Strona ta ma na celu promowanie wiedzy o akcji polskiego podziemia antyhitlerowskiego o kryptonimie "Fasola" która miała miejsce w nocy z 15 na 16 października 1943 roku w okolicach miejscowości Grab. AKCJA „FASOLA”
Okres II wojny światowej, choć smutny i w konsekwencji tragiczny dla polskiego Narodu, był pełen prawdziwego heroizmu i poświęcenia naszych Przodków. Głoszą często owi „nowocześni” Po
lacy, że czasy się zmieniają i że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie obciążać umysłów balastem przeszłości. Wszystkie traumatyczne przeżycia i barbarzyńskie czyny zwyrodniałych kreatorów przeszłych ludzkich dziejów należy zamknąć w kapsule zapomnienia. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego nakłania się nas do cieszenia się dobrostanem XXI wieku, a przy tym namawia do zrywania łączności z tymi, którzy byli przed nami? Taka postawa wydaje się nieuprawniona. Wiele bowiem wskazuje na to, że Armagedon II wojny światowej może nas nadal nie tylko przerażać, ale i skłaniać do refleksji nad obecną kondycją człowieczego świata. Wypada, jak sądzę, przypomnieć krewkim piewcą szczęsnej przyszłości ludzkości, że historia jest nauczycielką życia a nawet, od czasu do czasu – lubi się powtarzać…
Wielkopolska przez niemieckiego okupanta potraktowana została wyjątkowo. Niemcy uważali obszar „Starej Polski” za swoją pragermańską domenę i powrót na nią w 1939 r. uznawali za wyraz sprawiedliwości dziejowej. Polacy z przyczyn absolutnie obiektywnych, idei takich nie mogli i nie chcieli zaakceptować. Byliśmy przecież u siebie, w Polsce, a nie w jakimś Wartegau. Konspiracja antyniemiecka, stała się zatem częścią działań Polaków od samego początku tzw. nazistowskich – czytaj niemieckich - rządów okupacyjnych. Z racji specyficznych warunków naturalnych, działalność spiskowa przyjęła specyficzne formy, co nie oznacza, że żołnierze podziemia niepodległościowego, w tym członkowie Armii Krajowej [dalej AK], zasługują na ocenę inną od tych, którzy działali np. na obszarze gór świętokrzyskich, czy Podlasia, gdzie opór zbrojny i działalność oddziałów partyzanckich była możliwa dzięki szczególnie dogodnym warunkom naturalnym. Można nawet zaryzykować tezę, że pewne działania AK w Wielkopolsce zasługują na szczególny szacunek i upamiętnienie właśnie dlatego, że organizacja i zasady konspiracji na tym obszarze musiały być realizowane w sposób wyjątkowo ostrożny, a przede wszystkim przemyślany i inteligentny. Istnieje przykład jednej z takich akcji, która w sposób wyjątkowo jednoznaczny potwierdza jakość i niezwykły poziom organizacyjny AK na obszarze nam najbliższym, na ziemi czermińskiej. Bohaterami tej historii są żołnierze wspomnianej formacji, działający w ramach jej lokalnej placówki o kryptonimie „Cielę”.
