05/09/2026
🇵🇱🪖🇵🇱 „NA SZLAKU JESIENNYCH DNI 1939 r.” PODODDZIAŁY 13. DYWIZJI PIECHOTY WOJSKA POLSKIEGO NA ZIEMI OPOCZYŃSKIEJ. 🇵🇱🪖🇵🇱
✅ 13. Kresowa Dywizja Piechoty Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r. walczyła w składzie obecnego w regionie opoczyńskim Północnego Zgrupowania Odwodowej Armii „Prusy”. Dowodził nią płk dypl. Władysław Zubosz-Kaliński. Główny komponent bojowy tej dywizji stanowił 43. Pułk Strzelców Legionu Bajończyków, 44. Pułk Strzelców Legii Amerykańskiej, 45. Pułk Piechoty Strzelców Kresowych oraz 13. Pułk Artylerii Lekkiej.
✅ Wyniszczone po walkach pod Tomaszowem Mazowieckim pododdziały 13. Dywizji Piechoty w czwartek 7 września 1939 r. znalazły się na północnych krańcach Ziemi Opoczyńskiej. Pierwszy Pilicę po moście w Inowłodzu przekroczył 🇵🇱43. Pułk Strzelców🇵🇱, który podczas obrony mostu poniósł dotkliwe straty. Około godziny 11:00 pułk dotarł do zaplanowanego miejsca postoju w dużym kompleksie leśnym ówczesnego Nadleśnictwa Brudzewice. Marsz odbywał się lasem na przełaj, gdyż w międzyczasie saperzy z 29. Dywizji Piechoty na głównej drodze prowadzącej z Inowłodza w kierunku Opoczna wykonali zawałę z drzew, której nie dało się szybko usunąć. W rejonie gajówki Giełzów dowódca 43. Pułku Strzelców ppłk Franciszek Kubicki napotkał na sztab 29. DP; nastąpiła krótka wymiana informacji. Udało się tutaj zgromadzić dowództwo pułku, działo 75 mm, 5 działek przeciwpancernych 37 mm oraz około 1000 żołnierzy. Jeszcze tego samego dnia (7 września) pod wieczór dowódca pułku otrzymał rozkaz niezwłocznego kontynuowania marszu na wschód przez Odrzywół i Klwów. Żołnierze byli bardzo zmęczeni ciągłymi forsownymi marszami i głodni, nieustannie doskwierał brak wody pitnej. Oddziały pułkowe poruszały się różnymi drogami, przez rejon wspomnianej gajówki Giełzów a także przez Fryszerkę w kierunku Studziannej i Poświętnego.
✅ Odwrót odbywał się w bardzo ciężkich warunkach, pod ogniem artyleryjskim wroga. W tych dramatycznych chwilach, w okolicy młyna Fryszerka, zapadła decyzja o ukryciu żołnierskiej i pułkowej relikwii – sztandaru 43. Pułku Strzelców Legionu Bajończyków. Na miejsce jego zdeponowania wybrano młyn wodny we Fryszerce należący do Mariana Lipińskiego. Sztandar po uprzednim rozmontowaniu został pieczołowicie ukryty. Ze względów bezpieczeństwa podczas okupacji miejsce ukrycia było kilkakrotnie zmieniane przez młynarza. Pieczołowicie przechowywany z narażeniem życia przez blisko sześcioletni okres niemieckiej okupacji, sztandar przetrwał II wojnę światową, by ostatecznie szczęśliwie trafić do zbiorów Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.
🇵🇱45. Pułk Piechoty Strzelców Kresowych🇵🇱 na Ziemi Opoczyńskiej znalazł się również 7 września 1939 r. Był to pułk jedynie z nazwy. Po czynnym jeszcze moście w Inowłodzu, na południowy brzeg Pilicy przeszły ledwie pozostałości rozbitego w bitwie o Tomaszów Mazowiecki pułku. Żołnierze udali się szosą na południe w rejon gajówki Giełzów, która leżała przy zachodniej granicy lasów ówczesnego Nadleśnictwa Brudzewice. Był to, i jest nadal, bardzo duży kompleks leśny gwarantujący przemieszczanie się pod osłoną drzew. Łącznie znalazł się tutaj zbiorczy batalion piechoty, 4 działka przeciwpancerne 37 mm, 16 CKM-ów i niewielka ilość taborów. Po tragicznej śmierci płk. Stanisława Hojnowskiego, 7 września dowództwo nad pułkiem objął ppłk. Klaudiusz Reder.
✅ Praktycznie przez cały dzień 7 września, aż do godziny 17:00, inowłodzkim mostem w region opoczyński przechodziły również oddziały 🇵🇱13. Pułku Artylerii Lekkiej🇵🇱, kierując się podobnie jak inni w stronę lasów brudzewickich. Artylerzystom udało się tutaj zgromadzić zaledwie 17 dział praktycznie bez zapasów amunicji.
