Rokietnickie Archiwum Cyfrowe

Rokietnickie Archiwum Cyfrowe Rokietnickie Archiwum Cyfrowe to strona prowadzona przez członków Stowarzyszenia Rokietnica Wokół Nas

DOM MUSIAŁÓWKrzyszkowo, ul. Główna, rok 1940.Na zdjęciu widać dom rodziny Musiałów.To tutaj mieszkał Stanisław Musiał, p...
16/04/2026

DOM MUSIAŁÓW

Krzyszkowo, ul. Główna, rok 1940.

Na zdjęciu widać dom rodziny Musiałów.

To tutaj mieszkał Stanisław Musiał, powojenny wójt gminy Rokietnica.

Czy ten budynek zachował się (choćby po przebudowach) do dziś?

Maciej A. Szewczyk

𝗚𝗥𝗢𝗗𝗭𝗜𝗦𝗞𝗢 𝗪 𝗣𝗥𝗭𝗬𝗕𝗥𝗢𝗗𝗭𝗜𝗘…czyli średniowieczna kępa drzew i krzewów wśród pólOd dawna intrygowało mnie to niewielkie wznie...
09/04/2026

𝗚𝗥𝗢𝗗𝗭𝗜𝗦𝗞𝗢 𝗪 𝗣𝗥𝗭𝗬𝗕𝗥𝗢𝗗𝗭𝗜𝗘
…czyli średniowieczna kępa drzew i krzewów wśród pól

Od dawna intrygowało mnie to niewielkie wzniesienie wyrastające ni stąd, ni zowąd pośród pól, wzdłuż dawnego toru kolejowego, około 600 metrów na wschód od nieczynnej dziś stacji w Przybrodzie.

Z oddali miejsce wygląda zupełnie niepozornie. Z bliska niewiele więcej da się dostrzec, bo gęsto porastają je rośliny – w tym wiele kłujących krzewów. Wczesna wiosna wydaje się jedynym momentem w roku, kiedy można spróbować przyjrzeć się grodzisku z bliska, zanim bujna zieleń pochłonie je na dobre.

To późnośredniowieczne grodzisko stożkowate, datowane prawdopodobnie na XIV–XV wiek. Ma niewielkie zagłębienie na szczycie (ok. 1/4 m) oraz rów u podstawy. Północną część zbocza uszkodzono pod koniec XIX wieku, podczas budowy dziś już nieczynnej linii kolejowej Rokietnica–Pniewy. Średnica podstawy wynosiła ok. 20 m, a wysokość ok. 4 m. Wierzchołek był charakterystycznie wklęsły. Całość otaczał rów o szerokości ok. 6 m i głębokości około pół metra.

Już w inwentaryzacji z 1938 r. Władysław Kowalenko opisuje to miejsce słowami: „W krajobrazie występuje ono wyraźnie jako kępa drzew i krzewów wśród pól”.

Być może jest to pozostałość niewielkiego grodu lub osady obronnej – a może raczej samotnej wieży na grodzisku stożkowatym. Co ciekawe, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego… z 1888 r. wspomina o „kopcu około 15 stóp wysokim, o średnicy 50 stóp, ze ściętym i wklęsłym wierzchołkiem”.
Obiekt wpisany jest do rejestru zabytków.

Kowalenko wspominał również o ludowej legendzie, która miała się wiązać z tym miejscem. Czy ktoś z Państwa może ją zna lub kiedyś o niej słyszał?

Maciej A. Szewczyk

02/04/2026

Nie dali się Państwo zwieść! Wczorajszy post był oczywiście żartem primaaprilisowym. 🥸

Natomiast historia bitwy pod Cerekwicą stoczonej 9 lipca 1759 r. jest najzupełniej prawdziwa. ⚔

Przypominamy ją poniżej (link w komentarzu).