***
Opowieść snutą w niniejszym opracowaniu przeniesiemy do roku 1943, kiedy sytuacja na frontach II wojny światowej, zwłaszcza na ich wschodnim teatrze, przyjęła bardzo niekorzystny obrót dla III Rzeszy niemieckiej. Także z tego powodu swoje działania zaczęły intensyfikować formacje konspiracyjne podporządkowane polskiemu rządowi emigracyjnemu w Londynie. Jednym z głównych celów tych działań było doposażenie żołnierzy akowskiego podziemia w nowoczesne narzędzia walki – broń, amunicję, sprzęt radiowy, a także leki i wiele innych materiałów. komenda okręgu Jarocin Armii Krajowej, znajdująca się w interesującym nas okresie w Pleszewie, otrzymała rozkaz przyjęcia drugiego już zrzutu lotniczego, tym razem na terenie Placówki AK Czermin. Placówka odbiorcza została oznaczona kryptonimem „Fasola” i otrzymała numer 802. Okres czuwania wyznaczono na czas od 15 do 19 października. Nasłuch sygnałów radiowych z radia BBC z Londynu zapowiadających zrzut, prowadzili ludzie z komendy obwodu w Pleszewie, a oficerem zrzutowym wyznaczono ówczesnego zastępcę komendanta obwodu, ppor. Franciszka Łaniewskiego ps. „Grzegorz”. Jego zastępcą na czas przeprowadzania akcji odbiorczej został ppor. Feliks Wyszyński ps. „Karol”, ówczesny komendant Placówki Czermin ps. „Ciele”. Za zabezpieczenie terenu zrzutowiska odpowiadać miał Walenty Krzesiek ps. „Bolko”- zastępca komendanta czermińskiego AK. Na przełomie września i października Feliks Wyszyński otrzymał rozkaz odbioru kilku pistoletów z Pleszewa. Odebrał je wraz z amunicją od komendanta obwodu Brunona Nikoleizig’a ps. „Adam”. Dowiedział się wtedy, że broń ta ma być użyta podczas spodziewanego niebawem odbioru lotniczego zrzutu. Otrzymał również rozkaz ustalenia najlepszego miejsca na zrzutowisko na terenie objętym szkicem oraz przygotowania narzędzi, w tym łopat oraz latarek elektrycznych. Został też zobowiązany do szczegółowego opracowania zabezpieczenia terenu na czas zrzutu, który miał nastąpić podczas najbliższej pełni księżyca. Prawdopodobnie już 10 października Mateusz Kwaśniewski, pełniący funkcję łącznika, powiadomił swojego komendanta - Feliksa Wyszyńskiego, że zrzut nastąpi prawdopodobnie 15 października i że ma być gotowy także na przyjęcie kilku osób w swoim mieszkaniu. Feliks Wyszyński i Walenty Krzesiek ustalili wspólnie szczegóły zabezpieczenia terenu, w tym sygnały oraz zasady łączności alarmowych m.in. w celu zwołania ludzi na akcję. Franciszek Nowak ps. „Barnaba” otrzymał polecenie wezwania kolejnych żołnierzy Placówki, a także zadanie specjalne - rozłączenie linii telefonicznej w majątku Grab na czas akcji. Wcześniej ustalono również, że Mateusz Kwaśniewski dostarczy rozkaz alarmowy niezwłocznie po odebraniu przez nasłuch radiowy w Pleszewie sygnału o zrzucie, przy czym po drodze, w Czerminie, miał powiadomić o wszystkim Stanisława Kaźmierczaka ps. „Mateusz”. Zadaniem „Mateusza” było skierowanie na miejsce zbiórki w Grabie braci: Wincentego Grygla ps.„Karol” i Czesława Grygla ps. „Andrzej”. Miejsce ich zbiórki miał podać Mateusz Kwaśniewski i już stamtąd odprowadzić braci Gryglów oraz ludzi z komendy obwodu do domu komendanta Wyszyńskiego. Walenty Krzesiek, był zobowiązany do ściągnięcia ludzi z Wieczyna w tym m.in. Jana Barańczyka ps.„Zbigniew", Józefa Durskiego ps.„Leszek” oraz Leszka Alankiewicza ps.„Lew”. Z kolei ludzi z Dobieszczyzny - Jana Zydorka ps. „Zuch”, Antoniego Taszarka ps. „Lis”, oraz z Robakowa Stanisława Osołkowskiego ps. „Puchacz” mieli powiadomić gońcy z Grabu.