✅ Jako jedni z ostatnich w rejon lasów brudzewickich dotarli zdziesiątkowani żołnierze 🇵🇱44. Pułku Strzelców Legii Amerykańskiej🇵🇱. Po przejściu Pilicy podążali traktem w kierunku gajówki Giełzów, która znalazła się wówczas pod ogniem artyleryjskim wroga. Mieli przy sobie jedynie 2 działa piechoty 75 mm, 4 działka przeciwpancerne 37 mm, 16 CMK-ów i część taborów.
✅ Według szacunkowych danych w lasach Nadleśnictwa Brudzewice z całej 13. Kresowej Dywizji Piechoty znalazło się zaledwie około 20% piechoty i 50% artylerii przy praktycznie całkowitym braku/utracie służb.
✅ 7 września, decyzją płk. Wacława Szalewicza, sztab 13. DP został zainstalowany w siedzibie Nadleśnictwa Brudzewice w Brudzewicach (wg. innej informacji w Poświętnem). Tutaj dowódca podjął karkołomną próbę reorganizacji tego co zostało jeszcze z dywizji. Bardzo dokuczał brak map sztabowych, dowództwo dywizji posiadało tylko jedną mapę 1:300 000! Także na każdy pułk, batalion i dywizjon przypadał tylko jeden arkusz! Wojsko było mocno przemieszane i wyczerpane a komunikację utrudniały często nieprzemyślane przeszkody terenowe, wykonywane przez saperów, głównie ze ściętych drzew. Wieczorem zjawił się w Brudzewicach dowódca Armii „Prusy” gen. Stefan Dąb-Biernacki z rozkazem natychmiastowego kontynuowania marszu w kierunku przepraw na Wiśle. Oznaczało to dla wojska kolejne kilometry w nogach i brak czasu na regenerację, porządny posiłek czy choćby sen. W pierwszej kolejności 13. Dywizja Piechoty miała poruszać się przez Odrzywół i Klwów do miejscowości Ulów. Na odprawie, która odbyła się wieczorem w siedzibie Nadleśnictwa Brudzewice ustalono, że dywizja będzie przemieszczać się jedną kolumną.
✅ Dowództwu 13. Dywizji Piechoty został podporządkowany w tym czasie także 🇵🇱1. Batalion Czołgów Lekkich🇵🇱 mjr. Adama Kubina ze słynnymi czołgami 7TP. Miał on osłaniać odwrót na wschód tego dużego zgrupowania oddziałów Wojska Polskiego. Nie wszystkie z nich otrzymały jednak tą informację, co przysporzyło podczas marszu wielu kłopotów.
✅ Okolice gajówki Giełzów przy drodze Opoczno-Inowłódz stały się wówczas swoistym węzłem, przez który z zachodu na wschód przemieszczały się luźne oddziały Wojska Polskiego, by pod osłoną lasów brudzewickich wycofywać się ku Wiśle. Dziś wiemy już, że ten niezwykle trudny przemarsz odbywał się schematycznie wzdłuż tzw. „Czarnej Drogi” prowadzącej od gajówki Giełzów aż do Walerianowa koło Ossy, a także przesiekami i drogami równoległymi. Znalazły się tutaj pozostałości wszystkich trzech dywizji Północnego Zgrupowania Armii „Prusy” – 13., 19. i 29., pododdziały Wileńskiej Brygady Kawalerii oraz wspomniane czołgi z 1. Batalionu Czołgów Lekkich. Panowała chaotyczna atmosfera, którą z trudem starali się opanować oficerowie.
✅ Nie trudno się domyśleć, że tak duże nagromadzenie wojska, taborów i sprzętu, powodowało ogromne trudności w sprawnym poruszaniu się ciężkimi, piaszczystymi drogami leśnymi. Przeszkadzały nieustannie wzbijane w powietrze tumany kurzu, znacznie ograniczające widoczność. Trudności potęgowały też dokuczliwe ataki niemieckich dywersantów, fizyczne i psychiczne wyczerpanie żołnierzy, głód i ogólnie bardzo nerwowa, napięta do granic wytrzymałości atmosfera. Powstawały nieustanne zatory, kolumny marszowe rwały się i gubiły. Zdarzało się, że własne czołgi w trudnych warunkach nocnych, były brane za wrogie. Raz a nie wykluczone, że więcej, doprowadziło to do zupełnie nie potrzebnej wzajemnej wymiany ognia (także przez artylerię z 13. Pułku Artylerii Lekkiej) i kompletnej dezorganizacji wojska, nawet na skraju paniki. Szczególnej uwagi wymagali też ranni, których z braku innych środków transportu, musiano przewozić zwykłymi wozami.
✅ W takich, skrajnych warunkach przemarsz naszych oddziałów przez lasy brudzewickie to niestety przykry obraz Wojska Polskiego, jakiego nie chcielibyśmy widzieć ani nawet o nim czytać. Obraz niestety do bólu prawdziwy. Doskonale oddaje go zdeponowana w Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie relacja ppor. Zbigniewa Leszczyńskiego, oficera I. Batalionu 45. Pułku Piechoty Legii Amerykańskiej:
▶️„Tych co szli nie można już było nazwać wojskiem. Były to gromady ludzi idących bez rynsztunku i broni. Jechały też wozy, z których wyrzucano bagaż. Jechały biedki CKM-ów, na których siedzieli strzelcy. Droga zarzucona była plecakami, skrzyniami z amunicją, bagażem różnym i rynsztunkiem. Stały też tu i ówdzie opuszczone wozy, drogę zaś zaścielały wprost koce i płaszcze.