Maciej A. Szewczyk

𝗕𝗶𝘁𝘄𝗮 𝗽𝗼𝗱 𝗖𝗲𝗿𝗲𝗸𝘄𝗶𝗰ąO bitwie pod Cerekwicą stoczonej w trakcie wojny siedmioletniej pisaliśmy już jakiś czas temu (link w...
01/04/2026

𝗕𝗶𝘁𝘄𝗮 𝗽𝗼𝗱 𝗖𝗲𝗿𝗲𝗸𝘄𝗶𝗰ą

O bitwie pod Cerekwicą stoczonej w trakcie wojny siedmioletniej pisaliśmy już jakiś czas temu (link w komentarzu).

Tymczasem w moje ręce trafił album ze zdjęciami wykonanymi tuż przed tą potyczką!

Jak się wydaje, to najstarsze zdjęcia wykonane w naszej okolicy!

Fotografie wymagają konserwacji - do tematu będziemy wracać!

Maciej A. Szewczyk

ROKIETNICKIE BOĆKI..to jest o bocianach, a właściwie o bocianiskach w naszej gminie w latach 30. XX w.Wiosenną porą wart...
26/03/2026

ROKIETNICKIE BOĆKI..to jest o bocianach, a właściwie o bocianiskach w naszej gminie w latach 30. XX w.

Wiosenną porą warto przypomnieć nieco wiosennych faktów. Historycznych oczywiście.

Późniejszy nestor polskiej ornitologii - Jan Bogusław Szczepski - przeprowadził w 1934 r. inwentaryzację bocianisk w powiecie poznańskim. O swym przedsięwzięciu, 24-letni w owym czasie autor pisał tak: "jeździłem na rowerze po całym powiecie od wsi do wsi i o ile było w danej miejscowości gniazdo, starałem się o nim zebrać jaknajwięcej informacyj".

A oto ustalenia Szczepskiego odnoszące się do naszej gminy:

"1. Cerekwica: gniazdo na topoli, założone w r. 1918. W r. 1933 bociany miały 4 młode, a w r. 1934 również 4 młode.
2. Żydowo: gniazdo na topoli, założone w r. 1926. W r. 1933 bociany mają 5 młodych, w r. 1934 - 2 młode, lecz te z niewiadomych przyczyn zdechły. Stare opuściły gniazdo w końcu lipca, ale przed odlotem jeszcze kilka dni na nim przesiadywały.
3. Rostworowo: gniazdo założone w r. 1914 na stodole, lecz ta w r. 1933 spaliła się i gospodarz w r. 1934 postawił gniazdo na topoli. W r. 1933 mają 4 młode, a o r. 1934 brak bliższych informacji.
4. Bytkowo: gniazdo na topoli, założone w r. 1931. W r. 1933 mają 3 młode, w r. 1934 - 2 młode.
5. Starzyny: gniazdo na topoli, założone w r. 1932. Dotychczas niezajęte.
6. Napachanie: dwa gniazda. Pierwsze na topoli, założone w r. 1934. W tym roku bociany mają 2 młode. Drugie gniazdo na stodole dworskiej, założone w r. 1934. Dotychczas niezajęte.
7. Rogierówko: gniazdo na topoli, założone w r. 1904. W r. 1933 bociany mają 4 młode, w r. 1934 - 3 młode.
8. Pawłowice: dwa gniazda. Pierwsze gniazdo na topoli, założone w r. 1925. W r. 1932 bociany mają 2 młode, a w r. 1933, 1934 po 4 młode, Drugie gniazdo również na topoli, założone w r. 1928. W latach 1933, 1934 mają po 4 młode.
[...]
12. Kobylniki: gniazdo na stodole. Bliższych danych brak."

[za: [Jan] Bogusław Szczepski, "Bocian biały w powiecie Poznańskim" [w:] Wydawnictwo Okręgowego Komitetu Ochrony Przyrody na Wielkopolskę i Pomorze w Poznaniu, z. 5, Poznań 1935, s. 115 i n.]

