Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta Archiwum Historii Mówionej DSH/OK to największy w Polsce zbiór relacji świadków historii XX wieku. http://www.relacjebiograficzne.pl
http://www.audiohistoria.pl

[for English scroll down]
Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA to największy w Polsce zbiór relacji świadków historii XX wieku. Liczy już ponad 6000 wywiadów biograficznych nagranych w technice audio lub wideo, zdigitalizowanych, opracowanych archiwalnie i udostępnianych w Czytelni Multimedialnej Domu Spotkań z Historią (tworzonego z inicjatywy KARTY i stołecznego sam

[for English scroll down]
Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA to największy w Polsce zbiór relacji świadków historii XX wieku. Liczy już ponad 6000 wywiadów biograficznych nagranych w technice audio lub wideo, zdigitalizowanych, opracowanych archiwalnie i udostępnianych w Czytelni Multimedialnej Domu Spotkań z Historią (tworzonego z inicjatywy KARTY i stołecznego sam

Otwórz jak zwykle

Na spacerze po Solcu i Czerniakowie było gorąco, ale nie zniechęcało to naszych uczestników - dziękujemy, że wytrwaliści...
17/08/2021

Na spacerze po Solcu i Czerniakowie było gorąco, ale nie zniechęcało to naszych uczestników - dziękujemy, że wytrwaliście do końca:) To był najdłuższy spacer w naszym cyklu "Warszawa zapamiętana" i mogliśmy wysłuchać wielu wspomnień związanych z lokalną historią:)

Krystyna Stankiewicz wspomina jak przeszła przyspieszony kurs dorastania w czasie okupacji:
16/08/2021

Krystyna Stankiewicz wspomina jak przeszła przyspieszony kurs dorastania w czasie okupacji:

#poniedziałekzAHM

Beztroskie dzieciństwo, spokój... można by pomyśleć o tym zdjęciu Oskara Chomickiego, zrobionym pomiędzy 1941-1942 w Otwocku. Jak wyglądało tamto dzieciństwo?

Krystyna Stankiewicz w chwili wybuchu wojny miała 8 lat. W czasie okupacji przeszła przyspieszony kurs dorastania, opowiada:

„Ja po prostu zaczęłam być bardziej dorosła i myśląca tak jak dorośli. Już zaczęłam myśleć o jedzeniu, o bracie… Wszyscy musieli coś kombinować, to po prostu jest okres, kiedy człowiek zaczynał, mimo woli, być dorosłym i myśleć tak, jak myślą dorośli. W sensie takim, że chleb trzeba gdzieś zdobyć, coś tam do ubrania. Ktoś jest chory, trzeba… Nie traktowano mnie już jak dziecko. Umyć, sprzątnąć, przynieść, zrobić – to już należało do mnie. Bo to już był moment, kiedy nikt nikogo nie pytał: Umiesz? Nie umiesz? Chcesz? Nie chcesz? Trzeba. Było różnie bardzo z jedzeniem, nie zawsze było. Owszem, jakaś zupa tak, ale nie zawsze był chleb. No różnie było, różnie. Po prostu człowiek automatycznie doroślał, bez pytania. Tak bym powiedziała.”

Relację Krystyny Stankiewicz znajdziecie w serwisie Audiohistoria: https://audiohistoria.pl/nagranie/5307-ahm_3331

Na zdjęciu Oskar Chomicki. Józefów, lata 1941-1943.
Fot. ze zbiorów Oskara Chomickiego / Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Na zdjęciu Mieczysław i Anna Kreyser z córką Barbarą Chodorowską (z domu Kreyser) na wakacjach, okres międzywojenny.   F...
13/08/2021

Na zdjęciu Mieczysław i Anna Kreyser z córką Barbarą Chodorowską (z domu Kreyser) na wakacjach, okres międzywojenny.
Fot. ze zbiorów Barbary Chodorowskiej/AHM

Na zdjęciu Mieczysław i Anna Kreyser z córką Barbarą Chodorowską (z domu Kreyser) na wakacjach, okres międzywojenny.
Fot. ze zbiorów Barbary Chodorowskiej/AHM

W najbliższą sobotę kolejny spacer z cyklu "Warszawa zapamiętana". Piotr Hummel opowie o Solcu i Czerniakowie, obejrzymy...
11/08/2021

