Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny

Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny Radomsk.pl to blog historyczno-turystyczny na temat miasta Radomska oraz okolic.

Znajdziesz tutaj artykuły historyczne oraz turystyczne, źródła, recenzje, zdjęcia, mapy, newsy, teksty publicystyczne oraz inne materiały związane tematycznie z portalem.

Dziś przez Radomsko przeszedł ożywczy, letni deszcz. Opady zaczęły ustępować, gdy zegar wybijał wieczorne godziny. Czerw...
05/06/2026

Dziś przez Radomsko przeszedł ożywczy, letni deszcz. Opady zaczęły ustępować, gdy zegar wybijał wieczorne godziny. Czerwcowe słońce, wciąż wysoko, jak to bywa u progu lata, podarowało miastu niezwykły spektakl. Spróbowałem złapać ten kadr telefonem.

Spośród wszystkich zakątków naszego miasta, klasztor franciszkanów jest jednym z tych, którego widok po deszczu zapiera dech w piersiach najbardziej. Może to dlatego, że mam do tego miejsca całkiem blisko, może dlatego, że najwyższą wieżę widać z daleka z różnych miejsc...

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niesamowita, wręcz mistyczna paleta barw. Mokry od deszczu asfalt ulicy Kościuszki lśni w dolnej części kadru, a soczysta, czerwcowa zieleń drzew wydaje się niemal nierealnie intensywna po obfitym opadzie.

Jednak prawdziwy spektakl rozgrywa się wyżej. Promienie zachodzącego słońca, przebijające się przez odchodzące chmury, uderzyły prosto w klasztorne mury. Śnieżnobiała na co dzień elewacja kościoła i charakterystyczna, potężna wieża zyskały ciepły, pastelowo-różowy, niemal łososiowy odcień. Pękate hełmy wież, zwieńczone smukłymi iglicami i krzyżami, odcinają się na tle błękitno-szarego, wciąż nieco zachmurzonego nieba. Kontrast nadaje tej architekturze niesamowitej lekkości.

Uwierzcie, że na żywo wygląda to tysiąckrotnie lepiej niż na zdjęciu.

BUDAPESZTAŃSKI ŚLAD NASZEJ PATRONKI - ŚW. JADWIGIJako historyk zajmujący się dziejami Radomska, łapię się na tym, że czę...
26/05/2026

BUDAPESZTAŃSKI ŚLAD NASZEJ PATRONKI - ŚW. JADWIGI

Jako historyk zajmujący się dziejami Radomska, łapię się na tym, że często w odległych zakątkach Polski i świata szukam wątków związanych z naszym miastem. Podczas pobytu w Budapeszcie chciałem na własne oczy zobaczyć miejsce, które łączy stolicę Węgier z historią Radomska w sposób niezwykle symboliczny.

Mój cel znajdował się pod adresem Március 15. tér (Plac 15 Marca). To właśnie tam, tuż obok zabytkowego kościoła, w otoczeniu pięknie utrzymanego różanego ogrodu, odnalazłem to, czego szukałem - pomnik św. Jadwigi Andegaweńskiej (na Węgrzech znanej jako Szent Hedvig).

Gdy dotarłem na miejsce, uderzył mnie spokój tego zakątka, kontrastujący z gwarem węgierskiej metropolii. Przed wejściem do świątyni stoją dwie bliźniacze, smukłe kolumny zwieńczone rzeźbami. Przyjrzałem się im z bliska.

Po lewej stronie placu wita odwiedzających św. Kinga (Szent Kinga, żyjąca w latach 1224–1292) – węgierska królewna z dynastii Arpadów, żona Bolesława Wstydliwego. Po prawej stronie wznosi się natomiast św. Jadwiga Królowa (Szent Hedvig, 1374–1399). Na postumencie widnieje subtelny napis upamiętniający jej krótkie, lecz jakże doniosłe życie.