15 października, w godzinach popołudniowych, w Pleszewie odebrano właściwy sygnał radiowy, którym miała być melodia do słów moniuszkowskiej „Prząśniczki”, oraz informacje z notowań na giełdzie zbożowo – towarowej, w których wymieniano „Fasolę”, czyli kryptonim akcji zrzutowej. Natychmiast po odebraniu sygnału Mateusz Kwaśniewski ruszył w drogę do Grabu. Zaraz po jego przybyciu Walenty Krzesiek pojechał rowerem do Wieczyna, a gońcy do Dobieszczyzny i Robakowa. Franciszek Nowak skontaktował się telefonicznie z „ Kostkiem ”, czyli Tomaszem Borowskim, który mieszkał w Żegocinie, oraz z Bronisławem Szyfterem ps. „Apollo” z Rusinowa. Jednocześnie z Pleszewa do Grabu, dwoma drogami, ruszyli na rowerach Franciszek Łaniewski i Antoni Michalak ps.„Stefan” oraz przebrani za murarzy – Feliks Andersz ps.„Lech” i Bogdan Wrzeszczyński ps. „Hugo”. Dwaj ostatni, udający murarzy, w plecakach oprócz narzędzi przewozili także broń i amunicję. Z umówionego miejsca Mateusz Kwaśniewski doprowadził ich wszystkich około godz. 21. do domu komendanta. Wkrótce dołączyli do nich także ludzie z Dobieszczyzny. Komendant Feliks Wyszyński, po rozdaniu łopat oraz przygotowaniu latarek świecących czerwonym światłem, wraz z całym oddziałem wyruszył przez łąki i pola na zrzutowisko. Mateusz Kwaśniewski pozostał przy domu dowódcy aby zabezpieczyć teren i rowery przybyłych. Zebranych w pobliżu zrzutowiska żołnierzy AK rozprowadzał na posterunki Walenty Krzesiek, który wraz z Feliksem Wyszyńskim niektórym z podkomendnych przydzielili broń, którą po akcji także oni zebrali i zabezpieczyli. Tak jak wszystkie zrzutowiska w Inspektoracie Rejonowym Ostrów, również „Fasola” zlokalizowana została w pobliżu Prosny, gdyż rzeka ta razem z Wartą była naturalnym drogowskazem dla nawigatora samolotu. Zrzutowisko, którym miało być pole po wykopanych niedawno ziemniakach, zaplanowano w odległości około 1500 metrów od rzeki na polach majątku rolnego Grab, na tzw. Gorzycach, w pobliżu miejscowości Robaków w odległości około 14 km od ujścia Prosny do Warty. Rejon osłonięty od strony rzeki i od północy drzewami i dość gęstymi kępami krzewów, a od południa i zachodu wzniesieniami zasłaniającymi widoczność z drogi Grab – Robaków. Oczywiście odpowiednio wcześniej na żądanie komendanta obwodu Feliks Wyszyński przekazał poprzez łącznika - Mateusza Kwaśniewskiego, plan terenu obejmujący rzekę Prosnę oraz miejscowości: Wieczyn, Grab, Robaków i majątek Nowa Wieś. Nie wiedział jeszcze wówczas, jakiemu celowi ma ten szkic służyć. Poza ludźmi zaangażowanymi bezpośrednio na zrzutowisku znajdował się dwuosobowy patrol obserwacyjnym. Pozostali biorący udział w akcji byli rozstawieni wokół rejonu zrzutu na posterunkach zabezpieczających lub realizowali inne zadania specjalne. I tak: Walenty Krzesiek, jako dowódca ubezpieczenia; Bronisław Szyfter – posterunek alarmowy od strony Robakowa i Żerkowa; Jan Barańczyk – posterunek alarmowy od strony Grabu; Stanisław Osołkowski – posterunek alarmowy od strony majątku Pedy (obecna Nowa Wieś – przyp. D.W.); Leszek Alankiewicz – posterunek alarmowy od strony Wieczyna; Tomasz Borowski – posterunek alarmowy od strony mostu w Rudzie Wieczyńskiej; Stanisław Kaźmierczak – posterunek specjalny w Czerminie, z zadaniem obserwacji posterunku niemieckiej żandarmerii; Franciszek