Stowarzyszenie Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich

Stowarzyszenie Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich Stowarzyszenie Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich jest kontynuatorem założonego w 196

Otwórz jak zwykle

Wiecie  co to za huzar?, ja wiem, ale tak  z ciekawości, dla zorientowania się kto odgadnie. Dodam, że  ten oficer jest ...
20/08/2021

Wiecie co to za huzar?, ja wiem, ale tak z ciekawości, dla zorientowania się kto odgadnie. Dodam, że ten oficer jest Polakiem

Wiecie co to za huzar?, ja wiem, ale tak z ciekawości, dla zorientowania się kto odgadnie. Dodam, że ten oficer jest Polakiem

NIEZWYKŁE PROJEKTY DOKONYWANIA DESANTÓW W EPOCE NAPOLEOŃSKIEJEWspółcześnie wojskowi wkraczają nawet w środowisko wodne, ...
16/07/2021

NIEZWYKŁE PROJEKTY DOKONYWANIA DESANTÓW W EPOCE NAPOLEOŃSKIEJE

Współcześnie wojskowi wkraczają nawet w środowisko wodne, wykorzystując foki czy delfiny do przeprowadzania podwodnych dywersji. Okazuje się, że zaprzęganie zwierząt morskich do celów wojskowych, w tym transportowych, towarzyszyło myśli militarnej już w odległej w przeszłości.
1.
W epoce napoleońskiej rodziły się liczne, często fantastyczne palny załamania brytyjskiej zasady ,,splendid isolation”. Wszystkie miały na celu zminimalizowanie zasadniczej przeszkody jaką na drodze do podboju Anglii, stanowił kanał La Manche. Napoleon zgromadził wojska w portowym Boulogne i ponad 1000 statków transportowych, lecz różne czynniki wciąż opóźniały termin inwazji. Podczas oczekiwania na jej rozpoczęcie pojawił się w obozie niejaki Quatremere – Disjouval, który sam siebie uważał za wielkiego wynalazcę. Najnowszy jego pomysł, który pragnął przedłożyć Napoleonowi to użycie …delfinów jako wierzchowców dla oddziałów desantowych. Wszyscy oficerowie jacy zapoznali się z tym planem wyśmiewali się z racjonalizatora i pukali się w czoło. Wyjątek stanowił o dziwo marszałek Louis Davout. Ten trzeźwo rozumujący oficer dał się uwieść fantastycznej i barwnej wizji kawalerii na grzbietach delfinów, dokonującej zmasowanego ataku na wybrzeża Anglii. Przedłożył projekt Napoleonowi, który po jego przeczytaniu osłupiał. Dowiedział się z niego, że należy dokonać masowych odłowów tych ,,cieląt morskich”, wytresowanie ich w specjalnych basenach, wykonać specjalne uzdy, wędzidła, siodła i wsadzić na ich grzbiety tyralierów i strzelców konnych gwardii. By zapobiec zanurzeniu się delfina, wynalazca przewidział przytroczenie do jego boków dwóch worków z powietrzem, uniemożliwiającym mu nurkowanie. 30 stronic szczegółowego memorandum rozzłościło tylko cesarza, który w pierwszym odruch chciał wysłać wynalazcę do domu wariatów. Jeszcze przez pewien czas czynił uszczypliwe uwagi pod adresem promotora ,,morskiej kawalerii” – marszałka Davouta.
2.
W armii francuskiej pracowano jednocześnie nad wszelkimi innymi sposobami pokonania przeszkody wodnej jaka stała na przeszkodzie podboju Wielkiej Brytanii. W 1798r. powstał projekt pływającej fortecy inwazyjnej ogromnych rozmiarów. Na pokładzie mogła pomieścić co najmniej kilka szwadronów kawalerii, oddziały piechoty i artylerię. Napęd fortecy stanowić miały cztery wiatraki, nadające ruch obrotowy kołom łopatkowym.
Francja w epoce napoleońskiej zamierzała przerzucić swe wojska przez kanał La Manche dwukrotnie: w roku 1801 i w latach 1803/5. W obu przypadkach wojska koncentrowały się w Boulogne, a wylądować miano na angielskim wybrzeżu miedzy Hastings i Dover, tj. przebywając drogą morską 27 mil morskich, czyli 50 km. Pokój zawarty w Amiens w marcu 1802r. uczynił ten plan bezzasadnym. Podczas drugiej próby w 1803r. skoncentrowało się w Boulogne 100 tyś. ludzi mając do dyspozycji 2300 statków przewozowych czyli łodzi wiosłowych z 2 – 3 działami, mogące wziąć 60 – 100 ludzi. Zablokowana w swych portach flota francuska musiała jednak odkładać akcję z roku na rok. Zniecierpliwiony zwłoką Napoleon skierował armię przygotowaną do desantu na wschodnie granice Francji.
Na szczególną uwagę zasługuje przeprawa jaką zaplanowano w sztabie armii francuskiej w 1802r. Przewyższała ona wszystko co planowano dotąd w tym zakresie. Był to zakrojony na niebywała skalę plan inwazji na wyspy brytyjskie. Miał się stać spełnieniem marzeń Napoleona dokonania podboju Anglii. Atak, w myśl tego planu miał przebiegać trojako: z powietrza przy pomocy balonów, drogą morską przy użyciu łodzi desantowych oraz podmorskim tunelem, wykonanym na zasadzie szeroko w tym czasie stosowanych podkopów pod pozycje nieprzyjaciela. Swoją drogą wielka musiała być wiara w ówczesne możliwości techniczne, jeśli zaplanowano budowę takiego tunelu, choć nawet współcześni budowniczowie tunelu pod kanałem La Manche, latami zmagali się z trudnościami wynikającymi z jego budowy.
Cesarz nadal dbał o swą flotę wojenną i utrzymywał w ciągłym pogotowiu obóz warowny w Boulogne. Nigdy nie porzucił myśli o inwazji na Anglię, która subsydiowała kolejne anty napoleońskie koalicje. O determinacji Napoleona w tym zakresie świadczy dobitnie pochodzący z późnego okresu bo z lat 1810- 1812 inny, niezwykły projekt. Mieścił się zaledwie na jednej stronicy druku i dwóch stronicach kolorowanych ręcznie wykresów. Jednak przez swą oryginalność i nowatorstwo mógł, stanowić zasadniczy zwrot w zakresie środków przeprawowych i desantowych. Autor pomysłu pozostaje nieznany, lecz, w związku z tym, że przedstawiony został w języku polskim, przypuszcza się, chyba nie bezpodstawnie, że mógł być nim bezimienny oficer lub urzędnik inżynierii wojsk Księstwa Warszawskiego. Opis ,,płynącego Kastellu czyli Fortecy” wskazuje na ogromne jego rozmiary – 400 m długości i 175m szerokości. Mogła zabrać na pokład aż 10 tyś. wojska kilkaset koni i armaty. Ta gigantyczna tratwa miała być zbudowana z 7 warstw belek, Poruszana była 26 wiosłami z każdej burty, notabene burty krótszej. Wiosła poruszały wiatraki za pomocą systemu przekładni (pałąki do dyrygowania wioseł”). W razie ciszy morskiej, mogły je zastępować konie. . Na tratwie rysunki ukazują dwupiętrowe budynki, 4 magazyny amunicji i ,,budowy mechaniczne) oraz umocnienia ziemne(piersi obrony, tworzące parapet ochronny dla wojska i zaopatrzone w strzelnice dla armat. Dachy zabudowań umocniono balami i workami z piaskiem tudzież ubitą gliną.. Ziemne mury wzmocnione były kamiennymi filarami. Na maszcie, pod banderą mieścił się kosz obserwacyjny, w którym pikieta wartę odprawia. Do utrzymywania kursu służyły ,,styrniki”, a do cumowania na wodzie 12 kotwic z windami.
