Skansen Miejski w Dobrym Mieście

Skansen Miejski w Dobrym Mieście W zrewitalizowanych zabytkowych kamieniczkach w odtworzono dawne zakłady: szewski, fryzjerski, krawiecki, pracownię fotograficzną oraz dom piekarza.

Misją Skansenu Miejskiego w Dobrym Mieście jest dbanie o powierzone dziedzictwo kulturowe, w postaci eksponatów z początku XIX wieku, które składają się na małomiasteczkowe wyposażenie ówczesnych zakładów rzemieślniczych. Uzmysłowienie roli przeszłości we współczesnym społeczeństwie. Wychodzimy naprzeciw naszym odwiedzającym prowadzając koncepcję placówki opartą na zasadzie otwartości na jego potrzeby, jako miejsce żywych spotkań, dyskusji dostarczanych podczas warsztatów rękodzielniczych oraz wystaw artystycznych.

Krótkie cięcie bez prądu! ⚡ Na zdjęciu widzicie klasyczną, ręczną maszynkę do strzyżenia. Zanim w salonach zapanował szu...
24/09/2026

Krótkie cięcie bez prądu! ⚡ Na zdjęciu widzicie klasyczną, ręczną maszynkę do strzyżenia. Zanim w salonach zapanował szum elektrycznych trymerów, praca dawnego cyrulika czy fryzjera wymagała nie lada wprawy, silnych dłoni i... anielskiej cierpliwości (często również ze strony samego klienta!). 💈

To kolejny niewielki przedmiot, w którym zapisana jest codzienna, rzemieślnicza historia dawnego Guttstadt. Odkryjcie więcej takich skarbów w naszych zabytkowych kamienicach! ✨

🕰️ Godziny otwarcia:
Pon. - Wt. 10:00 - 18:00
Śr. Nieczynne
Czw. - Pt. 10:00 - 18:00
Sob. - Nie. 10:00 - 14:00

📍 Skansen Miejski (ul. Sowińskiego)

Trzy naparstki. Niby drobiazg, a jednak to milczący świadkowie tysięcy godzin precyzyjnej, ręcznej pracy dawnych mieszka...
22/09/2026

Trzy naparstki. Niby drobiazg, a jednak to milczący świadkowie tysięcy godzin precyzyjnej, ręcznej pracy dawnych mieszkańców Guttstadt. To właśnie w takich małych, niepozornych przedmiotach kryje się prawdziwe życie naszego miasta! ✨

🏛️ Odkryjcie więcej ukrytych skarbów w naszych zabytkowych kamienicach. Zapraszamy do Skansenu! 🕰️
Pon. - Wt. 10:00 - 18:00
Śr. Nieczynne
Czw. - Pt. 10:00 - 18:00
Sob. - Nie. 10:00 - 14:00

📍 Skansen Miejski (ul. Sowińskiego)

Wracamy z kolejną zagadką! Tym razem prosto z naszego skansenowego zakładu fotograficznego wyciągamy sprzęt, który widzi...
20/09/2026

Wracamy z kolejną zagadką! Tym razem prosto z naszego skansenowego zakładu fotograficznego wyciągamy sprzęt, który widzicie na zdjęciu. Czarne, cylindryczne pojemniki i specyficzne szpulki... Przyznajcie, że na pierwszy rzut oka wyglądają trochę jak futurystyczne termosy albo dziwne filtry do wody! 🚰🛸

Jak myślicie, do czego dokładnie służył ten zestaw? Co nawijano na te szpulki i jakie płyny tam wlewano, zanim na świecie pojawiły się smartfony? 🤔 Piszcie swoje typy w komentarzach! 👇 🔎

Jeśli chcecie na własne oczy zobaczyć te tajemnicze narzędzia dawnej ciemni fotograficznej, wpadajcie do nas! Nasze zabytkowe kamienice kryją w sobie mnóstwo rzemieślniczych skarbów, które tylko czekają na odkrycie. 🕰️✨

🕰 ZAPLANUJCIE WIZYTĘ:
Pon. - Wt. 10:00 - 18:00
Śr. Nieczynne
Czw. - Pt. 10:00 - 18:00
Sob. - Nie. 10:00 - 14:00
📍 Skansen Miejski w Dobrym Mieście (ul. Sowińskiego)

