13/08/2025
Opowieść z bielawskich dokumentów
W starych dokumentach przechowywanych w Bielawie można odnaleźć nie tylko suche fakty, ale całe obrazy dawnych czasów – zapach atramentu, stukot maszyn drukarskich i cichy szelest papieru. Ich lektura pozwala przenieść się do epok, w których miasto żyło innym rytmem, a jego mieszkańcy zmagali się z codziennością zupełnie inną niż ta dzisiejsza.
Materiały przekazane przez burmistrza Bielawy, które stały się podstawą tej opowieści, trafiły w ręce pracowników Działu Regionalno-Badawczego Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bielawie przy ul. Piastowskiej 19b. Odnaleziono je podczas modernizacji budynku Urzędu Miejskiego przy pl. Wolności 1. Ukryte w zakamarkach starego gmachu, przetrwały dziesięciolecia, czekając, by znów ktoś je przeczytał.
Pierwszy z takich śladów to koperta z nadrukiem „Redaktion/ Verlag des ‘Proletarier’/ Langenbielau I/ Schlesien”. Pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX wieku Bielawa (wówczas Langenbielau) była ważnym ośrodkiem przemysłu włókienniczego na Śląsku. Tysiące robotników codziennie przekraczało bramy fabryk, a wśród nich żywa była działalność socjaldemokratyczna. „Proletarier” był jednym z jego ważnych głosów tego ruchu – gazetą robotniczą, drukowaną nie tylko po to, by informować, lecz także by jednoczyć i organizować. To z redaktorami tego wydawnictwa m.in. Maxem Bagińskim spotykał się w Bielawie Gerhart Hauptmann podczas zbierania materiałów do pisanego dramatu Die Weber (Tkacze). Sama koperta zwrotna redakcji „Proletarier” mogła podróżować z korespondencją od czytelników, autorów czy związkowców, stając się częścią sieci kontaktów i wymiany myśli, której centrum znajdowało się w Bielawie. A może nawet Gerhart Hauptmann tą samą drogą listowną z użyciem takiej samej koperty korespondował z redakcją.
Kilka dekad później miasto wyglądało zupełnie inaczej. Druga wojna światowa przewróciła wszystko do góry nogami – zmieniły się granice, władze, język na szyldach. W 1945 r. Bielawa stała się częścią Polski, a w jej domach zamieszkali nowi mieszkańcy – przesiedleńcy z Kresów, repatrianci, ludzie przybyli z innych regionów w poszukiwaniu pracy. Właśnie z tej powojennej rzeczywistości pochodzi skromny urzędowy blankiet, wystawiony 23 września 1948 r. Ręka urzędnika zapisała: „Zaświadczam że ob. Mendyk Helena zam. Górska 4m 12 nie zalega z czynszem komornego za mieszkanie. Obecnie wyprowadziła się ul. Akacjowa.” Pod spodem owalna pieczęć Zarządu Miejskiego. I tyle z informacji. Dzięki badaniom udało się ustalić, że Helena Mendyk, jedna z pierwszych mieszkanek Bielawy, miała wtedy 18 lat. Urodzona 10 III 1930 r. Helena po zakończeniu II wojny światowej w 1945 r. przyjechała do Bielawy za pracą, zapewne w jednej z licznych fabryk, które wracały do profilu produkcji cywilnej jakim był przemysł włókienniczy. Zakłady bielawskie potrzebowały wówczas ogromnych ilości rąk do pracy. Dokument milczy o szczegółach, ale można sobie wyobrazić młodą kobietę z walizką w ręku, przenoszącą się do nowego mieszkania, zaczynającą kolejny rozdział życia w mieście, które samo zaczynało pisać swoją powojenną historię. Być może zmiana mieszkania na większe wiązała się z zamążpójściem za Kazimierza i założeniem rodziny. Tutaj w Bielawie Helena Mendyk zmarła 12 I 2012 r. i została pochowana na cmentarzu komunalnym przy ul. Wojska Polskiego. Jej mąż zmarł w 2024 r. Zapewne odnajdziemy potomków Heleny Mendyk i uda nam się dopisać historię tej pierwszej pionierki bielawskiego przemysłu włókienniczego.
Jeszcze dalej w przeszłość prowadzi „Regulamin Targowy” z 1932 r., wydany przez Urząd Miejski w Bielawie i podpisany przez ówczesnego burmistrza Maxa Teschnera. Warto tutaj przytoczyć zasługi dla tego burmistrza, najważniejszego w przedwojennej historii Bielawy, ponieważ to właśnie on doprowadził do nadania praw miejskich Bielawie w 1924 r. To dzięki temu burmistrzowi Bielawa rozrastała się. Według ustaleń burmistrza targi odbywały się we wtorki i soboty od ósmej do trzynastej, na trzech placach – w dolnej, środkowej i górnej części miasta. W promieniu kilometra od targowiska obowiązywał zakaz handlu ulicznego. Był to czas, gdy targ był sercem lokalnej gospodarki: przyjeżdżano z okolicznych wsi z koszami pełnymi jarzyn, workami mąki, świeżym masłem owiniętym w płótno. Zapach pieczywa i wędlin mieszał się z nawoływaniem sprzedawców, a gwar rozmów stanowił tło dla handlowych negocjacji. Regulamin porządkował ten żywioł, nadając mu ramy, które miały chronić zarówno kupców, jak i klientów.
Wreszcie jest dokument z czasów, gdy Bielawa funkcjonowała od 1933 r. w systemie faszystowskim III Rzeszy. Dokument ten to wytyczne dotyczące policyjnych periodyków – od 1 stycznia 1938 r. pismo „Die Polizei” miało być dostarczane jednostkom policyjnym jako dodatek do „Die Deutsche Polizei”. Suchy język urzędowego druku skrywał element propagandowej machiny, w której nawet branżowe czasopisma służyły utrwalaniu ideologii państwa. To fragment historii miasta, którego mieszkańcy wówczas funkcjonowali w cieniu totalitarnego reżimu. Wówczas miastem już nie rządził demokratycznie wybrany dotychczasowy burmistrz Max Teschner, a wybrany politycznie nowy… ale to opowieść z innych dokumentów.
Każdy z tych odnalezionych dokumentów jest jak kadr z filmu – zatrzymany obraz codzienności w różnych epokach. Razem układają się w opowieść o Bielawie w XX wieku: o mieście robotniczym, które przeżyło przemiany ustrojów, granic i języka, a mimo to pozostało miejscem, gdzie rozgrywały się zwykłe ludzkie historie – od wielkiej polityki po codzienny handel, od drukowanych manifestów po odręczne zaświadczenia o opłaconym czynszu.
Opracował: Dział Regionalno-Badawczy MBP w Bielawie