Historyczny Niemierzyn/Nemitz Arkońskie

Historyczny Niemierzyn/Nemitz Arkońskie Niemierzyn - dzielnica Szczecina z bogatą historią. Odkrywaj z nami jej dzieje, ludzi, miejsca i zapomniane historie.

Przeszłość, która wciąż żyje w sercu miasta. Administratorami strony są: Anna Koc i Beata Piechocka

🍒🌳 Wiśniowy Sad – zapomniana willa z niezwykłą historiąPrzy dzisiejszej ulicy Wiśniowy Sad 30, na skraju Arkońskiego Wzg...
28/07/2026

🍒🌳 Wiśniowy Sad – zapomniana willa z niezwykłą historią

Przy dzisiejszej ulicy Wiśniowy Sad 30, na skraju Arkońskiego Wzgórza, niemal u granicy Warszewa, przez dziesięciolecia stała okazała willa, której historia doskonale odzwierciedla zmieniające się losy tej części Szczecina.

Choć dziś po budynku nie ma już śladu, warto przypomnieć jego dzieje. Analiza przedwojennych map z 1913 roku wskazuje, że nieruchomość znajdowała się na terenie należącym do Kückenmühler Anstalten, a część zabudowań gospodarczych mogła administracyjnie przynależeć również do folwarku Vorwerk Achteberg. Niestety zachowało się niewiele informacji pozwalających jednoznacznie określić pierwotną funkcję tej okazałej podmiejskiej willi.

Po II wojnie światowej obiekt znalazł się w użytkowaniu zakładów drobiarskich. Przez wiele lat mieścił się tutaj hotel robotniczy, służący pracownikom przedsiębiorstwa. Starsi mieszkańcy pamiętają, że można było tu również kupić pisklęta kurcząt i kaczek, co dodatkowo wiązało to miejsce z działalnością zakładów.

W okresie PRL do historycznej bryły dobudowano prostą, socjalistyczną przybudówkę, która zmieniła pierwotny charakter obiektu. Mimo to hotel funkcjonował jeszcze na początku lat 90. XX wieku. Po jego zamknięciu budynek stopniowo pustoszał. Ostatni mieszkańcy musieli go opuścić, a opuszczona willa przez pewien czas była zajmowana przez osoby bezdomne. Doszło nawet do poważnego pożaru, który jeszcze bardziej pogorszył stan techniczny zabytku.

Niespodziewanie pojawił się jednak nowy właściciel, który przeprowadził gruntowny remont. W realiach burzliwych lat 90. budynek otrzymał zupełnie nowe przeznaczenie – działała tu jedna z bardziej znanych szczecińskich agencji towarzyskich. Dzięki stylizowanej architekturze, ozdobnym witrażom i reprezentacyjnej bramie obiekt zyskał przydomek „pałacyku”. Dla wielu mieszkańców był charakterystycznym punktem na mapie miasta i do dziś pozostaje elementem lokalnych wspomnień oraz miejskich opowieści.

Sama ulica również ma ciekawą historię. Po wojnie teren określano jako Wzgórze Arkońskie, a prowadząca stromo pod górę droga otrzymała nazwę Wiśniowy Sad. Dawniej była przejezdna aż do Warszewa, jednak z czasem zamknięto jej przelot, prawdopodobnie ze względu na znaczne nachylenie i niewielką szerokość jezdni.

Historia tej willi zakończyła się na początku XXI wieku. Około 2011–2012 roku budynek został rozebrany, a teren przygotowano pod budowę kameralnego osiedla mieszkaniowego. Wraz z nim z krajobrazu zniknął kolejny świadek historii tej części Szczecina – miejsce, które przez ponad sto lat pełniło bardzo różne funkcje i było niemym obserwatorem przemian zachodzących od czasów przedwojennych, przez okres PRL, aż po współczesność.

Dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pomiędzy nowoczesnymi budynkami mieszkalnymi znajdowała się niegdyś willa o tak barwnej i niejednoznacznej historii. To kolejny przykład, jak szybko z mapy miasta znikają obiekty, które – niezależnie od swojej przeszłości – stanowiły ważny fragment historii dawnego Szczecina.

Możecie nas wspomóc:
To drobny gest, który daje nam ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

Od restauracji Johannisberg do Kościoła Zbawiciela. Historia niezwykłego miejsca przy ul. Słowackiego.Niewiele osób odwi...
24/07/2026

Od restauracji Johannisberg do Kościoła Zbawiciela.
Historia niezwykłego miejsca przy ul. Słowackiego.