Ta pływająca forteca powinna odpowiadać trzem zasadniczym warunkom: Stateczności pływalności, , żeglowności. O ile pierwszy warunek mógł być zapewniony przez znaczną szerokość tratwy i nisko położony środek ciężkości, to dwa pozostałe przysparzały już wiele problemów. Pływalność przy tak gigantycznej masie, musiał być ograniczana przez zalewanie jej przez fale, a żeglowność, z kolei, poprzez prostokątny kształt konstrukcji musiała być znikomą. To samo dotyczyło zwrotności. Reasumując, tratwa przewozowa była nisko wystającym, bardzo statecznym, lecz bardzo powolnym i niezwrotnym statkiem. I nie nadawał się do żeglowania po wodach zazwyczaj wzburzonego Kanału La Manche.
Przy całej swej pomysłowości, projekt ten wydaje się być mocno spokrewniony z wcześniej, bo w 1798r. zaplanowaną platformą desantową francuskiej konstrukcji. Zbieżność rozwiązań technicznych nasuwa nawet myśl o plagiacie. Wcześniejsza idea tratwy desantowej zasadzała się bowiem na takim samym napędzie zawdzięczanym czterem wiatrakom o poziomo ustawionych skrzydłach. Różnica polegała na tym, iż poruszały one nie wiosła, a koła łopatkowe. Odmienny też był kształt tratwy; ukośne krótsze boki ułatwiały rozcinanie fal.
3.
Wg francuskich źródeł autorem pomysłu tratew był wybitny matematyk, fizyk, wynalazca geometrii wykreślnej a zarazem oficer artylerii Gaspard Monge, który zamówił skonstruowanie tych olbrzymich tratew długich na 700 jardów i szerokich na 350 jardów. Od 1792r. Monge sprawował funkcję ministra floty i kolonii. Miał więc ku temu wszelkie możliwości by swe plany skutecznie wcielać w życie. Najbardziej jednak oryginalny odzew na te plany nastąpił ze strony francuskich grawerów, rytowników, artystów i drukarzy, który hurmem pospieszyli z eksploatacją patriotycznego motywu, publikując swe impresje na temat sekretnej broni desantowej - gigantycznych machin pływających o napędzie wiatrakowym, kołowym lub wiosłowym, wypełnionych po brzegi piechotą, kawalerią i artylerią. Miało to znamionować rychły i niechybny podbój wysp brytyjskich. Francuskie ich wizerunki miały najwięcej wspólnego z oficjalną propagandą, która usiłowała przekonać najbardziej łatwowierną część społeczeństwa, że opcja inwazji na Anglię jest wciąż poważnie brana pod uwagę. Jednak ówczesna publikacja pt. ,,Recherse sur l´Usage des Radeaux pour une Descente” w całości odnosi się do tych chimerycznych środków transportu, podaje też skomplikowane statystyki dowodzące absurdalności takiego planu, który, jak się zdaje, nie był poważnie traktowany przez ludzi u steru nawy państwa: ,,Jedna taka tratwa wymagałaby użycia 30 drzew sosnowych, jeden za drugim, by mogła mieć założoną długość, 900 potrzebne jest na uzyskanie jej szerokości, a 80dla osiągnięcie jej wysokości. Łącznie daje to 216000 pni, każdy o grubości jednej stopy i objętości 60 m 2. Każda stopa kwadratowa to waga 52-55 funtów, co daje od 3120 do 3300 stóp tj. tyle ile mieści się na 3 wozach., a całość drewna wymagałaby do przewiezienia 618 tyś. wozów. Ogólna waga tratwy musiałaby wynieść 44,500t.”
Brytyjscy drukarze kopiowali francuskie ryciny dodając do nich własne podpisy, np. ,,Prawdziwy widok francuskiej tratwy do planowanej inwazji na Anglię. Narysowany na podstawie oryginału w Brest”, lub: ,,Rytowane na podstawie wskazań francuskiego jeńca” Dodawano też szereg szczegółów jak: długość 2100 stóp, 1500 stóp szerokości, zabiera na pokład od 500 do 600 armat 36-cio i 48-mio funtowych, na każdym końcu ustawiony jest wiatrak napędzający koło wodne, po środku stoi fort z licznymi moździerzami i załogą.
4.
5.
6.
Dążność do jak największej sprzedaży rycin i jednocześnie chęć wywołania sensacji spowodowała, że wersje pływających tratew mnożyły się, prześcigając jedna drugą w ich wielkości, uzbrojeniu itp. Dlatego też w krótkim czasie same ich wizerunki zaczęły żyć własnym życiem, a fantazja zastępowała rzeczywistość. Tym nie mniej liczne plakaty i ryciny tratew desantowych stymulowały brytyjski patriotyzm i budziły czujność wobec spodziewanej francuskiej inwazji. Na ile była ona realna, świadczą nie pozostawiające złudzeń słowa Napoleona wypowiedziane w 1797r. do ministra spraw zagranicznych Charlesa Taylleranda: ,,Trzeba unicestwić brytyjską monarchię, lub oczekiwać na jej zniszczenie przez intryganctwo samych wyspiarzy. Obecna chwila daje nam kapitalną możliwość. Skoncentrujmy wszystkie nasze wysiłki na flocie i zetrzyjmy Anglię z powierzchni. Dokonajmy tego, a Europa będzie u naszych stóp”.
7.
Napoleon porzucił plan dokonania inwazji na Anglię, gdy ostatecznie zdał sobie sprawę, że nigdy nie zdoła przekroczyć Kanału, dopóki potężna Royal Navy patroluje ten obszar morski. Admirał John Jervis miał rację gdy mówił: ,,nie twierdzę, że Francuzi nie mogą tu dotrzeć. Ja utrzymuję tylko, że nie są oni w stanie przejść przez morze”. Gdy rozważany także plan ataku na Anglię poprzez podmorski tunel, a również nalot balonowy upadł, Napoleon zdecydował ostatecznie uderzyć Anglię w sposób pośredni przez podbicie Egiptu, gdzie Anglicy mieli swe ważne interesy handlowe.

