Centrum Ekspozycyjne Stara Kotłownia

Centrum Ekspozycyjne Stara Kotłownia Uniwersyteckie miasteczko Kortowo ma wiele niezwykłych obiektów do jednego z nich można zaliczyć zabytkowy budynek z drugiej połowy XIXw. Serdecznie zapraszamy
(1)

W roku 2013 przeszedł gruntowną renowacje. We wnętrzu budowli odnaleźć można działania w zakresie kultury i sztuki. Na drugim piętrze mieści się galeria należąca do Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W tym miejscu swoje prace prezentują znani twórcy z Polski i zagranicy jak też młodzi artyści, którzy mogą pokazać swoje dzieła szerszej publiczności. W Centrum Ekspozycyjnym były pr

ezentowane różne dzieła od malarstwa i rysunku po grafike oraz obiekty artystyczne. Każda z wystaw jest interesująca i niesie ze sobą wiele emocji. Wejście na wystawy jest bezpłatne.

Wernisaż Łukasza Zedlewskiego w fotograficznej relacji Ścibora Ciepielewskiego. To był piękny i wzruszający wieczór. Dzi...
14/05/2026

Wernisaż Łukasza Zedlewskiego w fotograficznej relacji Ścibora Ciepielewskiego. To był piękny i wzruszający wieczór. Dziękujemy, że byliście z nami. Wystawę można oglądać do 12 czerwca. Zapraszamy😊.

Orfeo'70. Dziękujemy za wspaniały spektakl. Fotorelacja Ścibora Ciepielewskiego
20/04/2026

Orfeo'70. Dziękujemy za wspaniały spektakl. Fotorelacja Ścibora Ciepielewskiego

04/04/2026
02/04/2026

Justyna Artym

Ekspozycje wymazywań – czy raczej ekspozycje zanikań?

Robert Rabiej nie ma problemu z płynięciem czasu. Jego sztuka dotyczy zmiany i przemijania, jednocześnie też sama taka jest: żywa, zmienna, procesualna. Artysta nie przywiązuje się do raz wypracowanej formy, nie zastyga w niej, z lekkością modyfikuje tytuły, koncepcje, sposoby prezentacji. To, co zobaczycie na wystawie w Starej Kotłowni, może się już nigdy nie powtórzyć w taki sam sposób. Niektóre prace pojawią się po raz pierwszy lub w nowej odsłonie przygotowanej specjalnie dla tej przestrzeni.

Takie podejście odsyła nas do ruchu Fluxus, rewolucji artystycznej z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. To wtedy powstało pojęcie intermediów, w których porusza się Robert Rabiej, łącząc video, obiekty i grafikę, często dodatkowo z działaniami performatywnymi. Ale fluxusowa jest tu nie tylko forma, także duch zabawy, spontaniczności i eksperymentu; zgoda na to, aby przypadek czy po prostu żywe życie współtworzyło sztukę; uwaga skupiona na tym, co peryferyjne, codzienne, pomijane.

„Przestrzeń robocza” eksponuje w zbliżeniach i oprawia w ramki to, co zazwyczaj ukryte: skraj obrazu, pocięte podłoże, niekontrolowane wzory – odpryski właściwej pracy malarskiej. Niezamierzone piękno. Afirmacja szeroko rozumianej peryferyjności w sztuce i zarazem samego procesu. Bo kogo z nas nie interesuje making of: pracownie, kulisy, próby generalne, ślad tworzącej dłoni? To, co prowadzi do dzieła, szorstkie życie, może być równie fascynujące i ważne jak samo dzieło.

„2005-2015” to gra z potrzebą pamiętania. Obcięte paznokcie składowane przez dziesięć lat w przezroczystym relikwiarzu. To akurat rewers płynięcia z żywym nurtem życia, chęć zatrzymania szczątków, stawianie pomników, żeby się przy nich modlić i płakać albo je przeklinać. Ale coś tu nie gra, czy właśnie nie powinniśmy pozbywać się odpadków naszego procesu odnowy i regeneracji? Paznokieć odłączony od ciała jest martwy i w tej martwocie przerażający. Czy nie lepiej pogodzić się ze stratą, puścić go, oddać Ziemi, żeby się rozłożył, wrócił w obieg materii i w ten sposób do zasilania życia?