Niewiele osób odwiedzających dzisiejszy Kościół Rzymskokatolicki pw. Najświętszego Zbawiciela przy ul. Słowackiego w Szczecinie zdaje sobie sprawę, że świątynia stanęła w miejscu, które przez dziesięciolecia tętniło zupełnie innym życiem. Zanim wybudowano kościół, znajdowała się tu popularna restauracja Johannisberg, należąca do szczecińskiego browarnika – właściciela również pobliskiej Willi Nellego.

To właśnie temu miejscu poświęcony jest niezwykle ciekawy artykuł zatytułowany „Die Kirche auf dem Johannisberg” (Kościół na Johannisbergu), napisany przez H. G. Mentzela. Jest to nie tylko opis świątyni, ale przede wszystkim pełne nostalgii wspomnienie dawnego Szczecina i życia parafii ewangelickiej.

Johannisberg – miejsce spotkań szczecinian

Na początku XX wieku Johannisberg był jednym z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców Szczecina. Położony w pobliżu jeziora Westend (dzisiejszej Rusałki), oferował restaurację z ogrodem, gdzie odbywały się rodzinne spotkania, niedzielne spacery i uroczystości. Autor wspomina nawet dziecięce urodziny obchodzone jesienią 1906 roku przy lampionach w ogrodzie restauracji. Takie osobiste wspomnienia pokazują, że Johannisberg był czymś więcej niż lokalem gastronomicznym – był miejscem budującym wspomnienia kolejnych pokoleń szczecinian.

Narodziny nowej parafii

W latach trzydziestych teren dawnej restauracji zmienił swoje przeznaczenie. Dynamicznie rozwijająca się parafia ewangelicka, która wcześniej spotykała się w szkole na Niemierzynie, otrzymała możliwość budowy własnej świątyni. Tak powstał Heilandskirche – Kościół Zbawiciela, ukończony w 1936 roku jako nowoczesna świątynia ewangelicka. Autor artykułu opisuje ogromną radość wiernych, którzy po latach mogli wreszcie modlić się we własnym kościele.

Kościół w czasie wojny

Najbardziej poruszająca część wspomnień dotyczy lat II wojny światowej.

Mentzel opisuje naloty na Szczecin i chwile, gdy uczestnicy niedzielnego nabożeństwa musieli uciekać do piwnic pobliskiego browaru Johannisberg, szukając schronienia przed bombami. Wspomina również późniejsze uszkodzenia świątyni i przeniesienie nabożeństw do sali parafialnej. Pomimo wojennej grozy autor podkreśla, że właśnie wtedy Słowo Boże dawało ludziom poczucie bezpieczeństwa i nadzieję.

Marzec 1945 – pożegnanie

Szczególnie przejmujący jest fragment opisujący marzec 1945 roku.

Dla niemieckich mieszkańców Szczecina był to czas opuszczania miasta. Autor wspomina, że nazwa Heilandskirche – Kościół Zbawiciela – stała się wówczas symbolem otuchy. Cytuje słowa Ewangelii:

„Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata.”

Kościół stał się dla opuszczających rodzin miejscem ostatnich modlitw, chrztów, bierzmowań, ślubów i pożegnań. Artykuł kończy się innym fragmentem Ewangelii św. Jana:

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję.”

Dziś

Po zakończeniu wojny świątynia przeszła w ręce Kościoła katolickiego i do dziś służy mieszkańcom jako Kościół Rzymskokatolicki pw. Najświętszego Zbawiciela przy ul. Słowackiego. Budynek zachował swoją charakterystyczną architekturę i pozostaje jednym z ciekawszych przykładów modernistycznego budownictwa sakralnego przedwojennego Szczecina. Choć większość osób kojarzy kościół jedynie z ulicą Słowackiego, warto pamiętać, że jego historia sięga także terenów znajdujących się za świątynią – dawnego Johannisbergu, którego śladami są dziś okolice ulicy Barnima. To właśnie tam przez lata działała słynna restauracja należąca do browarnika, właściciela również pobliskiej Willi Nellego. Z miejsca spacerów, rodzinnych uroczystości i spotkań mieszkańców narodziła się świątynia, która przetrwała wojnę i do dziś pozostaje ważnym elementem krajobrazu tej części Szczecina.

Artykuł H. G. Mentzela jest niezwykle cennym świadectwem pamięci o tym miejscu. Nie opisuje wyłącznie historii budynku, lecz przede wszystkim ludzi – ich codziennego życia, wojennych doświadczeń i emocji związanych z utratą rodzinnego miasta. Dzięki takim wspomnieniom możemy spojrzeć na dzisiejszy kościół nie tylko jako na zabytek architektury, ale także jako na miejsce, którego historia rozpoczęła się jeszcze wtedy, gdy na wzgórzu Johannisberg rozbrzmiewały rozmowy gości dawnej restauracji.
Warto dodać, że wspomnienia H. G. Mentzela ukazały się na łamach „Stettiner Nachrichten”, nr 10 z października 1959 roku – czasopisma wydawanego przez dawnych mieszkańców Szczecina po II wojnie światowej. Na jego łamach publikowano wspomnienia o przedwojennym mieście, jego mieszkańcach oraz utraconych miejscach, dzięki czemu do dziś zachowało się wiele cennych relacji dotyczących historii Szczecina.