Pod koniec wojny Cecylia Grela wraz z rodziną mieszkała na wsi niedaleko Mławy, dokąd została wcześniej wysiedlona. Jej ...
19/09/2026

Pod koniec wojny Cecylia Grela wraz z rodziną mieszkała na wsi niedaleko Mławy, dokąd została wcześniej wysiedlona. Jej mąż, pracujący w parowozowni w Iławie, był zmuszany do podpisania volkslisty. Od lipca 1944 roku ukrywał się, jednak 6 stycznia 1945 roku został aresztowany i trafił do obozu mławskiego. Po jego likwidacji 17 stycznia znalazł się wśród zamordowanych. Następnego dnia do Mławy wkroczyli Rosjanie.

Cecylia została sama z trójką dzieci, z których najmłodsze miało zaledwie trzy miesiące. Gospodarze, u których mieszkała, chcieli, aby dzieci zaczęły dla nich pracować. Nie widząc dla siebie i dzieci przyszłości w tym miejscu, szukała innego rozwiązania. Z pomocą przyszła jej siostra, pracująca w szpitalu w Olsztynie. Tam poznała zakonnicę, siostrę Doris, która przekonała Cecylię, aby wyjechała do Dobrego Miasta.

Latem 1945 roku Cecylia wraz z dziećmi przyjechała do zniszczonego miasta, w którym znajdowało się wiele wolnych domów. Rodzina zamieszkała przy ulicy Łużyckiej, w mocno zdewastowanym budynku bez okien. W tym czasie burmistrzem Dobrego Miasta był Mieczysław Górski. Rodzina Greli była piątą zarejestrowaną w prezydium. Burmistrz zaproponował Cecylii pracę w biurze, lecz odmówiła. Przyjęła natomiast propozycję Walentego Szewczyka, który organizował szkołę podstawową, a później został jej kierownikiem.

Cecylia Grela należała do osób, które już w 1945 roku uczestniczyły w organizowaniu szkolnictwa podstawowego w Dobrym Mieście. Pierwsza szkoła mieściła się przy ulicy Warszawskiej, a jej dzieci zostały zapisane jako uczniowie nr 13 i 14. Początkowo pracowało w niej zaledwie kilku nauczycieli – kierownik, Helena Nowak, Maria Łapkowska.

Sama Cecylia była w szkole osobą do wszystkiego – gotowała, sprzątała, pełniła obowiązki woźnej oraz prowadziła świetlicę i stołówkę. Wkrótce szkołę przeniesiono do kolegiaty, w miejscu, gdzie później znajdowało się seminarium. Liczba uczniów szybko rosła i z czasem około 600 dzieci uczyło się w kilku punktach miasta, między innymi przy ulicach Wojska Polskiego, Jeziorańskiej i Olsztyńskiej, w miejscu późniejszego kina. Pomieszczenia wymagały ciągłego sprzątania, przygotowania
i ogrzewania, a szczególnie trudne warunki panowały w stołówce. W piwnicy kolegiaty posiłki gotowano w kotle opalanym drewnem. Pewnego dnia spadające bale drewna przygniotły Cecylię, powodując złamanie nogi.

Pierwsze powojenne roczniki uczniów były nietypowe. Wiele dzieci było starszych niż ich rówieśnicy w późniejszych latach, ponieważ wojna przerwała ich naukę. Dorastający chłopcy często pomagali w przygotowywaniu opału, a dziewczęta angażowały się między innymi w przygotowywanie kartek na posiłki.
W pierwszych powojennych latach żywności było bardzo mało. Cecylia pamiętała sytuację, gdy po rozdaniu około 400 bułek zabrakło ich dla kilku dzieci. Aby zapobiec takim sytuacjom, na pewien czas wprowadzono ręcznie wypisywane kartki, które pomagały sprawiedliwie dzielić posiłki. Ważnym wsparciem były również dary UNRRA. Początkowo nauczyciele i pracownicy szkoły otrzymywali wynagrodzenie w żywności, później szkołę wspierano składkami rodziców, aż w końcu zaczęto wypłacać normalne pensje odbierane w prezydium.