Sama rzeźba zachwyca oszczędną formą. Przedstawia młodą monarchinię w pełnej dostojeństwa, a zarazem ujmująco skromnej pozie. W dłoni trzyma smukły, metalowy krzyż. To wyraźny symbol jej głębokiej wiary, chrystianizacji Litwy i osobistego poświęcenia, na jakie musiała się zdobyć dla dobra królestwa. Kiedy obszedłem monument, u podstawy kolumny odkryłem tablicę fundacyjną z 2009 roku. Między węgierskimi instytucjami dostrzegłem dumny, polski akcent: Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - Warszawa. Autorem tego poruszającego dzieła jest węgierski rzeźbiarz Dávid Tóth.

Stojąc przed pomnikiem Jadwigi w jej rodzinnych stronach (w końcu urodziła się niedaleko stąd, na zamku w Budzie), zacząłem układać w głowie historyczne puzzle. Jak to się stało, że ta młodziutka węgierska królewna jest jedną z najważniejszych postaci w panteonie historycznym Radomska?

Wszystko zaczęło się po śmierci jej ojca, króla Ludwika Węgierskiego, w 1382 roku. Polscy możnowładcy stanęli wówczas przed ogromnym dylematem sukcesyjnym. Aby uratować unię z Węgrami i zapewnić stabilność państwa, szlachta zaczęła zjeżdżać się na kluczowe narady. I to właśnie Radomsko, ze względu na swoje strategiczne położenie na pograniczu Małopolski i Wielkopolski, stało się areną tych przełomowych wydarzeń.

W latach 1382 i 1384 w radomszczańskim klasztorze Franciszkanów odbyły się dwa zjazdy, które zmieniły bieg historii Europy Środkowo-Wschodniej. Kronikarz Janko z Czarnkowa pisał, że w dzień św. Katarzyny 1382 roku panowie polscy zebrali się w naszym mieście, by "poważnie i skutecznie" uratować Koronę, zobowiązując się do wierności córkom zmarłego króla. Choć początkowo myślano o jej starszej siostrze Marii, ostatecznie to Jadwiga została wybrana na polski tron. W marcu 1384 roku w Radomsku odbył się kolejny zjazd, na którym kategorycznie zażądano od matki Jadwigi, Elżbiety Bośniaczki, przysłania królewny do Krakowa. Kilka miesięcy później, 16 października 1384 roku, niespełna 11-letnia Jadwiga została koronowana na Wawelu – nie na królową, a na Króla Polski.

Choć Jadwiga osobiście nigdy do Radomska nie dotarła, nasze miasto pamięta o niej w sposób szczególny. 18 grudnia 1999 roku, za zgodą papieża Jana Pawła II, św. Jadwiga została oficjalnie ogłoszona Patronką Radomska. Od tamtej pory, co roku na początku czerwca, ulicami miasta kroczy uroczysta Procesja Jadwiżańska z jej relikwiami, łącząc mieszkańców, historię i tradycję. Mamy też swój własny pomnik Jadwigi, odsłonięty w 2008 roku na Placu 3 Maja, gdzie nasza patronka stoi w pełnym majestacie z berłem i jabłkiem w dłoniach. Jest też tablica na budynku ratusza.

Wizyta w Budapeszcie uświadomiła mi, jak niezwykłe są historyczne więzi. Odkrywanie śladów wielkiej historii, która decydowała się na zjazdach w Radomsku, a swój materialny wyraz znalazła w tak pięknym zakątku nad Dunajem, to dla takiego lokalnego historyka moment czystej satysfakcji. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Budapeszcie, koniecznie odwiedźcie Március 15. tér. Spójrzcie na posąg św. Jadwigi i pomyślcie, że bez Radomska i decyzji podjętych w murach naszego klasztoru, ta młoda Węgierka mogłaby nigdy nie odmienić losów Polski.

P.S. To nie jedyne miejsce w Budapeszcie związane z Jadwigą, ale o tym kiedy indziej.

Więcej zdjęć:
https://radomsk.pl/budapesztanski-slad-naszej-patronki-sw-jadwigi/

18 maja to Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. Moje osobiste "dziękuję!"18 maja to wyjątkowa data w kalendar...
18/05/2026

18 maja to Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. Moje osobiste "dziękuję!"

