14/06/2026
Parasol" troops a month after the first hour
Grupa Rekonstrukcji Historycznej "Jesień"
▪️moda cywilna 1935-45
▪️polska konspiracja
▪️projekty historyczne
Parasol" troops a month after the first hour
{English below}
"Zbliża się północ. Na Świętokrzyskiej właz już otwarty.
Przed wejściem do kanału przewodnik powtarza instrukcje: w kanałach pod karą śmierci nie wolno głośno rozmawiać (rozkazy tylko liniowe), nie wolno palić swoich latarek, każdy uważa tylko na osobę przed sobą. (...)
Kolana rwą straszliwie. Popuchięte, pokaleczone ręce bolą niemiłosiernie. Modlimy się i klniemy. Wszyscy pytają przewodnika, gdzie się znajdujemy.
- Jesteśmy pod Placem Teatralnym.
Niewymowne szczęście zalewa nam dusze. A więc to wkrótce koniec.
Wreszcie upragniony koniec drogi. Stoimy na placu Krasińskich, drżąc z zimna i zmęczenia. Tu i ówdzie czerwienieją łuny pożarów, kłęby dymów unoszą się hen, wysoko.
Jesteśmy na Starówce"
(relacja Eleonory Lewandowskiej-Sochoń, ps. "Nora")
21 sierpnia 1944 roku, Warszawa.
Kończy się trzeci tydzień walk powstańczych - walk, które miały zająć 3-4 dni. Walk, które miały pokazać całemu światu konkluzję pięciu lat konspiracji, wybić kłamliwe argumenty o bezczynności polskiego podziemia. Doprowadzić do tego, o czym podziemne gazety mówiły tydzień w tydzień od początku niemieckiej okupacji - Polski wolnej i silnej, nieskalanej obcymi flagami z połamanym krzyżem, łapankami, bandytami z SS i Schupo panoszącymi się po ulicach.
1 sierpnia o 17:00 miasto stawiło zbrojny opór, po którym nastąpiły 4 dni walk idących z grubsza po myśli powstańców. Zajmowane są istotne punkty miasta takie jak elektrownia, magazyny umundurowania czy gmach Prudentialu, zdobywana jest broń, przejmowani są jeńcy. Aż wśród tych ostatnich odnajduje się jeden, którego wypowiedź wiele lat później będzie przyprawiać o ciarki:
"Przesłuchany jeniec bez ociągania się zeznał, że należy do jednostki, która przed dwiema godzinami przybyła na Wolę. Oddział jego był wypoczęty. Przybywał z tyłów"
(relacja Zbigniewa Storożyńskiego ps. "Przerzutka")
Był to pierwszy jeniec z oddziałów Oskara Dirlewangera.
Zaznajomionym z historią tłumaczyć nie trzeba tego nazwiska. Były to jednostki, które przybyły do Warszawy z jednym celem - dać nauczkę niepokornemu ludowi miasta, który odważył się zapragnąć wolności. Byli to psychopaci i zbrodniarze, których ciężko nazywać żołnierzami - w rozpiętych mundurach, pijani i brudni. Wypuszczeni z obozów koncentracyjnych kłusownicy, gwałciciele i mordercy, którzy i tak nie mieli nic do stracenia.
Dokonują oni systematycznych mordów na ludności Warszawy. W trzy dni mordują 50 tysięcy ludzi - w znacznej większości cywili - na Woli. Na Ochocie, na tak zwanym bazarze na Zieleniaku, urządzają punkt, w którym dochodzi do masowych, brutalnych gwałtów, olbrzymiej ilości morderstw i grabieży.
Po 81 latach, będąc u jednego z weteranów z Ochoty - Jana Maciejowskiego ps. "Gnoma" - zapytaliśmy o wspomnienie z Zieleniaka, usłyszeliśmy tylko:
- To było piekło. Więcej mówić nie będę.
***
Walki powstańcze trwają. Wygląda to już jednak inaczej, niż w pierwszych dniach - miasto jest systematycznie bombardowane i palone. Żołnierze Dirlewangera wspierani przez oddziały pomocnicze oraz Wehrmachtu chodzą od domu do domu, gwałcąc, mordując i grabiąc.
Powstańcy jednak nie składają broni.
Wśród 50 tysięcy żołnierzy powstania należy wyróżnić te, które historia zapamięta jako elitę - batalion "Parasol", a także oddziały Jana Mazurkiewicza ps. "Radosław". Były to jednostki z długą, konspiracyjną tradycją bojową, biorący udział w najsłynniejszych akcjach dywersyjnych lat 1940-1944. To oni uważani są za najlepiej wyszkolonych i zaciętych w boju.
