19/08/2024
👉 "O historii kolei przez Kobyłkę" - Maria Balicka 👈
Kiedy kilka lat po zakończeniu II wojny światowej na środku dzisiejszej Wołomińskiej stawiałam z rówieśnikami babki z piasku, a wieczorami dziadkowie zapraszali mnie do wysłuchania pięknego kumkania dochodzącego sprzed pobliskiego plantu, nie przypuszczałam, że kiedyś o tym, co działo się przy nasypie historycznej kolei Petersburskiej, będę pisać do prasy lokalnej mojego miasta. Bo kiedyś do podwarszawskiej Kobyłki dzieci jeździły na wakacje. Na podwórku u dziadków kury skubały trawę, pani Józia przynosiła codziennie bańkę mleka od krowy, a zza siatki dochodziło chrumkanie świń, które każdego ranka dopominały się pożywienia. „11 Listopada” nazywała się wówczas „17 Stycznia”, a przejeżdżające pociągi zostawiały nad plantem obłok dymu i chmurę pary. Dziś z domu dziadków nie widać już pociągów. Nasyp zasłoniły najpierw częściowo domy wystawione po drugiej stronie ulicy, a niedawno wzdłuż plantu ustawiono dźwiękoszczelne ekrany. Miast kumkania żab słychać teraz tylko przejeżdżające samochody. Wracajmy nad historyczny plant Drogi Żelaznej Warszawsko-Petersburskiej, która w bieżącym roku skończyła 155 lat – pierwsze pociągi ruszyły nią w maju 1862 r. Poznając historię naszego miasta trafi ałam tam często, czasami przez przypadek, innym razem przerzucając kartki książek, wreszcie w rozmowach z mieszkańcami Kobyłki.
Stare Powązki
W czasie jednego ze spacerów alejkami Starych Powązek natrafi łam niespodziewaniena grób – o czym mówi napis wykuty w kamieniu – Ignacego hrabiego Turkułła herbu Ostoja ( 1797-1857). Ten absolwent Uniwersytetu Wileńskiego był m.in. prezesem komisji do ułożenia praw dla Królestwa Polskiego, dyrektorem kancelarii Sekretariatu Stanu Królestwa Polskiego, senatorem, kawalerem wielu najwyższych orderów Imperium Carskiego, wreszcie carskim ministrem. W tej ostatniej roli na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku przybył z Petersburga do Warszawy Car Mikołaj I wydał 5 grudnia 1851 r. dokument nakazujący budowę linii kolejowej łączącej Petersburg z Warszawą. Turkułł kontrolował wytyczanie terenu pod plant. Przebywając pod Kobyłką, która znalazła się na trasie powstającej Drogi Żelaznej Petersbursko-Warszawskiej, zainteresował się tutejszym kościołem Świętej Trójcy. Zobaczył zniszczoną budowlę. Dzięki interwencji wrażliwego na piękno ministra świątynię gruntownie odremontowano. Parafi anie nie mieli na to pieniędzy. Pomógł carski minister. Turkułł nie doczekał uruchomienia drogi żelaznej prowadzącej przez naszą miejscowość. Zmarł w Warszawie na różę, wtedy chorobę śmiertelną. Spoczął na Starych Powązkach (kw. 10, rząd VI). Linię kolejową otwarto w 1862 r. Tylko niewielka część (258 km) liczącej 1280 km magistrali znajdowała się na terenie Królestwa Polskiego. Na linii głównej był to odcinek Warszawa – Łapy, a na odgałęzieniu do Królewca Kowno – Wierzbołowo. Obecnie polski odcinek historycznej trasy to linie: nr 21 Warszawa Wileńska – Ząbki
– Zielonka i nr 6 Zielonka – Kobyłka – Wołomin
– Tłuszcz – Małkinia – Łapy – Białystok – Sokółka
– Kuźnica Białostocka.
Powstanie styczniowe
Wkrótce po uruchomieniu kolei Petersburskiej wybuchło powstanie styczniowe. Wielu kolejarzy pracujących na tej drodze żelaznej, mającej przede wszystkim duże znaczenie militarne dla zaborcy, przyłączyło się do walki. Wczesnym rankiem 23 stycznia 1863 r. powstańcy opanowali stację Łapy. Tego samego dnia w pociągu z Warszawy do Białegostoku jechał oddział powstańczy. Skład zatrzymywał się co jakiś czas na szlaku. Polacy niszczyli przewody telegraficzne, wymontowane szyny wrzucali do rzeki, palili podkłady. Starano się utrudnić połączenie Petersburga z Warszawą. Kilka dni później, 27 stycznia w odległości 2 km od Czyżewa powstańcy wygrali potyczkę z oddziałem kozackim. W powstaniu styczniowym oddziały partyzanckie stoczyły ponad 1200 bitew i potyczek. Jedna dwudziesta z nich to bitwy o szyny. Z liczby 61 bitew i potyczek 30 przypadło na magistralę petersbursko-warszawską – podaje Stanisław Łaniec w książce „Kolej petersbursko-warszawska w powstaniu styczniowy” (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Olsztyn 2004). Tą koleją w czasie powstania styczniowego Rosjanie transportowali żołnierzy isprzęt wojskowy, a później wywozili nią na Syberię polskich patriotów.