Fluxusowy przypadek zadziałał przy pracy „168 pominięć”. Na jednej z wystaw autor wypełnił miseczki tuszem. Po miesiącu ekspozycji okazało się, że tusz wyparował. Zniknął. Trudno o lepszy obraz utraty i pustki po nieobecności. Tym boleśniejszej, że dziejącej się w procesie powolnym, stopniowym, który jest praktycznie niemożliwy do zaobserwowania, więc i do zatrzymania w porę. A może procesu utraty w ogóle nie da się zatrzymać? Może zostaje nam tylko pogodzenie się z tym, że prędzej czy później wszystko zniknie, łącznie z nami samymi – już znika, właśnie teraz, w tej i w każdej chwili życia? Ekspozycja, która wydaje się statyczna, jest w rzeczywistości dynamiczna, nieubłaganą dynamiką śmierci. Kiedy patrzymy na tusz rozlany spokojnie w miseczce, wiemy, że właśnie paruje i jest go coraz mniej. Ten proces jest jednak naturalny. Stąd moja początkowa sugestia: to nie jest właściwie opowieść o wymazywaniu, czyli celowym unicestwianiu. To po prostu zanikanie: wspólny los wszystkich bytów. Jak pisze Judith Viorst w psychoanalitycznej książce „To, co musimy utracić”: doświadczenie straty jest trwającą całe życie kondycją człowieka. Jest ceną, jaką płacimy za bycie żywym.

„Fluxus” to dosłownie płynący, nieuchwytny, niepewny. Nie zapominajmy jednak, że ten sam nurt, z którym odpływa stare, jednocześnie przynosi nowe. Patrzę na roślinę wieńczącą stos książek na moim oknie. Jedne liście żółkną i odpadają, same z siebie, choć nietknięte przez nikogo. Jednocześnie w tym samym czasie rozwijają się, same z siebie, nowe zielone zawiązki. Może tyle nam zostaje, podłączyć się pod ten ruch i nie stawiać mu oporu. Przyjąć, że musimy po prostu mijać bez zatrzymywania się, przechodzić przez kolejne korytarze i bramy. Jak przez „Tunel”. To czarna skrzynka. Nie widać, jaka transformacja zachodzi w jej ciemnym brzuchu. Proces zmiany jest ciemny i podziemny, niepokojący. Nie wiemy, jak to działa, wiemy tylko, że wynurzamy się po drugiej stronie jako ktoś inny. Robert Rabiej uzupełnia obiekt grafikami, które są obsesyjnym krążeniem wokół tej tajemnicy, próbą rozpracowania, co naprawdę dzieje się podczas. Opowiedzeniem-nieopowiedzeniem, rozrysowywaniem tego, że nie wiemy i jak bardzo nie wiemy. Czy dostajemy odpowiedź? Jak zawsze, nie. Powodzenia.

Zapraszamy do odwiedzenia wystawy "Na ścieżkach czasu". Tymczasem wspomnienia z wernisażu w fotorelacji Ścibora Ciepiele...
07/03/2026

Zapraszamy do odwiedzenia wystawy "Na ścieżkach czasu". Tymczasem wspomnienia z wernisażu w fotorelacji Ścibora Ciepielewskiego.

04/03/2026

„Oto człowiek”– o nadchodzącej wystawie Piotra Siwczuka w Starej Kotłowni pisze Justyna Artym

Mistrzostwo buduje się przez powtarzanie. Biegłości nabieramy przez konsekwencję i ciągłość. Koncentracja na jednym temacie intensyfikuje go, pozwala zanurzać się coraz głębiej i eksplorować coraz to nowe jego aspekty.

Piotr Siwczuk opowiada ludzkie ciało. Manifestuje się ono w tańcu trzech form: rzeźby, malarstwa i grafiki, które wzajemnie się inspirują, dopowiadają i uzupełniają. Materią, która je łączy, jest piasek: buduje matrycę grafik, wnika w strukturę obrazów i oblepia powierzchnię rzeźb. Nieoczywisty wybór, a jednocześnie wiele mówiący, już ustawiający interpretację i pomagający odczytać zakres twórczych poszukiwań.