1 sierpnia zdobywają składy umundurowania SS na ul. Stawki. Spośród tysięcy sortów mundurowych wybierają te, które nie kojarzą się z Niemcami - słynne "panterki", wtapiające się w kolor ceglanych murów. Ozdabiane opaską naramienną staną się wkrótce symbolem tych oddziałów, jak i powstania warszawskiego w ogóle.
W kolejnych dniach biorą udział w walkach w rejonie ulic Żytniej, Wolskiej i Młynarskiej. Bronią słynnego pałacyku Michla oraz cmentarzy na Woli, gdzie stykają się z oddziałami Dirlewangera.
9 sierpnia rozpoczyna się etap, który przyniesie im największą sławę - Stare Miasto.
Już w samym powstaniu warszawskim funkcjonowało hasło: "Chwała bohaterom Starówki". W istocie historia bitwy o tamten rejon Warszawy jest najzacieklejszym epizodem całego powstania. Wedle niemieckich raportów von dem Bacha, na jeden dom na Starym Mieście przypadało 40 zabitych bądź rannych żołnierzy niemieckich (!). Walka odbywała się o każde pomieszczenie czy oficynę. Płonąca, zabarykadowana Starówka, pozbawiona dostępu do wody i żywności, o coraz mniejszych zasobach amunicji i broni, broniła się z niespotykaną nigdzie na świecie zaciekłością.
Do okrążonej Starówki zasoby trafiają na dwa sposoby. Tym upragnionym przez powstańców są zrzuty, które raz na jakiś czas widać na zadymionym niebie. Tym drugim, wymagającym niesłychanych poświęceń, są obwieszone kilogramami amunicji i granatów łączniczki, pokonujące wielogodzinne trasy kanałami pod miastem. Los kanałów czeka wkrótce wielu żołnierzy "Parasola" - to nimi wydostaną się ze Starego Miasta przed kapitulacją rejonu.
Oto więc wracamy do początku naszego tekstu. Jest 21 sierpnia 1944 roku. Grupa powstańców gdzieś między jedną podróżą kanałami a drugą, bez wody, opatrunków, z resztkami amunicji. I może zabrzmi to dość naiwnie, ale z jedną, jedyną rzeczą, której Niemcy nigdy nie zdołali wyczerpać - pragnieniem wolności.
Sesja wykonana we współpracy z GRH Die Normandie. Fotograf Paweł Ossoliński.
---------------------------------------------------
🇬🇧
"Midnight is approaching. On Świętokrzyska Street the manhole is already open.
Before entering the sewer, the guide repeats the instructions: in the sewers, on pain of death, it is forbidden to talk loudly (commands only passed down the line), it is forbidden to use your own flashlights, everyone watches only the person in front of them. (...)
Our knees ache terribly. Swollen, wounded hands hurt unbearably. We pray and we curse. Everyone asks the guide where we are.
- We are beneath Teatralny Square.
An indescribable happiness floods our souls. So it will soon be over.
At last, the longed-for end of the journey. We stand in Krasińskich Square, trembling from cold and exhaustion. Here and there the red glow of fires can be seen, clouds of smoke rise high into the sky.
We are in the Old Town"
(account of Eleonora Lewandowska-Sochoń, ps."Nora")
21 August 1944, Warsaw.
The third week of the uprising fighting is coming to an end — fighting that was supposed to take 3–4 days. Fighting that was supposed to show the whole world the conclusion of five years of conspiracy, to shatter the false arguments about the inactivity of the Polish underground. To bring about what the underground newspapers spoke of week after week from the beginning of the German occupation — a Poland free and strong, unstained by foreign flags with a broken cross, round-ups, SS bandits and Schupo thugs swaggering through the streets.
On 1 August at 17:00 the city put up armed resistance, after which followed 4 days of fighting that generally went according to the insurgents' plans. Important points of the city are captured, such as the power station, uniform warehouses and the Prudential building; weapons are seized and prisoners are taken. Until among the latter one is found whose statement, many years later, will still send shivers down one's spine:
"The interrogated prisoner admitted without hesitation that he belonged to a unit which had arrived in Wola two hours earlier. His detachment was rested. It was arriving from the rear"
(account of Zbigniew Storożyński, ps. "Przerzutka")
He was the first prisoner from Oskar Dirlewanger's units.
Those familiar with history need no explanation of that name. These were units that arrived in Warsaw with one goal — to teach a lesson to the defiant people of the city who had dared to desire freedom. They were psychopaths and criminals, difficult to call soldiers — their uniforms unbuttoned, drunk and filthy. Poachers, rapists and murderers released from concentration camps who had nothing left to lose anyway.
They carry out systematic murders of the population of Warsaw. In three days they murder 50,000 people — overwhelmingly civilians — in Wola. In Ochota, at the so-called market on Zieleniak, they establish a place where mass, brutal rapes, an enormous number of murders and looting take place.