Prezentowany artykuł odnalazł i udostępnił pasjonat historii Jan Sinius, dzięki któremu możemy dziś poznać niezwykle osobiste wspomnienia związane z dawnym Johannisbergiem i Kościołem Zbawiciela. To kolejny przykład, jak wielką wartość mają prywatne archiwa i zaangażowanie osób poszukujących śladów historii naszego miasta. Dzięki takim odkryciom możemy spojrzeć na dzisiejszy Kościół Rzymskokatolicki pw. Najświętszego Zbawiciela przy ul. Słowackiego nie tylko jako na zabytek architektury, ale również jako miejsce o bogatej i wielowątkowej historii – od popularnej restauracji Johannisberg, przez ewangelicką świątynię z lat trzydziestych XX wieku, aż po współczesny kościół, który od kilkudziesięciu lat służy mieszkańcom Szczecina.

Możecie nas wspomóc:
To drobny gest, który daje nam ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

14/07/2026

Nieistniejący kompleks sanatoryjny na Syrenich Stawach.

Jeszcze pod koniec XIX wieku dawny folwark Eckerberg przeszedł niezwykłą metamorfozę. Z inicjatywy Johannesa Quistorpa powstało tu nowoczesne sanatorium Fundacji im. Ernsta Moritza Arndta, przeznaczone dla osób cierpiących na choroby nerwowe, zaburzenia przemiany materii oraz pacjentów wracających do zdrowia po ciężkich operacjach. Dziś z trudem możemy dostrzec te ruiny pośród zarośli dawnego Eckerberg.

Dziś wspominam tylko o sanatorium, ale warto posłuchać całą opowieść o tym majątku:
https://youtu.be/g2LRtxH-zmo?si=OqXiANSQS0k8EOQ8

Możecie nas wspomóc:
To drobny gest, który daje nam ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

W dniu swoich urodzin dostałam przepiękny, niezwykle sentymentalny prezent- od Mariusz Hamiga – oryginalną pocztówkę ze ...
13/07/2026

W dniu swoich urodzin dostałam przepiękny, niezwykle sentymentalny prezent- od Mariusz Hamiga – oryginalną pocztówkę ze Szczecina z 1934 roku! 💌

Ta wyjątkowa kartka przedstawia dawną restaurację i ogródek piwny Chausseehaus Eckerberg, które niegdyś tętniły życiem. To fascynujące móc patrzeć na miejsca, które tak bardzo zmieniły się na przestrzeni lat, czując przy tym klimat przedwojennego Szczecina.

Informacje adresowe
Adresat: Familie Kurt Pehler (Rodzina Kurta Pehlera)

Miejscowość: Kiel-Dietrichsdorf, Preetzer-Chaussee (obecnie dzielnica Kilonii w Niemczech)

Data stempla pocztowego: Stettin (Szczecin), 6.5.34 (6 maja 1934 r.)

Tłumaczenie treści wiadomości
Tekst jest napisany odręcznie, starą niemiecką kursywą (Sütterlin), co czyni niektóre wyrazy trudnymi do jednoznacznego odczytania. Oto odczytana treść:

"Szczecin, 5.5.34

Drogi Kurcie, Pelke i dzieci,
U nas wszystko w porządku, tak jak i u was, mam nadzieje. Teraz realizujemy nasze kolejne plany wakacyjne. Być może pojechaliśmy już kawałek dalej i przesyłamy wam serdeczne pozdrowienia stąd i od Sophie."

(Uwaga: „Pelke” może być zdrobnieniem imienia, a „Sophie” to prawdopodobnie osoba, która dołączyła się do pozdrowień).

Kontekst obrazka
Na stronie wizualnej pocztówki znajduje się zdjęcie przedstawiające Restaurację i ogródek piwny Chausseehaus Eckerberg (właściciel: F. Godow, tel. 26151-dzisiejsza ulica Jaworowa w Szczecinie).