Cecylia doświadczyła także problemów z wypłatą wynagrodzenia. Pewnego razu jej pensja zaginęła podczas transportu, a innym razem bezpodstawnie poinformowano ją o zwolnieniu z pracy. Po jej interwencji w Olsztynie sprawa się wyjaśniła i okazało się, że próbowano przywłaszczyć jej wynagrodzenie.

W 1967 roku Cecylia Grela przeszła na emeryturę. Miała za sobą 22 lata pracy w oświacie, rozpoczętej w najtrudniejszych latach powojennej odbudowy. Jej historia była świadectwem losu wielu kobiet, które po wojnie musiały samotnie wychowywać dzieci, odbudowywać swoje życie i jednocześnie uczestniczyć w tworzeniu od podstaw instytucji potrzebnych nowej społeczności. Cecylia Grela należała do pokolenia, które nie tylko przetrwało wojnę, ale również pomagało budować powojenne Dobre Miasto.

Zdjęcie: Andrzej Kłos, Wiadomości Dobromiejskie

Poranna rutyna z klasą! ✨ Przed Wami starodawna maszynka do golenia wraz z przepięknym, tłoczonym etui. Kiedyś dbanie o ...
17/09/2026

Poranna rutyna z klasą! ✨ Przed Wami starodawna maszynka do golenia wraz z przepięknym, tłoczonym etui. Kiedyś dbanie o zarost wymagało czasu, precyzji i takich właśnie eleganckich, solidnych akcesoriów. To kolejny drobiazg, który kryje w sobie klimat codzienności dawnego Guttstadt.

Wpadnijcie do naszych zabytkowych kamienic i odkryjcie więcej takich perełek! 🕰️
Pon. - Wt. 10:00 - 18:00
Śr. Nieczynne
Czw. - Pt. 10:00 - 18:00
Sob. - Nie. 10:00 - 14:00

📍 Skansen Miejski (ul. Sowińskiego)

Dzisiaj wyciągamy z szafy naszego Skansenu coś absolutnie wyjątkowego! Spójrzcie na te niby zwykłe, nudne wieszaki. W ty...
15/09/2026

Dzisiaj wyciągamy z szafy naszego Skansenu coś absolutnie wyjątkowego! Spójrzcie na te niby zwykłe, nudne wieszaki. W tym niepozornym kawałku drewna ukryta jest prawdziwa historia przedwojennego handlu w naszym mieście. 📜

Na jednym z nich dumnie widnieje napis: "Modewarenhaus A. Batzel Guttstadt". To niesamowity dowód na to, że w dawnym Dobrym Mieście działał prawdziwy dom mody z odzieżą, w której – jak głosi hasło na drugim wieszaku – "człowiek czuje się dobrze". Wyobrażacie sobie te eleganckie płaszcze i suknie, które dawniej na nich wisiały? 🎩👗

Takie urokliwe detale codzienności, przywołujące dawny gwar naszego miasta, czekają na Was w zabytkowych kamienicach naszego Skansenu Miejskiego. ✨

📅 Zaplanujcie wizytę pełną historycznych ciekawostek:
Pon. - Wt. 10:00 - 18:00
Śr. Nieczynne
Czw. - Pt. 10:00 - 18:00
Sob. - Nie. 10:00 - 14:00

📍 Skansen Miejski (ul. Sowińskiego)

Państwo EwertowieApteka i oświataW pierwszych powojennych latach, gdy Dobre Miasto dopiero organizowało swoje życie od n...
12/09/2026

Państwo Ewertowie
Apteka i oświata

W pierwszych powojennych latach, gdy Dobre Miasto dopiero organizowało swoje życie od nowa, jednym z najważniejszych zadań było zapewnienie mieszkańcom dostępu do leków i opieki farmaceutycznej. W 1946 roku rozpoczęła działalność pierwsza powojenna apteka. Jej funkcjonowanie od początku wiązało się z wieloma trudnościami lokalowymi, kadrowymi i zaopatrzeniowymi. Obok budynku apteki znajdowało się mieszkanie służbowe, co było dogodnym rozwiązaniem dla jej pracowników. Szczególną rolę w historii placówki odegrali Stanisława i Julian Ewertowie.

