Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny

Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny Radomsk.pl to blog historyczno-turystyczny na temat miasta Radomska oraz okolic.

Znajdziesz tutaj artykuły historyczne oraz turystyczne, źródła, recenzje, zdjęcia, mapy, newsy, teksty publicystyczne oraz inne materiały związane tematycznie z portalem.

Jazda przez gęsty las bywa medytacyjna. Szczególnie w okolicach Radomska, gdzie sosnowe bory ciągną się kilometrami. Wcz...
06/07/2026

Jazda przez gęsty las bywa medytacyjna. Szczególnie w okolicach Radomska, gdzie sosnowe bory ciągną się kilometrami. Wczoraj, jadąc z Podświerku w stronę Ojrzenia i Zagórza, na chwilę uciekłem w tę leśną ciszę.

I tam, po lewej stronie, na pniu starym, mchem obrośniętego drzewa, dostrzegłem coś, co skłoniło mnie do zatrzymania. Była to maleńka, skromna gablotka, wiernie przytulona do kory. Jej spadzisty daszek i szklany front, otoczony grubą warstwą mchu na pniu, wyglądały, jakby stały się integralną częścią samej sosny.

Gdy podszedłem bliżej, zza brudnej, zaparowanej szybki wyłonił się wyblakły, sfatygowany przez czas wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem. Mimo upływu lat, poniżej wciąż trzymał się bukiet sztucznych kwiatów. Patrząc na nie, pomyślałem, że to miejsce rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Kto i dlaczego akurat tutaj postanowił ją zawiesić? Kto zatrzymał się tu jako ostatni? Przedwczoraj, miesiąc temu, czy może mijają już lata?

Wyobraziłem sobie człowieka, który kiedyś przyniósł w to miejsce zbity z desek domek, młotek, gwoździe i z ważnego dla siebie powodu wdrapał się na to drzewo. Kapliczki w środku lasu rzadko przecież rodzą się z luksusu. Zazwyczaj są wotum dziękczynnym za ocalenie albo niemym świadkiem osobistej tragedii, o której pamięta już tylko ta sosnowa kora.

I choć asfaltowa droga pędzi tuż obok, zastanawiam się, czy ktoś jeszcze czasem zbacza z trasy, by się tu pomodlić. To właśnie ta tajemnica i kompletne odizolowanie sprawiają, że to leśne sanktuarium jest tak wyjątkowe. To symbol samotności, pokory i pokoju.

Jadąc dalej, minąłem tego dnia jeszcze co najmniej kilka takich kapliczek, a kolejnych kilka pewnie w ogóle nie zauważyłem.

Przeglądam dzisiejsze newsy i przez dłuższą chwilę wpatruję się w nagłówek artykułu z "Gazety Radomszczańskiej". Wiadomo...
02/07/2026

Przeglądam dzisiejsze newsy i przez dłuższą chwilę wpatruję się w nagłówek artykułu z "Gazety Radomszczańskiej". Wiadomość o planowanym zamknięciu Metalurgii uderza nagle, choć przecież od lat obserwowaliśmy, jak dawne industrialne imperium kurczy się i ustępuje miejsca nowemu światu. A jednak informacja ta niesie ze sobą głęboki, nostalgiczny smutek. Z mapy gospodarczej naszego miasta zaraz zniknie ikona. Firma-legenda, której korzenie sięgają głębiej niż pamięć najstarszych mieszkańców.

Patrzę na zrobione dziś pod wieczór zdjęcie. Ponad nowoczesną fasadą budynku z napisem "Metalurgia" wznosi się on. Monumentalny, ceglany komin. Przetrwał carskie czasy, zawieruchy dwóch wojen światowych, dekady PRL-u i burzliwy okres transformacji ustrojowej. Wygląda na to, że to właśnie ten ok. 150-letni olbrzym zostanie wkrótce jedynym, namacalnym strażnikiem pamięci po potędze, która zbudowała to miasto.

Komin Metalurgii to nie jest zwykła inżynieryjna konstrukcja, ale oś pionowa historii Radomska. W 1879 roku do ówczesnego Noworadomska przybyli francuscy inwestorzy powołali do życia "Anonimowe Towarzystwo Przemysłu Metalurgicznego". To właśnie ten komin zaczął pisać nowy rozdział naszej tożsamości. Przez dekady z jego gardzieli buchał dym, zwiastujący ciężką pracę tysięcy rąk. To tu, tuż obok linii Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, wykuwało się nowoczesne Radomsko. Gwoździe, śruby, druty kolczaste, widły i łopaty stąd trafiały na rynki całego imperium, i dalej.