Mariusz, dziękuję za tak niezwykły, historyczny podarunek! To jedna z tych pamiątek, które mają duszę. ✨

Możecie nas wspomóc:
To drobny gest, który daje nam ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

📬 Pozdrowienia z Lindenhofu – Szczecin, 1 września 1936 rokuTa niezwykła pocztówka trafiła do mnie w szczególny sposób –...
12/07/2026

📬 Pozdrowienia z Lindenhofu – Szczecin, 1 września 1936 roku

Ta niezwykła pocztówka trafiła do mnie w szczególny sposób – otrzymałam ją w prezencie urodzinowym od Wiktor Moz. Dla miłośnika historii Niemierzyna i Lasu Arkońskiego taki podarunek ma wartość znacznie większą niż zwykły przedmiot kolekcjonerski. Dziękuje- już wisi w ramce na ścianie.

Kartka została wysłana 1 września 1936 roku ze szczecińskiego Lindenhofu – popularnej restauracji i miejsca wypoczynku położonego na skraju Lasu Arkońskiego. Na fotografii widzimy letni ogródek otoczony zielenią, pełen stolików i spacerowych alejek. Było to jedno z ulubionych miejsc rekreacyjnych mieszkańców przedwojennego Szczecina. Autor pocztówki opisuje zwyczajny, pogodny dzień spędzony w Lindenhofie, przesyłając serdeczne pozdrowienia rodzinie. W kilku zdaniach uchwycony został świat codziennych spraw i chwil odpoczynku:

Stettin, 1 września 1936 r.

Kochana Lotte!
Przesyłam Ci serdeczne pozdrowienia ze Szczecina. Dziś wybraliśmy się do Lindenhofu. Pogoda dopisuje i siedzimy tutaj bardzo przyjemnie. Po południu wrócimy do miasta. Mam nadzieję, że u Was wszystko jest w porządku. Pozdrów ode mnie wszystkich.
Mam nadzieję, że wkrótce znowu się zobaczymy.
Serdeczne pozdrowienia i ucałowania
[podpis nieczytelny]

Na odwrocie widnieje adres do:
Pani Lotte Hoffmann
Stettin
Hellenstieg 27

Dla spragnionych dowiedzieć się czegoś więcej o tym filmie- odsyłam do mojego filmu: https://youtu.be/g2LRtxH-zmo

Takie znaleziska przypominają, że historia nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń. Tworzą ją również zwykli ludzie, ich spotkania, wycieczki, rodzinne pozdrowienia i miejsca, które odwiedzali. Dzięki takim pocztówkom możemy na chwilę zajrzeć do dawnego Szczecina i zobaczyć go oczami jego mieszkańców. Dołączam kolorowane zdjęcie.

Możecie nas wspomóc wspierając:
To drobny gest, który daje mi ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

10/07/2026

Opowieści o Wieży Quistorpa jest sporo.
Osów i Niemierzyn to moja pasja, a jest to najważniejszy i największy zabytek Lasu Arkońskiego.
Opowieść okraszona animacją komputerową i dawką wiedzy.

Link do zrzutki: https://zrzutka.pl/9ej72s

Anna Koc

Podobno znowu zbliżają się upały, to dla ochłody trochę zimowych atrakcji z Wieżą Quistorpa w tle.❄️ Zimowe radości w da...
08/07/2026

Podobno znowu zbliżają się upały, to dla ochłody trochę zimowych atrakcji z Wieżą Quistorpa w tle.

❄️ Zimowe radości w dawnym Szczecinie. Gdy na Osowie działał jeden z najlepszych torów saneczkowych na Pomorzu 🛷

Przeglądając stare wydania Stettiner Nachrichten, można natrafić na prawdziwe perełki. Zrobił to dla nas Jan Sinius, który znalazł ten artykuł i wspaniałe nigdy nie publikowane, radosne zdjęcie- zostało pokolorowane dodatkowo- Janek- dzięki. Jedną z nich jest artykuł zatytułowany „Winterfreuden im alten Stettin” („Zimowe radości w dawnym Szczecinie”), opublikowany w 1972 roku. Autor wspomina w nim, jak wyglądały zimy w przedwojennym Szczecinie i jakie miejsca były ulubionymi celami mieszkańców spragnionych śnieżnych atrakcji.

Na zamieszczonej fotografii widzimy tor saneczkowy w Lesie Eckerberg, czyli na Wzgórzu Arkony, uwieczniony zimą 1914 roku. Dziś trudno uwierzyć, że właśnie tutaj znajdowało się jedno z najważniejszych miejsc zimowej rekreacji mieszkańców miasta. Artykuł przypomina, że tor saneczkowy został przygotowany przez miasto i należał do najdłuższych i najszybszych na całym Pomorzu. Był tak popularny, że wybudowano nawet drewniany most dla pieszych, aby spacerowicze mogli bezpiecznie przechodzić nad trasą zjazdu, nie narażając dzieci na sankach ani młodych miłośników bobslejów. Autor zwraca uwagę na coś jeszcze. Przedwojenni szczecinianie wcale nie musieli wyjeżdżać w góry, by cieszyć się zimowymi sportami. Ośnieżone wzgórza Osowa i Niemierzyna zapewniały doskonałe warunki do zjazdów na sankach i pierwszych prób narciarskich. To właśnie tutaj tętniło zimowe życie miasta.

