29/04/2026
🧐W XV wieku do lubelskiego kościoła dominikanów trafiła relikwia Drzewa Krzyża Świętego, przywieziona przez biskupa Andrzeja. Od tego momentu zaczął narastać w mieście jej kult. Relikwia miała wspierać mieszkańców Lublina w trudnych chwilach i wsławiła się licznymi cudami.
✍️W XVII wieku opiekunem relikwii został dominikanin – ojciec Paweł Ruszel, słynący z wielkiej pobożności i dobroci. Bracia zakonni twierdzili, że lampkę oliwną przed obrazem Matki Boskiej w jego celi, zapalają sami aniołowie. Dlatego gdy zmarł, żal i płacz wśród ludu był ogromny, tym większy, że po śmierci ciało zakonnika zniknęło. Z czasem ludzie wytłumaczyli sobie, że to Bóg razem z ciałem zabrał do nieba swego wiernego sługę i oddawali mu cześć jako świętemu.
✨Jednak wkrótce po śmierci ojca Ruszla w kościele i klasztorze dominikanów zaczęły się dziać różne dziwne zjawiska. Bywało, że organy same grały, a przy ołtarzu widać było cień ludzkiej postaci. Po klasztornych korytarzach ponoć snuła się zjawa. Plotki o duchu rozeszły się bardzo szybko. Czas mijał i w czasie zaborów, kiedy Rosjanie zmienili klasztor na koszary, jeden z wartowników ujrzał zjawę w korytarzu i uciekł przestraszony. Następny żołnierz był odważniejszy - wymierzył z broni i strzelił, a zjawa zniknęła w ścianie. Po przeprowadzonym dochodzeniu, podczas którego nakazano rozebrać ścianę, odkryto w niej ludzki szkielet w dominikańskim habicie - były to doczesne szczątki ojca Pawła Ruszla, którego rozpoznano po charakterystycznym różańcu. Dopiero po godnym pogrzebie nigdy już w klasztorze ducha ojca Pawła nie spotkano.