20/02/2026
Dziś przenosimy się do Niemiec, a konkretnie do Langenau niedaleko Ulmu (tak, tego samego, w którym urodził się Albert Einstein). Właśnie tam, 6 października 1970 roku, przyszedł na świat hammondzista Michael Falkenstein.
Droga Michaela jako pasjonata i profesjonalisty instrumentów Hammonda została ukształtowana przez działalność jego ojca, Klausa Maiera, który zajmował się serwisem instrumentów elektronicznych, a zwłaszcza organów Hammonda i kolumn Leslie. Zainspirowany niezliczonymi muzykami, którzy przynosili swoje instrumenty do naprawy, Michael zaczął grać na organach już w wieku czterech lat – najpierw na modelu C-3 (grał klasykę, np. Bacha), a potem na Aurora Century, gdzie automatycznie kopiował linie basowe i improwizował. Ponieważ ojciec naprawiał najróżniejsze modele organów Hammonda, chłopiec miał okazję poznawać tę różnorodność i za każdym razem odkrywał coś nowego – był tym zafascynowany. Michael jest samoukiem, studiował natomiast ekonomię.
W 1982 roku ojciec otworzył studio instrumentów Hammonda. Nagle pojawiło się 30 różnych modeli do testowania. Nastolatek od tamtej pory poświęcał cały swój czas na granie, testowanie i demonstrowanie instrumentów gościom. Bardzo szybko „zaadaptował” sobie styl znanych organistów – Jimmy’ego Smitha, Wild Billa Davisa, Rhody Scotta – nie wiedząc jeszcze wtedy, że wkrótce pozna artystów, którzy naprawdę dadzą mu impuls do kariery: Jamesa Browna i Jimmy’ego Smitha. Jako 14-latek wziął udział w tournée z Rosemary Bailey z okazji 50-lecia firmy Hammond Organ Company w Chicago. W wieku 15 lat dał swój pierwszy solowy koncert organowy w historycznym kościele katolickim w Dillingen, inaugurując nowe organy piszczałkowe, a dwa lata później wystąpił na Musikmesse we Frankfurcie. Występował wtedy jako „Mike Hammond” (takie imię widniało nawet w jego paszporcie).
Jimmy’ego Smitha spotkał w Hamburgu, gdy dostarczał mu dwa organy B-3 i trzy kolumny Leslie 122 na sesję radiową – później Smith wielokrotnie zapraszał go do wspólnych występów w Europie.
Największą jednak sławę przyniosła mu współpraca z Jamesem Brownem. Spotkali się na koncercie w Szwajcarii, a potem przez kolejne 10 lat Michael grał w zespole Browna podczas europejskich tras.
Obecnie Michael jest dyrektorem generalnym sprzedaży Hammond Suzuki w Niemczech, Austrii i niektórych krajach Europy Wschodniej. W wieku 21 lat został najmłodszym prokurentem w firmie Hammond, jednocześnie prowadząc rodzinny biznes napraw instrumentów elektronicznych. Uznawany jest za jednego z najlepszych hammondzistów w Niemczech i w Europie, ma na koncie sześć albumów pod własnym nazwiskiem. Michael dał mnóstwo solowych koncertów na całym świecie – od Anglii po Australię. Ten człowiek naprawdę żyje instrumentami Hammonda. Uwielbia je za autentyczne brzmienie, niepowtarzalną tożsamość i możliwość wyrażania uczuć w sposób bezpośredni – właśnie za pomocą tych wspaniałych suwaków. Nie korzysta z fabrycznych, zaprogramowanych brzmień – wszystkie rejestry zmienia na żywo podczas gry. Organy Hammonda to dla niego życie. To jego uniwersalny język.