W artykule wspomniano również o sztucznym lodowisku na placu Blüchera (obecnym placu Żołnierza Polskiego), gdzie przy dźwiękach orkiestry dętej spotykała się młodzież, a gorące napoje rozgrzewały zmarzniętych łyżwiarzy. Były to czasy, gdy zima była prawdziwym świętem mieszkańców Szczecina.
Patrząc na tę ponad 110-letnią fotografię, trudno nie wyobrazić sobie śmiechu dzieci, stukotu sanek i gwaru, który zimą rozbrzmiewał w lasach dzisiejszego Niemierzyna. Dziś niewiele osób pamięta, że właśnie tutaj znajdował się jeden z najsłynniejszych torów saneczkowych dawnego Szczecina.

📖 Artykuł pochodzi z wydania „Stettiner Nachrichten” z 1972 roku i przypomina o zimowych tradycjach miasta oraz o miejscu, które przez dziesięciolecia było dumą szczecińskich miłośników śnieżnych zabaw.

💬 Czy ktoś z Was pamięta jeszcze opowieści o zjazdach na torze saneczkowym? A może w rodzinnych albumach zachowały się zdjęcia zimowego Lasu Arkońskiego? Chętnie je zobaczymy! Funkcjonował do lat 70-tych.

Możecie nas wspomóc wspierając:
To drobny gest, który daje mi ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s
Anna Koc

Nieznane wspomnienia o pastorze Wilhelmie Bernhardzie. Syn wspomina twórcę potęgi KückenmühleWśród archiwalnych numerów ...
07/07/2026

Nieznane wspomnienia o pastorze Wilhelmie Bernhardzie. Syn wspomina twórcę potęgi Kückenmühle

Wśród archiwalnych numerów „Stettiner Nachrichten” można odnaleźć niezwykle interesujący artykuł zatytułowany „Pastor Bernhard und Kückenmühle”. Tekst ukazał się w związku z 50. rocznicą śmierci pastora dr. Wilhelma Bernharda, wieloletniego dyrektora Zakładów Kückenmühle. Tym, co czyni tę publikację wyjątkową, jest jej autor – własny syn pastora, Martin Bernhard, duchowny mieszkający po wojnie w Meldorf w Szlezwiku-Holsztynie.

To nie jest zwykły biogram. To osobiste wspomnienie człowieka, który przez wiele lat obserwował działalność swojego ojca i postanowił opowiedzieć o niej z perspektywy świadka.

Martin Bernhard rozpoczyna swój tekst od przypomnienia, że 26 maja minęło pół wieku od śmierci ojca. Następnie prowadzi czytelnika przez historię Zakładów Kückenmühle – od niewielkiej placówki dla słabowitych dzieci, mieszczącej się w dawnym młynie wodnym, aż po jeden z największych ośrodków opiekuńczych na Pomorzu.

Dowiadujemy się, że Wilhelm Bernhard objął kierownictwo zakładu w 1877 roku, mając zaledwie 34 lata. Zrezygnował z bezpiecznej posady pastora, ponieważ – jak wspomina syn – widok cierpiących i opuszczonych dzieci uznał za swoje życiowe powołanie.

Artykuł pokazuje Bernharda nie tylko jako duchownego, lecz przede wszystkim jako doskonałego organizatora. Za jego czasów Kückenmühle rozwijało się w niezwykłym tempie. Powstawały kolejne domy dla wychowanków, oddzielny zakład dla osób cierpiących na epilepsję, dom diakonis, a później również kościół. Placówka systematycznie powiększała swoje gospodarstwo rolne, ogrody, szkółki drzew oraz warsztaty, dzięki czemu stawała się coraz bardziej samowystarczalna.

Syn podkreśla również mało znany fakt – Wilhelm Bernhard sam projektował większość nowych budynków. Przygotowywał plany architektoniczne, nadzorował budowy i dzięki temu oszczędzał środki, które zakład musiałby przeznaczyć na architektów. Był inicjatorem budowy kościoła oraz fundacji Magdalenenstift, a za swoją działalność został w 1908 roku uhonorowany przez Uniwersytet w Greifswaldzie tytułem doktora honoris causa teologii.

Martin Bernhard poświęca jednak najwięcej miejsca nie osiągnięciom organizacyjnym ojca, lecz jego charakterowi. Pisze o jego głębokiej wierze, spokoju w obliczu trudności finansowych oraz niezwykłym darze rozumienia ludzi. Według autora ojciec potrafił dodawać otuchy osobom cierpiącym i odnajdywać właściwe słowa nawet w najtrudniejszych chwilach. Nigdy nie tracił pogody ducha i wszystkie troski powierzał Bogu.