81 years later, while visiting one of the veterans from Ochota — Jan Maciejowski, ps. "Gnom" — we asked about a memory from Zieleniak and heard only:
- It was hell. I will say no more.
---
The uprising fighting continues. However, it now looks different than in the first days — the city is being systematically bombed and burned. Dirlewanger's soldiers, supported by auxiliary units and the Wehrmacht, go from house to house, ra**ng, murdering and looting.
Yet the insurgents do not lay down their arms.
Among the 50,000 soldiers of the uprising, particular distinction must be given to those whom history would remember as the elite — the "Parasol" Battalion, as well as the units of Jan Mazurkiewicz, nom de guerre "Radosław". These were formations with a long clandestine combat tradition, taking part in the most famous sabotage operations of the years 1940–1944. They are regarded as the best trained and fiercest in battle.
On 1 August they capture the SS uniform depots on Stawki Street. From among thousands of uniform items they select those that are not associated with the Germans — the famous "panterka" camouflage patterns, blending into the colour of brick walls. Adorned with an armband, they would soon become the symbol of these units, and of the Warsaw Uprising in general.
In the following days they take part in fighting in the area of Żytnia, Wolska and Młynarska Streets. They defend the famous Michler's Palace and the cemeteries in Wola, where they come into contact with Dirlewanger's units.
On 9 August the stage begins that will bring them their greatest fame — the Old Town.
Already during the Warsaw Uprising itself there existed the slogan: "Glory to the heroes of the Old Town." Indeed, the history of the battle for that part of Warsaw is the fiercest episode of the entire uprising. According to the German reports of von dem Bach, every house in the Old Town cost the Germans 40 killed or wounded soldiers (!). Fighting took place for every room and every outbuilding. The burning, barricaded Old Town, deprived of access to water and food, with ever-diminishing stocks of ammunition and weapons, defended itself with a ferocity unmatched anywhere in the world.
Supplies reach the encircled Old Town in two ways. The one longed for by the insurgents is airdrops, which from time to time can be seen in the smoke-filled sky. The other, requiring incredible sacrifices, are female couriers burdened with kilograms of ammunition and grenades, travelling for many hours through the sewers beneath the city. The fate of the sewers will soon await many soldiers of "Parasol" — it is through them that they will escape from the Old Town before the capitulation of the district.
And so we return to the beginning of our text. It is 21 August 1944. A group of insurgents somewhere between one journey through the sewers and another, without water, bandages, with the remnants of ammunition. And perhaps it may sound rather naive, but with one, single thing that the Germans were never able to exhaust — the desire for freedom.
Session carried out in cooperation with GRH Die Normandie. Photographer Paweł Ossoliński.
5/6
[English below]
🇭🇺🇵🇱
1956-11-04, 7:53 - hymn państwowy
1956-11-04, 7:57 - serwis informacyjny
1956-11-04, 8:00 - hymn państwowy
1956-11-04, 8:04 - serwis informacyjny
1956-11-04, 8:09 - hymn państwowy
1956-11-04, 8:13 - serwis informacyjny
1956-11-04, 8:18 - komunikat: OD ŚWITU NA WĘGRZECH TRWA WOJNA
1956-11-04, 8:23 - hymn państwowy
1956-11-04, 8:25 - serwis informacyjny
1956-11-04, 8:30 - komunikat: OD ŚWITU NA WĘGRZECH TRWA WOJNA
1956-11-04, 8:35 - serwis informacyjny
1956-11-04, 8:36 - hymn państwowy
1956-11-04, 8:40 - komunikat: OD ŚWITU NA WĘGRZECH TRWA WOJNA
(zapis Radia Wolna Europa z Węgier, 4.11.1956)
O godzinie 4:15 na Budapeszt spadły pierwsze pociski.
Ludzie wybudzeni z głębokiego snu reagowali różnie. Jedni byli przekonani, że to ćwiczenia wojska. Drudzy, że to może kolejne uroczystości. Inni regulowali radia, przekonani, że na pewno znajdą tam informacje na temat huku. "Mama kazała nam zejść do piwnicy, ale ja słyszałam dobiegające z ulicy krzyki", wspomina 14-letnia mieszkanka Budapesztu. Weterani niedawnego powstania, żołnierze Gwardii Narodowej i bojownicy o wolność, którzy jeszcze wczoraj świętowali - przeczuwając coś, znowu chwytali za leżące koło łóżek pepesze.
O 5:20 w radio wybrzmiewa odważny, ale wyraźnie nerwowy głos. W przemówieniu ciężko wyłapać poszczególne słowa, bowiem w tle słychać ciągłe strzały i wybuchy pocisków artyleryjskich.
