszkania, które, było parterowe z częścią mieszkania dosłownie na poziomie ulicy, nie było szyb. Od razuśmy się zorientowali, że w tym naszym mieszkaniu został zainstalowany punkt sanitarny podczas obrony Warszawy. W łazience były jakieś pokrwawione bandaże, leżały nosze pokrwawione stare. To nie było niby nic dziwnego, powiedzmy, na punkt sanitarny był zajęty duży teren, duże pomieszczenie posklepowe.
Ale dlaczego w ogóle wspominam o tej sprawie? W tym mieszkaniu, nie było wtedy lodówek, była przy kuchni wygrodzona mała spiżarenka. I na ścianach były półki. I już były zgromadzone czy tegoroczne, czy jeszcze wieloroczne zapasy, konserwy, które mama robiła, jakieś konfitury, soki i tym podobne. Otóż w jednym miejscu nie było słoika, a została zostawiona kartka: >>Przepraszam, zabrałam słoik dla rannych

Czy chłopiec ze zdjęcia mógłby obciąć wąsy kotu?🧐 Jeśli ciekawi Cię jego historia - odkryj wspomnienia Janiny Rożeckiej,...
02/11/2023

Czy chłopiec ze zdjęcia mógłby obciąć wąsy kotu?🧐 Jeśli ciekawi Cię jego historia - odkryj wspomnienia Janiny Rożeckiej, która opowiedziała nam o Henryku Teicherze - żydowskim chłopcu ukrywanym przez nią i jej mamę w czasie okupacji w domu na warszawskim Żoliborzu.

Opowieść można znaleźć w naszym archiwum - zarejestruj się na www.relacjebiograficzne.pl i korzystaj z darmowego dostępu do tysięcy historii z XX w.

Szykujesz się na imprezę z okazji  ? 🎃 Może zainspiruje Cię przeszłość - spójrz na przebrania osób ze zdjęcia! Tak się b...
31/10/2023

Szykujesz się na imprezę z okazji ? 🎃 Może zainspiruje Cię przeszłość - spójrz na przebrania osób ze zdjęcia! Tak się bawili w karnawale studenci Politechniki Warszawskiej w latach 80. w Krynicy.

Fot. ze zbiorów Celeste Zawadzkiej (na zdjęciu stoi pierwsza od prawej w górnym rzędzie)

Odkryj więcej na www.RelacjeBiograficzne.pl

31/10/2023

Odkrywaj przeszłość z https://RelacjeBiograficzne.pl - sprawdź, jak wyglądało zwykłe życie w XX w.

Zarejestruj się i zyskaj darmowy dostęp do: 2600+ godzin opowieści 480+ spisanych nagrań 11000+ archiwalnych zdjęć!

Pogrzeb Marty Zanowskiej z domu Szymańskiej - babci Stanisława Sowińskiego. Cmentarz Powązkowski w Warszawie, 1942.Fot. ...
31/10/2023

Pogrzeb Marty Zanowskiej z domu Szymańskiej - babci Stanisława Sowińskiego. Cmentarz Powązkowski w Warszawie, 1942.

Fot. zbiory Stanisława Sowińskiego/AHM

Joanna Mandrysz wychowywała się w powiecie lublinieckim. Z czułością wspomina dziadka, z którym wspólnie mieszkała: „Mój...
27/10/2023

Joanna Mandrysz wychowywała się w powiecie lublinieckim. Z czułością wspomina dziadka, z którym wspólnie mieszkała: „Mój dziadek ze strony mamy był bardzo takim cierpliwym, ciepłym człowiekiem. A ja byłam pierwszą wnuczką, bo jestem najstarsza w tej rodzinie. Więc widocznie się cieszył, bo mnie tak okropnie rozpuścił, aż mój mąż mówi, że sobie ze mną nie można dać rady. To znaczy, dziadek był po prostu dobry. Był nieprawdopodobnie dobry i może przesadzał. Na przykład rano robił mi śniadanie, ja grymasiłam makabrycznie. Kanapki musiał ciąć na takie malutkie prostokąciki, ja to nazywałam - wagoniki. Musiał je ułożyć odpowiednio w taki pociąg. Każdy wagonik musiał być grubo masłem posmarowany i [mieć] wzorek, wszystkie musiały być inne… Ale robił to z chęcią, po prostu, autentycznie to robił. I, jak mieliśmy jakieś potrzeby, na przykład bałam się zasnąć, albo nie chciałam sama zasnąć, to siadał przy łóżku, dawał mi kciuk i ja się tak trzymałam tego kciuka. A jak on mi powoli wyciągał, to ja go ciach, znowu. Zawsze rano, jak się budziłam, mówiłam: znowu mi uciekł. No więc, to takie są wesołości, które miały miejsce. Ale, proszę zobaczyć, ile było cierpliwości i serca w tym wszystkim”.