W najbliższą sobotę kolejny spacer z cyklu "Warszawa zapamiętana". Piotr Hummel opowie o Solcu i Czerniakowie, obejrzymy archiwalne zdjęcia, posłuchamy też wspomnień mieszkańców Warszawy związanych z tą okolicą. Więcej dowiecie się tu: https://www.facebook.com/events/332338641834207/?event_time_id=332338641834207&ref=newsfeed
Uwaga: obowiązują zapisy. Zapraszamy!
Na zdjęciu Leokadia Rózik (druga z lewej) odgruzowuje Warszawę. W tle Wilanowska 6-8 w pierwszych latach po wojnie. Fot. zbiory Leokadii Rózik/AHM

W najbliższą sobotę kolejny spacer z cyklu "Warszawa zapamiętana". Piotr Hummel opowie o Solcu i Czerniakowie, obejrzymy archiwalne zdjęcia, posłuchamy też wspomnień mieszkańców Warszawy związanych z tą okolicą. Więcej dowiecie się tu: https://www.facebook.com/events/332338641834207/?event_time_id=332338641834207&ref=newsfeed
Uwaga: obowiązują zapisy. Zapraszamy!
Na zdjęciu Leokadia Rózik (druga z lewej) odgruzowuje Warszawę. W tle Wilanowska 6-8 w pierwszych latach po wojnie. Fot. zbiory Leokadii Rózik/AHM

O swoim pierwszym locie samolotem opowiada Izabela Płatkowska:
09/08/2021

O swoim pierwszym locie samolotem opowiada Izabela Płatkowska:

#poniedziałekzAHM

Izabela Płatkowska po wojnie znalazła się w Szwajcarii, tam postanowiła wyjechać do Londynu do pracy. Wspomina pierwszy w życiu lot samolotem:

„Przeżycie wielkie, cała rodzina szwajcarska stanęła na wysokości zadania: fundnęli mi samolot z Zurichu do Londynu. Byłam potwornie przejęta. Nie spałam całą noc, trzeba było już o trzeciej rano wyjechać z Sankt Gallen. Z nerwów nic nie jadłam. Dotarłam do tego samolotu. Wiadomo, że marzeniem każdej dziewczyny wtedy było być stewardessą, więc patrzyłam na ten samolot, na te stewardessy.

A ciocia mi dała 20 franków: Masz, na początek, żebyś miała pieniądze. Wuj dał mi pięć franków i uważał, że to bardzo dużo. No więc ja miałam te 25 franków – trzymałam w kieszeni, bo myślałam sobie: kto wie, może portmonetkę ukradną, a w kieszeni to nie ukradną. I raptem stewardesa zaczęła roznosić tacki – wtedy jeszcze nie było plastiku, tylko tacki: tutaj porcelana, sztućce, wszystko. Ja sobie pomyślałam: Boże, ile to może kosztować? To na pewno o wiele więcej niż te 25 franków, które ja mam. O rety! Jak ona podeszła do mnie, to ja się uśmiechnęłam: Nie, dziękuję bardzo. Ja nie jadam nigdy w samolocie, bo mi się robi niedobrze. Obok mnie siedział bardzo miły starszy pan, Amerykanin, który powiedział: Ale nie, no niech pani cośkolwiek zje, niech się pani chociaż herbaty napije. – Nie, dziękuję panu. Wie pan, mi się zawsze nawet od herbaty robi niedobrze w samolocie. No dobrze, doleciałam – głodna jak nieszczęście. Nawet wody nie, bo myślałam sobie: to też pewno kosztuje. A jeżeli ona w samolocie nie ma reszty i weźmie wszystko, to co będzie?

I potem odebrali mnie od samolotu ci państwo, u których miałam być. Oni mieszkali w hrabstwie Kent. Z Victoria Station jechało się 40 minut – ale oni samochodem byli. I powiedzieli: O, to zjadłaś pewno w samolocie, to teraz wykorzystamy to, że już jesteśmy w Londynie. Pokażemy ci Londyn, bo zanim dojedziemy do domu – bo to potrwa – nie będziemy drugi raz do Londynu wracać. O szóstej wieczór byliśmy wreszcie. Ja tego dnia Londynu nic nie pamiętam”.

