05/09/2026
WESTERPLATCZYK
Była godzina 4.45, gdy 1 września 1939 roku z pancernika „Schleswig-Holstein” padła pierwsza salwa w kierunku Westerplatte. Wśród około 210 obrońców był Wacław Ciepłucha — późniejszy mieszkaniec Dobrego Miasta. Dla większości mieszkańców jego nazwisko może dziś niewiele znaczyć. Tymczasem był świadkiem i uczestnikiem jednej z najbardziej symbolicznych bitew września 1939 roku.
Urodził się w Niemczech w 5 kwietnia 1915 roku. Tam jego rodzice pracowali do 1918 roku, kiedy to zaczęli być zmuszani do zmiany obywatelstwa. Rodzina wróciła do Polski, do Radomia. Tam Wacław Ciepłucha spędził dzieciństwo i młodość.
Skończył szkołę podoficerską i został wraz ze 175 ko-legami oddelegowany 19 marca 1939 roku na Westerplatte. Tam, u wejścia do portu w Gdańsku, na niewielkim półwyspie mieściła się Wojskowa Składnica Tranzytowa — obszar przyznany Polsce przez Ligę Narodów w 1924 roku. Załoga zmieniała się co pół roku. Wacław Ciepłucha wraz z kolegami dojechał do koszar w Gdyni-Orłowie, gdzie przebrali się w cywilne ubrania. Stamtąd po 20–30 osób płynęli holownikiem na placówkę. Chodziło o utrzymanie zmiany w tajemnicy, co zresztą się udało.
Po placówce oprowadzili ich major Sucharski i kapitan Dąbrowski, który odczytał im regulamin. Na Westerplatte obowiązywał już wtedy stan wojenny. Broń była załadowana. W wartowniach stały ciężkie karabiny maszynowe z założonymi taśmami, a przy nich obsługa w stanie pogotowia. Warty były bardzo męczące, ponieważ od pewnego czasu można było dostrzec przygotowania po stronie niemieckiej. Niemcy albo niespecjalnie przejmowali się tym, że ich działania są obserwowane, albo nie byli dostatecznie ostrożni. Jeszcze przed wybuchem wojny żołnierze polscy obserwowali, jak przeciwnik minował przedpole. Widziano też działa zataczane na pozycje. Polska strona ćwiczenia przeprowadzała nocą, aby uniknąć obserwacji.
Trzy dzwonki oznaczały alarm, a sygnał ciągły — wojnę.
Służbę wartowniczą kapral Ciepłucha pełnił tylko przez dwa tygodnie. Jako kowala i rusznikarza przeniesiono go do sierżanta Piotrowskiego, z którym przygotowywał broń, taśmował amunicję — słowem, przygotowywał się do wojny, której na Westerplatte oczekiwano w każdej chwili. Kompania liczyła około 182 ludzi. Do tego trzeba doliczyć jeszcze około 30 pracowników cywilnych i rezerwistów, którzy również walczyli. Wszyscy — żołnierze i pracownicy cywilni — byli specjalnie dobierani i znakomicie wyszkoleni. Na Westerplatte nie posyłano byle kogo.
„A więc wojna”. Po ostrzale z pancernika ruszyła piechota. Pociski z broni maszynowej wymierzone były między innymi w izby żołnierskie w koszarach. Niemcy liczyli na zaskoczenie, ale zamiar ten się nie powiódł. Wysadzili bramy nr 1 i 2, ale wartownicy wycofali się cali i żywi.
W doskonale prowadzonym ogniu polskich karabinów maszynowych załamywały się kolejne natarcia. Poprzedzał je ostrzał artyleryjski z pancernika i baterii lądowych. Jakaś grupa Niemców poddała się do niewoli, ale została wypuszczona. Polacy zdobyli też dwa ciężkie karabiny maszynowe wraz z amunicją. W zdobyciu jednego z nich uczestniczył Wacław Ciepłucha, który rzucił granat na jego obsługę. Dostał za to pochwałę od majora Sucharskiego.