Starsi radomszczanie doskonale pamiętają czas, gdy po drugiej wojnie światowej zakłady znacjonalizowano i przemianowano na "Komunę Paryską". Ba, niektórzy do tej pory używają tej nazwy... Komin wciąż trwał na swoim posterunku, górując nad rozrastającymi się halami, druciarniami i gwoździarniami. W latach świetności fabryka dawała chleb kilku tysiącom pracowników! Pomyślcie o tych wszystkich pokoleniach, które każdego ranka szły w kierunku tego ceglanego drogowskazu. Ja już niestety tego widoku nie doświadczyłem, choć w mojej świadomości Metalurgia była od zawsze dużym zakładem.

Pamiętam, jak dobrych kilka lat temu, podróżując gdzieś po Mazurach, wszedłem do małego sklepu przemysłowego. Na jednej z półek dostrzegłem wtedy skromne pudełko z gwoździami wyprodukowanymi w radomszczańskiej Metalurgii. Poczułem wówczas ogromną dumę. Ani przez myśl mi wtedy nie przeszło, że dzisiaj, w 2026 roku, przyjdzie mi pisać o końcu tej firmy. Jako historyk mam przed oczami stare, czarno-białe zdjęcia z potężnych hal produkcyjnych Metalurgii, te kadry od zawsze robiły na mnie piorunujące wrażenie.

Na początku lat 90. nadeszła prywatyzacja, a z nią bolesna, częściowa likwidacja i rozbiórka dawnych hal. Industrialny krajobraz zaczął gwałtownie się zmieniać. Dawne fabryczne serce miasta zamieniło się w przestrzeń handlową. Pomiędzy betonowymi parkingami i nowoczesnymi sklepami pozostał komin. Przeszedł remont, zabezpieczono jego konstrukcję, a wokół niego stworzono nawet zielony skwer, próbując połączyć surową przeszłość z nową, miejską codziennością.

Dziś, kiedy dowiadujemy się o niedalekim rychłym Metalurgii, ten komin nabiera jeszcze bardziej symbolicznego znaczenia. Przestał być jedynie elementem tła dla zakupów w okolicznych sklepach. Stał się pomnikiem. Kiedy ostatecznie zgasną maszyny, to właśnie ten komin, dumny, lekko nadgryziony zębem czasu, z koroną anten na szczycie, opowie przyszłym pokoleniom o czasach, gdy Radomsko tętniło rytmem maszyn i zapachem obrabianej stali. Opowiem i ja, bo lubię pokazywać to miejsce gościom, którzy odwiedzają Radomsko.

Warto czasem zatrzymać się na tym placu, spojrzeć w górę, w stronę błękitnego nieba i w ciszy podziękować temu milczącemu świadkowi za blisko półtora wieku pisania naszej wspólnej historii. Dziedzictwo Metalurgii nie zniknie tak długo, jak długo jej komin będzie dotykał chmur nad Radomskiem.

Nie chcę tutaj robić pogrzebu, ale bądźmy świadomi, że nadchodzi smutny moment.

26/06/2026

26 czerwca 2026 roku Marian Turski, były więzień Auschwitz, Ocalały z Holokaustu, obchodziłby setne urodziny. W ramach projektu upamiętniającego nagrałem kilka słów na jego temat.

Do Radomska zawitał znany youtuber BrzozaTV, który zrobił pranka i pytał mieszkańców naszego miasta jak im się żyje w......
21/06/2026

Do Radomska zawitał znany youtuber BrzozaTV, który zrobił pranka i pytał mieszkańców naszego miasta jak im się żyje w... Radomiu. Zobaczcie reakcje 😀

Co myślą mieszkańcy Radomska, gdy wmawiasz im, że jesteś w Radomiu?...