Stanisława Ewert przed wojną rozpoczęła studia farmaceutyczne, których nie ukończyła z powodu wojny. Po uruchomieniu apteki wyjechała, aby dokończyć naukę.
Przed wojną Pan Julian Ewert studiował na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie, na Wydziale Prawa. Wojna przerwała jego edukację, jednak znajomość łaciny okazała się później niezwykle przydatna. Choć nie miał wykształcenia farmaceutycznego, potrafił korzystać z dostępnych wówczas źródeł wiedzy. Jego podstawową pomocą było „Vademecum”, w którym odnajdywał składy lekarstw i receptury. W Dobrym Mieście pracował wówczas jeden lekarz Piotr Wysocki. Według wspomnień Juliana Ewerta lekarz tolerował tę nietypową sytuację i wypisywał takie recepty, które można było przygotować w miejscowej aptece. Farmaceuta w tamtych czasach nie tylko wydawał gotowe preparaty, ale często przygotowywał lekarstwa według recept lekarza. Pierwsze lata działalności były trudne również ze względu na zaopatrzenie. Gotowych preparatów często brakowało. Sprowadzano półprodukty, a wiele leków przygotowywano na miejscu. Niektóre surowce, szczególnie zioła, skupowano od zbieraczy. Były to między innymi kwiaty wrotyczu, konwalii, lipy i szałwii. Z pozyskanych surowców sporządzano również nalewki.

Powojenna apteka mieściła się początkowo przy ul. Wojska Polskiego 12, a później została przeniesiona na ul. Warszawską 1. Przeprowadzane kontrole i analizy nie wykazywały uchybień. Julian prowadziła aptekę dwa lata. Taki stan trwał do czasu ukończenia przez Stanisławę Ewert studiów.

Państwo Ewertowie prowadzili aptekę przez kilka lat. W 1951 roku złożyli wniosek o jej upaństwowienie. Decyzja była podyktowana przede wszystkim względami ekonomicznymi. Podatki i inne obciążenia były tak wysokie, że po ich opłaceniu nie pozostawały środki wystarczające na utrzymanie rodziny.

Był to okres stopniowego ograniczania prywatnej działalności gospodarczej i przejmowania prywatnych zakładów przez państwo. Po upaństwowieniu apteki mgr Stanisława Ewert została jej kierowniczką, natomiast Julian Ewert został zwolniony ze stanowiska księgowego i podjął pracę w szkolnictwie.

Szkoła podstawowa była rozrzucona po kilku budynkach w mieście. W 1951 roku oddano do użytku jak na owe czasy bardzo piękną szkołę przy ul. Wojska Polskiego. Pan Ewert uczył w niej języka polskiego, historii oraz języka rosyjskiego. Na pytanie co w zawodzie nauczyciela jest najważniejsze, Julian Ewert mawiał:

“Najważniejsza jest miłość do dzieci. I jeszcze jedno. Trzeba wykonywać swoje obowiązki z samozaparciem. Ta druga rada dotyczy zresztą wszystkich zawodów.”

Źródło: Rozmaitości Dobromiejskie, w oparciu o wywiad Juliana Ewerta udzielonego Pani Elżbiecie Bilińskiej-Wołodźko.
Obrazki: Archiwum Skansenu Miejskiego

Drodzy zwiedzający, z przykrością informujemy, że Skansen Miejski jest nieczynny do niedzieli 13 września włącznie.Zapra...
09/09/2026

Drodzy zwiedzający, z przykrością informujemy, że Skansen Miejski jest nieczynny do niedzieli 13 września włącznie.

Zapraszamy po dawkę dobromiejskiej historii w przyszłym tygodniu.

WESTERPLATCZYKByła godzina 4.45, gdy 1 września 1939 roku z pancernika „Schleswig-Holstein” padła pierwsza salwa w kieru...
05/09/2026

WESTERPLATCZYK
Była godzina 4.45, gdy 1 września 1939 roku z pancernika „Schleswig-Holstein” padła pierwsza salwa w kierunku Westerplatte. Wśród około 210 obrońców był Wacław Ciepłucha — późniejszy mieszkaniec Dobrego Miasta. Dla większości mieszkańców jego nazwisko może dziś niewiele znaczyć. Tymczasem był świadkiem i uczestnikiem jednej z najbardziej symbolicznych bitew września 1939 roku.