To szły oddziały, które zetknęły się z Niemcami i które zostały rozbite. Dołączyliśmy do nich i szliśmy mijając sprzęt i rynsztunek wartości wielu tysięcy złotych wdeptany teraz w piach drogi, porzucony wśród drzew. Rozpacz ogarniała po prostu, gdy się patrzyło na to wszystko.
Niektórzy żołnierze nieśli jeszcze plecaki, lecz tych było już bardzo niewielu. Reszta nie z niedbalstwa na pewno czy lenistwa, lecz że była zupełnie wyczerpana, pozostawiła plecaki, koce i płaszcze. Szli oni słaniając się z głodu, zmęczenia i niewyspania.
Po kilku kilometrach doszliśmy do gajówki [Bielawy, Grabiny], przy której była studnia. Woda dawno już została z niej wyczerpana a jednak wciąż stał przy niej tłum żołnierzy. Tłoczyli się by przekonać naocznie, że wody już nie ma. Coraz to nowi podchodzili do studni a zanurzywszy wiadro, łudzili się nadzieją: a może już jest woda? Raz po raz wiadro opuszczało się i wynosiło na powierzchnię trochę błota na krawędziach. Ci co stali dalej, pchali się wówczas z manierkami, bo wierzyć nie chcieli, że wody nie ma. Odpychali oni stojących bliżej a widząc puste wiadro, zanurzali je znowu do studni. I tak ciągle! Przykry widok ludzi co już nie myślą i nie zastanawiają się, bo chcą pić!”◀️
✅ Sytuacji nie poprawiał fakt, że znaczną część żołnierzy kresowych pułków Północnego Zgrupowania Armii „Prusy” stanowili przedstawiciele mniejszości narodowych, zwłaszcza Ukraińcy i Białorusini. Ich odsetek wynosił nawet około 25-30%. Oni nie chcieli walczyć za Polskę, której nie uważali za swoją ojczyznę. Ci żołnierze wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję do dezercji, nagminnie też porzucali wojskowe wyposażenie a nawet uzbrojenie i amunicję, które przeszkadzały w marszu. Wprowadzali zamęt i defetyzm w szeregi wojska. Dezorganizowali odwrót i walkę.
✅ Zgodnie z rozkazem dowódcy 44. Pułku Strzelców Legii Amerykańskiej pododdziały tej jednostki jeszcze 7 września wyczerpującym marszem dotarły do leżącej przy „Czarnej Drodze” leśniczówki Bielawy. W międzyczasie trzeba było zwalczać ataki niemieckich dywersantów strzelających z drzew. Nad ranem 8 września osiągnięto wschodni skraj kompleksu leśnego Nadleśnictwa Brudzewice w rejonie Walerianowa. Stąd pułk udał się w kierunku północnym do lasu Kiełcznica na północ od Brudzewic, gdzie stanął na dłuższy odpoczynek. Tak wspomina ten postój kpt. M. Czyżewski z I. Batalionu 44. Pułku Strzelców:
▶️„Dowódcy baonów wydali rozkaz pozostawić cały ciężki ekwipunek, zabrać strój patrolowy i koce, żeby było lżej maszerować. Poszedłem na skraj wioski Stanisławów i powiedziałem wieśniakom, żeby zabrali sobie ten ekwipunek pozostawiony – trzewiki, bieliznę, plecaki – było tego bardzo dużo. Wojsko zmęczone, nie jadło ciepłego od 3 września rano. Żywią się tylko chlebem zdobytym pod Ujazdowem [Ujazd], porcje żelazne zjedzone.”◀️
✅ Gehenna leśnego marszu wzdłuż osi „Czarnej Drogi” liczyła około 20 km i kończyła się 8 września 1939 r. w okolicy wspomnianego Walerianowa i Ossy. Tutaj niesamowicie przemieszane i zdezorganizowane oddziały 13. Kresowej Dywizji Piechoty i inne Północnego Zgrupowania Armii „Prusy” osiągnęły szosę prowadzącą do Odrzywołu i dalej na wschód, ku Wiśle.
✅ Ppłk. Franciszek Kubicki w Dzienniku działań dowódcy 43. Pułku Strzelców Legionu Bajończyków za czas od 1-30.IX.1939 r. wspominał:
▶️„Oś marszu – szosa Brudzewice – Odrzywół zawalona taborami różnych oddziałów a poza tym przemieszana wozami ludności cywilnej. Dookoła olbrzymie łuny pożarów. Wśród oddziałów duże przygnębienie.”◀️
✅ Przed naszymi żołnierzami było jeszcze 80 wyczerpujących kilometrów do Wisły a po drodze wiele starć z Niemcami.
✍✒ Wiktor Pietrzyk - Muzeum Regionalne w Opocznie ✒✍