18 maja to wyjątkowa data w kalendarzu każdego miłośnika przeszłości. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. To święto ludzi, którzy na co dzień pielęgnują pamięć, ratują od zapomnienia nasze dziedzictwo, a swoją pracą często wybiegają daleko w przyszłość, edukując kolejne pokolenia.

Korzystając z tej okazji, chciałbym zabrać Was w krótką podróż po muzeach, które są mi szczególnie bliskie i które pokazują, jak różnorodny i fascynujący jest ten świat.

Moja własna przygoda z muzeami zaczęła się lokalnie. Muzeum Regionalne im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku to prawdopodobnie pierwsza placówka, jaką odwiedziłem jeszcze w czasach szkolnych. Doskonale pamiętam tamte realia – obowiązkowe, wielkie filcowe kapcie, w których człowiek bardziej ślizgał się niż chodził. Od tamtej pory zmieniło się niemal wszystko. Muzeum przeszło niesamowitą ewolucję, dynamicznie się rozwija i tętni życiem wśród lokalnej społeczności. Dzisiejsza rzeczywistość Radomska to nowoczesne podejście do historii, a dla mnie osobiście ogromny powód do dumy – mam zaszczyt wspierać te działania jako członek Rady tego muzeum.

Moja pasja historyczna pozwala mi także angażować się w projekty o skali ogólnopolskiej. Jako uczestnik programu ambasadorskiego Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, codziennie widzę, co oznacza muzealnictwo na najwyższym, światowym poziomie. To miejsce nie tylko uczy, ale i zachwyca formą, łącząc nowoczesną technologię z głębokim, mądrym przekazem.

Z kolei Żydowskie Muzeum Galicja to przestrzeń, która daje mi realne skrzydła. Dzięki ich wsparciu mogę realizować własne projekty historyczne. Ale muzea to przede wszystkim ludzie i to właśnie w Galicji poznałem grono wspaniałych pasjonatów, z którymi stały kontakt trwa do dziś.

Historia to jednak nie tylko wielkie, nowoczesne gmachy w metropoliach. To także, a może przede wszystkim, małe ojczyzny. Muzeum Ludowe w Przedborzu to miejsce o niesamowitym, autentycznym, lokalnym klimacie. Jest tam swojsko, przytulnie i za każdym razem, gdy tam wracam, czuję prawdziwą magię tradycji. Choć to niewielka placówka, ma ogromne serce. Muszę tam koniecznie zajrzeć w najbliższym czasie!

Na mapie moich historycznych wędrówek jest też miejsce, które wymyka się standardowym kategoriom. Auschwitz Memorial / Muzeum Auschwitz. Czy można powiedzieć, że "lubi się" tam wracać? W klasycznym sensie na pewno nie, bo to przestrzeń przepełniona niewyobrażalną, tragiczną historią. Wraca się tam jednak z poczucia obowiązku. Ponad 80 lat po tych strasznych wydarzeniach, każda wizyta tam pozwala mi jeszcze lepiej zrozumieć to, co wydaje się niezrozumiałe, i nieść tę przestrogę dalej w świat.

Drodzy Muzealnicy!

Niezależnie od tego, czy pracujecie w wielkich narodowych instytucjach, czy w małych izbach regionalnych, robicie rzecz wielką. Tworzycie mosty między tym, co było, a tym, co przed nami.

Dziękuję Wam za Waszą pracę, cierpliwość i serce wkładane w każdy eksponat. Wszystkiego najlepszego!

P.S. Zdjęcie z zeszłego roku z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN pokazujące jak to jest "siedzieć na historii" 😉

Kto zna historię leśnej mogiły pod Ferdynandowem?Ostatnio jeden z czytelników przesłał mi zdjęcie, które poruszyło moją ...
12/05/2026

Kto zna historię leśnej mogiły pod Ferdynandowem?