Nagranie zrealizowano w ramach projektu dr Machteld Venken „Dorastanie w regionach pogranicznych w Europie” realizowanego na Uniwersytecie Wiedeńskim przy wsparciu Narodowego Austriackiego Funduszu Badań Naukowych.

Na zdjęciu Joanna Mandrysz z dziadkami (w środku), po bokach jej rodzice: Gertruda i Edmund Białas. Lubliniec, lata 50. Fot. ze zbiorów Joanny Mandrysz/AHM

W naszym archiwum odkryliśmy zdjęcie, które pochodzi ze zbiorów Hanny Lachert i najprawdopodobniej zostało zrobione w Wa...
25/10/2023

W naszym archiwum odkryliśmy zdjęcie, które pochodzi ze zbiorów Hanny Lachert i najprawdopodobniej zostało zrobione w Warszawie. Niestety, nie potrafimy określić dokładnego miejsca - liczymy na Wasze wprawne oko, przyda się każda wskazówka 🙏

Fot. ze zbiorów Hanny Lachert/AHM

O popularnych zabawkach i zabawach z dzieciństwa opowiada Lucyna Twardowska:
23/10/2023

O popularnych zabawkach i zabawach z dzieciństwa opowiada Lucyna Twardowska:



Lucyna Twardowska wychowywała się we Lwowie. Wspomina zabawy z dzieciństwa:

„Myśmy zabawek mieli bardzo dużo. Ja się nie umiałam bawić, właściwie wszystkie moje zabawki gdzieś tam leżały, ale Wiesiek [brat] bawił się swoimi żołnierzykami, miał jakieś fortece, miał jakieś czołgi, karabiny. Miał konika – nie na biegunach, ale taki kij z głową końską i z lejcami, więc na tym biegał po mieszkaniu. Kiedyś jedna ciocia przywiozła mu cymbałki i to było okropne. Jakoś szybko znikły, bo nie można było wytrzymać, tak w te cymbałki walił. Jak ktoś mu kiedyś kupił trąbkę, to też ta trąbka znikła po pewnym czasie. On był szalenie ruchliwy i właściwie przetrzepał moje lalki bardzo szybko. Trzeba było zrobić taką szafę, gdzie on się nie dostawał na wyższe półki.

A ja nie umiałam ani skakać, ani koziołka fiknąć, ale wszystkiego się nauczyłam. I poza tym, że skakałam przez skakankę, to jeszcze biegałam z taką obręczą: był kijek i była duża obręcz drewniana, i ja biegałam po alejach w parku Kościuszki z tą obręczą, i też bardzo to lubiłam.

Poza tym bawiłyśmy się sersem. Wie pani, co to jest serso? To były takie trzciny, laseczki z rękojeścią, takie szpadki, powiedzmy, i kółka okrągłe, i się rzucało. Rzucało się, ktoś tam łapał. To można się było bawić w dwie osoby, w pięć osób, w ile kto chciał. Kolorowe te kółka były i te szpadki.

Biegaliśmy, mieliśmy siatki do łowienia motyli – na długim bambusie siatka i myśmy za tymi motylami się uganiali. Nigdy nie mogliśmy jakiegoś ładnego motyla złapać, zawsze łapaliśmy same bielinki kapustniki…”.