"Tu mówi Imre Nagy, przewodniczący Rady Ministrów Węgierskiej Republiki Ludowej. Wczesnym rankiem wojska radzieckie przypuściły atak na naszą stolicę z oczywistym zamiarem obalenia legalnego, demokratycznego rządu węgierskiego. Nasze wojska walczą. Rząd jest na swoim miejscu. Informuję o tym naród i światową opinię publiczną".
Tak rozpoczął się drugi, ostatni etap powstania węgierskiego, przez Sowietów ochrzczony mianem operacji "Wicher".
Opustoszałe, mroźne od listopadowego wiatru ulice zapełniają się sowieckimi czołgami. Tym razem jednak jest ich dziesiątki razy więcej niż podczas ataku 24 października. Tym razem też nie chodzi już o "stłumienie zamieszek", a pokazanie całemu światu, czym kończy się wystąpienie przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Na ulice Budapesztu wjeżdża ponad dwa tysiące nowoczesnych czołgów, wbiega dwustu tysięcy doskonale wyposażonych i wyszkolonych żołnierzy. Bombardowanie prowadzone jest nie tylko przez artylerię, ale i lotnictwo. Nie ustaje nawała kierowana na cywilne kamienice pełne przerażonych, wyrwanych ze snu mieszkańców. Do tych samych kamienic, od pokoju do pokoju, wbiegają uzbrojeni w kałasznikowy żołnierze sowieccy - dochodzi do morderstw, grabieży, podpaleń, nierzadko gwałtów. Schwytani powstańcy - często tylko domniemani - są natychmiastowo rozstrzeliwani. Miasto przeżywa podobne obrazy co w 1945.
Żeby usprawiedliwić ten bandytyzm, oficerom sowieckim kazano tłumaczyć żołnierzom, że operacja ma na celu stłumienie faszystowskiej kontrrewolucji, która wybuchła na Węgrzech. Propaganda działa - ale podobnie jak w przypadku Pála Malétera, niektórzy żołnierze szybko orientują się, że ktoś ich oszukał. Wśród (niewielu) zachowanych relacji żołnierzy da się wyczytać o dezorientacji spowodowanej absolutnie różnym obrazem od tego, który mieli w głowie. To nie byli faszyści ze swastykami na rękawach - kazano strzelać do zwykłych ludzi, często kobiet i dzieci, których największym przewinieniem było znalezienie się w centrum tego chaosu. Żeby zaradzić powstającemu problemowi, żołnierzy ZSRR "zdradzających oznaki załamania psychicznego" kierowano na tyły, a na ich miejsce wrzucano kolejnych.
Utworzono maszynę, która - zgodnie z późniejszymi słowami Gieorgija Żukowa - miała wykonać rozkazy szybko i stanowczo.
Powstańcy już od pierwszych minut ataku stawiają bohaterski opór. Na niewiele jednak zdaje się teraz broń, którą dysponują. Taktyka stosowana podczas walk w październiku nie działa w walce przeciwko szybkim transporterom opancerzonym, butelki zapalające nie są w stanie powstrzymać całych węży czołgów. Zamiast walki na otwartym terenie, szybko decydują o umocnieniu istniejących już redut - takich jak legendarna twierdza w kinie na Corvin köz. Wiedzą, że bez pomocy Zachodu walka jest przesądzona - mimo to bronią się do ostatniego naboju w nadziei na reakcję świata.
Wielu trwa na swoich pozycjach w oczekiwaniu na rozkazy od dowództwa. Nie wiedzą, że dowództwa już nie ma - Sowieci aresztowali Pála Malétera, Miklósa Szücsa oraz innych czołowych generałów i oficerów węgierskich po zaproszeniu ich na rozmowy dyplomatyczne dotyczące wycofania wojsk sowieckich z Węgier dzień wcześniej. Było to rażące pogwałcenie prawa wojennego i dyplomatycznego.
W tym samym czasie János Kádár, jeszcze dzień wcześniej określany mianem bohatera i prawą ręką Imrego Nagy'a, który tak radośnie wyglądał, machając do tłumu u boku bohaterów powstania, proklamuje utworzenie Rewolucyjnego Rządu Robotniczo-Chłopskiego, będącego "jedynym prawdziwym" rządem węgierskim, wspieranym oczywiście w pełni przez ZSRR. Tym samym sprowadza rząd rewolucyjny do zorganizowanej zdrady stanu, a jego członków - do zdrajców. Z minuty na minutę sytuacja Węgier pogarsza się.
Imre Nagy i jego współpracownicy decydują się szukać schronienia w ambasadzie Jugosławii. Kardynał József Midszenty znajduje azyl w ambasadzie USA.