Nowak – posterunek specjalny w majątku Grab, z zadaniem rozłączenia linii telefonicznej na czas akcji; Mateusz Kwaśniewski – posterunek specjalny w Grabie, z zadaniem zabezpieczenia nie tylko rowerów osób przyjezdnych z Pleszewa i Czermina, ale także powrotu uczestników akcji. Niezwykle istotnym zadaniem było ustawienie w odpowiednim kierunku „strzały” z lampek elektrycznych z czerwonym światłem, która była bezpośrednim sygnałem naprowadzającym dla nawigatora. Noc była chłodna i nie dość widna, choć pełnia gwarantowała widoczność wystarczającą. Strzała została skierowana grotem pod wiatr, który wiał od północnego zachodu. Niedługo po północy, czyli już 16 października usłyszano warkot ciężkiego samolotu. Po chwili od strony północnej ukazała się sylwetka lecącego nisko nad Prosną, potężnego 4-motorowego Halifaxa LW – 281. Dowódcą samolotu był kpt. nawigator Witold Wojciech Paszkiewicz. W odpowiednim momencie komendant dał rozkaz zapalenia „strzały” kierunkowej. Nawigator zobaczywszy sygnały świetlne, zawrócił i wzniósł samolot na wysokość około 200 m by zrzucić na strzałę ładunek, po czym zatoczył dużą pętlę nad lasami znajdującymi się w okolicy Tarc i wkrótce odleciał w kierunku na Jarocin. Bardzo ważne było to, że samolot nie używał żadnych sygnałów świetlnych co z pewnością utrudniło lokalizację zrzutu niemieckiej stacji obserwacyjnej w niedalekiej Dobieszczyźnie. Tymczasem tuż po odbezpieczeniu zasobników, oczom akowców zebranych na polu zrzutowym, ukazały się na tle nieba, najpierw 4 spadochrony a po kilku sekundach jeszcze dwa. Było to zaskakujące, miało ich być bowiem łącznie 12. Przejęto zatem sześć pak tzw. zestawu „MD” (minersko-dywersyjny). Nie zrzucono jednak sześciu zasobników zestawu „OW” (ognisko walki) na którym żołnierzom naszej placówki bardzo zależało. Jak się wkrótce okazało, ze względu na awarię wyrzutników w komorze bombowej samolotu, 6 zasobników nie zostało odbezpieczonych. Zgodnie z przyjętą zasadą, zrzuconych materiałów nie było wolno od razu transportować. Należało szybko zniszczyć spadochrony, a zasobniki schować na miejscu zrzutu lub w jego pobliżu. Dość szybko znaleziono cztery p**i i zakopano je na polu. Szukano dwóch pozostałych ponieważ naliczono sześć lecących spadochronów. Zabrało to stosunkowo dużo czasu. Znaleziono je po drugiej stronie dopływu Prosny, nad strumykiem nazywanym Grabianka (Grabówka). Ponieważ czas naglił, zabezpieczone zostały w znajdującym się w pobliżu remizy– karmniku dla bażantów, po czym przed godziną pierwszą wyruszono w drogę powrotną do Grabu. Feliks Wyszyński – komendant placówki Czermin - przetrzymał swoich gości do rana, a po godzinie policyjnej wszyscy wrócili do swoich domów lub bezpośrednio do pracy. Ludzie z ubezpieczenia również zeszli po zakończonej akcji ze swoich posterunków. W odbiorze zrzutu, oprócz czterech osób z komendy obwodu, brało udział 19 żołnierzy z miejscowej placówki. Już na dzień 16 października, Jan Zydorek i Antoni Taszarek, otrzymali zadanie specjalne obserwacji posterunku przeciwlotniczego Luftwaffe w Dobieszczyźnie, a Leszek Alankiewicz obserwacji Niemców, którzy mogliby ewentualnie przeszukiwać pola w Wieczynie od strony pól majątku Grab. Podobne zadania mieli żołnierze z Grabu, a w szczególności Franciszek Nowak - „Barnaba”, który jako