Maciej A. Szewczyk

𝗨𝗖𝗜𝗘𝗞𝗜𝗡𝗜𝗘𝗥 𝗪𝗘 𝗠Ł𝗬𝗡𝗜𝗘..w MrowinieNiedawno wspominaliśmy co wydarzyło się w naszych okolicach w okresie walk o Poznań u pr...
19/03/2026

𝗨𝗖𝗜𝗘𝗞𝗜𝗡𝗜𝗘𝗥 𝗪𝗘 𝗠Ł𝗬𝗡𝗜𝗘..w Mrowinie

Niedawno wspominaliśmy co wydarzyło się w naszych okolicach w okresie walk o Poznań u progu roku 1945 (linki w komentarzach).
Dzięki Patryk Mieloch możemy dziś przybliżyć jeszcze jedną historię związaną z tamtym czasem.

***

Jednym z Niemców uciekających z broniącej się wtedy jeszcze przed sowietami poznańskiej cytadeli był Otto Jörn. Urodzony w 1923 r., latem 1941 r. został wcielony do Wehrmachtu, z którym walczył m.in. na froncie wschodnim. W lipcu 1944 trafił do szkoły podchorążych piechoty w Poznaniu, a następnie do Twierdzy Poznań. W czasie walk został ranny, a 13 lutego dostał się do sowieckiej niewoli. Udało mu się z niej jednak uciec wraz z innym żołnierzem.

W nocy z 16 na 17 lutego, po pokonaniu piechotą około 20-25 kilometrów uciekinierzy dotarli do Mrowina:

"Chcieliśmy dotrzeć do lasu przed świtem, by móc w nim bezpiecznie spędzić dzień. Gdzieś w pobliżu miejscowości Mrowino (Joachimsfelde) położyliśmy się na ziemi, plecami do siebie, by móc oddać sobie trochę ciepła. Pomimo zmęczenia nie mogliśmy zasnąć z powodu przejmującego zimna. Po jakimś czasie postanowiliśmy poszukać jakiejś zagrody. Trafiliśmy na solidny młyn, położony lekko na uboczu [przy dzisiejszej ulicy Zbożowej - przyp. MS]. Spotkaliśmy w nim samotnego, polskiego młynarza z amputowaną podczas pierwszej wojny światowej nogą." Młynarzem tym był najprawdopodobniej Wiktor Nowak, pierwszy właściciel mrowińskiego koźlaka rozebranego ostatecznie 76 lat później.

Jak wspomina Otto Jörn, młynarz "jęczał i zaklinał się na życie, bo bał się, co z nim będzie, gdy nas u niego znajdą. Oświadczyliśmy mu, że udamy się do szopy z drewnem, gdzie na zmianę będziemy trzymać wartę. Groziliśmy represjami, jeżeli opuści swój dom i pójdzie do wsi, by nas zdradzić. Zajęliśmy naszą kwaterę i mogliśmy liczyć jedynie na to, że nasze groźby będą skuteczne, bo żaden z nas nie był w stanie czuwać ani chwili dłużej. Padliśmy ze zmęczenia i po chwili spaliśmy, jak zarżnięci. Po około, jak się później okazało, dwóch godzinach, obudziły nas głośne, nerwowe okrzyki: „Hände hoch!”. Napastnicy walili kolbami w drewniane drzwi. Nie mieliśmy złudzeń – stąd nie było ucieczki. Nie chcąc prowokować losu, wyszliśmy przed szopę. Musieliśmy wyglądać komicznie, bo obaj mieliśmy te same rany: lewa ręka podniesiona w górę, prawa, cała brudna od krwi na temblaku. Naszym oczom ukazał się ciekawy widok: pięciu albo sześciu polskich milicjantów stało przed nami, krzycząc nieprzerwanie, pomimo że nie stwarzaliśmy już żadnego zagrożenia. Chyba się bali. Bez wątpienia zdradził nas młynarz. Było dla mnie jasne, że nie podejmiemy przed latem kolejnej ucieczki, chyba że nadarzyłaby się specjalna okazja. Milicjanci zaprowadzili nas na miejscowy posterunek [tj. prawdopodobnie do Rokietnicy do budynku widocznego na zdjęciu - przyp. MS], gdzie komendant rozpoczął przesłuchanie. Nie szło mu najlepiej, bo milczeliśmy uparcie. Mimo to kazał nam przynieść dzbanek z kawą i słuszny talerz kanapek, za co byliśmy mu bardzo wdzięczni. A na tym nie koniec. Zaprowadzili nas do miejscowego szpitalika, gdzie naszymi, naprawdę kiepsko już wyglądającymi ranami, fachowo zajęła się pozostała na miejscu, starsza siostra – Niemka. Tam także dostaliśmy coś do jedzenia. Próbowaliśmy najeść się na zapas. Potem zostaliśmy dostarczeni do miejscowego więzienia, gdzie w międzyczasie zgromadzono już około 30 niemieckich jeńców".