Na zdjęciu Gabriel Stypiński z bratem. Wrocław, 1946.
Fot. ze zbiorów Gabriela Stypińskiego / Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta

Na zdjęciu plażowicze z widokiem na Warszawę, lata 50.Fot. ze zbiorów Rajmunda Ulatowskiego/AHM#plażanadwisłą #wakacjewm...
07/08/2021

Na zdjęciu plażowicze z widokiem na Warszawę, lata 50.
Fot. ze zbiorów Rajmunda Ulatowskiego/AHM

#plażanadwisłą #wakacjewmieście

Na zdjęciu plażowicze z widokiem na Warszawę, lata 50.
Fot. ze zbiorów Rajmunda Ulatowskiego/AHM

#plażanadwisłą #wakacjewmieście

Rodzina Macieja Chwilczyńskiego posiadała kilka domów przy ulicy Wolskiej. Rzeź Woli w pierwszych dniach sierpnia okrutn...
05/08/2021

Rodzina Macieja Chwilczyńskiego posiadała kilka domów przy ulicy Wolskiej. Rzeź Woli w pierwszych dniach sierpnia okrutnie dotknęła wielu członków rodziny. Pan Maciej wspomina jednego z nich: „Stanisław Stefan Pręczkowski, bardzo ciekawy człowiek. Skończył politechnikę w Karlsruhe, został inżynierem mechanikiem. Zawarł związek małżeński z Eleonorą Łuczyńską i razem z żoną pojechali do Rosji. Tam był dyrektorem wielu fabryk i cementowni na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. Budował cementownię. Po powrocie do Warszawy w 1918 zaczął studia na Wszechnicy Polskiej, gdzie otrzymał stopień inżyniera komunikacji. Po studiach został wybrany przez koncern amerykański Portland Cement na dyrektora. Rozpoczął budowę i wybudował cementownię Rejowiec. Po zakończeniu przeniósł się na Pomorze i na polecenie swojego przyjaciela ministra Kwiatkowskiego wybudował cementownię w Wejherowie. I ta cementownia była odpowiedzialna za dostarczanie całego cementu do budowy Gdyni. Kupił plac w Gdyni przy skwerze Kościuszki na rogu Nadmorskiej i wybudował bardzo duży dom czynszowy, bardzo nowoczesny w tym czasie. Został zabrany po wojnie i teraz tam nazywają go Domem Admiralicji. Po wkroczeniu Niemców przyjechał do Warszawy. I tenże Stanisław wraz ze swoją rodziną 5 sierpnia 1944 roku o godzinie 11 został zamordowany przez Niemców. Zwłoki ich zostały spalone. To było na wysokości Wolska 102. Tam teraz jest taki cokół. Stanisław był ożeniony z Eleonorą, która ukończyła Konserwatorium Warszawskie. I też razem z mężem 5 sierpnia 1944 roku została rozstrzelana. [Księża] po masakrze na Woli – 5 sierpnia 1945 roku odprawili nabożeństwo żałobne w miejscu egzekucji. Polowy ołtarz został ułożony z cegieł zebranych w okolicznych ruinach, przykryty biało-czerwoną flagą.”
Na zdjęciu Stanisław Stefan Pręczkowski (drugi rząd, drugi z lewej) z rodziną, okres międzywojenny. Fot. ze zbiorów Macieja Chwilczyńskiego/AHM
#powstaniewarszawskie #rzeźwoli