Jacek Jaworski 16 lica 2021 r.

Publikujemy tekst Wiceprezesa Stowarzyszenia, kol. Jacka Jaworskiego nt. niezwykłych  rodzajów uzbrojenia ochronnego (cz...
07/07/2021

Publikujemy tekst Wiceprezesa Stowarzyszenia, kol. Jacka Jaworskiego nt. niezwykłych rodzajów uzbrojenia ochronnego (cz. I):
KURIOZALNE UZBROJENIE OCHRONNE
NA PRZESTRZENI WIEKÓW (CZ. I)

Jednym z głównych wątków historii techniki wojskowej jest współzawodnictwo między środkami rażenia, a środkami niwelującymi ich wpływ na ludzi i budowle. Od średniowiecza tempo tego wyścigu dyktuje rozwój artylerii i innej broni palnej. O ile stosunkowo łatwo jest chronić przed pociskami budowle, przez ustawianie masywnych osłon, a potem w razie potrzeby przez pogrubianie ich i zastępowanie budulca materiałami o większej wytrzymałości, o tyle ochrona ludzi stanowi zadanie znacznie trudniejsze. Przyczyną jest sztywność i ciężar osłon, które czym lepiej chronią ciało, tym bardziej ograniczają jego elastyczność i zdolność ruchu. Z tego powodu, w pewnym momencie z wojsk zaczęto wycofywać osobiste uzbrojenie ochronne, bowiem przy jego parametrach na granicy ergonomii człowieka, i tak były łatwo przebijane przez pociski broni strzeleckiej. Jednak proces ten miał swoje granice. Żaden sposób uchronienia się przed pociskiem nie mógł być wzgardzony, nawet jeśli osłonę stanowiła tektura, jedwab, tarcza czy zbroja z obu wojen światowych, a nawet … lustra.
Dziełko Johana Wilhelma Schmidta z 1809r. pt. ,,Der kleine Krieg oder Dienstlehre für leichte Truppen” ilustruje niezwykłe pomysły jakie zrodziły się wówczas w armii Westfalii. Jednym z najprostszych, służących ochronie żołnierza przed kulami było wielokrotne złożenie koca lub płaszcza i umieszczenie go na piersi, pod lederwaerkami. Rzeczywiście proste, lecz gdyby komukolwiek nie dane było zrozumieć istotę pomysłu, autor zamieścił stosowny rysunek (ilustr. 1).