administrator majątku Grab, mógł w zasadzie swobodnie poruszać się po terenie. To właśnie on wczesnym rankiem wysłał na pole zrzutowiska kilka par koni z bronami, którymi powozili członkowie AK. Całe kartoflisko szybko i dokładnie zabronowano, rozcierając ślady kopania i odciski butów. Czermińscy akowcy zabezpieczyli także dodatkowo pojemniki ukryte w bażantarni. Były to niezbędne zabiegi, bowiem przelot alianckiego samolotu nie uszedł uwadze Niemców, którzy rankiem w liczbie kilkudziesięciu, uzbrojeni w karabiny i dubeltówki ruszyli powózkami i rowerami, a wojsko i policja samochodami, na przeszukanie terenu. Zajęli się jednak penetracją przede wszystkim lasów w kierunku na Tarce, gdzie w nocy samolot zatoczył kilka pętli. Niemcy dokonali wtedy także licznych rewizji w polskich gospodarstwach, zaglądając do piwnic i zabudowań. Przeszukiwali gorączkowo część pól i łąk kłując podejrzane miejsca stalowymi prętami. Szczęśliwie teren zrzutowiska pozostawili w spokoju. Jeszcze przez kilka kolejnych dni, po terenie kręcili się miejscowi Niemcy - cywile na rowerach lub bryczkami, uzbrojeni w broń myśliwską. Pętle, które wykonał samolot nad lasami, zmyliły niemieckich poszukiwaczy i spowodowały, że żandarmi zainteresowali się bardziej terenami leśnymi niż właściwym obszarem zrzutu. Gdy wreszcie Niemcy uspokoili się i zaprzestali poszukiwań w okolicy Grabu, wieczorem 30 października 1943 r., broń wraz ze sprzętem i materiałem minerskim zostały przewiezione do magazynów - melin w Pleszewie, samochodem ciężarowym należącym do zarządu kolejki wąskotorowej linii Pleszew-Krotoszyn. Nie było to jednak takie proste, a już na pewno nie było bezpieczne. W godzinach wieczornych samochód marki „Sauer”, należący do zarządu kolejki wąskotorowej Pleszew – Krotoszyn, kierowany przez jej pracownika Wacława Woźniaka p.s. „Artur”, ubezpieczany przez Romana Baraniaka p.s. „Czesław” i Kazimierza Hoffmana p.s. „Czech”, podjechał pod Grab i zatrzymał się na skraju szosy. Niemal natychmiast podjechała do niego furmanka z odkopanymi chwilę wcześniej zasobnikami. Szybko przeładowano wszystko i samochód odjechał do Pleszewa, a furmanka do majątku Grab. Powożący furmanką Stanisław Zawada ps. „Morus”, musiał bardzo szybko doprowadzić spienione konie do porządku, po to, aby jego treuhander Lofler nie zaczął czegoś podejrzewać. W Pleszewie pojemniki zostały ukryte w magazynach kolejki wąskotorowej, a opiekę nad nimi sprawować miał zatrudniony tam jako magazynier Franciszek Poprawa ps. „Gottlieb”. Po kilku dniach zasobniki zostały przewiezione wozem konnym przez Ludwika Andersza ps. „Juliusz” do kilku melin w Pleszewie – domu Michała Kurowskiego ps. „Jakub” przy ulicy św. Wojciecha 6 (dzisiaj ul. Bojanowskiego), do piwnicy Seweryna Kosmowskiego ps. „Oskar” w domu Franciszka i Jadwigi Kosińskich przy ul. Rynek 11. Dokonano wtedy przeglądu zawartości zrzutu, w którym była broń, bagnety, amunicja, materiały mienersko – dywersyjne oraz kilka stacji nadawczo-odbiorczych. W styczniu 1944 r. część sprzętu przewieziono do magazynów Inspektoratu Rejonowego „Las” - Ostrów Wielkopolski, w tym m.in. do leśnictwa Szczygliczka. Była to decyzja konieczna, wynikająca z faktu przechwycenia przez Niemców we wrześniu 1943 r. zrzutów w Nowych Skalmierzycach i Ołoboku, przeznaczonych dla