Stanowiskiem bojowym sierżanta Piotrowskiego i kaprala Ciepłuchy były koszary oraz ckm nr 15. Drugiego dnia walk Wacław Ciepłucha znalazł się w samym środku niemieckiego bombardowania. Niemcy wprowadzili lotnictwo. Użyto do 50 bombowców nurkujących, które zrzuciły od 200 do 300 bomb, w tym wiele półtonowych. Tego dnia został ranny. Doznał również kontuzji.
On i jeszcze dwóch żołnierzy otrzymali rozkaz zdjęcia z koszar anteny radiostacji. Przy tej pracy zaskoczyło ich bombardowanie. Koledzy Wacława Ciepłuchy zginęli, a on został ściśnięty między ścianami rozbitego budynku. Krew popłynęła mu nosem i uszami, ale lekarz, kapitan Słaby, szybko go stamtąd wyciągnął.
Po tym zdarzeniu przeniesiono Wacława Ciepłuchę nad kanał, pod dowództwo plutonowego Bieniacza. Tu pan Wacław otrzymał kolejny postrzał w głowę. Normalnie powinien był pójść do szpitala, ale kiedy opatrzono mu ranę, walczył dalej.
Szóstego dnia Niemcy wprowadzili na teren placówki cysternę z benzyną. Chcieli ogniem i dymem zmusić załogę do kapitulacji. Cysterna dojechała jednak tylko do miejsca, gdzie tory były rozkręcone. I tu — epizod ten występuje zarówno w literaturze, jak i w filmie — została trafiona ogniem polskich karabinów maszynowych i działka przeciwpancernego.
Wacław Ciepłucha strzelał ze zdobycznego niemieckiego ckm. Poszła cała taśma, złożona z 400 nabojów. Po drugiej stronie słyszeli dobrze ten charakterystyczny odgłos. To była przecież ich własna broń. Cysterna spłonęła przed linią obrony.
W założeniach Westerplatte miało bronić się kilka godzin. Tymczasem broniło się już szósty dzień. Jednak siódmego dnia żołnierze złożyli broń. Nie chcieli się poddawać, ale sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna. Wśród obrońców było 15 zabitych i 40 rannych, w tym trzynastu ciężko. Zaczynało brakować lekarstw i możliwości udzielenia pomocy. Nie było warunków do przeprowadzania zabiegów chirurgicznych. Dalsza walka oznaczała kolejne ofiary. Trzeba było podjąć decyzję — walczyć dalej czy ratować tych, którzy jeszcze mogli przeżyć. Wielu żołnierzy obawiało się, że po poddaniu zostaną zastrzeleni. Dlatego, jak wspominał Wacław Ciepłucha, brali po dwa lub trzy granaty, aby w razie konieczności się bronić. Kiedy jednak po pewnym czasie zaczęli oddawać te granaty, Niemcy pouciekali.
W niewoli żołnierze przebywali początkowo w Insterburgu, w Stallagu IA. Tam, źle żywieni, dosłownie stali w wodzie i błocie przez cztery miesiące. Dopiero na Boże Narodzenie wzięto ich na roboty.
Wacław Ciepłucha przez pięć lat i osiem miesięcy pracował u kowala nazwiskiem Willi Rudi. Kiedy wojna się kończyła, przeżył jeszcze sześciotygodniową tułaczkę razem z uciekającą przed frontem ludnością niemiecką. Wojska rosyjskie spotkał w jakimś majątku koło Nakła. Tu jeszcze musiał trochę popracować, aż w końcu go puszczono. W domu był na Niedzielę Palmową 1945 roku. W 1949 roku zamieszkał w Dobrym Mieście.
Źródło: Na bazie artykułu Andrzeja Kłosa, Rozmaitości Dobromiejskie, Kwiecień 1993, str.8
Obrazek: Rozmaitości Dobromiejskie, Kwiecień 1993, str.8, retusz AI