O godzinie 9:00, niecałe 5 godzin po rozpoczęciu ataku, Rada Bezpieczeństwa ONZ zbiera się w sprawie napadu ZSRR na Węgry. Narody omawiają, dywagują, dyskutują o poczynaniach Sowietów. Ubrani w garnitury przedstawiciele całego świata mówią okrągłymi słowami o inwazji radzieckiej. Rada kończy się.
Nie zapada decyzja o pomocy.
Po ogarniętych nagłym chaosem ulicach Budapesztu kręci się wielu zachodnich fotografów, którzy przyjechali tu celem nagrania scen z pierwszego państwa, któremu udało się wydostać spod sowieckiego jarzma. Jeden z nich - duński reporter prasowy Vagn Hansen - na parę dni przed atakiem zauważa okiem swojej kamery cichą, piętnastoletnią dziewczynę w rozpuszczonych włosach, w wojskowym waciaku i z pepeszą w rękach. Ta dziewczyna to Erika Szeles, wyrwana kilkadziesiąt godzin wcześniej od szkolnej ławki, spontaniczna bohaterka świata, który kazał jej dorosnąć z dnia na dzień. Zdjęcie młodej, nieznanej z imienia i nazwiska aż do 2008 roku dziewczyny obiegnie wkrótce cały świat, znajdując się na okładkach magazynów wszelkich krajów od Danii po USA, trafiając do filmów dokumentalnych i publikacji antywojennych.
Ale tej sławy Erika nigdy nie zobaczy. Zginęła w trzy dni po rozpoczęciu sowieckiej inwazji, zamordowana w momencie niesienia pomocy rannym. W chwili śmierci nie miała broni, a na jej ramieniu widoczna była opaska z czerwonym krzyżem.
Pochowano ją w nocy, w tajemnicy, z dala od czerwonych oczu świata, który zawiódł ją, setki jej kolegów i koleżanek.
A świat patrzył. Mimo, że z godziny na godzinę Węgier było coraz mniej, a miasta zapełniały się żołnierzami radzieckimi, ogniem i trupami poległych, mimo, że Europa gęstniała tabunami uciekinierów z ogarniętego niewyobrażalną przemocą kraju, mimo błagań o natychmiastową pomoc, wybrzmiewającą bez ustanku w Wolnym Radio Węgier - patrzył. I już nigdy nie zareagował.
Fot. Olek Oktaba
--------------------------------------------------------------
🇭🇺🇬🇧
1956-11-04, 7:53 - national anthem
1956-11-04, 7:57 - news bulletin
1956-11-04, 8:00 - national anthem
1956-11-04, 8:04 - news bulletin
1956-11-04, 8:09 - national anthem
1956-11-04, 8:13 - news bulletin
1956-11-04, 8:18 - announcement: THERE HAS BEEN WAR IN HUNGARY SINCE DAWN
1956-11-04, 8:23 - national anthem
1956-11-04, 8:25 - news bulletin
1956-11-04, 8:30 - announcement: THERE HAS BEEN WAR IN HUNGARY SINCE DAWN
1956-11-04, 8:35 - news bulletin
1956-11-04, 8:36 - national anthem
1956-11-04, 8:40 - announcement: THERE HAS BEEN WAR IN HUNGARY SINCE DAWN
(recording of Radio Free Europe from Hungary, 4.11.1956)
At 4:15, the first shells fell on Budapest.
People awakened from deep sleep reacted differently. Some were convinced it was military exercises. Others thought it might be another celebration. Others adjusted their radios, convinced they would surely find information there about the noise. "Mom told us to go down to the basement, but I could hear screams coming from the street," recalls a 14-year-old resident of Budapest. Veterans of the recent uprising, soldiers of the National Guard and freedom fighters, who had still been celebrating yesterday - sensing something, once again grabbed the PPSh submachine guns lying beside their beds.
At 5:20, a brave but clearly nervous voice sounds on the radio. In the speech, it is difficult to make out individual words, because in the background continuous gunfire and the explosions of artillery shells can be heard.
"This is Imre Nagy, chairman of the Council of Ministers of the Hungarian People's Republic speaking. Early this morning Soviet troops launched an attack on our capital with the obvious intention of overthrowing the legal, democratic Hungarian government. Our troops are fighting. The government is at its place. I inform the nation and world public opinion of this."
Thus began the second, final stage of the Hungarian uprising, christened by the Soviets as Operation "Whirlwind".