Kiedy patrzę na to zdjęcie, widzę przede wszystkim piękny, lokalny proces, który na naszych oczach zatoczył pełne koło. ...
19/06/2026

Kiedy patrzę na to zdjęcie, widzę przede wszystkim piękny, lokalny proces, który na naszych oczach zatoczył pełne koło. Ta niezwykła, metalowa konstrukcja stworzona została wspólnie przez młodzież i dorosłych z Radomska w stulecie urodzin poety w 2021 roku, w budynku który widzimy z tyłu. To warsztaty szkolne Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1. Po kilku latach konstrukcja powróciła w miejsce, gdzie powstała. Dzięki staraniom uczniów oraz firmy Konstalex rzeźba została pieczołowicie odnowiona i wkomponowana w przestrzeń przed budynkiem warsztatów. Ta surowa bryła, choć od lat obecna w naszym mieście, właśnie tutaj, w otoczeniu młodych ludzi, zyskuje najpełniejszy, historyczny kontekst, stając się trwałym pomnikiem pamięci o Tadeuszu Różewiczu.

To w Radomsku, 9 października 1921 roku, zaczęła się długa, życiowa i poetycka droga artysty. Tutaj mijało mu chłopięce życie, tutaj uczył się w murach Gimnazjum Fabianiego, a w wolnych chwilach uciekał w magię kina w słynnej Kinemie. Wojna brutalnie przerwała ten czas dorastania. Młody Tadeusz musiał zarabiać na chleb ciężką pracą jako goniec, a później uczeń stolarstwa w Thonecie. Z lasów wokół Radomska, gdzie walczył w oddziałach Armii Krajowej, przyniósł w żołnierskim plecaku swoje pierwsze, pisane na gorąco wiersze. Choć po wojnie wyjechał z rodzinnego miasta, Radomsko na zawsze pozostało fundamentem jego unikalnej wrażliwości.

Rzeźba, którą możemy podziwiać przed Zespołem Szkół Ponadpodstawowych nr 1, w niezwykły sposób oddaje ten dualizm - ciężar wojennych doświadczeń, surowość lokalnego rzemiosła i delikatności poezji. Ma formę ogromnej, otwartej księgi, na której szczycie przysiadł subtelny, metalowy motyl. Na bokach księgi odnajdziemy symbole bliskie Różewiczowi: starą kamerę filmową czy wykute w metalu strofy wierszy. Wycięte po obu stronach ażurowe otwory symbolizują głowy czytelników. Można tam podejść, spojrzeć przez nie i metaforycznie wejść w głąb świata poety.

Ta instalacja niesie ze sobą także piękną, lokalną historię ludzi, którzy tchnęli w nią życie. Narodziła się w ramach projektu "RaDOMsko Różewicza", zorganizowanego przez Fundację Inicjatyw Kulturalnych. Rzeźbę stworzyli sami radomszczanie, dorośli i młodzież, pracując ramię w ramię w warsztatach szkolnych Mechanika. To oni własnymi rękami cięli, ginali i spawali te potężne stalowe bloki.

Industrialny charakter rzeźby kapitalnie współgra z profilem szkoły, w której pracuję. Dla nas, miłośników lokalnej historii, to przede wszystkim wzruszająca klamra czasu. Chłopak, który przed laty uczył się w Radomsku praktycznego fachu, na stałe wpisał się w krajobraz szkoły kształcącej przyszłych zawodowców. Warto wybrać się na spacer w okolice Mechanika, przystanąć przy tej niezwykłej księdze i w ciszy podumać nad śladami, jakie Tadeusz Różewicz zostawił na ulicach naszego miasta.

Są na mapie naszych okolic miejsca, które dla postronnego turysty to po prostu ładne, leśne zakątki, ale dla tysięcy z n...
13/06/2026

Są na mapie naszych okolic miejsca, które dla postronnego turysty to po prostu ładne, leśne zakątki, ale dla tysięcy z nas, mieszkańców Radomska i okolic stanowią absolutną świętość. Miejsca, w których wspomnienia nie tyle ożywają, ile wręcz uderzają w człowieka z siłą letniej burzy. Jednym z nich jest Stanica Harcerska w Białym Brzegu.

Ostatnio spędziłem tam trzy dni. Już nie jako harcerz i choć nie miałem na sobie munduru, to, co poczułem, przekraczając linię lasu, było czystym, nieskażonym sentymentem.

Spójrzcie na to zdjęcie. Wszystko zaczyna się tutaj. Ta charakterystyczna, potężna drewniana brama wjazdowa to konstrukcja, którą w pamięci nosi chyba każdy, kto choć raz otarł się o radomszczańskie harcerstwo. A przecież takich osób w naszym mieście i powiecie są tysiące.

Wzniesiona z grubych, drewnianych bali, pokryta dwuspadowym dachem, przypomina wejście do jakiejś leśnej warowni albo baśniowej krainy. Na samym szczycie wieńczy ją drewniana wieżyczka, a pod nią dumnie prezentuje się wypalony w drewnie napis.