Rodzina Macieja Chwilczyńskiego posiadała kilka domów przy ulicy Wolskiej. Rzeź Woli w pierwszych dniach sierpnia okrutnie dotknęła wielu członków rodziny. Pan Maciej wspomina jednego z nich: „Stanisław Stefan Pręczkowski, bardzo ciekawy człowiek. Skończył politechnikę w Karlsruhe, został inżynierem mechanikiem. Zawarł związek małżeński z Eleonorą Łuczyńską i razem z żoną pojechali do Rosji. Tam był dyrektorem wielu fabryk i cementowni na terenie Cesarstwa Rosyjskiego. Budował cementownię. Po powrocie do Warszawy w 1918 zaczął studia na Wszechnicy Polskiej, gdzie otrzymał stopień inżyniera komunikacji. Po studiach został wybrany przez koncern amerykański Portland Cement na dyrektora. Rozpoczął budowę i wybudował cementownię Rejowiec. Po zakończeniu przeniósł się na Pomorze i na polecenie swojego przyjaciela ministra Kwiatkowskiego wybudował cementownię w Wejherowie. I ta cementownia była odpowiedzialna za dostarczanie całego cementu do budowy Gdyni. Kupił plac w Gdyni przy skwerze Kościuszki na rogu Nadmorskiej i wybudował bardzo duży dom czynszowy, bardzo nowoczesny w tym czasie. Został zabrany po wojnie i teraz tam nazywają go Domem Admiralicji. Po wkroczeniu Niemców przyjechał do Warszawy. I tenże Stanisław wraz ze swoją rodziną 5 sierpnia 1944 roku o godzinie 11 został zamordowany przez Niemców. Zwłoki ich zostały spalone. To było na wysokości Wolska 102. Tam teraz jest taki cokół. Stanisław był ożeniony z Eleonorą, która ukończyła Konserwatorium Warszawskie. I też razem z mężem 5 sierpnia 1944 roku została rozstrzelana. [Księża] po masakrze na Woli – 5 sierpnia 1945 roku odprawili nabożeństwo żałobne w miejscu egzekucji. Polowy ołtarz został ułożony z cegieł zebranych w okolicznych ruinach, przykryty biało-czerwoną flagą.”
Na zdjęciu Stanisław Stefan Pręczkowski (drugi rząd, drugi z lewej) z rodziną, okres międzywojenny. Fot. ze zbiorów Macieja Chwilczyńskiego/AHM
#powstaniewarszawskie #rzeźwoli

Wojciech Tuszko nie miał rodzeństwa, ale utrzymywał bliski kontakt ze starszym kuzynem Januszem Macińskim. Wspomina, jak...
29/07/2021

Wojciech Tuszko nie miał rodzeństwa, ale utrzymywał bliski kontakt ze starszym kuzynem Januszem Macińskim. Wspomina, jak kuzyn krok po kroku spełniał swoje marzenia: „Ja byłem nie tylko jedynakiem, ale wśród przyrodniego rodzeństwa właściwie nie miałem rówieśników. Najbliższym moim wiekowo kuzynem, ciotecznym bratem, był Janusz Maciński, o pięć lat ode mnie starszy. Jego losy to jest przykład tego, co komu pisane, to go nie minie. On strasznie chciał być lotnikiem, więc w szkole, w aeroklubie - kurs szybowcowy. Latał na szybowcach. Jeszcze w szkole [skończył] kurs pilotażu sportowego, latał sportowo. Dostał się do szkoły oficerskiej, do podchorążówki lotniczej w Dęblinie. To marzenie się spełniło. Jak przyjeżdżał, to tu się zwierzał: Żeby tylko mnie wzięli do myśliwców, a nie do lotnictwa bombowego, czy zwiadowczego. Przyjeżdża na któryś urlop: Wojtek, jestem na kursie akrobacji, czyli myśliwce. Spełniło mu się. I marzenie, o którym chyba tylko ja wiedziałem: Żeby jak skończę, dostać przydział do takiej reprezentacyjnej eskadry, 111 Eskadry Myśliwskiej w Warszawie. W marcu, czy w kwietniu 1939 roku przyjeżdża już w mundurze podporucznika: Wojtek, mam przydział do sto jedenastej. Wszystko mu się spełniło. Miał, zdaje się, ośmiu Niemców zestrzelonych i wreszcie jego zestrzelili. Wszystkie marzenia mu się spełniły… żeby zginąć nad kanałem w bitwie o Anglię.”
Na zdjęciu Wojciech Tuszko i Janusz Maciński (po prawej). Celestynów, 1933. Fot. ze zbiorów Wojciecha Tuszko/AHM