placówek ostrowskich. Wydarzenia te spowodowały rzecz jasna gwałtowną reakcję Niemców, którzy dokonali wówczas licznych aresztowań wśród okolicznej ludności polskiej. Część broni i materiałów pozostała jednak w dyspozycji pleszewskiego obwodu AK. W bliżej nieokreślonym terminie część zrzutu „Fasola” została przewieziona do innej meliny, którą od pewnego czasu stała się gorzelnia w Grodzisku. Struktury lokalne AK posiadaną broń i materiały wykorzystywały na bieżąco do prowadzenia szkoleń realizowanych we wspomnianych już mieszkaniach pleszewskich konspiratorów, w tym u Państwa Kosińskich – Rynek 11. W szkoleniach brali udział żołnierze także z czermińskiej Placówki AK „Cielę”. Byli to m.in.: Walenty Krzesiek, Jan Zydorek, Józef Durski, Kazimierz Szczerkowski oraz Mateusz Kwaśniewski. Zadaniem tego ostatniego było doprowadzanie również innych żołnierzy AK na miejsce szkoleń w Pleszewie. Po wkroczeniu sowietów na ziemie polskie w 1944 r. sytuacja zaczęła zmieniać się. Przy wsparciu wojsk radzieckich władzę w Polsce zaczęli przejmować komuniści. Ludzie tacy jak Bolesław Bierut czy Władysław Gomułka, o których większość Polaków nigdy wcześniej nie słyszała, mieli od tej pory decydować o losach naszego państwa i jego mieszkańców. W styczniu 1945 r. na rozkaz Komendanta Głównego Leopolda Okulickiego Armia Krajowa została rozwiązana. Część struktur Polskiego Państwa Podziemnego przekształciła się w nowe zakonspirowane formacje, które postanowiły aktywnie stawić opór nowej, instalującej się na terenie naszego kraju, władzy komunistycznej. Powstały wówczas m.in. organizacje „NIE” i „WIN”, a na terenie Wielkopolski w maju 1945 r. utworzyła się, pod dowództwem ostatniego komendanta okręgu AK Poznań Andrzeja Rzewuskiego ps. „Hańcza” - Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta”, którą rozwiązano 15 listopada 1945 r. Inspektorem Rejonowym, tworzących się struktur WSGO „W” na teren powiatów Jarocin i Września, został już 3 lutego 1945 r. Stanisław Derwich ps. „Krasiewicz” - nauczyciel z Broniszewic, który w ramach służby w AK był oficerem bezpieczeństwa w Obwodzie Jarocin działający pod pseudonimem „Ksawery”. Właśnie dnia 3 lutego, w Pleszewie, w mieszkaniu Romana Baraniaka miała odbyć się odprawa prowadzona przez „Hańczę” - Andrzeja Rzewuskiego, w której uczestniczyli Stanisław Derwich, Roman Baraniak, Jan Holka oraz NN „Makary”. Ten ostatni został zastępcą inspektora a później od kwietnia 1945 r. jego następcą, po tym gdy Stanisław Derwich został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego. Właściwe spotkanie odbyło się jednak dopiero w maju, kiedy do Pleszewa przyjechał Andrzej Rzewuski. Wtedy dopiero miał Romanowi Baraniakowi, Janowi Holce i Franciszkowi Sitarzowi przedstawić założenia WSGO „W”, proponując im wstąpienie do organizacji. Po przysiędze „Hańcza” mianował Romana Baraniaka ps. „Czechowicz” komendantem obwodu z miejscem postoju w Pleszewie. Utworzono placówki „Warty” w Gołuchowie i Żegocinie, planując kolejne w Czerminie i Kotlinie. Komendantem Placówki Czermin, już ostatnim, wg niepotwierdzonej innymi źródłami relacji Leszka Alankiewicza, miał zostać Walenty Krzesiek, który w nowych okolicznościach konspiracyjnych przyjął ps. „Bolkowski”. Funkcję tą pełnił do listopada, czyli do momentu rozwiązania WSGO ”W”.
