21/06/2026
Czy wiesz, że... słynny as przestworzy Ferdinand Schulz kochał nie tylko szybowce?
Wszyscy znamy go jako „Ikara z Prus" i genialnego pioniera szybownictwa, który na legendarnej maszynie z konstrukcji z kijów od miotły „Besenstielkiste” błaźnił profesorów aerodynamiki i seryjnie bił rekordy świata w długości lotu.
Mało kto jednak wie, że ten skromny nauczyciel z Malborka miał drugą, niezwykle ryczącą pasję. Była nią... miłość do motocykli i zabójczej prędkości!
Jego motoryzacyjna pasja zaczęła się bardzo wcześnie. Jako młody chłopak zdobył tradycyjny rower, który był wówczas luksusem i budził zazdrość rówieśników. Dla Ferdinanda to było za mało – własnoręcznie zamontował do niego... żagiel, by gnać po drogach napędzanym siłą wiatru! Gdy tylko zarobił pierwsze pieniądze, kupił rower z silnikiem, a chwilę później prawdziwy motocykl.
Dla Schulza motocykl był nie tylko pasją, ale i jedynym oknem na świat. Łącząc pracę nauczyciela z projektowaniem maszyn, wiecznie brakowało mu czasu. Żeby zdążyć z Malborka na zawody lotnicze narzucał na drogach mordercze tempo.
Jego znakiem rozpoznawczym była długa skórzana kurtka, bryczesy, wysokie getry i sportowa czapka. Mknął przez wioski i miasta z taką brawurą, że przyjaciele i lokalni mieszkańcy ochrzcili go przydomkiem „Der schnelle Ferdinand" („Szybki Ferdinand").
Jego rajdy były doskonale znane malborskim stróżom prawa. Schulz gnał przez miasto niczym przemykający cień. Co robili policjanci? Zazwyczaj przymykali oko lub demonstracyjnie patrzyli w drugą stronę! Ferdinand był lokalnym bohaterem i dumą regionu, więc mundurowi po prostu wybaczali mu łamanie przepisów.
Jego motocyklowa sława sprawiła, że był stałym elementem świata sportów motorowych. Kiedy w sierpniu 1927 roku w niedalekich Kadynach organizowano legendarny wyścig samochodowo-motocyklowy przez potężne serpentyny Wysoczyzny Elbląskiej (okrzyknięty w prasie „Nürburgringem Wschodu"),
Ferdinand Schulz stał na linii startu jako oficjalny gość honorowy zawodów, ramię w ramię ze starostą elbląskim i dyrektorami niemieckiego automobilklubu ADAC!
Schulz mawiał, że nie lubi „sprzedawać jajek, zanim zostaną zniesione" i rzadko mówił rodzinie o swoich szalonych planach, by ich nie martwić. Choć kochał ryk motocyklowego silnika i spędził na jednośladach tysiące godzin, los chciał, że zginął tam, gdzie czuł się najwolniejszy – w powietrzu, podczas tragicznego wypadku lotniczego w Sztumie 16 czerwca 1929 roku.
Następnym razem, gdy będziecie jechać trasą z Malborka do Elbląga lub krętymi drogami wokół Kadyn, pomyślcie o tym, że dokładnie sto lat temu, w chmurze kurzu, mknął tędy na swoim motocyklu najszybszy nauczyciel w historii!
Na zdjęciu F. Schulz jako gość honorowy Cadiner Rennen 1927.