Na zdjęciu pokój dziecięcy w okresie międzywojennym. Fot. ze zbiorów Ewy Kowalskiej / Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Wanda Malinowska opowiada, jak jej rodzina nawiązała kontakt z ofiarodawczynią ze Stanów Zjednoczonych tuż po wojnie: „W...
20/10/2023

Wanda Malinowska opowiada, jak jej rodzina nawiązała kontakt z ofiarodawczynią ze Stanów Zjednoczonych tuż po wojnie: „Wracając do UNRRY, zapomniałam powiedzieć o jednej bardzo ważnej rzeczy. Kiedy chodziłam do przedszkola na ulicy Sewerynów, była akcja rozdawania ubrań zebranych w Stanach Zjednoczonych od ludzi, i przez UNRRĘ rozprowadzanych w różnych instytucjach. I nasze przedszkole dostało takie rzeczy dla dzieci. Mnie przypadł w udziale płaszczyk. Oczywiście ten płaszczyk wzięłam do domu i w kieszonce znalazłam adres ofiarodawczyni ze Stanów. Trudno było napisać list do niej ze względów językowych. Ale moja rodzina przyjaźniła się z taką spolonizowaną Amerykanką, która przed wojną wyszła za mąż za Polaka i mieszkała na Starym Mieście. Nawet parę osób z rodziny chodziło na angielski do niej, bardzo sympatyczna pani. Dzięki niej mama odpisała tej ofiarodawczyni płaszczyka.
I tak narodziła się korespondencja, która trwała 30 lat. Ta pani nazywała się Mary Hanus, mieszkała w Milwaukee, w Stanach Zjednoczonych. Ona pisała do nas listy, my pisaliśmy do niej listy, zawsze z czyjąś pomocą. Przysyłała co roku paczki, koło Bożego Narodzenia, z pięknymi rzeczami dla dziewczynek. Piękne, cudne ubranka, sukieneczki, do komunii buciki, skarpeteczki. Cudowna sprawa. Mama się rewanżowała wysyłając jakieś drobiazgi z Cepelii. Ona zawsze odpisywała i bardzo dziękowała.
To była prawdopodobnie samotna pani, miała domek z ogródkiem na skraju miasta. Wiem, że pracowała jako wolontariuszka w szpitalu miejscowym. No, potem zmarła, korespondencja się urwała. No, ale był to bardzo wzruszający czas. Zawsze te paczki, to były… Te słodycze w tych paczkach, jakieś ciasta długoterminowe, jakieś puddingi, jakieś cuda. Właśnie o tym zapomniałam powiedzieć, a to bardzo ciekawa sprawa”.
Na zdjęciu Wanda Malinowska w wieku przedszkolnym. Warszawa, 1946. Fot. ze zbiorów Wandy Malinowskiej/AHM

Warszawa, Krakowskie Przedmieście, lata 30. Fot. ze zbiorów Krystyny Potentas/AHM
18/10/2023

Warszawa, Krakowskie Przedmieście, lata 30.
Fot. ze zbiorów Krystyny Potentas/AHM

Ewa Maria Zielińska wspomina swoją pierwszą miłość i opowiada, jak razem spędzali wolny czas w trudnych okupacyjnych war...
16/10/2023

Ewa Maria Zielińska wspomina swoją pierwszą miłość i opowiada, jak razem spędzali wolny czas w trudnych okupacyjnych warunkach:



Ewa Maria Zielińska wspomina swoją sympatię, Feliksa Dunina-Karwickiego, z którym spotykała się w pierwszych latach okupacji:

„Jeździliśmy z Lisiem we dwójkę na rowerach nad Wisłę do dawnego WTW, to Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie. Jeździliśmy w każdej wolnej chwili, nawet jak była godzina, a było ciepło – to była taka namiastka wakacji. A w niedzielę, czy w jakiś dzień wolny, jak nie było konspiracyjnych obowiązków, tośmy brali bułki, jajka na twardo, i jechaliśmy tam na jak najdłużej. Później zaczęliśmy jeździć z Lisiem we dwójkę na warszawską stronę, za Wilanów. Tam Wisła była bardzo szeroka. Wtedy dużo pływaliśmy. Woda była tak czysta, że jakśmy nurkowali, hen go tam już widziałam pod wodą płynącego.

Zdjęcie z Cyganką zrobił właśnie on, Liś, Feliks Dunin-Karwicki, student architektury – był moją ogromną sympatią. 17 czerwca, pamiętam świetnie, nagle zadzwonił do mnie, że: – Ewa mam trzy godziny i mam rower. – Pojechaliśmy razem na plażę po południu i pierwszy raz mnie tam pocałował. Był zawstydzony, ja tak samo, udaliśmy, że nic się nie stało. I zbliżyłam się, że tak powiem, z Lisiem, zaczęliśmy się całować od czasu do czasu, bardzo zawsze tak dyskretnie jakoś, z takim... że coś kradniemy. I nie byliśmy zepsuta młodzież, ani nie byliśmy rozerotyzowani.