Pod koniec wspomnień syn przypomina, że pastor kierował Kückenmühle przez 31 lat, aż do swojej śmierci w maju 1909 roku. W tym czasie niewielki zakład przeobraził się w ogromny kompleks obejmujący 33 domy mieszkalne, trzy szpitale, dom diakonis, szkołę, laboratorium, kościół, kaplicę cmentarną oraz liczne budynki gospodarcze i warsztaty. Było to dzieło jednego człowieka i wielu jego współpracowników.

Interesującym elementem publikacji jest także zamieszczony na środku strony wiersz „Weltgeheimnis ist der Tod” („Tajemnicą świata jest śmierć”). Jego autorem jest Robert Prutz – niemiecki poeta, historyk literatury i publicysta, który przez pewien czas mieszkał w Szczecinie. Dla miłośników historii miasta to nazwisko ma dodatkowe znaczenie. Robert Prutz spoczywa bowiem na dawnym Cmentarzu Niemierzyńskim, którego pozostałości zachowały się do dziś. Obecność jego utworu w artykule poświęconym pastorowi Bernhardowi nadaje publikacji jeszcze bardziej refleksyjny charakter.

Dziś artykuł „Pastor Bernhard und Kückenmühle” jest czymś znacznie więcej niż jubileuszowym wspomnieniem. To cenne źródło historyczne napisane przez osobę najbliższą bohaterowi – jego własnego syna, Martina Bernharda. Dzięki temu otrzymujemy nie tylko chronologiczny opis rozwoju Kückenmühle, ale również niezwykle osobisty portret człowieka, którego praca na trwałe wpisała się w historię Szczecina i dawnych Zakładów Kückenmühle.

Tłumaczenie:
Pastor Bernhard i Kückenmühle

26 maja minęło 50 lat od śmierci pastora dr. Wilhelma Bernharda, niegdyś dyrektora zakładów Kückenmühle w Szczecinie. Był on moim ojcem i chciałbym z tej okazji poświęcić mu kilka słów na łamach tego pisma.

Zakład Kückenmühle został otwarty 14 października 1863 roku jako placówka dla słabowitych dzieci. Początkowo mieścił się w starym młynie wodnym, zakupionym przez Zarząd Misji Wewnętrznej od radcy sądowego Jahna zgodnie z jego przeznaczeniem. W styczniu 1877 roku mój ojciec został przez kuratorium powołany na stanowisko przełożonego zakładu.

Urodził się 5 października 1843 roku na plebanii przy kościele Mariackim w Kamieniu Pomorskim jako drugi syn rektora i archiprezbitera Gustava Bernharda. Kiedy obejmował stanowisko w Kückenmühle, miał zaledwie 34 lata. Był wcześniej pastorem w Trzebiatowie pod Kamieniem Pomorskim, a wcześniej przez dwa lata pomocniczym kaznodzieją w zakładzie wychowawczym w Nowogardzie. Bardzo trudno było mu opuścić ukochaną parafię i narazić rodzinę na niepewną przyszłość. Decydujące okazało się jednak zetknięcie z nędzą opuszczonych dzieci. Ujrzał w tym swoje powołanie.

31 października 1877 roku wraz z rodziną zamieszkał w Kückenmühle. W tamtym czasie był to niewielki zakład. Przebywało w nim niespełna sto chorych dzieci, mieszkających w dwóch budynkach, a cały teren obejmował około 3,5 hektara.

Już w 1878 roku wybudowano trzeci dom dla trzydziestu wychowanków. W następnym roku powstało większe mieszkanie dla kierownika. W 1881 roku oddano do użytku nowy dom dla 45 wychowanków. Od tej chwili przyjmowano już nie tylko dzieci, ale także osoby dorosłe cierpiące na różne schorzenia i niepełnosprawności.

W 1882 roku w pobliżu, po drugiej stronie strumienia Mühlenbach, utworzono samodzielny zakład dla chorych na epilepsję. Początkowo składał się z trzech budynków. Ojciec sam przygotował projekty niemal wszystkich obiektów, również kościoła. Dzięki temu zakład oszczędził znaczne środki, które w innym przypadku trzeba byłoby przeznaczyć na architekta.

Aby zapewnić odpowiednio przygotowany personel pielęgniarski, w 1883 roku utworzono dom diakonis. Od tej pory trzy placówki działały wspólnie pod nazwą „Kückenmühler Anstalten”. Gdy w 1888/1889 roku wybudowano kościół, zakłady zyskały własne centrum duchowe.