The deserted streets, freezing from the November wind, fill with Soviet tanks. This time, however, there are dozens of times more of them than during the attack of October 24. This time it is also no longer about "suppressing riots," but about showing the entire world what happens when one rises against the Soviet Union. More than two thousand modern tanks roll into the streets of Budapest, two hundred thousand excellently equipped and trained soldiers run in. The bombardment is carried out not only by artillery, but also by aviation. The barrage directed at civilian tenement houses full of terrified residents torn from sleep does not cease. Into those same tenement houses, from room to room, Soviet soldiers armed with Kalashnikovs rush in - murders, looting, arson, and not infrequently rapes occur. Captured insurgents - often only alleged ones - are immediately executed. The city experiences scenes similar to those of 1945.
To justify this banditry, Soviet officers were ordered to explain to the soldiers that the operation was intended to suppress the fascist counterrevolution that had broken out in Hungary. The propaganda works - but similarly to the case of Pál Maléter, some soldiers quickly realize that someone deceived them. Among the (few) preserved accounts of soldiers one can read about the disorientation caused by an image absolutely different from the one they had in their heads. These were not fascists with swastikas on their sleeves - they were ordered to shoot ordinary people, often women and children, whose greatest offense was being in the center of this chaos. To remedy the emerging problem, USSR soldiers "showing signs of psychological breakdown" were sent to the rear, and new ones were thrown in their place.
A machine was created which - in accordance with the later words of Georgy Zhukov - was to carry out orders quickly and decisively.
From the very first minutes of the attack, the insurgents put up heroic resistance. It is of little use now, however, against the weapons they possess. The tactics used during the fighting in October do not work in battle against fast armored personnel carriers, Molotov cocktails are unable to stop entire snakes of tanks. Instead of fighting in open terrain, they quickly decide to fortify already existing redoubts - such as the legendary fortress in the Corvin köz cinema. They know that without Western help the fight is doomed - despite this they defend themselves to the last bullet in the hope of a reaction from the world.
Many remain at their positions awaiting orders from command. They do not know that the command no longer exists - the Soviets arrested Pál Maléter, Miklós Szücs and other leading Hungarian generals and officers after inviting them to diplomatic talks concerning the withdrawal of Soviet troops from Hungary the day before. This was a blatant violation of the laws of war and diplomacy.
At the same time János Kádár, still described the previous day as a hero and the right hand of Imre Nagy, who had looked so joyful waving to the crowd alongside the heroes of the uprising, proclaims the establishment of the Revolutionary Worker-Peasant Government, being the "only real" Hungarian government, supported of course fully by the USSR. Thus he reduces the revolutionary government to organized treason, and its members - to traitors. Minute by minute the situation of Hungary worsens.
Imre Nagy and his associates decide to seek shelter in the Yugoslav embassy. Cardinal József Mindszenty finds asylum in the US embassy.
At 9:00, less than 5 hours after the beginning of the attack, the UN Security Council gathers regarding the USSR's assault on Hungary. Nations discuss, deliberate, debate the actions of the Soviets. Representatives of the whole world dressed in suits speak in roundabout words about the Soviet invasion. The council ends.
No decision on aid is made.
Many Western photographers wander through the streets of Budapest engulfed in sudden chaos, having come there to record scenes from the first country that managed to break free from the Soviet yoke. One of them - Danish press reporter Vagn Hansen - several days before the attack notices through the eye of his camera a quiet, fifteen-year-old girl with loose hair, in a military padded jacket and with a PPSh in her hands. That girl is Erika Szeles, broken from her school desk several dozen hours earlier, a spontaneous heroine of a world that forced her to grow up overnight. The photograph of the young girl, unknown by name and surname until 2008, will soon circle the whole world, appearing on the covers of magazines in all countries from Denmark to the USA, finding its way into documentaries and anti-war publications.
But Erika will never see that fame. She died three days after the beginning of the Soviet invasion, murdered while bringing help to the wounded. At the moment of death she had no weapon, and a red cross armband was visible on her shoulder.
She was buried at night, in secret, far from the red eyes of the world that failed her, hundreds of her colleagues and friends.
And the world watched. Despite the fact that hour by hour there was less and less of Hungary, and the cities filled with Soviet soldiers, fire and the corpses of the fallen, despite the fact that Europe thickened with crowds of refugees from a country engulfed in unimaginable violence, despite pleas for immediate help, sounding without pause on Free Radio Hungary - it watched. And it never reacted again.
Fot. Olek Oktaba
Jesień and friends 🇵🇱🇨🇿
At Slavnosti svobody, Pilsen
#1945
Pilznieński Convoy of Liberty, to niesamowite doświadczenie. Całe miasto wylega na ulice by oglądać przejazd amerykańskich pojazdów i rekonstruktorów. Okrzyki "Ahoj!" rozbrzmiewają ze wszystkich stron, a ludzie podają sobie bzy, których słodycz miesza się z zapachem benzyny.