Do XIXw. zdawałoby się, całkowicie zapomniana została taka broń ochronna jak stosowane przez rycerzy wczesnego średniowiecza skórzane pancerze (kaftany z utwardzanej byczej skóry). A jednak w 1813r. nad Elbą koło Pirny widziano walczących z 20. polską brygadą jazdy (13. pułk huzarów i 16. pułk ułanów) wpół dzikich Baszkirów, którzy ostrzeliwali polską jazdę chmurą strzał wypuszczanych z łuków. Już samo to stanowiło jak na te czasy, widok mocno anachroniczny. Jeszcze większą ciekawostkę stanowiło jednak to co nosili na sobie. Otóż pod kożuchami i twardymi wełnianymi sukmanami mieli na plecach dwie drewniane, podłużne płyty, złożone na krzyż, które skutecznie zabezpieczały ich od cięć broni białej. Warto dodać, że ich pobratymcy, Tatarzy robili sobie pancerze z zrogowaciałych kopyt końskich.
Okazuje się jednak, że takie drewniane opancerzenie to dopiero przyczynek do równie dziwnych pancerzy, stosowanych nawet przez całkiem cywilizowane armie. W latach 40. XIXw. polski podróżnik Teodor Tripplin zaobserwował w Hiszpanii, że kompania wyborcza jednego z pułków dragońskich używa hełmów z palonej skóry z grubą włosianą gąsiennicą, a przy tym czarno szmelcowanych żelaznych pancerzy na piersiach. Część pancerza chroniąca plecy wykonana była jednak z grubej, sztywnej skóry. Tripplina zapewniano, że taki skórzany kirys był na tyle odporny, że żadne pchnięcie cięcie pałasza nie mogło dojść do ciała. Poza tą elitarną kompanią pułku, pozostałe nosiły podobne pancerze, ale całe wykonane z jakiejś lekkiej masy sporządzonej z włókna konopii, a tak trwałej, że ani bagnet, ani kula karabinowa z odległości 30 kroków nie była w stanie go przeszyć. Receptę na tę wodoodporną masę przywiózł z Francji kpt. T. Kersausie, który zajmował się reorganizacją tego pułku.
W 1875r. miejscowe plemiona Indian zaczęły regularnie nękać graniczne prowincje Argentyny. Przeciw nim zorganizowana została ekspedycja w ramach tzw. Campana al Desirto. Walki były uciążliwe, a wojska rządowe ponosiły znaczne straty. Minister wojny Adolfo Alsina, który dał się już poznać z kilku wojskowych pomysłów racjonalizatorskich, rozkazał wówczas sporządzić dla żołnierzy pancerze z surowej skóry. Ich produkcją zajął się Arsenał w Buenos Aires. Wyglądem przypominały żelazne kirysy, ale przede wszystkim bardzo skutecznie chroniły żołnierzy przed włóczniami Indian.
Il. 2

Na ogół nieznanymi, ani z opisów ani z ikonografii, pozostają niezwykłe, bo tekturowe pancerze zastosowane przez wojska Unii podczas wojny secesyjnej w USA. Może dlatego, iż noszono je pod mundurami. Zabezpieczały żołnierzy nie tylko od broni białej, ale i od kul karabinowych, nawet z najbardziej ulepszonej broni. Wg ówczesnych doniesień prasowych, pancerze te mogły uratować tysiące żołnierskich istnień, umocnić wartość żołnierzy i ich potencjał. Testowali na sobie oficerowie i następnie, chętnie je nabywali. Były nie tylko lekkie, skuteczne, ale i tanie; kosztowały 7 dol. w wersji oficerskiej i 5 dol. – żołnierskiej. Ich sprzedaż prowadził p. Elliot w swoim składzie na Brodway nr 231 w Nowym Jorku, były też dostępne w sklepach dla wojskowych, w trzech podstawowych rozmiarach. Amerykanie z powodzeniem używali tych pancerzy już nieco wcześniej, bo podczas walk z Indianami, kiedy to skutecznie zatrzymywały strzały z łuków.

Il. 3

Il 4

To niezwykłe uzbrojenie z tektury miało swój polski wątek; w okresie wojny rosyjsko – tureckiej 1877r. dokładnie takie same pancerze wyrabiał warszawski rzemieślnik Jakub Pika. Codziennie z jego warsztatu znaczną ich ilość ekspediowano do armii rosyjskiej stojącej na linii bojowej w Turcji. Praktyka wykazała ich użyteczność, gdyż obstalunki na pancerze zwiększały się regularnie i w szybkim tempie. Do ich wytworzenia należało użyć szlachetne surowce włókniste - półmasę bawełnianą i masę celulozową (makulaturę), prasowane pod wysokim ciśnieniem po wcześniejszej kąpieli w roztworze chlorku cynkowego, podobnie jak to się robi przy produkcji preszpanu. Całość nasycano żywicami organicznymi. Była gładka i cechowała się dużą wytrzymałością mechaniczną.
XIX-wieczne tekturowe pancerze Amerykanów i Rosjan, aczkolwiek dziwne, miały swego chińskiego przodka z VIIIw. z okresu panowania dynastii Tang. Chińczycy od wieków chętnie używali kusz, a to oznaczało pojawienie się na polu bitwy skuteczniejszych pocisków lecących z szybkością 70km/h. Nie każdego stać było na kosztowną zbroję płytową. Wszyscy szukali niedrogiej i pewnej ochrony przed bełtami. Większość wojowników miała co najwyżej skórzane kaftany nabijane kawałkami metalu, lub też wojłokowe okrycia wypchane bawełną.
W 1621r. powstał chiński podręcznik wojskowy, a w nim rysunek i opis zbroi wykonanej z niezwykłego tworzywa – papieru. Miała wygląd długiego płaszcza. Miało je nosić wówczas ponad tysiąc chińskich żołnierzy. Małe łuski takiego pancerza wykonywano z wielokrotnie składanego p***a papieru nasączonego żywicą. Następnie każdą łuskę obrabiano nożykiem i rzemykiem doczepiano do kaftana. W ten sposób powstawała wielowarstwowa zbroja przypominająca długi płaszcz. Co ważne, była lekka i tania, a przede wszystkim chroniła przed bełtami, nawet z kusz. Z zapisków wiadomo, że wielokrotnie trafieni strzałami wojownicy w papierowych zbrojach wyglądali jak jeże. Jednak nie byli nawet ranieni i nadal walczyli.