Koszarki
Na trasie z Warszawy Wileńskiej do Wołomina przy przejazdach w Ząbkach i Kobyłce Ossowie stoją jeszcze budynki kolejowe pamiętające lata sześćdziesiąte XIX wieku. Gdy powstawały, nazywano je koszarami lub koszarkami. Były to usytuowane w odległości od 7 do 14 km od siebie pomieszczenia nadzorców odcinków drogowych. Na kolei Petersburskiej, między Małkinią a Warszawą, budowano je z cegły i kamienia, dachy kryto blachą. Obok biura nadzorcy drogowego, mieścił się w nich posterunek telegrafisty. Stacjonował tam również konny pododdział żandarmów patrolujących wyznaczony odcinek linii. Ważnym elementem architektury kolejowej są dworce. W Tłuszczu i Łochowie, a wielce prawdopodobne, że także w Czyżewie wybudowano je według projektów Bolesława Podczaszyńskiego (1822-1876), profesora w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie.
Dwie wiorsty
Kolej Petersburska przyczyniła się do rozwoju miejscowości leżących wzdłuż jej trasy, wśród nich także Kobyłki. Przed uruchomieniem drogi żelaznej jej centrum stanowiła najstarsza część usytuowana wokół trójkątnego rynku (obecny plac 15 Sierpnia) z kościołem Świętej Trójcy. Gdy ruszyła kolej, najważniejsze stały się tereny w pobliżu torów, szczególnie przy przystanku kolejowym. W „Dzienniku Powszechnym”, nr 81 z 22 marca 1912 r. ukazała się notatka pt. „Nowy przystanek na kolei Petersburskiej”. Czytamy w niej: Z chwilą wprowadzenia letniego rozkładu jazdy, t.j. z dniem 1 mają r.b., utworzony zostanie nowy przystanek pomiędzy Zielonką a Wołominem. Czynione od dłuższego czasu starania obywateli w ministeryum komunikacji co do utworzenia tego przystanku odniosły nareszcie pożądany skutek. Przystanek ten otrzyma nazwę „Kobyłka” i położony będzie o 4 wiorsty za Zielonką, a o 2 wiorsty przed Wołominem. Utworzenie tego przystanku będzie wielkim udogodnieniem dla właścicieli posiadłości w okolicy Sosnówki, którzy dotychczas, dojeżdżając koleją do Wołomina, zmuszeni są iść pieszo około 2 wiorst z powrotem w stronę Warszawy, aby się dostać do domów. Korzystać też ztego przystanku będą kolejarze, którzy właśnie w tej okolicy nabyli parcele w celu utworzenia kolonii rosyjskiej. Wieś kościelna Kobyłka również będzie miała ułatwioną komunikację kolejową, gdyż nowoutworzony przystanek znajdować się będzie w odległości 1 wiorsty od wsi Kobyłka, dotychczas zaś odległość ze wsi Kobyłka do stacji Wołomin wynosi 3 wiorsty. Na przystanku „Kobyłka” zatrzymywać się będą tylko dwa pociągi ranne i dwa wieczorne.
Wspomnienia mieszkańców
W 1895 r. na wołomińskich Górkach zamieszkał Wacław Nałkowski z rodziną. Jego córka, Zofia – już jako znana pisarka – tak wspominała Wołomin i swoje podróże z Warszawy (cytuję za broszurą „Henryk Konstanty Wojciechowski (1851-1934)” – Urząd Miejski w Wołominie, Wołomin 2014): Był jeszcze wsią, gdy stał tam drewniany dworzec kolei zwanej naprzód Petersburską, później Wileńską, z którego przez długie lata chodziliśmy te niecałe dwa kilometry piaszczystą leśną drogą do „domu nad łąkami” – póki nie zbudowano małego przystanku daleko bliżej, tuż za Kobyłką. Zatrzymało się tu coraz więcej pociągów, a najprawdopodobniej w 1924 r. stanął w Kobyłce pierwszy, drewniany dworzec. Jak wspominała śp. Michalina Jakubowska, kilka, a może więcej lat później pociągi zatrzymywały się okazjonalnie w Ossowie, np. 15 sierpnia. W kolejne rocznice Bitwy Warszawskiej – Cudu nad Wisłą starano się ułatwić przyjeżdżającym dotarcie na miejsce historycznych wydarzeń. Drewniany dworzec w Kobyłce służył podróżnym do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W zimie, czekając na pociąg, mogli się w nim ogrzać przy kaflowym piecu. A nad bezpieczeństwem pieszych i zmotoryzowanych na przejeździe w Kobyłce, czasami w Ossowie, czuwał m.in. Jan Bujalski. Służbę dróżnika pełnił trzydzieści lat (1957-1987). Tego dowiedziałam się od jego syna, Mirosława w czasie, gdy zbieraliśmy materiał do książki „Kobyłka. Migawki pamięci”. Kolega zachęcił mnie też do jazdy do Klembowa i nawiedzenia na tamtejszym cmentarzu grobu, w którym spoczywa Ś. p. Władysław Żymirski / b. naczelnik wydz. ruchu / dyr. Wileńskiej P.K.P. / zm. dn. 13 XII 1932 r. / w Białymstoku / w wieku lat 70.