Przyznamy, trochę zazdrościmy Czechom z Pilzna, że mogą świętować historię wyzwolenia z ramienia panśtw zachodnich, a nie czerwonoarmistów. I choć gdzieś z tyłu tkwi odrobina goryczy, po udziale w konwoju przepełnia nas ogrom radości i refleksja, że pięknie jest cieszyć się z wolności ☺️ 🪻
[🇬🇧 English below]
Za nami pokaz mody lat 40. na Slavnosti svobody 🇨🇿🇺🇲
Przedstawiliśmy sylwetki typowo pilźnieńskie, między innymi: codzienną z elementami ludowymi, robotnicę w fabryce Škody, pilznerskiego browarnika czy strój na dzień wyzwolenia. Towarzyszyły nam dziewczyny z Pin Up & Vintage Studio. Dziękujemy!
Fot. Milan Vlk
🇬🇧
We say goodbye to Pilsen's Slavnosti svobody with a 1940s fashion show 🇨🇿🇺🇲
We presented a bunch of impressions typically seen on the streets of Pilsen during the Second World War: everyday wear with folk accents, a worker from a Škoda factory, a Pilzner brewer, the liberation day outfit and many more. We were accompanied by the girls from Pin Up & Vintage Studio. Thank you!
🇵🇱 Robiąc nieco przerwy od węgierskich tematów - nadrabiamy zaległości.
14 marca, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, można było nas spotkać w Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie w ramach współpracy z Fundacją Cor Ignis przeprowadziliśmy wykład pt. "Konspiracja od kuchni".
Temat był jeden - opowiedzieć o partyzantce polskiej okresu II wojny światowej, ale wyjątkowo nie o walce, a wszystkim wokół - a więc skąd żołnierz AK miał mundur, co jadł w lesie, jak się leczył w wypadku kontuzji czy choroby, jak utrzymywał łączność z innymi oddziałami... no i finalnie jak to możliwe, że walka partyzancka była tak świetnie zorganizowana w warunkach tak głębokiej konspiracji.
W obliczu ograniczonego czasu oraz absurdalnej wręcz złożoności tematu nie było to najprostsze zadanie, ale z rozmów ze słuchaczami (których przyszła cała sala i z którymi dyskusje zajęły po zakończeniu dobrą godzinę) - wyszło.
Kto nie był, ten gapa, ale nic straconego, bo po cichu planujemy już kolejne wspólne pomysły. Jedno jest pewne - nie regulujcie odbiorników, a jeszcze będzie szansa nas posłuchać.
Serdeczne dzięki dla Cor Ignis za świetny dzień i fachową współpracę. Czekamy na więcej i zapraszamy do śledzenia tematu!
(PS - rozbieżność sylwetkowa zamierzona. Partyzantka to temat niejednolity, przez co musicie wierzyć nam na słowo, że każdy jesieniarz i jesieniara prezentuje tu "swój" temat. Stąd więc dziewczyny wyglądają jak ze śródmiejskiej fotobudki, a panowie - jak z ekranizacji wspomnień Moczara.)
Prezes Fundacji Cor Ignis Jakub Czerwiński wraz z członkami GRH "Jesień".
Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim
[Eng below]
4/6
🇵🇱🇭🇺
Południe, 28 października 1956 roku.
Ludzie przechadzają się wśród ulic - wiele miejsc pracy zostało tymczasowo zamkniętych, więc czasu wolnego jest teraz więcej. W parkach stoją czołgi, na ulicach wala się porozrzucane wyposażenie radzieckie, tu i ówdzie da się dostrzec martwych funkcjonariuszy ÁVH i sowieckich żołnierzy. Nikomu nieśpieszno jest z chowaniem bandytów - trupy dekorowane są strzaskanymi obrazami Matyasa Rákosiego, gwiazdami z flag dawnej Węgierskiej Republiki Ludowej, a także dokumentami odnalezionymi w kieszeniach kurtek - otwartymi często na stronie z wysokością żołdu. Na jaw wychodzi, że funkcjonariusze ÁVH zarabiali dziesięć do kilkunastu razy więcej niż zwykły robotnik.
Pod gmachem radia, o który pięć dni wcześniej stoczono pierwszy bój powstania, dostrzec można setki wypalonych i nowych świec. Ostatnie dni wniosły do historii Węgier tak wiele nowych nazw geograficznych świadczących o męczeństwie ich narodu, że potrzeba będzie dekad, aby je wszystkie utrwalić - ale to właśnie radio stało się symbolem nieugiętego ducha Węgrów. Balkon nad wejściem, przy którym padły pierwsze strzały 23 października, udekorowano płachtą z napisem "Magyar Szabad Radió" - "Wolne Radio Węgier".