Il. 5
Na przełomie XIX/XXww. używano kamizelek ochronnych westfalskiego krawca Henryka Dowe, produkowane w Berlinie w 1894r. nie zabezpieczały dostatecznie od kul. 5 lat starsze od nich pancerze Kazimierza Żeglenia (Zeglarza), polskiego zakonnika z kościoła św. Stanisława Chicago, to efekt 15 lat eksperymentów z zastosowaniem włosia i wiórów. W kolejnych modele zakonnik próbował użyć pajęczynę i jedwab. W poszukiwaniu najodpowiedniejszego jego gatunku wyjeżdżał do Berlina. Pokaz jego pomysłu elastycznej kamizelki kuloodpornej odbył się w Chicago. Sam Żegleń ubrał ją, a kościelny oddał do niego strzał; kamizelka wytrzymała tę próbę. Niestety, nie zdała egzaminu w Sarajewie w 1914r. gdy ubrany w nią arcyksiąże Ferdynand zginął od kuli zamachowca. W tym czasie kamizelka taka była niezwykle kosztowna; po obecnym kursie jej koszt wynoisł 15 tyś. dol. Polski duchowny przystąpił do jej opracowania będąc poruszony ogromną ilością zabójstw dokonywanych przez ówczesny świat przestępczy. Jego intencją było wyposażyć w nie policjantów. Jednak koszt zdecydował o tym, że mogli posiadać je tylko nieliczni, uprzywilejowani funkcjonariusze.
Opancerzenie indywidualne, elastyczne pojawiło się po raz pierwszy w szerszym użyciu oraz produkcji wojskowej i cywilnej, w pierwszych latach XXw. Autorem osobliwości jaką stał się jedwabny pancerz ochronny okazał się znany na przełomie XIX./XXww. wynalazca z Tarnowa Galicji Jan Szczepanik. Ten kolejny wynalazek przysporzył mu znacznej popularności i szeroko rozsławił jego nazwisko. W kamizelce jego pomysłu energia pocisku pochłaniana była przez kolejne warstwy jedwabiu, z którego uszyta była sama kamizelka. Szczepanik zastosował taki rodzaj tkaniny, który używano w tkaniu dywanów wypukłych. Wg jego pomysłu zaczęto produkować pancerze, kamizelki, kaftany i inne ochronne części garderoby. Pancerz Szczepanika skutecznie chronił przed ranieniem od kul karabinowych i ciosami broni białej. Tkane z jego materiału parawany z podkładem z cienkiej blachy stalowej odbijały nawet 8mm kule karabinu Mannlichera, które potrafiły przeszyć z odległości 100m 12 – milimetrową blachę. Wynalazca ten zyskał światową sławę, kiedy kareta wyłożona jego tkaniną kuloodporną uchroniła przed skutkami zamachu bombowego króla Hiszpanii Alfonsa XIII w 1902r. Król udekorował wynalazcę orderem Izabeli katolickiej. Również car Rosji Mikołaj II był żywo zainteresowany jego materiałem ochronnym. W Skierniewicach Szczepanik demonstrował swój wynalazek przed dworem i wojskowymi fachowcami. Jeździł w związku z tym do Petersburga. Car docenił jego dzieło, ale Szczepanik, kierując się względami patriotycznymi, orderu z jego rąk nie przyjął. Zadowolił się podarkiem w postaci złotego zegarka z wygrawerowaną koroną carską. Pomysł Jana Szczepanika został jednak szybko zapomniany wobec błyskawicznego rozwoju broni palnej oraz pojawienia się nowych rodzajów amunicji, przed którymi kamizelka ta nie mogła już chronić. Nie istniały bowiem wówczas tekstylne, włókiennicze czy też ceramiczne materiały balistyczne znane nam dzisiaj.
Po latach, a nawet wiekach niebytu, metalowe pancerze pojawiły się w Powstaniu Styczniowym 1863r. Jednym z pierwszych, który zdecydował sie na ich użycie był dowódca partii na Podlasiu Władysław Cichorski ps. Zameczek. Swych ułanów wyposażył w ukute stalowe napierśniki pokryte ceratą. Tych dziwnych ni to ułanów ni to kirasjerów zobaczył Roman Rogiński na własne oczy w karczmie przy drodze z Wysokiego do Siemiatycz, o 10 wiorst od tego ostatniego. Siedziało tam 50-ciu młodych ludzi ,,w jaskrawych mundurach ułańskich z blachami na piersiach”. Druga relacja pochodzi od innego uczestnika powstania Józefa Grabca, który w kilku słowach wspomniał na ten temat: ,,Zameczek wymyślał fantastyczne mundury, jazdę ubierał w pancerze”.