W drodze do Wilna
W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku częstym pasażerem pociągów z Warszawy do Wilna przez Kobyłkę był Józef Piłsudski. Ostatni raz pokonał trasę w lutym 1935 r. Jechał wtedy na pogrzeb ukochanej siostry, Zofii Kadenacy. Trzy miesiące później, 12 maja 1935 r. Marszałek zmarł. Zgodnie z ostatnią wolą jego serce miało spocząć w Wilnie u stóp matki. Urnę z sercem przewieziono do Wilna w specjalnym wagonie pociągu planowego, który z Warszawy Wschodniej wyruszył w czwartek 30 maja 1935 r. Wydania poranne i wieczorne „Kuriera Warszawskiego” 31 maja 1935 r. tak relacjonowały to wydarzenie: O godzinie 23.53 wśród głębokiego milczenia osób na peronie i pasażerów pociąg odszedł salutowany przez korpus oficerski. Mknął szybko mijając Kobyłkę, Wołomin, Tłuszcz. Wszędzie na dworcach stały tłumy ludzi. O godzinie 2.45 pociąg zatrzymał się w Białymstoku (stał 15 minut), a o 4.20 w Grodnie (8 minut). Oba te dłuższe postoje były planowane, zgodne zrozkładem jazdy. Do Wilna pociąg przybył w piątek 31 maja punktualnie o godzinie 7.20.
Granit z Wołynia
Złożone tymczasowo w kościele św. Teresy w Wilnie serce syna i prochy matki czekały na przebudowę cmentarza wojskowego na Rossie oraz przygotowanie grobowca. Miała go przykryć potężna płyta z polerowanego czarnego granitu o wymiarach 3 x 1,9 x 0,5m. Odpowiedni materiał znaleziono po dłuższych poszukiwaniach na polach wołyńskich. Ogromny 19-tonowy głaz należało dowieźć do Warszawy, gdyż jego obróbki podjął się zakład rzeźbiarsko-kamieniarski Bolesława Sypniewskiego na ulicy Powązkowskiej. Wielkim przedsięwzięciem było dowiezienie potężnego bloku do stolicy. Po tygodniach pracy z bezkształtnego głazu wyłoniła się gładka czarna płyta. Wyrzeźbiono na niej krzyż, fragmenty dwóch utworów Juliusza Słowackiego („Wacław” i „Beniowski”) oraz na środku słowa: MATKA I SERCE SYNA. Po obróbce, już tylko 10-tonowa płyta 30 kwietnia 1936 r. wyruszyła ze stacji Warszawa Wileńska, przez Kobyłkę do Wilna. W pierwszą rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego, 12 maja 1936 r. serce Marszałka spoczęło u stóp matki. Potężna płyta z wołyńskiego granitu przykryła grobowiec, o czym „Gazeta Polska” pisała 12 maja 1937 r.
Pociąg specjalny z Łomży
Dwa i pół roku później, 2 stycznia 1939 r. w Drozdowie koło Łomży zmarł Roman Dmowski (1864-1939), współtwórca ruchu narodowo-demokratycznego, jeden z ojców polskiej niepodległości. Od początku 1919 r. był delegatem Polski na konferencji pokojowej w Paryżu. Złożył podpis pod traktatem wersalskim (28 czerwca 1919) i opieczętował go tłokiem pieczętnym z herbem „Pobóg”. W czwartek 5 stycznia pociąg specjalny z ciałem zmarłego wyruszył z Łomży. W drodze do stolicy minął Kobyłkę. O godzinie 18.30 przybył na stację Warszawa Wileńska. Cała Praga była pełna ludzi. Do dnia pogrzebu ze wszystkich zakątków Polski przybyło ich do Warszawy około 150 tysięcy. Ciało Dmowskiego złożono w grobie rodzinnym na cmentarzu Bródnowskim (kw.15A, rząd V).