Wojciech Tuszko nie miał rodzeństwa, ale utrzymywał bliski kontakt ze starszym kuzynem Januszem Macińskim. Wspomina, jak kuzyn krok po kroku spełniał swoje marzenia: „Ja byłem nie tylko jedynakiem, ale wśród przyrodniego rodzeństwa właściwie nie miałem rówieśników. Najbliższym moim wiekowo kuzynem, ciotecznym bratem, był Janusz Maciński, o pięć lat ode mnie starszy. Jego losy to jest przykład tego, co komu pisane, to go nie minie. On strasznie chciał być lotnikiem, więc w szkole, w aeroklubie - kurs szybowcowy. Latał na szybowcach. Jeszcze w szkole [skończył] kurs pilotażu sportowego, latał sportowo. Dostał się do szkoły oficerskiej, do podchorążówki lotniczej w Dęblinie. To marzenie się spełniło. Jak przyjeżdżał, to tu się zwierzał: Żeby tylko mnie wzięli do myśliwców, a nie do lotnictwa bombowego, czy zwiadowczego. Przyjeżdża na któryś urlop: Wojtek, jestem na kursie akrobacji, czyli myśliwce. Spełniło mu się. I marzenie, o którym chyba tylko ja wiedziałem: Żeby jak skończę, dostać przydział do takiej reprezentacyjnej eskadry, 111 Eskadry Myśliwskiej w Warszawie. W marcu, czy w kwietniu 1939 roku przyjeżdża już w mundurze podporucznika: Wojtek, mam przydział do sto jedenastej. Wszystko mu się spełniło. Miał, zdaje się, ośmiu Niemców zestrzelonych i wreszcie jego zestrzelili. Wszystkie marzenia mu się spełniły… żeby zginąć nad kanałem w bitwie o Anglię.”
Na zdjęciu Wojciech Tuszko i Janusz Maciński (po prawej). Celestynów, 1933. Fot. ze zbiorów Wojciecha Tuszko/AHM

W sobotę, w wieku 99 lat, odszedł Antoni Rajkiewicz, wybitny ekonomista, pionier polityki społecznej jako dziedziny nauk...
27/07/2021

W sobotę, w wieku 99 lat, odszedł Antoni Rajkiewicz, wybitny ekonomista, pionier polityki społecznej jako dziedziny nauki w Polsce. W 2014 roku nagraliśmy wywiad z profesorem i jego żoną, obie pełne relacje dostępne są na stronie https://relacjebiograficzne.pl/.
Na zdjęciu Antoni Rajkiewicz w biurze Bratniej Pomocy, 1947.
Fot. ze zbiorów Antoniego Rajkiewicza/AHM

W sobotę, w wieku 99 lat, odszedł Antoni Rajkiewicz, wybitny ekonomista, pionier polityki społecznej jako dziedziny nauki w Polsce. W 2014 roku nagraliśmy wywiad z profesorem i jego żoną, obie pełne relacje dostępne są na stronie https://relacjebiograficzne.pl/.
Na zdjęciu Antoni Rajkiewicz w biurze Bratniej Pomocy, 1947.
Fot. ze zbiorów Antoniego Rajkiewicza/AHM

Jak skomplikowane i czasochłonne było pranie w latach 40. poczytajcie we wspomnieniach Rajmunda Ulatowskiego:
26/07/2021

Jak skomplikowane i czasochłonne było pranie w latach 40. poczytajcie we wspomnieniach Rajmunda Ulatowskiego:

#poniedziałekzAHM:
„Pranie to było coś, co angażowało wszystkich domowników – opowiada o czasochłonnym rytuale prania w domu w Rozwadowie w okresie okupacji Rajmund Ulatowski. – Przede wszystkim był kocioł zrobiony na zamówienie. Nawet pamiętam, był robiony przez sąsiada, pana Mulkowskiego, on pracował chyba w Hucie Stalowa Wola. I z tej huty to wyciekały różne materiały. W każdym razie że to był bardzo przyzwoity metal, taki nierdzewny. Kuchnia była z fajerkami, tam ten kocioł stał.

Żeby bieliznę wygotować, to trzeba było przynieść wodę z pompy. Były dwie pompy w sąsiedztwie: jedna na rynku, druga w bocznej uliczce. To była zwykle robota ojca, potem jak ja już byłem trochę większy, to nosiłem też. Siostra czasem mi pomagała, miała takie mniejsze wiadro emaliowane. Ja nosiłem w dużych dwóch cynkowych wiadrach. Wodę trzeba było przynieść i się gotowało.