Skąd podobny, dość kontrowersyjny pomysł? Może inspirację czerpał Zameczek z korespondencji jaka przed wybuchem powstania napływała do konspiracyjnego Rządu Narodowego. Napływały doń najprzeróżniejsze projekty od osób, które w trosce o przyszłą armię powstańczą proponowały do realizacji zadziwiające niekiedy pomysły i wynalazki wojenne, niezwykłe typy broni i sprzętu wojskowego. Między nimi znalazł się również projekt pancerzy ochronnych autorstwa zamieszkałego we Francji emigranta Józefa Chamskiego. Ten były żołnierz 4. pułku piechoty liniowej, w imieniu Komitetu Polskiego w Paryżu w 1863r. mianowany został poborcą podatkowym w departamencie Ille et Vilaine. Trudnił się również poezją i publicystyką. Jego utwory jednak nie znajdowały wielu miłośników. Może dlatego skoncentrował się na projektowaniu dość zaskakujących pomysłów militarnych. Sądzić można, że przynajmniej jeden z nich mógł stać się obiektem zainteresowania nie tyle Rządu Narodowego, do którego był kierowany, co właśnie ze strony Cichorskiego-Zamczeka. Nie istnieje wprawdzie żadne źródło ikonograficzne przedstawiające pancerną jazdę tego dowódcy, lecz treść memoriału Chamskiego i sporządzony przez niego szkic projektu pancerza, nieodparcie kojarzy się z opisami ułańskich kirysów Zameczka.
Otóż Chamski dał się poznać jako wielki entuzjasta broni ochronnej, jak ją nazywał ,,odpornej”. Chciał więc by zaopatrzyć powstańców w kilka rodzajów pancerzy, począwszy od tych najprostszych. Proponował zastanowić się czy powstaniec nie ma u siebie w domu na podorędziu zwykłego narzędzia rolniczego, które zawsze potrzebne w obozie, może zarazem tworzyć wyborną broń odporną a dowcipnie użyte, w trójnasób stać się może korzystnym powstańcowi, służąc na obozowisku jako sprzęt, ochraniając go od piki, bagnetu, a czasem nawet i od kuli, a co najważniejsze ,,podnosząc umysł przekonaniem wewnętrznem i uznaniem gruntownem, że jest lepiej uzbrojonym od nieprzyjaciela”. Chamski koncentrował się w ten sposób na przymiotach pospolitej łopaty gospodarskiej, na Litwie zwanej rydlem, a w Koronie szpadlem. Łopatę taką proponował zaopatrzyć w dwa otwory szersze u dołu, węższe u góry, w które od spodu wkłada się dwa odpowiedniej wielkości trzpienie osadzone na dwóch ukutych z żelaza blaszkach podwieszonych do rzemiennego pasa. Pas ten otaczając szyję i zapinając się na plecach, służyć miał do podwieszania żelaza łopaty na piersiach żołnierza. Przycięte krótko stylisko opadało do brzucha i cienkim rzemykiem troczone było do ciała, tworząc dodatkową ochronę.
Tym sposobem- zapewniał Chamski- ,,zrobi z żołnierza kirasjera ... a siła moralna ożywi i podniesie przekonanie powstańców polskich, skoro ci się ujrzą uzbrojonymi pancernie, pewnym rodzajem narzędzia, które znajdą pod ręką w każdej chacie”. Takie pancerze wg autora pomysłu, mogły i powinny być w jeździe noszone na piersiach zawsze, ale w piechocie, która musi dźwigać na sobie wiele pakunków, łopaty zawadzałyby w marszach i obozach, gdyby nieustannie znajdowały się pod brodami. Toteż poza walką proponował nosić je na tym samym rzemieniu u boku albo z tyłu, jak komu wygodnie.
Autor tego niezwykłego pomysłu nie ograniczył się jednak do zaadoptowania łopaty na kirys. Wskazywał również na możliwość ukucia po prostu ,,przyzwoicie” grubych, stosownie wygiętych żelaznych blach i noszenia ich na piersiach jak pancerz. Wskazywał, że byłyby one nawet wygodniejsze, a może i tańsze. Na załączonym do tych objaśnień rysunku żołnierza przedstawił wizję takiego właśnie kutego pancerza. Podobnie jak łopata jest on troczony na pasie okalającym szyję i wyraźnie pokryty jest czarną ceratą.