O jakim "miejscowym więzieniu" pisze Otto Jörn? Oczywiście o nieistniejącym dziś już zakładzie przy ul. Bramowej w Mrowinie (w miejscu, gdzie obecnie znajduje się stacja uzdatniania wody). Więzienie to było przed wojną tzw. kolonią rolniczą, tj. zakładem karnym, w którym osadzeni resocjalizowani byli poprzez naukę rolnictwa - w tym pracę w należącym do więzienia gospodarstwie.

"Z powodu moich dość ciężkich ran, nie mogłem zostać skierowany do takiej pracy [w gospodarstwie - przyp. MS], ponieważ jednak miałem zapracować na swoją oszałamiającą rację żywnościową: suszone warzywa z wodą, zostałem skierowany ze szpatułką do obory. Moim zadaniem było zeskrobywanie łajna z krowich zadów. Pod koniec dnia zamykano nas po piętnastu w pomieszczeniu, gdzie na pryczach z siennikami spędzaliśmy noc. W kącie ustawiano duże wiadro, mające nam służyć do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Po cienkich zupkach bardzo nam się chciało, więc po północy z naczynia wylewało się już na podłogę. Nie mogliśmy go opróżnić, na drugie nie było żadnych szans. Życie uczy jednak, że do wszystkiego można się przyzwyczaić: po jakimś czasie nikomu nie przeszkadzał już ten .

Rankiem 18 lutego wraz z moim towarzyszem-uciekinierem zostałem przetransportowany, w eskorcie dwóch polskich milicjantów, do miejscowości odległej o pięć do siedmiu kilometrów, położonej przy bardzo uczęszczanej przez Rosjan arterii komunikacyjnej [tj. do Tarnowa Podgórnego - przyp. MS]".

Otto Jörn przeżył wojnę, zmarł w Hanowerze w roku 2008.

Jego wspomnienia - których fragmenty tu przywołałem - zostały wydane 2 lata później (Otto Jörn, Walczyłem w oblężonym Poznaniu, Poznań 2010).

Maciej A. Szewczyk

🛠️ Szukamy lokalnych MISTRZÓW! Tworzymy wyjątkową wystawę, mapę i potrzebujemy Waszej pomocy! 🧵Czy pamiętacie dawnych rz...
14/03/2026

🛠️ Szukamy lokalnych MISTRZÓW! Tworzymy wyjątkową wystawę, mapę i potrzebujemy Waszej pomocy! 🧵

Czy pamiętacie dawnych rzemieślników z Rokietnicy? Ludzi, do których chodziło się, by naprawić dosłownie wszystko? A może znacie kogoś, kto dziś z pasją kontynuuje te wspaniałe tradycje? Gdzie był fryzjer? a gdzie naprawiało buty? lub robiło ( to to pamięta? ) repasacje pończoch ? Ale liczymy tez na dzisiejszych mistrzów, panią od ręcznie wyszywanych obrusów, ślusarza -artystę czy wyjątkowego kowala!