Raz myśmy sobie we dwójkę zostali, ja go odprowadzałam do pokoju – jeszcze jeden stopień, jeszcze jeden pocałunek. Wreszcie poszedł na górę, ale nim poszedł, to tak mnie przygarnął, świetnie to pamiętam, i powiedział: – Bo ja cię kocham. – Ja się tak speszyłam tym powiedzeniem, tak zdrętwiałam, że spytałam: – Bo co? – No nie wiedziałam, jak zareagować. Cmoknął mnie w policzek, poszedł na górę.

Można było być bardzo kochającym, bardzo zakochanym, nie trzeba było koniecznie spać ze sobą, co teraz jest niezrozumiałe dla młodych ludzi. A o miłości się nie mówiło. Bo nie byliśmy nigdy pewni dnia ani godziny. Oboje – każdy w swoim działaniu, w tejże konspiracji – mógł się przewrócić na plecy w każdej chwili...”.

Feliks Dunin-Karwicki zginął z bratem pani Ewy w akcji pod Słonimem w 1942 roku.

Na zdjęciu Ewa Maria Zielińska z Cyganką. Autor:Feliks Dunin-Karwicki. Warszawa, WTW, 17 czerwca 1940.

Fotografia ze zbiorów Marii Ewy Zielińskiej / Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Pochód w setną rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki. Górka Pabianicka, 15 października 1917.Fot. ze zbiorów Aliny Dąbrow...
15/10/2023

Pochód w setną rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki. Górka Pabianicka, 15 października 1917.
Fot. ze zbiorów Aliny Dąbrowskiej/AHM

Jerzy Hącia urodził się w Warszawie, a w czasie okupacji trafił z rodziną do Kraszewic (wówczas na terenach wcielonych d...
13/10/2023

Jerzy Hącia urodził się w Warszawie, a w czasie okupacji trafił z rodziną do Kraszewic (wówczas na terenach wcielonych do Rzeszy). Wspomina traumatyczne użądlenie przez pszczołę:
„Pasłem krowy na pastwisku i chodziłem po łące. Na nogach miałem klapki. W pewnym momencie poczułem, że coś mnie ugryzło w stopę. Patrzę, a pomiędzy stopą a klapkiem jest pszczoła. Pszczołę wyciągnąłem, żądło wyciągnąłem. I w dalszym ciągu pasłem krowę. Po jakimś czasie czuję, że tracę wzrok, coraz gorzej widzę. Wobec tego zostawiłem tę krowę, mówię, jak będę ślepy, to przecież nie dojdę do domu. Akurat przejeżdżał chłop wozem drabiniastym. Więc ja się złapałem za ten dyszel, który wystawał z tyłu i mówię do niego, gdzie ma się zatrzymać. Już ledwo widziałem. Zanim dojechaliśmy, to już nic nie widziałem. I zacząłem coraz gorzej mówić. Mama mnie położyła w łóżku w ubraniu i zaczęła poić mlekiem. – Pij, ile tylko możesz. A zrobił się szum, zbiegli się sąsiedzi, wujek z ciocią. Słyszę ich, jak mówią: – Jurek umiera. Leżę, już nie widzę, nie słyszę nic, ale mama przykłada mi szklankę z mlekiem, to piję. I mama do mnie mówi: – Nie bój się, nie będziesz sam, ja do ciebie tam przyjdę. – Ja nie rozumiem tego, wcale nie było, żebym rozpaczał, albo strach żebym miał. I po jakimś czasie, jak tego mleka się napiłem, pod powiekami zaczyna mi prześwitywać. Otwieram, już widzę jasność. Wszystko jest zamglone, ale jasność widzę. I zaczynam odzyskiwać głos. I piszczę: – Już widzę, coś widzę. I tak stopniowo, stopniowo to przeszło. Zmartwychwstałem wtedy.
Wiele razy mnie ukąsiła pszczoła. Przykładało się plaster cebuli i to było całe leczenie. I wcześniej nigdy nic. Widocznie na tę jedną pszczołę byłem [uczulony]. To był rok 1943 prawdopodobnie, albo 1942".