Ostatnio jeden z czytelników przesłał mi zdjęcie, które poruszyło moją wyobraźnię i przypomniało, jak wiele lokalnych tajemnic wciąż czeka na odkrycie. Fotografia przedstawia samotną mogiłę ukrytą wśród sosen. Według informacji od czytelnika, znajduje się ona w lesie za miejscowością Ferdynandów (gmina Żytno), jakieś 200 metrów od ostatnich zabudowań. Choć często przemierzam te rejony w poszukiwaniu śladów przeszłości, to konkretne miejsce nie jest mi znane, dlatego postanowiłem prosić Was o pomoc.

Przyjrzyjmy się wspólnie temu, co mówi nam sam obraz. Na zdjęciu widać wyraźnie zarysowany kopiec ziemny, gęsto porośnięty mchem, co sugeruje, że miejsce to jest otoczone opieką od dłuższego czasu, a natura stworzyła tu swego rodzaju ochronną warstwę. Nad mogiłą góruje prosty, drewniany krzyż, a u jego podnóża dostrzec można świeże kwiaty i kilka zniczy. To jasny znak, że pamięć o spoczywającej tu osobie jest wciąż żywa wśród lokalnej społeczności. Sam fakt, że grób znajduje się tak blisko zabudowań, może sugerować, że kryje on ofiarę tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na oczach ówczesnych mieszkańców.

Może to być grób żołnierza z września 1939 roku lub partyzanta poległego w potyczce z okupantem. Na terenie powiatu radomszczańskiego jest wiele takich leśnych mogił związanych z tragicznymi wydarzeniami drugiej wojny światowej.

Leśne groby zawsze niosą ze sobą niezwykły ładunek emocjonalny, będąc dowodem na to, że w chwilach największej próby ziemia stawała się ostatnim schronieniem dla tych, którym nie dane było odejść w spokoju. Zwracam się zatem do Was - mieszkańców okolicy i pasjonatów lokalnych dziejów. Czy ktoś z Państwa wie, kto spoczywa w tej mogile? Czy w Państwa domach zachowały się przekazy rodzinne o tym kopcu? Każda informacja, nawet najdrobniejszy szczegół, może pomóc przywrócić tożsamość temu miejscu i ocalić tę historię od zapomnienia.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach lub kontaktu bezpośredniego.

Przechodząc obok zakurzonej witryny przy ulicy Żeromskiego, natknąłem się na słowa, które zatrzymały mnie w pół kroku: "...
10/05/2026

Przechodząc obok zakurzonej witryny przy ulicy Żeromskiego, natknąłem się na słowa, które zatrzymały mnie w pół kroku: "W tym mieście nie ma". To zdanie, urwane w połowie jak niedokończona rozmowa, działa na naszą wyobraźnię niczym czysta karta. Każdy z nas dopisze do niego to, co akurat czuje w sercu. Najłatwiej byłoby pójść ścieżką narzekania i stworzyć tam listę braków, o których słyszymy od lat. Ale czy nie ciekawiej byłoby spojrzeć na tę pustkę jak na przestrzeń pełną możliwości? Bo przecież w Radomsku faktycznie wielu rzeczy nie ma. W tym mieście nie ma ogłuszającego huku wielkich metropolii, który nie pozwala zebrać myśli, nie ma anonimowości, w której człowiek staje się niewidzialny dla sąsiada, nie ma też sztucznego blichtru, który pod kolorową fasadą ukrywa brak autentyczności.

To niedokończone zdanie z witryny prowokuje do pytania o to, co tak naprawdę cenimy w naszej małej ojczyźnie. Czy brak pewnych elementów nie zostawia przypadkiem miejsca na coś bardziej szczerego i własnego? Może w tym mieście nie ma sufitu dla kogoś, kto chce tu budować coś od zera, zamiast korzystać z gotowych i narzuconych schematów? Radomsko ze swoją surową estetyką jest przestrzenią, która niczego nie narzuca, a ta wymowna cisza na szybie to zaproszenie do szczerej rozmowy o naszych nadziejach.

A Ty, gdybyś musiał dokończyć tę myśl bez złośliwości, ale z odrobiną lokalnej dumy i błyskotliwości - co byś tam dopisał, by najlepiej opisać dzisiejsze Radomsko?

