16/01/2026
15 stycznia minęły 83 lata od wysiedlenia Jarosławca. Jak straszny to był czas dla mieszkańców wsi, trudno nam sobie wyobrazić, było mroźno jak dzisiaj, może nawet bardziej.
Poniższe wspomnienia z wysiedlenia Jarosławca zostały spisane przez Jana Czyżewskiego, opowiedziane przez mieszkańców. Opisane zostały w pisemku Skarbiec.
Minęło już pół wieku od tych strasznych wydarzeń. Zapomnieć o nich nie podobna. Stoją przed oczami, zarysowały się w pamięci ofiar tych wydarzeń na zawsze. Jak w drogi styczniowy mróz wyrzucano gospodarzy z rodzinami, z małymi dziećmi z własnych domów, gospodarstw. Z gospodarzy, w przeciągu krótkich chwil , stawali się skazańcami przeznaczonymi do likwidacji. Musieli patrzeć bezsilnie jak zabierani im ojcowiznę, dorobek wieloletniej pracy, a ich - gospodarzy, prawowitych właścicielu - skazani na zagładę całymi rodzinami. Wysiedlenie przeprowadzano w sposób niezwykle okrutny, aby w pierwszej kolejności wyeliminować małe dzieci, osoby chore i słabe fizycznie. W wysiedleniu brali udział Ukraińcy z organizacji paramilitarnej Orszuc i cywilni, w złudnej nadziei zasłużenia się Niemcom i zabezpieczenia sobie bytu. Mieli oni jednak być wyniszczeni w trzeciej kolejce, po Żydach i Polakach.
Bardzo wcześnie rano, 15 stycznia 1943 r. w Jarosławcu przeprowadzono wysiedlenie. Było bardzo zimno, jak wspominali ludzie którzy przeżyli ten czas, było ponad 30 stopni mrozu. Domy w których mieszkali wytypowani do wysiedlenia Polacy były oznaczone na drzwiach literą P. Wczesnym rankiem do domów wdarli się butni policjanci ukraińscy i nie dając wiele czasu na ubranie się, siłą wyprowadzali mieszkańców do sań stojących na drodze. Był straszny płacz głodnych, przerażonych dzieci i matek siłą wypychanych z domów, którym nie dano czasu aby się cieplej ubrać i posilić na drogę. Po załadowaniu do sań , wysiedlonych zawieziono w konwoju policji ukraińskiej do szkoły ( spalonej w 1944 r.) Po godzinie przewieziono saniami do Domu Ludowego, koło którego czekały już samochody ciężarowe kryte brezentem. Nadzorujący wysiedlenie SS- nami zjedli śniadanie u jednego z gospodarzy, folksdojcza i po śniadaniu zarządzili załadowanie wysiedleńców do samochodów, bez żadnych ławek, które zaraz ruszyły do obozu w Zamościu. W tym czasie, spisujący te wspomnienia, wtedy mały, niespełna siedmioletni Jaś, został uratowany przed wywózką do obozu przez jednego z SS- manów, który był obecny przy wysiedlaniu jego domu i przekazany rodzinie.
Opowiadał jeden z gospodarzy z Ornatowic wiele lat po wojnie, że jadące przez tą wieś samochody zatrzymały się i za chwilę SS- nami zaczęli wyrzucać zamarznięte dzieci w śnieg do wykrotu przy drodze. Nie wiadomo jednak skąd te samochody jechały i daty tego przejazdu nie mógł sobie przypomnieć.
W Jarosławcu zostali wysiedleni: rodzina Edmunda Ufnala 4 osoby, jedna zginęła, rodzina Pieniążków- 5 osób, rodzina Kaźmiruk Leokadii- 3 osoby, rodzina Wojtanowskich- 4 osoby, rodzina Kotarskich - 5 osób, 4 zginęło, rodzina Piotra Zająca- 6 osób, 1 zginęła, Orłowski Jan- przeżył, rodzina Jan i Katarzyna Czyżewscy- 2 osoby- oboje osobno uciekli z obozu i na piechotę wrócili do domu, syn Jan został uratowany przez Niemca, Józef Guzik l. 47 - z obozu przejściowego w Zamościu został wywieziony do pracy przymusowej w Berlinie skąd wrócił po wyzwoleniu, Kazimiera Pietkiewicz l. 19 z obozu w Zamościu wywieziona do pracy przymusowej w Niemczech. Po wyzwoleniu znalazła się w Czechosłowacji, gdzie wyszła za mąż i zamieszkuje dotychczas. Bolesław Kulik, dwa razy zabieramy do obozu w Zamościu, dwa razy z tego obozu uciekał. Samotna staruszka Dębicka mieszkająca w małym domku pod lasem i nie mogącą chodzić - zastrzelono, ułomna, chora Katarzyna Kożuch również została zastrzelona przez żandarma. Niektórzy, spodziewając się wysiedlenia wywieźli swoje rodziny do miejscowości gdzie nie było wysiedleń ( w powiecie chełmskim). Tam jednak policja ukraińska skrupulatnie przeszukiwała domy i wszystkich nie miejscowych wydawała władzom niemieckim. Wywożono wykrytych do obozu w Zamościu, który w tym czasie nazywał się Himmlerstadt. We wsi Raciborowice wykryto rodzinę Władysława Buciora, ich również wywieziono do obozu w Zamościu. W obozie był straszny głód i ogromną śmiertelność wśród starszych wiekiem, słabszych fizycznie i dzieci. Nieco większe rację żywnościowe otrzymywali ci, którzy chodzili do pracy. Do domów, z których zabrani właścicieli na wyniszczenie, wprowadzały się rodziny ukraińskie.
Michał Kulik- weterynarz - był jednym z nielicznych Ukraińców, którzy pomagali Polakom i nie krył się z tym.
Niemiec Carl Steuer ( Kark Sztajer)- zarządca tartaku w różny sposób pomagał Polakom. Przez cały okres okupacji przechowywał trzech Żydów na strychu. To była wielka odwagą, ponieważ za to i Niemcom groziła kara śmierci.
Minęło już pół wieku od tych strasznych wydarzeń i należy dać świadectwo prawdzie, że nie wszyscy wytrzymali próbę charakteru. Niektórzy wyparli się polskiej narodowości. Większość jednak cierpiała, i chociaż nie miała żadnej szansy na zwycięstwo, podejmowano desperacką walkę o wolność w organizacjach ruchu oporu.
Informacji o przebiegu i okolicznościach wysiedlania w Jarosławcu udzielili: p. Helena Kowalczuk, p. Irena Zając, p. Ludwik Zając, p.Stanisław Serafin.
Skarbiec 1993 r. Spisał J. Czyżewski
Jeśli znacie historię wysiedlenia swoich rodziców, dziadków, nazwiska innych wysiedlonych, będziemy wdzięczni o uzupełnienie informacji.