Rokietnickie Archiwum Cyfrowe rozpoczyna prace nad nowym projektem – Wystawą „Mistrzowie”! 🏆 Chcemy ocalić od zapomnienia dawne zawody i uhonorować ludzi, którzy swoimi rękami tworzyli (i nadal tworzą!) historię naszego regionu.

Od kowali, wyoblarzy i stolarzy, po koronczarki, krawcowe, kucharki i renowatorów mebli i artystów-odlewników. Chcemy opowiedzieć ich historie!

Czego dokładnie szukamy?
📢Adresów - miejsc gdzie mieścił się miejscowy zakład rzemieślniczy.

📸 Zdjęć – dawnych i obecnych warsztatów, rzemieślników przy pracy oraz ich dzieł.

🗣️ Wspomnień i anegdot – Waszych opowieści o lokalnych fachowcach.

📜 Dokumentów i pamiątek – starych szyldów, narzędzi, dyplomów mistrzowskich czy dawnych rachunków.

🤝 Kontaktów – do współczesnych rzemieślników z naszej gminy, których warto zaprezentować szerszej publiczności.

Jak możecie pomóc?
Zostawcie komentarz pod tym postem, napiszcie do nas w wiadomości prywatnej (Messenger) lub wyślijcie maila na adres: [email protected], [email protected]

Każdy, nawet najmniejszy ślad, zdjęcie czy nazwisko to dla nas skarb! ✨ Zbudujmy tę mapę razem i pokażmy, jak bogata jest rzemieślnicza tradycja naszej gminy.

Będziemy ogromnie wdzięczni za udostępnienie tego posta, aby dotarł do jak największej liczby mieszkańców! 🔄

Na zdjęciu: Stolarz, pan Jan Fechner podczas remontu pomieszczeń dworu w Rokietnicy, który w tym czasie pełnił funkcje budynku administracyjnego Technikum Rolniczego. W pracach remontowych brali też udział uczniowie Technikum.
Rokietnica, ul.Szamotulska.
Lata 1968-1970.

POCZTOWA 7..czyli historia domu państwa StyczyńskichPrzejeżdżając ulicą Pocztową w Rokietnicy nie sposób nie zauważyć ch...
13/03/2026

POCZTOWA 7..czyli historia domu państwa Styczyńskich

Przejeżdżając ulicą Pocztową w Rokietnicy nie sposób nie zauważyć charakterystycznego, masywnego budynku, otynkowanego na malinowo-podobny kolor. Wbrew pozorom jest to obiekt bardzo już leciwy, bo wzniesiony w roku 1933.

Budynek powstał z inicjatywy Ignacego Styczyńskiego, urodzonego w roku 1875 w Świątnikach (k. Mosiny). Styczyński przed I wojną światową prowadził restaurację oraz zakład fryzjersko‑kosmetyczny pod Poczdamem, którego produkty — w tym perfumy — trafiały ponoć nawet na dwór cesarza Wilhelma II. Po powrocie do Polski w 1918 r. osiedlił się w Rokietnicy, gdzie działał jako restaurator, prowadząc wyszynk w budynku rokietnickiego dworca. Na początku lat 30. XX w. Ignacy zakupił dużą działkę przy ul. Pocztowej 7 i rozpoczął budowę domu, do którego rodzina wprowadziła się około 1933 r. Przy domu działał sklep z wędlinami, a w podwórzu mała ubojnia.

Maciej A. Szewczyk

PS Wczoraj prosiliśmy Państwa o zidentyfikowanie domu państwa Styczyńskich. Jako pierwsi (niemal równocześnie) prawidłową odpowiedź wskazali: pani Eliza Herfort i pan Mariusz Zielonka. Gratulujemy!

UWAGA! KONKURS!Na zdjęciu z 1933 r. widoczny jest budynek, który podziwiać można do dziś w naszej gminie.Gdzie znajduje ...
12/03/2026

UWAGA! KONKURS!