Moje pierwsze spotkanie z Kinemą nie było wynikiem świadomej wyprawy miłośnika kina, lecz zwykłym szkolnym wyjściem w cz...
29/04/2026

Moje pierwsze spotkanie z Kinemą nie było wynikiem świadomej wyprawy miłośnika kina, lecz zwykłym szkolnym wyjściem w czasach gimnazjalnych. Nie pamiętam też jaki był tytuł filmu. Ze szkoły mieliśmy tam blisko, zaledwie kilka minut spaceru. Jak się później okazało, ta wizyta była jak podróż w czasie. Pamiętam to dziwne uczucie, które towarzyszyło mi po przekroczeniu progu... To nie było zwykłe kino. Raczej miejsce, które pod naporem historii lekko się uginało, ale wciąż trwało.

W holu pod moimi butami stukały stare kafle. W mojej pamięci zapisały się jako czarno-biała mozaika, choć dziś to wspomnienie jest już nieco zamglone, być może kolor był zupełnie inny. A mój wzrok mimowolnie uciekał ku masywnym schodom prowadzącym na balkon. Wszystko tam było jakieś inne niż sterylne sale, do których przyzwyczajała nas nowoczesność. Główna sala kinowa miała w sobie coś z zapomnianego teatru, panował tam specyficzny klimat, mieszanka kurzu, starych obić i echa dawnych premier. Już wtedy, jako nastolatek, czułem, że ten budynek swoje najlepsze lata ma dawno za sobą, że jest jak arystokrata w znoszonym surducie. Nie wiedziałem jednak, że te wspomnienia staną się kiedyś częścią opowieści o ratowaniu duszy naszego miasta.

Dziś, gdy patrzę na odkrytą cegłę remontowanej Kinemy, widzę tamten gmach z 1911 roku, bardzo popularny widok krążący po internecie. Wtedy świat pędził ku nieuchronnej katastrofie Wielkiej Wojny, a w Radomsku wyrastała świątynia nowoczesności. Kinema od początku była oknem, przez które mieszańcy Radomska mogli wyjrzeć na świat. Świat, którego nigdy nie mieli odwiedzić. To tutaj, w dusznej sali pachnącej marzeniami, nasi pradziadkowie widzieli, jak obraz ożywa i wydaje dźwięki. A nieśmiałe dotknięcia dłoni w ciemnościach balkonu budowały historie ważniejsze niż te na ekranie. Dla tamtych pokoleń Kinema była przecież świetnym miejscem na randkę!

Kinema przetrwała niemal wszystko. Okupację, siermiężne lata PRL-u i trudny czas transformacji, gdy kurz zapomnienia zaczął osiadać na jej zdobieniach coraz grubszą warstwą. Przez ostatnie lata patrzyliśmy z niepokojem, jak ten architektoniczny gigant niszczeje. Każdy odpadający płat tynku był jak zmarszczka na twarzy starszej osoby. Słyszałem, że wielu z nas, przechodząc obok kina, odwracało wzrok, nie mogąc znieść widoku tej dumnej niegdyś budowli, która stała się niemym wyrzutem sumienia nas wszystkich.

I oto nadszedł moment, na który czekaliśmy latami. Zdjęcia, które niedawno obiegły Radomsko (te z pracami rozbiórkowymi w środku) budzą w nas lęk i nadzieję jednocześnie. Lęk, bo każda ingerencja w zabytek jest jak operacja na otwartym sercu. Nadzieję, bo po raz pierwszy od bardzo dawna Kinema nie czeka już na wyrok, ale na ratunek.

Rewitalizacja to słowo techniczne, wręcz chłodne. Ale to, co dzieje się teraz, to proces bardzo ważny. Zdzierając stare warstwy, odsłaniamy nie tylko surową cegłę, ale i prawdę o nas samych, o mieście, które potrafi dbać o swoje dziedzictwo, nawet jeśli przypomniało sobie o tym w ostatniej chwili.