Dla mnie ta brama to nie jest zwykły element architektury, ale portal czasu. Przejście pod nią zawsze oznaczało jedno - zostawiasz za sobą szkołę, obowiązki, nudę miasta. Przechodzisz i stajesz się częścią czegoś większego.

Gdy wzrok powędruje na zdjęciu kawałek dalej, brama odsłania widok na charakterystyczny budynek o spadzistym dachu. To stołówka – absolutne, tętniące życiem serce Białego Brzegu. To tam nie tylko biegało się z menażkami na posiłki. Stołówka to przede wszystkim miejsce spotkań. Tam chroniliśmy się przed ulewami, tam rodziły się wielkie plany i tam poznawało się nowych ludzi. W jej wnętrzu kryje się kominek. Kto pamięta te wieczory? Przy blasku ognia nie tylko piekliśmy kiełbaski. To tam, przy trzaskających iskrach, toczyły się najwspanialsze rozmowy, snuto plany na przyszłość i śpiewano piosenki, które do dziś potrafią wycisnąć łzę z oczu.

Na stanicy znam chyba każdy kąt. Przez wiele lat przyjeżdżałem do Białego Brzegu, aby miło spędzać czas, ale też pracować. Nie potrafię zliczyć godzin, dni i tygodni spędzonych w tym lesie. Nie mam pewności, czy spałem w absolutnie każdym pokoju w murowanych pawilonach i w każdym z drewnianych domków, ale jedno jest pewne: gdziekolwiek się nie obrócę, z każdego metra kwadratowego tej ziemi patrzy na mnie jakaś historia. Tutaj pierwszy raz ktoś się zakochał, tam ktoś zdarł kolano, a tam do rana wartownicy pilnowali obozowego proporca.

Podczas mojego ostatniego, trzydniowego pobytu dopadł mnie jednak dziwny dysonans. Z jednej strony to dokładnie to samo miejsce, co 20 lat temu. Sosny szumią tak samo, niedaleko Pilica płynie tym samym korytem, a zapach sosnowego igliwia jest identyczny jak w mojej młodości. Z drugiej strony - wszystko wydaje się inne. Bogatsze o bagaż moich własnych życiowych doświadczeń, ale też dziwnie puste.

Na stanicy brakuje mi jednej, niezwykle ważnej postaci. Stefana Konia, wieloletniego administratora, dobrego ducha i stałego mieszkańca tego miejsca. Bez jego obecności, bez jego gospodarskiego oka i uśmiechu, Biały Brzeg wydaje się dziś niesamowicie cichy, wręcz senny.

I choć wiem, że to tylko chwilowe, bo już za parę tygodni, w wakacje, zjadą się tutaj głośne grupy zuchów i harcerzy, to ta obecna cisza skłoniła mnie do głębokiej refleksji.

Jest w Białym Brzegu jakaś niewidzialna siła. Coś, co nie pozwala o nim zapomnieć i co jakiś czas każe tu wracać, choćby na chwilę, by tylko popatrzeć na rzekę i przejść się leśną ścieżką. To specyficzny rodzaj nostalgii, którego nie potrafię do końca ubrać w słowa. To tęsknota za beztroską, za ludźmi, z których wielu rozjechało się po świecie, i za tą wersją nas samych, która wierzyła, że z harcerską piosenką na ustach można zmienić cały świat.

A jakie są Wasze wspomnienia z Białego Brzegu? Kiedy ostatnio tam byliście?

Dziś przez Radomsko przeszedł ożywczy, letni deszcz. Opady zaczęły ustępować, gdy zegar wybijał wieczorne godziny. Czerw...
05/06/2026

Dziś przez Radomsko przeszedł ożywczy, letni deszcz. Opady zaczęły ustępować, gdy zegar wybijał wieczorne godziny. Czerwcowe słońce, wciąż wysoko, jak to bywa u progu lata, podarowało miastu niezwykły spektakl. Spróbowałem złapać ten kadr telefonem.

Spośród wszystkich zakątków naszego miasta, klasztor franciszkanów jest jednym z tych, którego widok po deszczu zapiera dech w piersiach najbardziej. Może to dlatego, że mam do tego miejsca całkiem blisko, może dlatego, że najwyższą wieżę widać z daleka z różnych miejsc...

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niesamowita, wręcz mistyczna paleta barw. Mokry od deszczu asfalt ulicy Kościuszki lśni w dolnej części kadru, a soczysta, czerwcowa zieleń drzew wydaje się niemal nierealnie intensywna po obfitym opadzie.

Jednak prawdziwy spektakl rozgrywa się wyżej. Promienie zachodzącego słońca, przebijające się przez odchodzące chmury, uderzyły prosto w klasztorne mury. Śnieżnobiała na co dzień elewacja kościoła i charakterystyczna, potężna wieża zyskały ciepły, pastelowo-różowy, niemal łososiowy odcień. Pękate hełmy wież, zwieńczone smukłymi iglicami i krzyżami, odcinają się na tle błękitno-szarego, wciąż nieco zachmurzonego nieba. Kontrast nadaje tej architekturze niesamowitej lekkości.

Uwierzcie, że na żywo wygląda to tysiąckrotnie lepiej niż na zdjęciu.

BUDAPESZTAŃSKI ŚLAD NASZEJ PATRONKI - ŚW. JADWIGIJako historyk zajmujący się dziejami Radomska, łapię się na tym, że czę...
26/05/2026

BUDAPESZTAŃSKI ŚLAD NASZEJ PATRONKI - ŚW. JADWIGI

Jako historyk zajmujący się dziejami Radomska, łapię się na tym, że często w odległych zakątkach Polski i świata szukam wątków związanych z naszym miastem. Podczas pobytu w Budapeszcie chciałem na własne oczy zobaczyć miejsce, które łączy stolicę Węgier z historią Radomska w sposób niezwykle symboliczny.

Mój cel znajdował się pod adresem Március 15. tér (Plac 15 Marca). To właśnie tam, tuż obok zabytkowego kościoła, w otoczeniu pięknie utrzymanego różanego ogrodu, odnalazłem to, czego szukałem - pomnik św. Jadwigi Andegaweńskiej (na Węgrzech znanej jako Szent Hedvig).

Gdy dotarłem na miejsce, uderzył mnie spokój tego zakątka, kontrastujący z gwarem węgierskiej metropolii. Przed wejściem do świątyni stoją dwie bliźniacze, smukłe kolumny zwieńczone rzeźbami. Przyjrzałem się im z bliska.

Po lewej stronie placu wita odwiedzających św. Kinga (Szent Kinga, żyjąca w latach 1224–1292) – węgierska królewna z dynastii Arpadów, żona Bolesława Wstydliwego. Po prawej stronie wznosi się natomiast św. Jadwiga Królowa (Szent Hedvig, 1374–1399). Na postumencie widnieje subtelny napis upamiętniający jej krótkie, lecz jakże doniosłe życie.

Sama rzeźba zachwyca oszczędną formą. Przedstawia młodą monarchinię w pełnej dostojeństwa, a zarazem ujmująco skromnej pozie. W dłoni trzyma smukły, metalowy krzyż. To wyraźny symbol jej głębokiej wiary, chrystianizacji Litwy i osobistego poświęcenia, na jakie musiała się zdobyć dla dobra królestwa. Kiedy obszedłem monument, u podstawy kolumny odkryłem tablicę fundacyjną z 2009 roku. Między węgierskimi instytucjami dostrzegłem dumny, polski akcent: Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - Warszawa. Autorem tego poruszającego dzieła jest węgierski rzeźbiarz Dávid Tóth.

Stojąc przed pomnikiem Jadwigi w jej rodzinnych stronach (w końcu urodziła się niedaleko stąd, na zamku w Budzie), zacząłem układać w głowie historyczne puzzle. Jak to się stało, że ta młodziutka węgierska królewna jest jedną z najważniejszych postaci w panteonie historycznym Radomska?

Wszystko zaczęło się po śmierci jej ojca, króla Ludwika Węgierskiego, w 1382 roku. Polscy możnowładcy stanęli wówczas przed ogromnym dylematem sukcesyjnym. Aby uratować unię z Węgrami i zapewnić stabilność państwa, szlachta zaczęła zjeżdżać się na kluczowe narady. I to właśnie Radomsko, ze względu na swoje strategiczne położenie na pograniczu Małopolski i Wielkopolski, stało się areną tych przełomowych wydarzeń.

W latach 1382 i 1384 w radomszczańskim klasztorze Franciszkanów odbyły się dwa zjazdy, które zmieniły bieg historii Europy Środkowo-Wschodniej. Kronikarz Janko z Czarnkowa pisał, że w dzień św. Katarzyny 1382 roku panowie polscy zebrali się w naszym mieście, by "poważnie i skutecznie" uratować Koronę, zobowiązując się do wierności córkom zmarłego króla. Choć początkowo myślano o jej starszej siostrze Marii, ostatecznie to Jadwiga została wybrana na polski tron. W marcu 1384 roku w Radomsku odbył się kolejny zjazd, na którym kategorycznie zażądano od matki Jadwigi, Elżbiety Bośniaczki, przysłania królewny do Krakowa. Kilka miesięcy później, 16 października 1384 roku, niespełna 11-letnia Jadwiga została koronowana na Wawelu – nie na królową, a na Króla Polski.

Choć Jadwiga osobiście nigdy do Radomska nie dotarła, nasze miasto pamięta o niej w sposób szczególny. 18 grudnia 1999 roku, za zgodą papieża Jana Pawła II, św. Jadwiga została oficjalnie ogłoszona Patronką Radomska. Od tamtej pory, co roku na początku czerwca, ulicami miasta kroczy uroczysta Procesja Jadwiżańska z jej relikwiami, łącząc mieszkańców, historię i tradycję. Mamy też swój własny pomnik Jadwigi, odsłonięty w 2008 roku na Placu 3 Maja, gdzie nasza patronka stoi w pełnym majestacie z berłem i jabłkiem w dłoniach. Jest też tablica na budynku ratusza.

Wizyta w Budapeszcie uświadomiła mi, jak niezwykłe są historyczne więzi. Odkrywanie śladów wielkiej historii, która decydowała się na zjazdach w Radomsku, a swój materialny wyraz znalazła w tak pięknym zakątku nad Dunajem, to dla takiego lokalnego historyka moment czystej satysfakcji. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Budapeszcie, koniecznie odwiedźcie Március 15. tér. Spójrzcie na posąg św. Jadwigi i pomyślcie, że bez Radomska i decyzji podjętych w murach naszego klasztoru, ta młoda Węgierka mogłaby nigdy nie odmienić losów Polski.

P.S. To nie jedyne miejsce w Budapeszcie związane z Jadwigą, ale o tym kiedy indziej.

Więcej zdjęć:
https://radomsk.pl/budapesztanski-slad-naszej-patronki-sw-jadwigi/

18 maja to Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. Moje osobiste "dziękuję!"18 maja to wyjątkowa data w kalendar...
18/05/2026

18 maja to Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. Moje osobiste "dziękuję!"

18 maja to wyjątkowa data w kalendarzu każdego miłośnika przeszłości. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Muzeów i Dzień Muzealnika. To święto ludzi, którzy na co dzień pielęgnują pamięć, ratują od zapomnienia nasze dziedzictwo, a swoją pracą często wybiegają daleko w przyszłość, edukując kolejne pokolenia.

Korzystając z tej okazji, chciałbym zabrać Was w krótką podróż po muzeach, które są mi szczególnie bliskie i które pokazują, jak różnorodny i fascynujący jest ten świat.

Moja własna przygoda z muzeami zaczęła się lokalnie. Muzeum Regionalne im. Stanisława Sankowskiego w Radomsku to prawdopodobnie pierwsza placówka, jaką odwiedziłem jeszcze w czasach szkolnych. Doskonale pamiętam tamte realia – obowiązkowe, wielkie filcowe kapcie, w których człowiek bardziej ślizgał się niż chodził. Od tamtej pory zmieniło się niemal wszystko. Muzeum przeszło niesamowitą ewolucję, dynamicznie się rozwija i tętni życiem wśród lokalnej społeczności. Dzisiejsza rzeczywistość Radomska to nowoczesne podejście do historii, a dla mnie osobiście ogromny powód do dumy – mam zaszczyt wspierać te działania jako członek Rady tego muzeum.

Moja pasja historyczna pozwala mi także angażować się w projekty o skali ogólnopolskiej. Jako uczestnik programu ambasadorskiego Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, codziennie widzę, co oznacza muzealnictwo na najwyższym, światowym poziomie. To miejsce nie tylko uczy, ale i zachwyca formą, łącząc nowoczesną technologię z głębokim, mądrym przekazem.

Z kolei Żydowskie Muzeum Galicja to przestrzeń, która daje mi realne skrzydła. Dzięki ich wsparciu mogę realizować własne projekty historyczne. Ale muzea to przede wszystkim ludzie i to właśnie w Galicji poznałem grono wspaniałych pasjonatów, z którymi stały kontakt trwa do dziś.

Historia to jednak nie tylko wielkie, nowoczesne gmachy w metropoliach. To także, a może przede wszystkim, małe ojczyzny. Muzeum Ludowe w Przedborzu to miejsce o niesamowitym, autentycznym, lokalnym klimacie. Jest tam swojsko, przytulnie i za każdym razem, gdy tam wracam, czuję prawdziwą magię tradycji. Choć to niewielka placówka, ma ogromne serce. Muszę tam koniecznie zajrzeć w najbliższym czasie!

Na mapie moich historycznych wędrówek jest też miejsce, które wymyka się standardowym kategoriom. Auschwitz Memorial / Muzeum Auschwitz. Czy można powiedzieć, że "lubi się" tam wracać? W klasycznym sensie na pewno nie, bo to przestrzeń przepełniona niewyobrażalną, tragiczną historią. Wraca się tam jednak z poczucia obowiązku. Ponad 80 lat po tych strasznych wydarzeniach, każda wizyta tam pozwala mi jeszcze lepiej zrozumieć to, co wydaje się niezrozumiałe, i nieść tę przestrogę dalej w świat.

Drodzy Muzealnicy!

Niezależnie od tego, czy pracujecie w wielkich narodowych instytucjach, czy w małych izbach regionalnych, robicie rzecz wielką. Tworzycie mosty między tym, co było, a tym, co przed nami.

Dziękuję Wam za Waszą pracę, cierpliwość i serce wkładane w każdy eksponat. Wszystkiego najlepszego!

P.S. Zdjęcie z zeszłego roku z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN pokazujące jak to jest "siedzieć na historii" 😉

Kto zna historię leśnej mogiły pod Ferdynandowem?Ostatnio jeden z czytelników przesłał mi zdjęcie, które poruszyło moją ...
12/05/2026

Kto zna historię leśnej mogiły pod Ferdynandowem?

Ostatnio jeden z czytelników przesłał mi zdjęcie, które poruszyło moją wyobraźnię i przypomniało, jak wiele lokalnych tajemnic wciąż czeka na odkrycie. Fotografia przedstawia samotną mogiłę ukrytą wśród sosen. Według informacji od czytelnika, znajduje się ona w lesie za miejscowością Ferdynandów (gmina Żytno), jakieś 200 metrów od ostatnich zabudowań. Choć często przemierzam te rejony w poszukiwaniu śladów przeszłości, to konkretne miejsce nie jest mi znane, dlatego postanowiłem prosić Was o pomoc.

Przyjrzyjmy się wspólnie temu, co mówi nam sam obraz. Na zdjęciu widać wyraźnie zarysowany kopiec ziemny, gęsto porośnięty mchem, co sugeruje, że miejsce to jest otoczone opieką od dłuższego czasu, a natura stworzyła tu swego rodzaju ochronną warstwę. Nad mogiłą góruje prosty, drewniany krzyż, a u jego podnóża dostrzec można świeże kwiaty i kilka zniczy. To jasny znak, że pamięć o spoczywającej tu osobie jest wciąż żywa wśród lokalnej społeczności. Sam fakt, że grób znajduje się tak blisko zabudowań, może sugerować, że kryje on ofiarę tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na oczach ówczesnych mieszkańców.

Może to być grób żołnierza z września 1939 roku lub partyzanta poległego w potyczce z okupantem. Na terenie powiatu radomszczańskiego jest wiele takich leśnych mogił związanych z tragicznymi wydarzeniami drugiej wojny światowej.

Leśne groby zawsze niosą ze sobą niezwykły ładunek emocjonalny, będąc dowodem na to, że w chwilach największej próby ziemia stawała się ostatnim schronieniem dla tych, którym nie dane było odejść w spokoju. Zwracam się zatem do Was - mieszkańców okolicy i pasjonatów lokalnych dziejów. Czy ktoś z Państwa wie, kto spoczywa w tej mogile? Czy w Państwa domach zachowały się przekazy rodzinne o tym kopcu? Każda informacja, nawet najdrobniejszy szczegół, może pomóc przywrócić tożsamość temu miejscu i ocalić tę historię od zapomnienia.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach lub kontaktu bezpośredniego.

Adres

Radomsko

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Radomsk.pl - blog historyczno-turystyczny:

Udostępnij

Kategoria