Il 6
W sposób nieodparty nasuwa to na myśl podobnie wykonane pancerze jazdy Zameczka. Czy wziął on do serca sugestywne wywody Chamskiego o zaletach pancerzy i łatwości ich ukucia? Bardzo to możliwe. Gazeta ,,Nadwiślanin” donosiła, że na stacji kolejowej Łapy nad granicą litewską ,,w tamtejszej fabryce machin, opanowanej przez powstańców i obwarowanej przez nich, kują broń.” Dodać należy, że to nie kto inny jak właśnie Zameczek zajął tę stację, a posiadając wśród swych ludzi rzemieślników z warsztatów kolejowych miał przecież wszelkie możliwości kucia tam nie tylko broni lecz i swych pancerzy.

Il. 7
Jacek Jaworski, lipiec 2021

Adres

Rynek Starego Miasta 2
Warsaw
02-272

Telefon

+48501244635

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Stowarzyszenie Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie Klub Miłośników Dawnych Militariów Polskich:

Kategoria


Komentarze

Rzecz o powstańczych sztandarach 1831 r. To mój artykuł z kwartalnika ,,Flaga". MAŁOZNANE SZTANDARY POWSTANIA LISTOPADOWEGO 1831 R. Czym jest sztandar wojskowy rozumiał każdy żołnierz i oficer biorący udział w walce. Odbierany był jako symbol pułku, który był dla niego namiastką domu, znakiem pod którym należy skupiać się w wirze walki, oznaka pułkowej tradycji, a także czynnik mobilizujący do bohaterstwa, wzmagający ducha bojowego, a także znak honoru warty poświęcenia własnego życia. Tak też widział rolę sztandaru starożytny chiński strateg Sun Zi: ,,Bębny i gongi, sztandary i proporce skupiają na siebie oczy i uszy ludzi, aby tworzyli jedność. Wtedy śmiałek nie pójdzie do przodu samotnie, tchórz nie cofnie się w tył.” Fatalny wódz naczelny Wojska Polskiego w okresie Powstania Listopadowego, gen. Jan Skrzynecki podejmował szereg zgubnych dla ostatecznego wyniku powstania decyzji. Faktyczna likwidacja sztandarów pułkowych to tylko jeden z pomniejszych jego błędów. Postąpił tak z irracjonalnej obawy o to by sztandary pułkowe nie stały się trofeum dla nieprzyjaciela, kazał wszystkie złożyć w twierdzy Modlin. Ze strony kunktatorskiego wodza był to wyraz niewiary w możliwości polskiego żołnierza i pomyślne perspektywy powstania. Tym samym pozbawił żołnierzy najważniejszego znaku, a przedpowstaniowe sztandary wojskowe nie widziały pól bitewnych. Gdy po kapitulacji twierdzy Modlin, gen. Jewgienij Gołowin wkroczył w jej mury, płk Ludwik Zeddeler znalazł pod podłogą jednego z pomieszczeń 28 nowiutkich chorągwi, które jeszcze w marcu zrobiono dla nowych pułków piechoty, lecz nigdy nie doręczono im. W sytuacji braku znaków pułkowych zdarzało się, że do ataku prowadził swych podkomendnych z podniesioną szpadą i zatkniętą na niej krakuską, kokardą, a nawet … uprzężą końską. O ile przedpowstaniowe pułki pozostały bez sztandarów, to nowo tworzone przyjmowały swoje własne. W związku z toczącą się w pierwszych tygodniach powstania dyskusją o przyjęciu barw narodowych: białej, czerwono-niebiesko-białej i czerwono-białej, w kwestii sztandarów zapanowała różnorodność i występowały wszelkie możliwe wersje. Pojawiły się m.in. sztandary białe lub z białym tłem, nawiązujące do sztandarów króla Sobieskiego spod Wiednia a także do barw kokard wojskowych Księstwa Warszawskiego. 2. Niemiecki miedzioryt przedstawiający polskiego powstańca z białym sztandarem bojowym. 3. Biały sztandar Kurpiowskiego batalionu Mal. Krzysztof Komaniecki Jednak gdy 6 lutego wojska rosyjskie pod dowództwem feldmarszałka Iwana Dybicza przekroczyły granice Polski, kolor biały na chorągwiach popadł niemal w powszechną niełaskę. Został zaniechany, jako ogólnie przyjęty podczas wojen symbol poddania się. Rzecz w tym, że w odpowiedzi na żądanie Dybicza by na znak pokory, mieszkańcy miast i wsi wychodzili mu naprzeciw z białymi chorągwiami i witali go białymi kokardami, zaczęły się one wydawać czymś wysoce niestosowanym, trącić zdradą, wspieraniem kapitulanckiej polityki. 4. Wkraczająca do Polski armia marszałka I. Dybicza żądała od ludności cywilnej witania jej z białymi chorągwiami. Odtąd białe chorągwie, jako symbol kapitulacji, pogrzebały poważne szanse bieli na stanie się polską barwą narodową. Ówczesna gazeta ,,Nowa Polska” starała się zohydzić biel, opowiadała się za ,,prawdziwie narodową”, dawniejszą, bo pochodzącą od czasów francuskiej rewolucji, tradycją noszenia trzech kolorów: czerwonego, niebieskiego i białego, kojarzonymi teraz również z tradycją Konfederacji Barskiej. Taki pogląd wyrażała też powstańcza Lewica skupiona wokół Joachima Lelewela, powołując się nie tyle na konfederatów barskich, co na rewolucyjne tradycje Francji. Nie są znane trójkolorowe sztandary wojskowe używane w tym czasie w Królestwie Polskim lecz już na Litwie gdzie powstanie wybuchło w marcu, ,,...trójkolorowe chorągwie zawisły na wszystkich wieżach”. Podobnych wzmianek w pamiętnikach i zapiskach jest więcej, jak ta mówiąca, iż w marcu podczas przysięgi składanej przez powstańców wiłkomirskich na Żmudzi, wypowiadali oni słowa roty przed trójkolorowym sztandarem z Pogonią na trójkolorowym płacie, napisem ,,Za Wolność, Wiarę i Ojczyznę.” i orłem na drzewcu. Ufundował go hr. Benedykt Morykoni. 5. Trójkolorowy sztandar powstańców litewskich z powiatu wiłkomirskiego. 