W odwecie
Jeszcze tylko kilka miesięcy Rzeczpospolita cieszyła się pokojem. Nadszedł wrzesień 1939 r, a z nim II wojna światowa. Polacy, tak jak ich poprzednicy, powstańcy styczniowi, podjęli walkę o szyny. Na trasie z Warszawy do Białegostoku wysadzano pociągi. Dwie kompanie batalionu „Zośka” nie ograniczały się do aktów dywersji. W 1943 r. chwyciły się kontrterroru. Tak pisze o tym Aleksander Kamiński w książce „Zośka i Parasol” („Iskry, Warszawa, 1970): Kierownictwo Walki Podziemnej zdecydowało uderzyć wroga wmiejsce specjalnie czułe: w niemieckie pociągi pośpieszne, przebiegające po polskich liniach kolejowych, pociągi niedostępne dla podróżnych polskich, obsługujące głównie niemiecki świat urzędniczy i wojskowy. ( …) Najstraszniejszy w skutkach stał się dla wroga zamach na linii Tłuszcz – Urle. (…) rozstawiono w odpowiednich miejscach ludzi z granatami i bronią palną. Minierzy bezbłędnie założyli dwie miny w odstępach kilkumetrowych. I gdy pociąg pośpieszny, przepełniony SS-manami i żołnierzami Wehrmachtu, w pełnym pędzie wybiegał szerokim łukiem spoza zakrętu od strony Białegostoku – minierzy, wyczekawszy odpowiedni czas odpalili miny. Pod kołami pędzącej olbrzymiej lokomotywy, ciągnącej za sobą długi rząd ciemnych pulmanów, wytryska fontanna ognia. Rozlega się huk, łomot, potworne zgrzyty. Pociąg pędzi jeszcze chwilę potem lokomotywa i wagony walą się z toru, rwą podkłady i szyny, krzesząc smugi iskier z kamieni nasypu. Takie akcje były m.in. formą odwetu za śmierć więźniów Treblinki. Przez Kobyłkę i inne miejscowości leżące na trasie linii kolejowej prowadzącej do tego niemieckiego obozu zagłady przejeżdżały pociągi składające się z bydlęcych wagonów z maleńkimi zakratowanymi lub zabitymi deskami okienkami.
Elektryfikacja
Pierwszy pociąg elektryczny przyjechał do naszej miejscowości 13 kwietnia 1952 r. Zelektryfikowano wówczas odcinek z Zielonki do Tłuszcza. Jerzy Grygolunas, pisarz i dziennikarz, mieszkaniec Kobyłki – pisałam o nim w „Biuletynie Informacyjnym Miasta Kobyłka”, nr 1/2017 – poświęcił temu tekst „Na otwarcie linii elektrycznej Warszawa – Tłuszcz”. Na elektryfikację linii kolejowej czekali młodzi kobyłczanie. Daje temu wyraz L**h Emfazy Stefański w powieści „Alchemicy” („Nasza Księgarnia”, Warszawa, 1955): Śmiech chłopców głuszy hałas przejeżdżającego pociągu. Słabywiatr owiał ich czarną chmurą dymu.
- Pfu! Pfu! – woła Iwo opędzając się rękami.
– Żeby już prędzej zrobili te elektryczne pociągi!
- Dziś rano widziałem, jak zakładali druty na stacji – wyjaśnia Andrzej rozmazując na czole smugę sadzy. - I zrobili nowy napis „Kobyłka”.
Lucek wpadł w ton marzycielski.
- Będę jeździł codziennie do Warszawy... albo co drugi dzień – poprawia się, z lekka przytomniejąc. – A w każdym razie dwa razy w tygodniu...
- No pewnie! Iwo zgadza się z entuzjazmem.
– Piętnaście minut w jedną i piętnaście minut w drugą stronę. Można sobie pozwolić.
Podmiejskie pociągi elektryczne wyglądały zupełnie inaczej niż „kowbojskie boczniaki”prowadzone parowozami. Wyższy standard wymagał wysokich peronów. Podobne do siebie dworce wzniesiono w wielu miejscowościach na prawie całej linii. Na peron wchodziło się wąskimi przejściami po obu stronach budyneczku kasy biletowej. Potem ten obiekt zburzono. Kasa znalazła się na peronie. Nie był też już potrzebny pan odbierający od pasażerów na Wileńskim tekturowe kartoniki. Powstawały nowe przystanki, Wołomin Słoneczna, Ossów (dzisiaj Kobyłka Ossów), Warszawa Zacisze Wilno.