Na zdjęciu z 1933 r. widoczny jest budynek, który podziwiać można do dziś w naszej gminie.

Gdzie znajduje się ten budynek (miejscowość i ulica)?

Tradycyjnie już, kto pierwszy napisze w komentarzu prawidłową odpowiedź, ten otrzyma nasz RAC'owy pakiet. Rozstrzygnięcie konkursu jutro (piątek). Do tego czasu... nie komentujemy Państwa odpowiedzi.

Powodzenia!

Maciej A. Szewczyk

JAK ŻYĆ BEZ OCTU, ŚLEDZI I HERBATY ULUNG?..czyli o brakach w zaopatrzeniu rokietnickich sklepów w roku 1963Cennych infor...
05/03/2026

JAK ŻYĆ BEZ OCTU, ŚLEDZI I HERBATY ULUNG?..czyli o brakach w zaopatrzeniu rokietnickich sklepów w roku 1963

Cennych informacji nt. przeszłości dostarczają nam akta Gromadzkiej Rady Narodowej (tj. poprzedniczki rady gminy) w Rokietnicy. Będziemy do nich niekiedy sięgać.

I tak ze sprawozdania Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w Rokietnicy za rok 1963 dowiadujemy się jak wyglądała w tamtym czasie sytuacja z zaopatrzeniem w gminie. I powiedzmy to wyraźnie - nie wyglądała różowo.

Gminna Spółdzielnia prowadziła w owym czasie sprzedaż w 33 sklepach, w tym w 8 na terenie naszej gminy (wtedy zwanej gromadą) - z tego w 5 spożywczych i 3 przemysłowych.

W roku 1963 spółdzielnia napotkała "na pewne braki towarowe", co do produktów, których "otrzymywaliśmy znikome ilości", tak, że "występowały braki na sklepach". Z czym konkretnie był problem?

Otóż niemal ze wszystkim... Brakowało: czekolady (pełnej), batonów czekoladowych i galanterii czekoladowej, towarów importowanych, kawy naturalnej, kakao i przypraw (pieprzu, ziela angielskiego, liści laurowych). Stwierdzono także niedobory masła, mleka i serów (twardych).

Sezonowo występowały problemy z zaopatrzeniem sklepów w wino owocowe, ocet, oliwę jadalną, kawę zbożową, dżemy, ogórki konserwowe, soki, konserwy mięsne i rybne, budyń, kaszę jęczmienną, smalec, płatki mydlane, herbatę Ulung (sprawozdanie nie wskazuje, czy inne gatunki herbaty były dostępne), papierosy gatunkowe, proszek do prania oraz śledzie.

Czym tłumaczono braki? Między innymi zakłóceniem harmonogramów dostaw (co do zasady odbywających się raz w tygodniu) przez niewystarczającą liczbę pojazdów zaopatrzenia, remanenty w hurtowniach i w samych sklepach, a nawet - o zgrozo! - świętami wypadającymi "pośród tygodnia".

Zdjęcie załączone do posta jest nieco wcześniejsze niż opisywane tu problemy - wykonani je w sklepie kolonialnym przy ul. Pocztowej 4 w Rokietnicy około roku 1947. Za ladą stoi Eleonora Kortus.

A może ktoś z Państwa ma zdjęcia pokazujące dawne sklepy (od środka lub od zewnątrz) na terenie naszej gminy?

Maciej A. Szewczyk

𝗭𝗔𝗣𝗢𝗠𝗡𝗜𝗔𝗡𝗬 𝗖𝗠𝗘𝗡𝗧𝗔𝗥𝗭 𝗪 𝗠𝗥𝗢𝗪𝗜𝗡𝗜𝗘Tę historię słyszałem z kilku niezależnych, wzajemnie uzupełniających się źródeł. Dotąd ni...
26/02/2026

𝗭𝗔𝗣𝗢𝗠𝗡𝗜𝗔𝗡𝗬 𝗖𝗠𝗘𝗡𝗧𝗔𝗥𝗭 𝗪 𝗠𝗥𝗢𝗪𝗜𝗡𝗜𝗘

Tę historię słyszałem z kilku niezależnych, wzajemnie uzupełniających się źródeł. Dotąd nie udało mi się jej potwierdzić dokumentami. Teraz jednak wydaje się, że w sprawie pojawił się pewien trop.