Piasek to sypkość, nietrwałość, ruch. Ziarenka osypujące się w klepsydrze odmierzającej czas do granicy trwania. Niepewny, osuwający się grunt. Suchy pył unoszący się nad bezwodną ziemią. Drobinki erozji. Skojarzenia wanitatywne nasuwają się same. Słusznie – ciało jest tu przedstawione w kontekście śmierci i przemijania. Choć nagie, nie ma w nim witalności ani erotyzmu. Jest suche i surowe jak zwietrzała skała, wystawione na działanie czasu. To czytelne nawiązania do ikonografii chrześcijańskiej: nagiego ciała Chrystusa, dzielącego ludzką kondycję – odsłonięcia, bezbronności wobec cierpienia i śmierci. W obrazach powraca motyw Całunu Turyńskiego: charakterystyczne zagięcia płótna grzebalnego oraz podwójne odbicie ludzkiej postaci. Jest w tym pytanie: jaki ślad odciśniemy? Bo mimo tych odwołań metafizycznych, Siwczuk nie pociesza się następnym lepszym życiem, nie leczy nim trwogi przed nieuchronną skończonością. Pyta bardzo wyraźnie o to chropawe, dotykalne, materialne tu i teraz, w tym właśnie ciele, które zostało nam przydzielone jako wehikuł na ziemską wędrówkę. W jaką postać skamieniejemy, gdy ona się skończy? Jakim wykopaliskiem staniemy się dla tych, którzy nadejdą po nas?

Zmienność formy poddanej erozji czasu nie łączy się tu z cyklicznym odrodzeniem ku nowemu. To nie jest czas kolisty ani spiralny. To czas liniowy: ścieżka życia prowadzi w jednym kierunku i zawsze kończy się śmiercią. Mimo marzenia o odwróceniu tej klepsydry, jest tu jednocześnie świadomość niemożliwości jego spełnienia: niektóre z podwójnych postaci są odwrócone, ale alchemia nie zachodzi, obie są martwe. Nie przechytrzymy śmierci. Niezwykłe jest natomiast, że kres życia biologicznego, miękkiego i oddychającego, ale skończonego, łączy się z inną nieśmiertelnością: ani biologiczną, ani duchową, ale nieśmiertelnością skamieniałego śladu. Czy tak naprawdę nie tym jest każda sztuka? Czy nie jest to jedyny dostępny nam rodzaj nieśmiertelności?

Znamienne, że te refleksje nie łączą się w żaden sposób z rozpaczą. Figury są pełne spokoju i godności, wyprostowane, gotowe przyjąć swój los. Ta postawa przywodzi na myśl koncepcję bycia-ku-śmierci Heideggera. Kiedy odważnie zwracamy się całym jestestwem ku kresowi, „wybiegamy w śmierć”, obejmujemy ją i pozwalamy jej współkształtować swoje życie, obejmujemy zarazem całą prawdę o egzystencji. Bo prawda jest taka, że nasz czas jest ograniczony. Ta jasna i ostra świadomość wyrywa nas z trybu „się”, czyli bezrefleksyjnego robienia tego, co wszyscy, bo tak się robi, i motywuje, aby stanąć do życia autentycznego i własnego. Jeśli wiemy, że śmierć kończy wszystkie możliwości, czujemy się odpowiedzialni za to, aby je właściwie wykorzystać. Skończoność jest ramą, która nadaje wartość podarowanemu nam czasowi.

Przemijający, ale odciskający po sobie trwały ślad, kruchy i bezradny wobec śmierci, ale władny uczynić życie autentycznym i pełnym znaczenia: oto człowiek.

Justyna Artym

https://www.facebook.com/100076150372903/posts/918615400686797/?app=fbl
13/02/2026

https://www.facebook.com/100076150372903/posts/918615400686797/?app=fbl

Zapraszamy na wyjątkowe spotkanie medycyny i muzyki!
Koncert „Moniuszkowskie bel canto” – interdyscyplinarna inicjatywa łącząca środowisko medyczne i artystyczne.