Kinema nie będzie już taka sama. Nie wrócą seanse z charczącym projektorem, nie wróci zapach tamtych lat. Czy to dobrze? Nie wiem. Historia musi jednak płynąć. W nowych wnętrzach, w odrestaurowanej tkance, wciąż będzie bić to samo serce, które czułem jako gimnazjalista na tych masywnych schodach.

Kiedy następnym razem zatrzymacie się przy placu budowy, zamknijcie na chwilę oczy. Poczujcie magię miejsca, które widziało więcej, niż ktokolwiek jest w stanie spisać.

Kurz wkrótce opadnie. Kurtyna, chciałoby się rzec, znów pójdzie w górę.

Dzisiejsza wiadomość o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta uświadamia mi, że prawdziwe wartości nigdy nie są dane raz na zawsz...
28/04/2026

Dzisiejsza wiadomość o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta uświadamia mi, że prawdziwe wartości nigdy nie są dane raz na zawsze, lecz rodzą się w bolesnym styku jednostki z bezdusznym mechanizmem władzy. Patrzę na to wydarzenie nie jak na wynik politycznych negocjacji, ale jak na triumf wartości, które są jednymi z mi najbliższych, a które Andrzej uczynił treścią swojego życia. Są to niezłomność w głoszeniu prawdy oraz odmowa kompromisu z kłamstwem, nawet za cenę własnej wolności.

W postawie Poczobuta widzę punkt odniesienia, który nadawał sens pojęciom takim jak honor czy tożsamość, wyciągając je prosto w brutalną teraźniejszość. Jego powrót to coś więcej niż akt sprawiedliwości. Człowiek, który decyduje się na milczącą oporność wobec złej władzy, staje się czymś o co rozbijają się wszelkie próby jego zniewolenia.

Czuję dziś głęboką ulgę, bo wolność Poczobuta jest w pewnym sensie odzyskaniem oddechu przez nas wszystkich. A przecież wierzymy, że prawda o nas samych, o naszej historii i przynależności, jest warta każdej ofiary, i że ostatecznie to nie mury, lecz siła charakteru dyktuje warunki, na jakich zapisywane będą kolejne strony naszej wspólnej opowieści.

Andrzej Poczobut przed sądem rejonowym w Grodnie, 8 lutego 2023 r. Foto: Leonid Shcheglov / East News
Dziś, ponad 3 lata później to dosłownie cień tego człowieka.

Piękny dzień dla nas, nawet jeśli w innych sprawach nie jesteśmy w pełni szczęścia.

Czasami historia potrzebuje kogoś, kto weźmie ją za rękę i wyprowadzi z mroku zapomnienia. Dla posterunkowego Policji Pa...
22/04/2026

Czasami historia potrzebuje kogoś, kto weźmie ją za rękę i wyprowadzi z mroku zapomnienia. Dla posterunkowego Policji Państwowej Władysława Puszczewicza taką osobą stała się jego praprawnuczka, Wiktoria. Dzięki jej determinacji postać przedwojennego policjanta i syna ziemi radomszczańskiej otrzymała dziś swoje drugie życie, a pamięć o nim przestała być jedynie kruchym zapisem w rodzinnych kronikach.

Poznajcie Wiktorię Borowik, na co dzień uczennicę trzeciej klasy mundurowej w "Mechaniku". Na pierwszy rzut oka - współczesna nastolatka. Jednak w jej oczach, gdy staje obok pamiątkowego dębu i tabliczki, widać coś, co w dzisiejszym świecie staje się rzadkością. Głębokie, dojrzałe zrozumienie tego, skąd przyszła i jaka odpowiedzialność spoczywa na jej ramionach.