***
Istnieje jednak pewna nie do końca wyjaśniona tajemnica, związana z epilogiem „Fasoli”. W jaki sposób część materiałów z zrzutu znalazła się nad prezbiterium kościoła w Wieczynie? Odpowiedź nie jest wcale prosta, istnieje bowiem w zasadzie jedna relacja wyjaśniająca tą tajemnicę. Trudno mimo wszystko ją odrzucić i uznać za nieistotną lub mało wiarygodną. Otóż, według relacji Leszka Alankiewicza - pewnego wieczoru, jakoś w lutym lub marcu 1945r., do szkoły w Wieczynie, przywiózł własną bryczką trochę broni myśliwskiej (do przechowania i ewentualnego wykorzystania), były właściciel majątku Skrzypnia Herbert Kirschtein. Miał ponoć twierdzić, że lepiej, by ta broń trafiła w ręce Polaków niż w łapy sowietów. Ale ten prawdziwy, główny transport miał dopiero nastąpić. Owa pamiętna wiosna w 1945 r. to moment przejścia przez Wielkopolskę ogromnej masy wojsk radzieckich, kierujących się na Berlin, stolicę III Rzeszy. Polacy, w dużej części zdający sobie już sprawę z prawdziwych intencji Stalina, rozumiejąc, jakie konsekwencje grozić mogą za przynależność m.in. do AK, postanowili zabezpieczyć własny stan posiadania, w tym przede wszystkim dokumentację oraz ukryte arsenały. Walenty Krzesiek wraz z Leszkiem Alankiewiczem, noszącym również nowy pseudonim „Lewkiewicz,” ukryli ów dar Kirschteina (?) póki co, dość prowizorycznie, w szopie przy szkole w Wieczynie. Wobec tego, że parafia nie była jeszcze obsadzona, Walenty Krzesiek miał wpaść na pomysł ukrycia tych kilku sztuk broni na strychu kościoła, nad prezbiterium. Nazajutrz Krzesiek i Alankiewicz mieli udać się wspólnie na wieżę kościoła, gdzie znaleźli niszę, która okazała się wręcz idealna na schowek. Otóż - idąc z chóru na wieżę można się dostać z drugiego jej piętra po kładce z poręczami na kondygnacje najwyższą, czyli na strych, by zejść z niego małymi drzwiczkami po drabince mniej więcej dwa metry w dół. Ujawniło się tam puste pomieszczenie o wielkości ok. 21 metrów kwadratowych z dwoma małymi okienkami. Na podłodze miała leżeć kilku centymetrowa warstwa piasku, jasnego jak na nadbałtyckich plażach. Po odgarnięciu piasku Krzesiek z Alankiewiczem podnieśli kilka desek podłogowych, pod którymi odkryli głęboką na około 90 cm wolną przestrzeń. Nie mieli wątpliwości, że znaleźli odpowiednią skrytkę. Wieczorem przenieśli „kirschteinowy” skarb ze stodółki przy szkole. Niemal w tym samym czasie Alankiewicz otrzymał zadanie - wykonanie w kawałku mydła do prania odcisku kluczy do drzwi głównych wieczyńskiego kościoła i dostarczenie go do szkoły w Broniszewicach, gdzie miał je otrzymać „Krasiewicz”, czyli Stanisław Derwich. Rozkaz związany był z tym, że od jakiegoś czasu w Obwodzie Rejonowym typowano miejsca na odpowiednie meliny – skrytki, które zamierzano przeznaczyć do ukrycia zasobów broni i amunicji. Tym razem chciano zabezpieczyć te materiały przed wkraczającymi sowietami, którzy po zdobyciu Berlina, już w maju, powrócili w nasze strony. Stanisław Derwich dowiedziawszy się o bezpiecznym