🗓 22 lutego | godz. 16:00
📍 Centrum Ekspozycyjne Stara Kotłownia

W programie: fragmenty dwóch oper Stanisława Moniuszki – „Flis” oraz „Straszny dwór” z towarzyszeniem fortepianu – w wykonaniu lekarzy, będących jednocześnie absolwentami Wydziałów Wokalno-Aktorskich Akademii Muzycznych.

Koncert organizowany jest przez Fundację Voice&Med Arts.
Wydarzenie objęte jest patronatem Warmińsko-Mazurskiej Izby Lekarskiej.

Wydział Sztuki UWM
Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie

26/01/2026

Do 24 lutego można oglądać wystawę SKRAJ/ AM RAND, a dzisiaj refleksja o projekcie w tekście Justyny Artym.

Zapomnij mi to. Wystawa „Skraj/Am Rand” w Starej Kotłowni

Do 24 lutego w Starej Kotłowni można oglądać wystawę „Skraj/Am Rand”, będącą efektem projektu pod tym samym tytułem. To owoc spotkania polskich i niemieckich artystów wokół tematu zbiorowej pamięci narodu. Jako formę wizualną do opowiedzenia swoich refleksji wybrali pejzaż.

***

Zapomnij mi to.

Czy takie słowa mogą być punktem wyjścia do rozważań o pamięci?

Paradoksalnie, mogą. To zdanie-zaklęcie Krzysztofa Czyżewskiego z książki „W stronę Xenopolis” otwiera medytację nad kulturą pamięci, która prowadzi poprzez jej trzy emanacje (pamięć krytyczną, wspólną i dobrą) aż do pojednania i przebaczenia. „Zapomnij mi” – to uznanie, że jestem sprawcą krzywdy, że jest co mi zapominać. „To” wskazuje na bolesne i ropiejące, o którym oboje wiemy, że się wydarzyło, czemu nie można zaprzeczyć. „Zapomnij” oznacza uwolnienie się od pamięci odwetu, pamięci rozogniającej zranienie przez rozpamiętywanie, zatrzymującej w samotnej przeszłości. Zamiast niej autor proponuje inną pamięć: krytyczną, która jest odważnym uznaniem prawdy o własnej winie, otwiera w drugiej osobie zaufanie do rozmowy; wspólną, która pozwala wysłuchać siebie nawzajem, porównać zapamiętane przez nas inaczej wydarzenia, zbudować koinos logos – wspólną opowieść; i dobrą, która przechowuje czyny miłości, naświetla to, co pośród naszej słabości jednak dobre i piękne, co świadczy o żywym sercu i zdolności przekraczania siebie dla drugiego, co jest mocą zmieniającą świat i nas samych.

Zatem fraza ta otwiera przestrzeń spotkania, drogę ku przemianie relacji i wewnętrznej transgresji, rozpoczyna uzdrawiającą pracę, którą wykonują obie strony – pracę powrotu do starego bólu, zmierzenia się z winą, zrozumienia siebie nawzajem, wreszcie oparcia się na pamięci nie tylko o krzywdzie, ale i o dobru i miłości, które możemy sobie dać. To wszystko prowadzi do cudu odbudowy i ponownego połączenia.

Ta właśnie myśl poprowadziła zaprzyjaźnionych artystów z Instytutu Edukacji Artystycznej Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie oraz Institut für Kunstpädagogik, Universitat Leipzig przez wspólne sympozjum „Skraj/Am Rand” poświęcone pamięci narodowej, z którego dwa lata później zrodziła się wystawa pod tym samym tytułem. Bezpośrednim impulsem była inwazja Rosji na Ukrainę, która obudziła nie tylko sprzeciw i współczucie, lecz także refleksje nad tym, jak bardzo niebezpieczna może być pamięć narodowa podsycająca poczucie dawno doznanej krzywdy, zamykająca w apologii własnego cierpienia, odgradzająca od obcego jako zagrożenia. Akademicy zapragnęli zmierzyć się z trudną wspólną przeszłością Polaków i Niemców, na nowo uczciwie opowiedzieć wyparte i przemilczane historie, a także spojrzeć na tytułowy skraj, czyli pogranicze, jako na potencjał spotkania kultur i wzajemnego rozumiejącego zetknięcia. Stąd organizacja panelu na Dolnym Śląsku, a teraz, po pierwszej wystawie warszawskiej, powtórzenie ekspozycji w Olsztynie, miejscu również naznaczonym historią pogranicza. Obie wystawy różnią się nieznacznie składem osobowym oraz doborem prac. W Olsztynie opieką kuratorską projekt objęły dodatkowo, oprócz Stefana Parucha, Joanna Stasiak i Anna Drońska.