Był początek 1945 roku. Wokół Poznania zaciskał się pierścień wojsk sowieckich, przygotowujących się do ostatecznego szturmu na obrońców Twierdzy Poznań. Choć sama Festung Posen padła dopiero 23 lutego, to już wcześniej pojedyncze oddziały — czy raczej małe grupki — niemieckich żołnierzy ignorowały rozkaz generała Guderiana nakazujący obronę do ostatniego człowieka i próbowały uciec z miasta.

Jedna z takich grupek, licząca 7 lub 8 żołnierzy, dotarła do Mrowina. Miała jednak pecha: nieco wcześniej do wsi wkroczyły oddziały sowieckie, zajmując odebrane Niemcom domy — także gospodarstwa niemieckich osadników sprowadzonych tu na miejsce wysiedlonych wcześniej polskich rodzin.

Według relacji świadków Niemcy pojawili się w rejonie dzisiejszej ul. Południowej. Wyszli z pobliskiego lasu i próbowali przedostać się w kierunku stojącej przy obecnej ul. Krętej samotnej stodoły, gdzie — jak można przypuszczać — szukali schronienia. W stodole tymczasowo mieszkali zresztą świadkowie wydarzeń. Niemców zauważyli jednak czerwonoarmiści: „jak wlecieli, to by byli rozwalili ten dom [stodołę — przyp. MS], krzyczeli ‘German, German, German!’ i lecieli i trrrrrryyyrr”.

Zabitych Niemców ułożono twarzami do ziemi: „tak w rządku leżeli, jeden za drugim [...] leżeli na tej górce zastrzeleni”. Sowieci zdjęli z ciał buty i zabrali cenniejsze przedmioty, po czym wrzucili zwłoki do naprędce wykopanych dołów. Według wspomnień przy żołnierzach leżały również ich porozrzucane osobiste rzeczy, m.in. fotografie ich bliskich.

Gdzie wykopano dla nich groby? Między dzisiejszymi ulicami Pałacową a Łąkową — w miejscu, gdzie jeszcze przed I wojną światową miał rzekomo znajdować się cmentarz niemieckich ewangelików. „Potem pola zostały przez więźniów [mrowińskiego więzienia — przyp. MS] zaorane, drzewka ścięto i trudno powiedzieć, gdzie dokładnie ich pochowano.”

Na wykonanej przez Luftwaffe ortofotomapie Mrowina z okresu drugiej wojny światowej widać nie tylko samotną stodołę w okolicach ul. Krętej, ale i kępę drzew w rejonie Pałacowej i Łąkowej. Na jeszcze starszych mapach teren ten oznaczono symbolem „+”, zwykle stosowanym dla cmentarzy. Choć często towarzyszył mu opis „Khf.” (Kirchhof = cmentarz), w praktyce wiele nekropolii nie miało tego dopisku.

Niewielki obszar mogilnika może sugerować, że był to mały cmentarzyk rodzinny/rodowy z przełomu XIX/XX wieku, być może związany z Rimannami z Cerekwicy lub niemieckimi dzierżawcami Mrowina. Możliwe też, że był to dawny cmentarz epidemiczny (np. choleryczny — Cholera-Kirchhof), ulokowany celowo w pewnym oddaleniu od zabudowań.

A może ktoś z Państwa zna tę historię lub słyszał o tym zapomnianym miejscu?

Maciej A. Szewczyk

Cyfrowe Lapidarium Poznania

Adres

Obornica 18a
Rokietnica
62-090

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rokietnickie Archiwum Cyfrowe umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Rokietnickie Archiwum Cyfrowe:

Udostępnij

Kategoria