Ojciec od początku uważał, że zakład powinien posiadać własne zaplecze gospodarcze. Dlatego stopniowo wykupywał okoliczne grunty, które były wówczas stosunkowo tanie. Ostatecznie majątek obejmował około 122 hektarów. Dzięki temu wielu podopiecznych mogło pracować w gospodarstwie rolnym, sadzie, ogrodzie warzywnym oraz szkółce drzew. Praca miała znaczenie terapeutyczne, a jednocześnie zmniejszała koszty utrzymania i przynosiła dodatkowe dochody.

Kiedy 1 kwietnia 1883 roku weszła w życie nowa ustawa dotycząca opieki nad osobami wymagającymi stałej pomocy, liczba pensjonariuszy zaczęła gwałtownie rosnąć. Przez kolejne lata zakład był niemal nieustannie rozbudowywany. Nie było roku, w którym nie powstawałby nowy budynek, a liczba mieszkańców zakładów wzrosła ostatecznie do około 1100 osób.

Wiersz zamieszczony w artykule

Na środku strony znajduje się wiersz „Weltgeheimnis ist der Tod” („Tajemnicą świata jest śmierć”) autorstwa Roberta Prutza (1816–1872). Nie jest on związany bezpośrednio z historią Kückenmühle, lecz został zamieszczony jako utwór okolicznościowy.
Zakłady mogły już wtedy pomieścić znaczną liczbę wychowanków. Oprócz 33 domów mieszkalnych znajdowały się tam trzy szpitale, dom diakonis, dom szkolny, internat, laboratorium, kościół, kaplica cmentarna oraz liczne budynki gospodarcze i warsztaty.

Ojciec angażował się osobiście we wszystkie dziedziny funkcjonowania zakładów. Niezależnie od tego, czy chodziło o prowadzenie gospodarstwa rolnego, sadownictwo, uprawę warzyw, słynne plantacje szparagów, szkółkę drzew czy warsztaty – wszędzie służył radą i pomocą. Dzięki temu w zakładach praktycznie nie zdarzały się błędne decyzje.

Pod koniec życia zaplanował nawet budowę kolonii mieszkaniowej dla pracowników. Nie było mu jednak dane zobaczyć realizacji tego projektu. 26 maja 1909 roku, krótko po ukończeniu planów, zmarł, kierując zakładami przez 31 lat.

Także fundację Magdalenenstift, zbudowaną w latach 1907–1908 na północ od zakładów, zaprojektował osobiście i nadzorował jej budowę. Podczas uroczystości otwarcia w 1908 roku Uniwersytet w Greifswaldzie nadał mu, z okazji jubileuszu działalności Misji Wewnętrznej, tytuł doktora honoris causa teologii.

Mógł dokonać tak wiele dlatego, że czerpał siłę ze swojej głębokiej wiary, wyniesionej z rodzinnego domu. Nigdy nie pozwalał, by przygniatały go troski, nawet gdy brakowało pieniędzy i sytuacja wydawała się bardzo trudna. Wielokrotnie doświadczał pomocy, którą uważał za Bożą opatrzność. Wszystkie swoje zmartwienia powierzał Bogu.

Posiadał również wyjątkowy dar rozumienia ludzi. Potrafił znaleźć właściwe słowa dla osób, które utraciły sens życia lub przeżywały cierpienie. Pomagał im odzyskać nadzieję i odnaleźć nowy cel. Mimo ciężaru obowiązków pozostawał pogodnym człowiekiem, który nie ulegał narzekaniu ani rozpacczy.

Na zachowanym do dziś krzyżu stojącym obok kaplicy wyryto słowa z Księgi Hioba 15,16. Przez lata stały się one rzeczywistością dla całego zakładu, który przetrwał wszystkie burze dziejowe. Zakłady ocalały mimo licznych zagrożeń i obecnie opiekują się około tysiącem chorych osób pochodzenia polskiego.

Martin Bernhard
Pastor i.R.
Meldorf, Holsztyn

Artykuł przesłał mi przeglądający ostatnimi czasy gazety z lat 50-tych Jan Sinius za co niezmiernie dziękuje.
Anna Koc

Możecie nas wspomóc wspierając:
To drobny gest, który daje mi ogromną motywację do dalszego odkrywania i opowiadania historii!
https://buycoffee.to/historyczny.niemierzyn
https://zrzutka.pl/9ej72s

05/07/2026

Kurzy Młyn zasługuje na opowieść.
To mało znana część Szczecina, mająca na to miasto wpływ od średniowiecza.
wesprzyjcie: link do zrzutki: https://zrzutka.pl/9ej72s

Johannisthal 🏛️ – zapomniany dworek NiemierzyńskiWśród zielonych terenów dawnego Niemierzyna (Nemitz), dziś części Szcze...
20/06/2026