Zapach, znaczy ta para, to była w całym mieszkaniu, bo kuchnia była bez wentylacji. Latem to było jeszcze pół biedy, bo można było pranie rozwiesić na dworze, na podwórzu. Przypuszczam, że gospodynie uzgadniały między sobą, która będzie [wieszała], bo to całe podwórze było zajęte. Samo pranie odbywało się tradycyjnie w balii, na tarze. To już była robota mojej mamy. Nikt nie przychodził pomagać. Problem był z mydłem, dlatego że tłuszcz był poszukiwany, reglamentowany przez Niemców. Mydło do prania robiono prywatnie, we własnym zakresie.

Jeszcze à propos suszenia. Zimą też się wieszało bieliznę na dworze, ale efekt był taki, że ona wyschła tylko tyle, że jak się zdejmowało, to były płachty takie jak blacha, bo to było zamarznięte. I w domu, w pokoju, były wbijane haki i sznur rozciągnięty. I ta bielizna się dosuszała w domu. Po wysuszeniu to się maglowało we własnym zakresie. Był magiel ręczny, bieliznę nawijało się na wałek - trzeba było jakiś stół mocniejszy przeznaczyć do tego”.

Na zdjęciu pranie rozwieszone na podwórku rodziny Karwackich w okresie okupacji.
Fot. ze zbiorów Anny Karwackiej/AHM

Całej relacji Rajmunda Ulatowskiego możecie posłuchać w serwisie Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta Audiohistoria: https://audiohistoria.pl/nagranie/6069-ahm_3744

Pamiętacie historię odnalezionej po 80 latach właścicielki filiżanki? Jeśli nie znacie, zajrzyjcie tutaj: https://www.fa...
23/07/2021

Pamiętacie historię odnalezionej po 80 latach właścicielki filiżanki? Jeśli nie znacie, zajrzyjcie tutaj: https://www.facebook.com/archiwumhistoriimowionej/posts/2565302617064157
Mamy cudowną wiadomość: jest kontynuacja tej wspaniałej historii! Po latach znowu związały się losy rodzin przyjaźniących się przed wojną

Pamiętacie historię odnalezionej po 80 latach właścicielki filiżanki? Jeśli nie znacie, zajrzyjcie tutaj: https://www.facebook.com/archiwumhistoriimowionej/posts/2565302617064157
Mamy cudowną wiadomość: jest kontynuacja tej wspaniałej historii! Po latach znowu związały się losy rodzin przyjaźniących się przed wojną

Adres

Karowa 20
Warsaw
00-324

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Telefon

+48222550540

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Karta:

Widea

Kategoria

Najbliższe muzea


Inne Muzea historyczne w Warsaw

Pokaż Wszystkie

Komentarze

Czy mają Państwo w swoich zbiorach przedwojenne albo okupacyjne zdjęcie ulicy Sowiej na Mariensztacie? Do wybuchu powstania mieszkała na Sowiej 3/26 moja mama. Kamienica nie przetrwała. Chciałabym znaleźć chociaż jakiś ślad...
Oj, dziękuję za zaproszenie!
Moje Archiwum Historii Mówionej - Filip Białowicz urodził się w Izbicy. Był w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze, z którego uciekł. Uczestniczył w powstaniu więźniów tego obozu, jest autorem wspomnień z czasów Holocaustu. Uratowała go polska rodzina Mazurek.
Huculi w Polsce międzywojennej. Hutsuls in interwar Poland 1919 - 1939
ODKUPIE ŻOŁNIERZYKI PRL
Już polubiłam! Pozdrawiam serdecznie🌺😀
Polecam publikację "Mój zegar niesłoneczny" dostępny w formie papierowej w księgarniach internetowych.Biogram z czasów II Wojny i okresu powojennego chłopca na wsi pomorskiej. Znajduje się w zbiorach Ośrodka "Karta"
Zachęcam do skorzystania z naszej specjalnej oferty kulturalnej! Tym razem gorąco polecam Państwa uwadze koncert patriotyczny "DESZCZE , JESIENNY DESZCZ"
Czy posiadacie Państwo zdjęcie, lub zapisy audio z Ulicy Dzikiej? Tomasz Wiśniewski
Tamka 1960 r. Ja z mamą.
Do pobrania: