18/06/2026
„Na stole leżały jakieś paczki popakowane w papiery."
Leszek Kostrzewa, urodzony w 1932 roku, podczas wybuchu Powstania Warszawskiego mieszkał wraz z rodzicami Benigną i Edwardem oraz siostrą Krystyną przy ul. Działdowskiej na Warszawskiej Woli. Matka z dziećmi, ocalali z ulicznej egzekucji zostali, około 8 sierpnia 1944 roku, zostali pognani na Dworzec Zachodni oraz przewiezieni do obozu Dulag 121. Stamtąd, osłabiony z głodu Leszek Kostrzewa, miał zostać przewieziony do szpitala w Łowiczu, matka jednak nie zdecydowała się na oddzielenie syna od rodziny. Wkrótce cała trójka została wysłana na tereny III Rzeszy.
Poniżej przytaczamy fragment obszernych wspomnień Pana Leszka Kostrzewy z czerwca 1944 roku.
„Pewnego dnia w niedzielę ojciec wziął mnie na spacer po ulicach Woli, chodziliśmy szybko, była ładna pogoda, był czerwiec albo lipiec 1944 roku. Doszliśmy do ulicy Jaktorowskiej róg Towarowej nr 33. Był tam duży oszklony jakby magazyn samochodowy. Stało tam przed bramą na zewnątrz kilku chłopców i dziewczynka wszyscy w moim wieku. Byli trochę znudzeni i chyba skłóceni, że kazano im tak stać. Ojciec zostawił mnie w tym towarzystwie i kazał czekać na siebie. Czekaliśmy dosyć długo, nie znaliśmy się nawzajem, więc było nudno. Po dosyć już długim staniu ja podszedłem do drzwi, uchyliłem je i zajrzałem do środka. Była tam duża hala, na wprost stał długi stół, po bokach jakieś części chyba samochodów. Za stołem stał mężczyzna, a po bokach dookoła stało kilku innych. Na stole leżały jakieś paczki popakowane w papiery. Ten za stołem przemawiał. Nie zauważyli, że ja jestem za uchylonymi drzwiami i dalej odbywał się wykład. Usłyszałem coś nie coś, był to wykład instruktażowy, jak obchodzić się z tym, co jest w paczkach. Niedługo to się skończyło, zamknąłem drzwi panowie kolejno wychodzili z hali. Gdy ojciec wyszedł dał mi do potrzymania paczkę i spytał czy doszedłbym z nią do domu. Była dosyć ciężka. Wziął ją z powrotem i poszliśmy w kierunku domu. W czasie tego spaceru szliśmy wśród gruzów i otrzymałem instruktaż jak mam się zachować gdyby pojawili się Niemcy i ojca chcieli zabrać. Po drodze wybierał i pokazywał gdzie mam położyć i przykryć czymś tę paczkę, a po wszystkim jak mam ją donieść do domu. Po tym spacerze domyśliłem się, że ci chłopcy mieli pełnić rolę podobną do mojej. Podobnych spacerów było coraz więcej, szczególnie w maju, czerwcu 1944 roku, już po przelaniu się fali niemieckich uchodźców, którzy uciekali przez Warszawę na zachód ulicami Wolską i Górczewską. Co pewien czas rozlegał się strzał raczej pojedynczy z okien z okolicznych domów. Postrzelony został jeden z uciekinierów, który spadł z wozu i nikt po niego nie wysiadł. Później dopiero zabrali go uciekinierzy z innej fury.”
Zachęcamy do zapoznania się ze wspomnieniami Pana Leszka Kostrzewy. Jest to historia widziana oczami młodego chłopca, który przywołuje sceny z życia Warszawy od początku wybuchu drugiej wojny światowej, przez tajne nauczanie, poszukiwanie rozrywek w mieście, ukrywanie się w piwnicach i pobyt w obozie przejściowym w Pruszkowie. Pan Leszek bardzo szczegółowo opisuje również losy swojej rodziny po wywozie do Niemiec, do obozów koncentracyjnych – Sachsenchausen oraz Bergen-Belsen. Stamtąd zostali przewiezieni na przymusowe roboty w okolice Hannoveru. Po wyzwoleniu cała rodzina wróciła do Polski.
Relacje Pana Leszka Kostrzewy zostały opublikowane w wydawnictwie Fundacji Moje Wojenne Dzieciństwo.
📷: Polskie dzieci po wyzwoleniu. Hannover, Niemcy, 1945 rok. Leszek Kostrzewa siedzi w pierwszym rzędzie pośrodku;
Klasa Leszka Kostrzewy z nauczycielem por. Góreckim. Czerwiec 1945 roku, Hannover;
Rodzina w Murau am Staffelsee. Fot. z pryw. arch.