Johannisthal 🏛️ – zapomniany dworek Niemierzyński

Wśród zielonych terenów dawnego Niemierzyna (Nemitz), dziś części Szczecina, znajdowała się niegdyś wyjątkowa posiadłość – Johannisthal. Był to dworek otoczony ogrodem, uznawany za najokazalszy budynek wsi, a później dzielnicy Niemierzyn. Do 1935 roku stał przy Eckerbergstraße 2–4, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się szpital przy ul. Arkońskiej. W XVIII wieku jego rangę można było porównać jedynie z pobliskim, neogotyckim majątkiem Eckerberg. Dworek Johannisthal powstał w 1756 roku, na terenie ogrodu założonego kilka lat wcześniej. Szybko stał się jedną z najbardziej reprezentacyjnych posiadłości w okolicy. W latach 1777–1787 należał do Georga Christiana Velthusena – jednego z najbogatszych szczecińskich kupców XVIII wieku i prawdziwego potentata handlu winem. Jego majątek obejmował również okazały pałac w Szczecinie (obecnie siedzibę szkoły muzycznej przy ul. Staromłyńskiej) oraz dzierżawione pola uprawne na Niemierzynie.

Pod koniec XVIII wieku Velthusen sprzedał swoje niemierzyńskie dobra. W latach 1787–1790 posiadłość przeszła w ręce Gustava Reinholda von Schmelinga, dyrektora Kamery Wojenno-Skarbowej, który był jej właścicielem aż do swojej śmierci w 1804 roku.
Z czasem spokojna rezydencja zmieniła swoje przeznaczenie. W XIX wieku dworek przebudowano i przekształcono w popularną restaurację Johannisthal. Stała się ona jednym z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców Szczecina i Niemierzyna. Goście mogli korzystać z urokliwego ogrodu z miejscami przy stołach na świeżym powietrzu, muszli koncertowej oraz placu zabaw dla dzieci. Było to miejsce spotkań, muzyki i letniego odpoczynku.
Gdy w 1900 roku Niemierzyn został przyłączony do Szczecina, właścicielem restauracji był Richard Riefke. Siedem lat później lokal przejęła rodzina Bohrisch, związana z jednym z największych szczecińskich browarów – Bohrisch Bairische Brauerei 🍻. Ostatnim gospodarzem Johannisthalu był Albert Liptow.

Restauracja pełniła również ważną rolę w codziennym życiu mieszkańców. Przy Eckerbergstraße znajdował się jeden z zaledwie dwóch dostępnych publicznie aparatów telefonicznych – drugi mieścił się na poczcie. Dla ówczesnych mieszkańców był to symbol nowoczesności i niezwykłe udogodnienie 📞Historia Johannisthalu zakończyła się w 1935 roku, kiedy zabytkowy dworek został rozebrany. W jego miejscu wzniesiono nowoczesny jak na tamte czasy dom starców – Altersheim in Stettin-Johannisthal, zaprojektowany przez znanego niemieckiego architekta Hansa Bernharda Reichowa. W czasie II wojny światowej budynek pełnił funkcję Kriegsmutterheim.

Po wojnie obiekt otrzymał nowe życie. W sierpniu 1945 roku przyjęto tu pierwszych polskich pacjentów, a dawny dom starców przekształcono w szpital. Z czasem placówka stała się dzisiejszym Samodzielnym Publicznym Wojewódzkim Szpitalem Zespolonym w Szczecinie przy ul. Arkońskiej 💉.Dziś po Johannisthalu nie pozostał już żaden ślad dawnego dworku i ogrodów. Ja mam wrażenie że dawny wjazd do brukowany kawałek podjazdu, ale to tylko przypuszczenie. Pozostała jednak historia miejsca, które przez niemal dwa stulecia było świadkiem przemian – od XVIII-wiecznej rezydencji kupieckiej, przez elegancką restaurację, aż po szpital służący kolejnym pokoleniom mieszkańców Szczecina.

Jest to kolejne miejsce na mojej liście do wirtualnej rekonstrukcji- czyli do kolejnego filmu animowanego które ukazało by ten piękny nieistniejący zabytek. Jeśli chcecie wspomóc, możecie pomóc w zrzutce na stacje roboczą do tworzenia takiego filmu: https://zrzutka.pl/9ej72s

Wrzucam kolorowane i nie tylko zdjęcia tego niezwykłego miejsca.

Anna Koc

Adres

Arkońska
Szczecin
71-476

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Historyczny Niemierzyn/Nemitz Arkońskie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Historyczny Niemierzyn/Nemitz Arkońskie:

Skróty

Udostępnij

Kategoria