Urodził się w Niemczech w 5 kwietnia 1915 roku. Tam jego rodzice pracowali do 1918 roku, kiedy to zaczęli być zmuszani do zmiany obywatelstwa. Rodzina wróciła do Polski, do Radomia. Tam Wacław Ciepłucha spędził dzieciństwo i młodość.

Skończył szkołę podoficerską i został wraz ze 175 ko-legami oddelegowany 19 marca 1939 roku na Westerplatte. Tam, u wejścia do portu w Gdańsku, na niewielkim półwyspie mieściła się Wojskowa Składnica Tranzytowa — obszar przyznany Polsce przez Ligę Narodów w 1924 roku. Załoga zmieniała się co pół roku. Wacław Ciepłucha wraz z kolegami dojechał do koszar w Gdyni-Orłowie, gdzie przebrali się w cywilne ubrania. Stamtąd po 20–30 osób płynęli holownikiem na placówkę. Chodziło o utrzymanie zmiany w tajemnicy, co zresztą się udało.

Po placówce oprowadzili ich major Sucharski i kapitan Dąbrowski, który odczytał im regulamin. Na Westerplatte obowiązywał już wtedy stan wojenny. Broń była załadowana. W wartowniach stały ciężkie karabiny maszynowe z założonymi taśmami, a przy nich obsługa w stanie pogotowia. Warty były bardzo męczące, ponieważ od pewnego czasu można było dostrzec przygotowania po stronie niemieckiej. Niemcy albo niespecjalnie przejmowali się tym, że ich działania są obserwowane, albo nie byli dostatecznie ostrożni. Jeszcze przed wybuchem wojny żołnierze polscy obserwowali, jak przeciwnik minował przedpole. Widziano też działa zataczane na pozycje. Polska strona ćwiczenia przeprowadzała nocą, aby uniknąć obserwacji.
Trzy dzwonki oznaczały alarm, a sygnał ciągły — wojnę.

Służbę wartowniczą kapral Ciepłucha pełnił tylko przez dwa tygodnie. Jako kowala i rusznikarza przeniesiono go do sierżanta Piotrowskiego, z którym przygotowywał broń, taśmował amunicję — słowem, przygotowywał się do wojny, której na Westerplatte oczekiwano w każdej chwili. Kompania liczyła około 182 ludzi. Do tego trzeba doliczyć jeszcze około 30 pracowników cywilnych i rezerwistów, którzy również walczyli. Wszyscy — żołnierze i pracownicy cywilni — byli specjalnie dobierani i znakomicie wyszkoleni. Na Westerplatte nie posyłano byle kogo.

„A więc wojna”. Po ostrzale z pancernika ruszyła piechota. Pociski z broni maszynowej wymierzone były między innymi w izby żołnierskie w koszarach. Niemcy liczyli na zaskoczenie, ale zamiar ten się nie powiódł. Wysadzili bramy nr 1 i 2, ale wartownicy wycofali się cali i żywi.

W doskonale prowadzonym ogniu polskich karabinów maszynowych załamywały się kolejne natarcia. Poprzedzał je ostrzał artyleryjski z pancernika i baterii lądowych. Jakaś grupa Niemców poddała się do niewoli, ale została wypuszczona. Polacy zdobyli też dwa ciężkie karabiny maszynowe wraz z amunicją. W zdobyciu jednego z nich uczestniczył Wacław Ciepłucha, który rzucił granat na jego obsługę. Dostał za to pochwałę od majora Sucharskiego.

Stanowiskiem bojowym sierżanta Piotrowskiego i kaprala Ciepłuchy były koszary oraz ckm nr 15. Drugiego dnia walk Wacław Ciepłucha znalazł się w samym środku niemieckiego bombardowania. Niemcy wprowadzili lotnictwo. Użyto do 50 bombowców nurkujących, które zrzuciły od 200 do 300 bomb, w tym wiele półtonowych. Tego dnia został ranny. Doznał również kontuzji.