Jak zatem artyści opowiedzieli poprzez zadany filtr pejzażu własne niepokoje? Uderza przede wszystkim, że więcej tu historii prywatnych niż narracji narodowych. Może to właśnie dobry znak, że trzecie pokolenie wychodzi już z ciasno przyciętych tożsamości narodowych, nie chce podtrzymywać utartych zbiorowych opowieści, a pragnie zabierać głos indywidualny, w którym dopiero może odbić się prawdziwe uniwersalne doświadczenie? Przecież to, co się wydarzyło, wydarzyło się przede wszystkim jednostkom, dopiero w szerszej, abstrakcyjnej perspektywie – narodom. Jak pisze Harari: naród nie może cierpieć, bo jest metaforą, obrazem w umysłach. Cierpieć mogą tylko konkretni ludzie.

Nie ma także wielu ostrych rozliczeń z przeszłością, ale te, które są, zwalają z nóg. Verena Landau pokazuje cykl małych obrazów olejnych, układających się niczym taśma filmowa. To właściwe skojarzenie: artystka namalowała stopklatki z filmów kręconych przez jej dziadka, który podczas drugiej wojny światowej służył w rejonie Karkonoszy. Sielankowe kadry natychmiast przywodzą na myśl „Strefę interesów”: dzieci w bieliźnie, ze wstążkami we włosach, siedzą na plaży, na innych obrazach wyglądają z okien ładnego domu. I jak w „Strefie interesów”, uważne spojrzenie na tę idyllę ujawnia piekło dziejące się w tle: piękne wysportowane kobiety z dziećmi wchodzą do lasu, który zdaje się płonąć, uśmiechnięte małżeństwo przy kuchennym stole, mężczyzna w mundurze, ma ze sobą dziecko z pochyloną, rozmytą wstydem twarzą. Podobnie mocna jest praca Moniki Masłoń, zdjęcie w negatywie, ziemia, nad którą wisi przytłaczające czarne słońce, symbol religii nazistowskiej. Opowiadanie takich historii to część odważnej pamięci krytycznej, bierze się z potrzeby wyrzucenia z siebie duszonego i ukrywanego ciężaru winy. To także przestroga dla współczesnych: przed obojętnością i współudziałem czy przed fanatyzmem, w którym idea, zamiast oświetlać, zaciemnia rozum i prowadzi do zniszczenia.

Więcej tu pamięci wspólnej i dobrej, jak w zabawnej, ironicznej instalacji Tobiasa Rosta. Eksponat w gablotce, podpisany „Poloniae German Cognitationes”, przedstawia dwa zwrócone ku sobie mózgi, a pod nimi kiszone ogórki, przysmak wspólny obu narodom na terenie pogranicza. Kto kogo zaraził tą pasją? Nie wiadomo, ważne, że łączy dwie kultury. A może takich bliskości da się znaleźć jeszcze więcej? Wszak gdzieś w rdzeniu wszyscy ludzie są do siebie podobni, polski i niemiecki mózg w gablotce są nieodróżnialne, podobnie jak ich ulubione ogórki.

Istotnym obiektem mówiącym o pamięci dobrej jest oryginalna przedwojenna makatka znaleziona w starym warmińskim domu Joanny Stasiak. Wyhaftowany złotą nicią napis głosi: „Im Denken frei, im Lieben treu”: „W myśleniu wolni, w miłości wierni”. Niezwykłe to hasło jak na kuchenną makatkę, przekraczające gospodarskie mądrości w stylu „Dobra żona tym się chlubi, że gotuje, co mąż lubi”. Maja Dobiasz-Krysiak zastanawia się, czy sentencja nie nawiązuje do znanej na tych ziemiach pieśni oporu, śpiewanej przez antynazistowską opozycję: „Die Gedanken sind frei”– „Myśli są wolne”. Tego nie wiemy, możemy jednak być pewni, że ten dom oparty był na solidnych fundamentach, na których możemy budować także dzisiaj.

