04/09/2026
Cios z nieba - tragedia Polskiej Marynarki Wojennej w Helu - 3 września 1939 r.
Po niepowodzeniu Operacji Rurka, 2 września 1939 r. Dowództwo Floty zdecydowało o wykorzystaniu naszych największych okrętów wojennych: stawiacza min ORP Gryf oraz kontrtorpedowca ORP Wicher jako pływających, stacjonarnych baterii artyleryjskich i obrony plot bazy w Helu. Gryfa zakotwiczono przy nabrzeżu w porcie wojennym, natomiast Wichra przy zewnętrznym falochronie. Kotły okrętów zostały w większości wygaszone (pozostawiono po jednym pracującym dla zapewnienia działania niezbędnym urządzeniom i instalacjom, w tym centralom artyleryjskim i przekaźnikom dział). Załogi w znacznej części wyokrętowano, wyładowano też miny i torpedy z Wichra. W nocy z 2 na 3 września nastąpiło długotrwałe bombardowanie bazy MW w Helu przez lotnictwo niemieckie. Od wieczora aż do 4:00 nad ranem nadlatywały samoloty Luftwaffe i Kriegsmarine, w tym bombowce He-111, Do-17M i Ju-87. Załogi meldowały o dużych zniszczeniach na półwyspie oraz na okrętach. Dowodzący niemieckimi siłami morskimi w Zatoce Gdańskiej kontradmirał Gunter Lutjens nie dawał wiary tym informacjom i postanowił wysłać zespół dwóch niszczycieli Z-1 Leberecht Maass i Z-9 Wolfgang Zenker w okolice Helu, aby sprawdzić efekty nocnych nalotów. Niemiecki zespół został wykryty przez polskich marynarzy już 30 km od Helu. Przed godziną 7:00 w odległości 15 km rozpoczęła się wymiana ognia między niszczycielami Z-1 i Z-9 oraz polskimi Gryf i Wicher. Do walki włączyła się też bateria cyplowa nr 31. W wyniku pojedynku uszkodzony został Z-1 i polski Gryf, który m.in. stracił lewą podwójną armatę plot 40 mm oraz unieruchomiono drenaż i pompy pożarowe. Te uszkodzenia miały duży wpływ na ostateczny los okrętu. Po porannej walce artyleryjskiej i wycofaniu niemieckich niszczycieli w postawionej zasłonie dymnej, do ataku przystąpiło niemieckie lotnictwo. Tego dnia to właśnie samoloty zadały śmiertelny cios polskim okrętom. Pierwszy nalot 11 bombowców nurkujących Ju-87 z 4. eskadry 186. dywizjonu lotnictwa morskiego dowodzonej przez Ericha Blattnera (4./ Tragergruppe 186) nastąpił ok. godz. 9:00. Następny atak ok. 15:00. Dla Wichra był to nalot katastrofalny. Po doświadczeniach z poprzedniego ataku, tym razem dowódca 4 eskadry nurkowców kpt. Blattner zastosował inną taktykę. 9 Junkersów pozostawało wyżej nad polskimi okrętami, atakując pojedynczo i skupiając na sobie polską obronę przeciwlotniczą. Tymczasem 3 Ju-87 wykonały zaskakujący atak z małej wysokości. W efekcie Wicher otrzymał trafienia 4 bombami, przewrócił się na prawą burtę i zatonął. Nad wodą pozostawało tylko część dna, lewej burty i lewa śruba. Następnie do boju ruszyły wodnosamoloty He-59 i Do-18 (odpowiednio z 706. i 506. Dyw. Lot. Morskiego) oraz ponownie Stukasy. Gryf także otrzymał trafienia, płonął już od dziobu po śródokręcie, a jego artyleria plot zamilkła. Stawiacz min osiadł na dnie basenu portowego z przechyłem na prawą burtę (tylna część wystawała ponad wodę, co pozwoliło w następnych dniach zdemontować rufowe wieże artylerii kal. 120 mm i wykorzystać je w budowanej improwizowanej baterii nadbrzeżnej nr 34). Ale nie był to koniec tragedii. Kolejny nalot nastąpił po 16:00 (wodnosamoloty He-59 z 3 eskadry 506. K.Fl.Gr.), a czwarty, ostatni tego dnia między 17:25, a 18:15. Podczas tego uderzenia Gryf otrzymał kolejnych 10 celnych bomb.
Już trzeciego dnia wojny lotnictwo zaprezentowało swoją skuteczność w walce z okrętami. Gryf i Wicher nie przetrwały "ciosu z nieba".
W Muzeum Pancerne w Kłaninie, na wystawie poświęconej Polskiej Marynarce Wojennej można zobaczyć pamiątki po naszych największych okrętach nawodnych broniących Polskiego Wybrzeża w 1939 r.
Artur Massloch
Kustosz MPwK