On i jeszcze dwóch żołnierzy otrzymali rozkaz zdjęcia z koszar anteny radiostacji. Przy tej pracy zaskoczyło ich bombardowanie. Koledzy Wacława Ciepłuchy zginęli, a on został ściśnięty między ścianami rozbitego budynku. Krew popłynęła mu nosem i uszami, ale lekarz, kapitan Słaby, szybko go stamtąd wyciągnął.
Po tym zdarzeniu przeniesiono Wacława Ciepłuchę nad kanał, pod dowództwo plutonowego Bieniacza. Tu pan Wacław otrzymał kolejny postrzał w głowę. Normalnie powinien był pójść do szpitala, ale kiedy opatrzono mu ranę, walczył dalej.

Szóstego dnia Niemcy wprowadzili na teren placówki cysternę z benzyną. Chcieli ogniem i dymem zmusić załogę do kapitulacji. Cysterna dojechała jednak tylko do miejsca, gdzie tory były rozkręcone. I tu — epizod ten występuje zarówno w literaturze, jak i w filmie — została trafiona ogniem polskich karabinów maszynowych i działka przeciwpancernego.

Wacław Ciepłucha strzelał ze zdobycznego niemieckiego ckm. Poszła cała taśma, złożona z 400 nabojów. Po drugiej stronie słyszeli dobrze ten charakterystyczny odgłos. To była przecież ich własna broń. Cysterna spłonęła przed linią obrony.

W założeniach Westerplatte miało bronić się kilka godzin. Tymczasem broniło się już szósty dzień. Jednak siódmego dnia żołnierze złożyli broń. Nie chcieli się poddawać, ale sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Wśród obrońców było 15 zabitych i 40 rannych, w tym trzynastu ciężko. Zaczynało brakować lekarstw i możliwości udzielenia pomocy. Nie było warunków do przeprowadzania zabiegów chirurgicznych. Dalsza walka oznaczała kolejne ofiary. Trzeba było podjąć decyzję — walczyć dalej czy ratować tych, którzy jeszcze mogli przeżyć. Wielu żołnierzy obawiało się, że po poddaniu zostaną zastrzeleni. Dlatego, jak wspominał Wacław Ciepłucha, brali po dwa lub trzy granaty, aby w razie konieczności się bronić. Kiedy jednak po pewnym czasie zaczęli oddawać te granaty, Niemcy pouciekali.

W niewoli żołnierze przebywali początkowo w Insterburgu, w Stallagu IA. Tam, źle żywieni, dosłownie stali w wodzie i błocie przez cztery miesiące. Dopiero na Boże Narodzenie wzięto ich na roboty.

Wacław Ciepłucha przez pięć lat i osiem miesięcy pracował u kowala nazwiskiem Willi Rudi. Kiedy wojna się kończyła, przeżył jeszcze sześciotygodniową tułaczkę razem z uciekającą przed frontem ludnością niemiecką. Wojska rosyjskie spotkał w jakimś majątku koło Nakła. Tu jeszcze musiał trochę popracować, aż w końcu go puszczono. W domu był na Niedzielę Palmową 1945 roku. W 1949 roku zamieszkał w Dobrym Mieście.

Źródło: Na bazie artykułu Andrzeja Kłosa, Rozmaitości Dobromiejskie, Kwiecień 1993, str.8
Obrazek: Rozmaitości Dobromiejskie, Kwiecień 1993, str.8, retusz AI

Wakacje już za nami, natomiast przedłużamy wydłużone godziny pracy do końca września! 🏛️Niezmiennie, czekają na Was zaby...
02/09/2026

Wakacje już za nami, natomiast przedłużamy wydłużone godziny pracy do końca września! 🏛️

Niezmiennie, czekają na Was zabytkowe kamienice, dziesiątki eksponatów oraz spotkanie z dawnym Dobrym Miastem 🧑‍🍳

Jesteśmy dla Was otwarci:
Poniedziałek - Wtorek: 10.00 - 18.00
Środa: Nieczynne
Czwartek - Piątek: 10.00 - 18:00
Sobota - Niedziela: 10.00 - 14:00
🍁

Adres

Ulica Sowińskiego
Dobre Miasto
11-040

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 15:00
Wtorek 10:00 - 15:00
Czwartek 10:00 - 15:00
Piątek 10:00 - 14:30
Sobota 10:00 - 14:00
Niedziela 10:00 - 14:00

Telefon

+48896161591

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Skansen Miejski w Dobrym Mieście umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Skansen Miejski w Dobrym Mieście:

Skróty

Udostępnij

Kategoria