To kolejny motyw obecny na wystawie – budowanie nowego domu z części starego. To symbol pamięci dobrej, wyłuskiwanie z przeszłości czegoś, na czym można się oprzeć. W pracy Alexandra Frohberga widzimy części dawnego siedliska, na gruzach którego zbudował swój nowy dom i warsztat pracy twórczej: płytę piaskowca używaną do litografii, kawał drewna. Joanna Stasiak prezentuje namalowany na jedwabiu w kształcie kimona pejzaż ze swoim warmińskim domem. Chata, która stała obok niego, spłonęła. Na tym samym miejscu, używając desek ze zwęglonej konstrukcji, zbudowała Galerię In Spe. To być może autoironiczne określenie oznacza przecież dosłownie: „w nadziei, w przyszłości”. Pamiętanie o dobrej przeszłości rodzi nadzieję na dobrą przyszłość. Konotacje japońskie odsyłają też do szczególnego zrozumienia, jakie wykazuje ta kultura dla kruchości, przemijalności, ulotności życia. Pęknięcia nie są tam katastrofą, ale częścią porządku świata. Dzięki nim można zbudować jeszcze większe wyrozumiałe piękno, jak w sklejonych złotym spoiwem stłuczonych naczyniach. Akt sklejania jest aktem świadomej twórczej transformacji tego, co przydarzyło się jako niezamierzone, niechciane rozbicie.

Czy możemy uciec od subiektywności pamięci? W moim odczytaniu takie pytanie zadaje Andreas Wendt w cyklu fotografii drewnianego domu zrobionych przez grube szkło zielonej butelki. Obraz jest zamazany, zniekształcony, niczym wspomnienia przez odległość czasu. Potrzeba świadomości i pokory, aby zrozumieć, że spoglądamy często przez denko naszych przedsądów, dawnych historii, że nasze umysły nie działają jak komputery, które przechowują wszystkie dane bez różnicowania i selekcji, lecz raczej jak montażyści, którzy z najważniejszych obrazów składają całość ukierunkowaną na sens. Potrzeba ciągle na nowo podejmować pracę budowania koinos logos, uwspólnionego obrazu, na tyle, na ile jest to możliwe. Tylko tak będziemy mogli stworzyć społeczność, która się porozumie.

I na zakończenie jeszcze metakomunikat. Sam fakt wieloletniej przyjacielskiej współpracy polskiej i niemieckiej jednostki naukowej, samo zorganizowanie tego sympozjum, praca nad pamięcią poprzez wykłady, lektury, rozmowy, a potem podzielenie się efektami spotkania w formie tej wystawy, wreszcie sama przyjęta perspektywa drogi do pojednania i przebaczenia poprzez uzdrowienie pamięci – dowodzą, że chcemy i potrafimy to zrobić. Pozostaje mieć nadzieję, że zaproponowana przez akademików postawa będzie inspirowała innych i rozprzestrzeniała się.

Przeprowadziłam Czytelnika przez „Skraj/Am Rand”, podążając za motywem przewodnim pamięci i zapominania, które mogą rozbijać lub sklejać relacje. Wystawa jednak jest tak pojemna, że można czytać ją na różne sposoby, przejść podobną trasę za innymi kluczowymi hasłami (pejzaż, pogranicze). Wiele świetnych prac nie zostało tu odnotowanych z uwagi na strukturę i objętość tekstu. Tym bardziej zachęcam do osobistego spotkania z nimi w Starej Kotłowni.

Justyna Artym

Adres

Ulica Prawocheńskiego 9
Olsztyn
10-720

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 16:00
Wtorek 08:00 - 16:00
Środa 08:00 - 16:00
Czwartek 08:00 - 16:00
Piątek 08:00 - 16:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Ekspozycyjne Stara Kotłownia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij

Kategoria