Losy Władysława to zapis wielkich nadziei brutalnie przeciętych przez wojnę. Urodzony w 1885 roku w pobliskim Orzechowie, był jednym z tych, którzy budowali zręby niepodległej Polski w 1918 roku. Zakładał granatowy mundur Policji Państwowej, służył w Grodnie i na Kresach, ale sercem zawsze wracał tutaj. W wyobraźni widział już swój dom w Radomsku, wybrał nawet dla niego miejsce, w którym miało tętnić życie jego rodziny. Wszystko to runęło we wrześniu 1939 roku. Potem była już tylko ciemność. Aresztowanie przez NKWD, transport w nieludzkich warunkach i śmierć w 1940 roku, która odebrała mu nie tylko życie, ale i własną mogiłę. Przez dekady Władysław pozostawał tylko cieniem na nielicznych fotografiach i wspomnieniem szeptanym przy rodzinnym stole.

I wtedy pojawia się Wiktoria.

W czasach, gdy młodzi ludzie często patrzą wyłącznie przed siebie, ona postanowiła odważnie spojrzeć wstecz. Zaczęło się od rodzinnych opowieści, które przerodziły się w prawdziwą pasję badawczą. Wiktoria nie tylko uczy się historii. Ona ją aktywnie przywraca. To właśnie ona, piórem młodej dziewczyny, napisała rozprawkę, która zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie "Katyń 2024". Przypomniała w niej światu, że historia, o której przestajemy mówić, zaczyna umierać po raz drugi. Udowodniła, że tylko nasza pamięć może być ostatecznym zwycięstwem nad tymi, którzy chcieli skazać jej prapradziadka na wieczne zapomnienie.

Dzisiejsza uroczystość przed "Mechanikiem" miała w sobie coś z cichego triumfu nad czasem. Widok Wiktorii, która w mundurze i z pełną powagą stanęła przy pamiątkowym dębie z tablicą, sprawiał wrażenie, jakby ta odległość czasowa przestała mieć znaczenie. Pod młodymi gałązkami dębu historia przestała być bolesnym wspomnieniem, a stała się żywym pomostem między dawną przysięgą prapradziadka a determinacją jego praprawnuczki.

Dla mnie, lokalnego pasjonata historii, postawa Wiktorii to żywy dowód na to, że nasze dziedzictwo nie jest tylko martwym zapisem w zakurzonych księgach, ale żywą tkanką, o którą potrafi zadbać młode pokolenie. Wiktoria udowodniła, że pod współczesnym mundurem uczennicy bije serce dumne ze swojej genealogii, a szacunek do przeszłości to nie ciężar, lecz kompas, który pozwala pewniej kroczyć w przyszłość.

Dziękuję wszystkim dorosłym, którzy pomagali Wiktorii w tej drodze, przy czym podkreślam, że moja rola w tym procesie była żadna. To dzień tylko dwojga bohaterów: praprawnuczki i jej przodka. Od dziś ten młody dąb będzie czerpał siłę z ziemi, o której tak bardzo marzył posterunkowy Puszczewicz. A on sam, patrząc z oddali na swoją następczynię, może się wreszcie, po 86 latach uśmiechnąć. Wiktorio, dziękujemy Ci, że odnalazłaś ten zerwany wątek i splotłaś go z teraźniejszością. Dzięki Tobie Władysław wrócił do domu, a jego najtrwalszym schronieniem stała się Twoja pamięć.

Mówi się, że najtrudniejszy jest pierwszy krok, ale czasem ten krok wymaga pokonania nie tylko własnej tremy. Kiedy przy...
21/04/2026

Mówi się, że najtrudniejszy jest pierwszy krok, ale czasem ten krok wymaga pokonania nie tylko własnej tremy. Kiedy przygotowywałem się do wystąpienia na międzynarodowej konferencji naukowej organizowanej przez Uniwersytet Jagielloński, wiedziałem, że to będzie dla mnie sprawdzian wszystkiego - moich badań, moich umiejętności językowych i mojej odwagi. Bo stresowałem się niesamowicie!

​To był mój debiut w roli prelegenta na tak prestiżowym forum. Całe wydarzenie pt. "Forgotten voices. Holocaust memories through the perspective of minorities" odbywało się online i w całości w języku angielskim. Przez długi czas zastanawiałem się, czy podołam nie tylko samej prezentacji, ale i sesji Q&A, która wymagała reagowania na żywo przed międzynarodową publicznością.