Na zdjęciu Jerzy Hącia. Kraszewice, okres okupacji. Fot. ze zbiorów Jerzego Hąci/AHM

Maria Nowicka z rodziną przeprowadziła się na warszawski Żoliborz w drugiej połowie lat 20. Zapamiętała chłopów, którzy ...
11/10/2023

Maria Nowicka z rodziną przeprowadziła się na warszawski Żoliborz w drugiej połowie lat 20. Zapamiętała chłopów, którzy sprowadzani byli wtedy do budowania domów przy ulicy Krasińskiego: „Przeprowadziliśmy się i trwała budowa po drugiej stronie Krasińskiego domów już nie WSM-owskich. A budowali to chłopi, którzy przyjechali konnymi furami z Wołynia. Przyjechali zarabiać, nocowali na furze, przykrywali się, jakąś budę mieli z brezentu czy z czegoś i sobie rozkładali. Nie mieli nawet żadnej pakamery, żadnego… Nic! Widzieliśmy, jak rano się myli na dworze i przez cały dzień pracowali na budowie, a [potem] szli spać na furze”.

Na zdjęciu Helena Piekut z mamą (kobieta po prawej) w parku im. S. Żeromskiego, w tle plac Wilsona, po lewej ulica Krasińskiego. Warszawa, lata 30.
Fot. ze zbiorów Heleny Piekut/AHM

O swojej przygodzie ze światem filmowym wspomina Anna Karwacka:
09/10/2023

O swojej przygodzie ze światem filmowym wspomina Anna Karwacka:


🎬 Anna Karwacka opowiedziała nam, jak w latach 60. zaproponowano jej rolę w filmie:

„Lubiłam oglądać filmy. I postanowiłam któregoś dnia, że pójdę do kina Moskwa, stanęłam w kolejce. Nagle podszedł do mnie pan, mówi, że jest reżyserem, że robi film »Dansing w kwaterze Hitlera« i szuka aktorów, takich naturalnych, i wobec tego ma propozycję: czy ja zechciałabym wziąć udział w zdjęciach próbnych do jednej z głównych ról w tymże filmie? Byłam bardzo powściągliwa i nie chciałam. No ale on nalegał, powiedział kiedy, jak się zgłosić.

Przyjechałam do tej wytwórni filmowej na Chełmskiej, Jan Batory [reżyser i scenarzysta – przyp. DSH] już na mnie czekał. Zaprowadził mnie do charakteryzatorni i dał jakiś tekst do nauczenia się. Zaczęły się zdjęcia. Moim partnerem był Olgierd Łukaszewicz, wspaniały aktor. Ale rzecz polegała na tym, że miałam grać dziewczynę współczesną, otwartą, która ma wprowadzić w życie nieśmiałego młodego człowieka. Olgierd Łukaszewicz palił papierosy, wtedy to takie było bardzo powszechne. Ale dla mnie to był szok, bo ja nigdy nie paliłam papierosów i nagle mam zaciągnąć się, jemu pokazać, jak się te papierosy pali – bo ja jego miałam wprowadzić w życie. No i nakręcili te zdjęcia.

Potem pożegnaliśmy się i za jakiś czas pan reżyser dzwoni i mówi: – Pani Anno, gdybym miał rolę Matki Boskiej, to na pewno pani by tę rolę otrzymała! Pani była [zbyt] matczyna dla Łukaszewicza. Mimo wszystko chcę, żeby pani wzięła udział w tym filmie, [mam dla pani] epizod. – [W tym epizodzie] wiele do mówienia nie było, bo to była pozorowana rozmowa w jakiejś budce telefonicznej, gdzieś do kogoś dzwoniłam. Nie wiem, co to za postać, ale była potem w tym filmie. No i tak… i właściwie tyle. Zaistniałam w filmie. Reżyser dał mi potem ten cały wycinek, nawiązałam [też] stały kontakt z panem Janem Batorym”.

Na zdjęciu Anna Karwacka, lata 60. Fot. Ze zbiorów Anny Karwackiej/ Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Adres

Karowa 20
Warsaw
00-324

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Telefon

+48222550540

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta:

Widea

Udostępnij

Kategoria

Najbliższe muzea