6. Dominikanin Ludwik Jasieński z trójkolorowym sztandarem powstańców litewskich z powiatu osmańskiego. Litografia autorstwa L. S. Edmé. Ciekawe, że nawet Sejm podczas przyjmowania ustawy detronizacyjnej cara Nikołaja I w d. 25 stycznia, obradował pod niebiesko-biało-czerwoną flagą. Z zdobytej przez Rosjan Warszawy wywiózł ją J. Lelewel. Sztandary wojskowe o trzech kolorach pojawią się także podczas Wiosny Ludów w 1848 r. i Powstania Styczniowego 1863 r. 7. Trójkolorowa chorągiew Królestwa Polskiego z Sali Sejmu z czasu powstania listopadowego. Z kolei sztandary nowych pułków powstańczej armii o dwóch kolorach: czerwono – białe (ew. biało – czerwone) w poziomym układzie barw należały do rzadkości. W Muzeum Historii Artylerii w Petersburgu, przez dziesięciolecia przechowywane były dwa sztandary polskie: biały z Orłem i Pogonią z napisem: za naszą i waszą wolność oraz czerwono - biały z tym samym napisem tylko w obramowaniu sznurkiem. Znane są również podobne sztandary, lecz z samym orłem. 8. i 9. Czerwono-białe sztandary z okresu Powstania Listopadowego. Ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. 10. Francuska miniatura z epoki przedstawiająca czerwono-białe sztandary niesione przed szeregami Wojska Polskiego. 11. Niemiecka litografia przedstawiająca powstańca z biało-czerwonym sztandarem. Kolory biało - czerwone nie przypadkiem nadano tzw. chorągwiom propagandowym. Na białym tle wymalowano czerwone krzyże i litery składające się na napis: ,,W Imię Boga Za Wolność Naszą i Waszą”. Miały, w sposób destrukcyjny, oddziaływać na rosyjskich żołnierzy, szerzyć wśród nich ferment i dezercję. Postanowienie o ich wprowadzeniu przyjął Rząd Narodowy na posiedzeniu w dniu 22 lutego. Następnego dnia przyniesione zostały pod warszawski ratusz, gdzie odbyła się uroczystość ich przyjęcia. Tego samego dnia, delegaci Gwardii Narodowej roznieśli je po pułkach, lecz jedna nadal powiewała nad dachem Ratusza. Rosjanie przekazali wiadomość, że marszałek będzie kazał strzelać do każdego, kto wystawi taką chorągiew. W tych nowych pułkach, które nie miały własnych sztandarów, traktowane były jako sztandary pułkowe. 12. Oryginał chorągwi propagandowej. Ze zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. 13. Sztandar propagandowy jako sztandar pułkowy (bojowy) jednej z jednostek kosynierskich (prawdopodobnie 16. P. piech. Liniowej) pod Grochowem. Najczęściej jednakowo tworzone powstańcze pułki przyjmowały sztandary, wg powtarzającego się schematu: biały orzeł na karmazynowym tle. Takim był np. sztandar 9. Krakowskiego pułku, 14. Kaliskiego pułku piechoty, warszawskiej Gwardii Narodowej, 1. pułku Mazurów, lub z dodaniem herbu Litwy, jak w Legii Litewsko – Ruskiej. Większość nowych sztandarów powstało w trakcie zimowej kampanii, jednak nie wszystkie nowe pułki otrzymały je. Także słynni „Czwartacy” - 4. pułk piechoty liniowej przyjęli sztandar z orłem. 14. Sztandar nowo utworzonego 14. pułku piechoty. 15. „Czwartak” idący do ataku z pułkowym sztandarem mógł być jedynie malarską wizją, nie mającą odniesienia do rzeczywistości. 16. 9. Krakowski pułk piechoty ze sztandarem pułkowym. Niemiecki gwasz z epoki. 17. Orły na czerwonym tle nowych sztandarów regularnych pułków piechoty, którym ich dawne sztandary pułkowe dowództwo powstania odebrało. Bitwa pod Ostrołęką. 18. Sztandar Legii Litewsko-Ruskiej wykonany przez Annę Zofię z Sapiehów Czartoryską. Utworzona w Warszawie Żydowska Gwardia Municypalna posiadała własne odrębne mundury i karmazynowy sztandar z białym orłem pod koroną. Jeszcze przed II wojną światową przechowywany był w rodzinie warszawskiego rabina Lejby Dawidshona. Obecnie jego losy nie są znane. 19. Sztandar Żydowskiej Gwardii Municypalnej z Warszawy. Wiele sztandarów improwizowano naprędce, gdy brakło czasu czy możliwości finansowych lub wykonawczych, adaptowano sztandary kościelne lub robiono wersje ,,oszczędnościowe”. 20. Rysunek powstańczego sztandaru z motywem skrzydła, zapewne z powodu braku możliwości lub czasu wykonania pełnego wizerunku orła. Wiele sztandarów z tego okresu trudno skategoryzować. Np. słynna Jazda Wołyńska mjr. Karola Różyckiego, jako składająca się w dużej części z prawosławnych, przyjęła sztandar z wizerunkiem św. Jerzego zabijającego smoka. 21. Jazda Wołyńska z sztandarem. Mal K. Komaniecki. Na niektórych nie występowały motywy graficzne, zawierały natomiast hasła. Np. na Litwie w powiecie upickim palestra sformowała Legion Szlachecki. Jego znakiem był sztandar z napisem: ,,W Bogu nadzieja.” Chorąży nosił go wraz z szarfą swej zmarłej narzeczonej. Uroczystość wręczania sztandaru odbyła się na jej mogile. Kapłan dokonał poświęcenia, starym obyczajem dobyto szabel. Wszystko odbyło się więc po rycersku, romantycznie, w duchu polskich insurekcji i konfederacji. Z Wilna wymaszerował do powstania na Żmudzi 100-osobowy oddział ochotników, przeważnie akademików, adwokatów, lekarzy dowodzonych przez byłego oficera Ottona Wierzbickiego. Na czele kolumny szedł ksiądz niosący niezwykły sztandar z wyobrażeniem … Napoleona na koniu. Obok kroczyli dwaj studenci w mundurach z obnażonymi pałaszami. Litewski dowódca powstańców powiatu nemeńczyńskiego Konstanty Parczewski zanotował, że sztandar jego oddziału przedstawiał Orła z Pogonią. Powstańcy przysięgali na ten sztandar podczas mszy w miejscowym kościele. Uroczystość ta wywarła ogromne wrażenie na ludności. Poświęcony sztandar obnoszono następnie w procesji. Profesor Uniwersytetu Wileńskiego Wincenty Pol wspomina o powstańczym sztandarze Wileńskiej Legii Akademickiej. Na białym brycie jaśniał napis: „Łączmy się bracia! Dla pomszczenia krzywd naszych!!”. Sztandar niezidentyfikowanej jednostki, przypuszczalnie jednego z batalionów strzelców celnych (Sandomierskich lub Kurpiowskich) głosił: ,,Tym którzy w boju pragną słynąć dwie tylko drogi zwyciężyć lub zginąć”. 22. Sztandar niezidentyfikowanej jednostki z 1831 roku. 23. Sztandary litewskich powstańców z 1831 roku odtworzone na podstawie ówczesnych zapisków. Mal. Janusz Bronclik. Jacek Jaworski