​Czułem jednak, że mój stres jest mniej ważny od tematu, który prezentuję: "Children of dust and heaven. A diary from n**i occupation through the Holocaust. A book about the Jews of Radomsko, unknown in Poland". Opowiadanie o zapomnianych losach żydowskiej społeczności mojego Radomska na podstawie niemal nieznanej książki stało się dla mnie czymś naprawdę ważnym.

Strach ma wielkie oczy. Poszło!

CHŁOPAK Z RADOMSKA WŚRÓD WALĄCYCH SIĘ MURÓW. HISTORIA TUWII BORZYKOWSKIEGODziś, 19 kwietnia, oczy całego świata zwracają...
19/04/2026

CHŁOPAK Z RADOMSKA WŚRÓD WALĄCYCH SIĘ MURÓW. HISTORIA TUWII BORZYKOWSKIEGO

Dziś, 19 kwietnia, oczy całego świata zwracają się ku Warszawie. Dokładnie w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim wspominamy tych, którzy w beznadziejnej sytuacji wybrali walkę o godność. Często myślimy o nich jak o posągowych bohaterach z dalekiej stolicy. Ale czy wiedzieliście, że jeden z najważniejszych głosów tamtego powstania, człowiek, który stał u boku legendarnego Mordechaja Anielewicza, miał tak silne związki z naszym Radomskiem?

Poznajcie historię Tuwii Borzykowskiego.

Tuwia nie urodził się jednak w Radomsku. Przyszedł na świat w Łodzi w 1914 roku w żydowskiej rodzinie rzemieślniczej, ale to nasze miasto stało się jego domem w czasach dorastania. To tutaj uczył się krawiectwa, a wieczorami, zamiast odpoczywać, oddawał się swojej wielkiej pasji, czyli książkom. W Radomsku Tuwia nie był tylko cichym czytelnikiem. Był liderem. Zakładał konspiracyjne komórki organizacji "Dror" i "Frajhajt", prowadził bibliotekę i edukował młodzież.

Istnieje w jego biografii jeden niezwykły, niemal filmowy szczegół z tamtego okresu. Gdy wybuchła wojna, Tuwia podjął karkołomną misję. Uratował przed okupantem 10 tysięcy książek, ukrywając je na strychu w Radomsku. Wiedział, że naród bez swojej kultury i literatury ginie szybciej niż od kul.

Kiedy w 1940 roku Tuwia przeniósł się do Warszawy, by kontynuować działalność podziemną, musiał przybrać pseudonim. Wybrał "R. Domski". Jeśli wymówimy ten pseudonim głośno możemy usłyszeć, że wypowiadamy nazwę naszego miasta! To drobny, ale wzruszający gest. W samym sercu okupowanej Warszawy, w cieniu rosnących murów getta, Tuwia chciał nosić przy sobie cząstkę naszego miasta. Radomsko było dla niego synonimem tożsamości.

W getcie warszawskim Tuwia stał się postacią kluczową. Był jednym z założycieli Żydowskiej Organizacji Bojowej. Walczył w styczniu 1943 roku, a potem, od 19 kwietnia, brał udział w krwawych starciach w tzw. getcie centralnym. Przeżył piekło płonących kamienic, przeszedł przez ciemność warszawskich kanałów, by po wyjściu na "aryjską stronę" nie złożyć broni. Walczył również w powstaniu warszawskim w 1944 roku.

Po wojnie Tuwia Borzykowski zrobił coś, za co historycy są mu wdzięczni do dziś. Spisał swoje wspomnienia w poruszającej książce "Wśród walących się murów". To jedna z najważniejszych relacji z powstania, napisana przez człowieka, który widział koniec pewnego świata, ale sam odmówił poddania się.

Zmarł w 1959 roku w Izraelu, w kibucu Lochame ha-Geta'ot (Kibucu Bojowników Gett), który sam współtworzył.

Zdjęcie pochodzi z serwisu Wirtualny Sztetl.

Adres

Radomsko

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny:

Udostępnij

Kategoria