schowku na wieży kościoła w Wieczynie, postanowił o jego pilnym wykorzystaniu. Prawdopodobnie to właśnie Stanisław Derwich 29 marca 1945r. osobiście wydawał broń i materiały zgromadzone wcześniej w gorzelni w Grodzisku, by po załadowaniu na ciężarówkę przewieść je do Wieczyna. Wykonawcy tej kluczowej misji według świadków, w tym miejscowego rolnika Wiktora Pawlaka, mieli być ubrani w mundury i płaszcze wojskowe. Teren wokół kościoła miał być dodatkowo zabezpieczony posterunkami,s a całość operacji zorganizowana była prawdopodobnie przez Komendanta Obwodu. Broń i pozostały sprzęt złożony w kilku skrzyniach umieszczono w opisanej wyżej skrytce nad prezbiterium wieczyńskiego Kościoła. Na tą jedną noc dwaj tajemniczy oficerowie zakwaterowani zostali u wspomnianego rolnika - Wiktora Pawlaka, a ich samochód, szczelnie opakowany plandeką, zaparkowano obok jego zabudowań. Córka Wiktora Pawlaka – Helena, z męża Tworowska, wspominała, że owi tajemniczy oficerowie przed udaniem się na krótki spoczynek nucili piosenkę To jest Ameryka. Zabezpieczającymi „skarb” mogli być: „Czechowicz”, czyli Roman Baraniak oraz żołnierze o ps. „Makary” lub „Wojciechowski”, gdyż to właśnie im Stanisław Derwich miał wydawać ładunek w Grodzisku. Na drugi dzień, wczesnym rankiem, panowie wojskowi po cichutku odjechali do Pleszewa trasą przez Parzew, Kotlin, Fabianów i Kowalew. Wrażenie, jeszcze dziś, może robić poziom konspiracji realizowanej w zasadzie przez następne długie lata, najpewniej z udziałem i za wiedzą także wielu miejscowych Polaków. Wszak wiosną 1945 r. konspiratorzy w polskich wojskowych mundurach zostawili w Wieczynie „skarb”, który do lutego 1978 r. spoczywał sobie spokojnie na wieży miejscowego kościoła. Bezpośredni udział w odbiorze oraz ubezpieczaniu zrzutu udział wzięli:
Łaniewski Franciszek „Grzegorz” – z-ca kom. Obwodu
Wyszyński Feliks „Karol” – kom. Placówki Czermin
Andersz Feliks „Lech” – rejon Pleszew
Michalak Antoni „Stefan” – rejon Pleszew
Wrzeszczyński Bogdan „Hugo” – rejon Pleszew
Barańczyk Jan „Zbigniew” – rejon Czermin
Durski Józef „Leszek” – rejon Czermin
Gauza Stanisław „Trucień” „Truteń” – rejon Czermin
Grygiel Czesław „Andrzej” – rejon Czermin
Grygiel Wincenty „Karol” – rejon Czermin
Krzesiek Walenty „Bolko” – rejon Czermin
Kwaśniewski Mateusz „Mirosław” - rejon Czermin
Nowak Franciszek „Barnaba” – rejon Czermin
Osołkowski Stanisław „Puchacz” – rejon Czermin
Pasieka Józef „Rębacz” – rejon Czermin
Taszarek Antonii „Lis” – rejon Czermin
Zawada Stanisław „Morus” – rejon Czermin
Zydorek Jan „Zuch” – rejon Czermin
Poza wymienionymi żołnierzami w przewozach i rozładunkach udział wzięli:
Nikoleizig Brunon „Adam” – kom. Obwodu
Andersz Ludwik „Juliusz” – rejon Pleszew, podobnie jak kolejni poniżej
Holka Jan „Czarny”
Baraniak Roman „Czesław”
Hoffman Kazimierz „Czech”
Kosmowski Seweryn „Oskar”
Kurowski Michał „Jakub”
Knioła Tomasz „Nikodem”
Kostka Józef „Kmieć”
Poprawa Franciszek „Gottlieb”
Stasiak Kazimierz „Bartek”
Woźniak Wacław „Artur”