Ci, którzy nie chcą wciąż opuszczać mieszkań, słuchają radia, w którym to o 12:00 wygłasza przemówienie Imre Nagy. Nagy zrozumiał, że nie da się być twarzą rewolucji, prowadząc politykę ustępstw. W swoim pierwszym historycznym przemówieniu ogłasza, że jest gotowy do negocjacji warunków wycofania wojsk ZSRR z terenu Węgier. Kilka zdań później oznajmia powołanie nowego rządu, opartego w dużej mierze na zmianie kursu politycznego kraju na dużo bardziej samodzielny niż dotychczas. Te słowa wkrótce nabiorą dużo więcej sensu - dwa dni później Węgry wystąpią z Układu Warszawskiego. Zapowiedział również całkowite rozwiązanie struktur ÁVH.
Wszystkie te wieści oznaczały jedno - powstanie może zacząć wygasać. Węgrzy wygrali.
Wkrótce ulice zapełniają się sowieckimi czołgami w jedynej słusznej formacji - wężykiem prowadzącym poza kraj. Powolny, funebryczny korowód sunie wśród zniszczonych ulic, kiedy uzbrojone oddziały powstańcze zaprowadzają porządek i pilnują, aby wycofanie przebiegło sprawnie i bezproblemowo. Inni zaś zajmują się rewizją funkcjonariuszy policji celem wyłapania ÁVHowców. Tworzą się samorzutne jednostki, których jedynym zadaniem jest zemsta na mordercach spod znaku czerwonej gwiazdy.
Incydentów, w których ludność dokonywała samosądu na zbrodniarzach z ÁVH, jest wiele - największą niesławą okryła się jednak egzekucja przy Köztársaság tér i budynku Komitetu Partii. Pomimo formalnego zawieszenia broni, doszło tam do długiej wymiany ognia z przerażonymi i zabarykadowanymi funkcjonariuszami tajnej policji a grupą powstańców. Finalnie załoga budynku została wywleczona na zewnątrz, postawiona pod ścianę i wysłana grać w bierki ze Stalinem. Obraz osłaniających się rękami avorowców został uchwycony przez fotografa Johna Sadovy'ego - zdjęcia zaś znalazły się w magazynie LIFE i po dziś dzień uważane są za jedne z najważniejszych fotografii okresu Zimnej Wojny.
Poza tym jednak jakość życia Węgrów polepsza się od razu. Ludzie są wolni. Po ulicach jeżdżą furgonetki, dostarczając jedzenie i leki - wiele z dostaw zostało zapewnionych przez pomoc innych państw wspierających walkę Węgrów, w tym Polskę. Niepodległość ogłaszają kolejne miasta, do których powstanie dotarło - Gyor, Debrecen, czy regiony górskiej Kobanyi. We wszystkich odbywa się huczne zwalanie pomników sowieckich morderców, rąbanie czerwonych gwiazd z urzędów, aresztowania partyjnych bandytów. A ponad wszystko - mnóstwo, mnóstwo parad, pochodów czy spontanicznych celebracji, kiedy w tle słychać wciąż szczęk sowieckich czołgów jadących z powrotem na wschód.
Z więzień wypuszczani są polityczni jeńcy minionego reżimu. Najsłynniejszym z nich jest zdecydowanie kardynał Jósef Midszenty - wieloletni więzień polityczny, torturowany przez ÁVH, skazany za bycie księdzem katolickim niebojącym się krytyki antyludzkiego reżimu Rákosiego.
Powołane zostaje nowe wojsko - Nemzetőrség, Gwardia Narodowa. Na jej czele staje Béla Király. Uroczystość utworzenia Gwardii Narodowej ma miejsce w barakach Kiliana - tych samych, które kilka dni wcześniej miał szturmować Pál Maléter u boku żołnierzy sowieckich. Oto obok Király'ego siedzi właśnie on - ale nie jako oprawca, a spontaniczny bohater nowych, wolnych Węgier.
Zadań armii i gwardii narodowej jest teraz wiele. Mija kilka dni, od kiedy skończyły się walki uliczne. Należy upewnić się, że nie będzie dochodziło do incydentów z żadnej ze stron konfliktu oraz że każdy żołnierz sowiecki opuści kraj. Dodatkowo należy zająć się rannymi, zewidencjonować i pochować zabitych. Przywrócić do życia kraj, który Związek Radziecki chciał bezskutecznie zamordować.
Pośród wielu zadań nowego rządu i armii jest jedno, które - choć dla dni rewolucji nie jest wcale kluczowe, to może stać się wybitną kartą przetargową podczas rozmów z zachodnią stroną żelaznej kurtyny, a także pomoże wyjaśnić osiem ostatnich lat dla przyszłych pokoleń Węgrów. Należy przemierzyć tysiące kilometrów tajnych akt policji i partii, znaleźć nazwiska współpracowników, powiązania finansowe, interesy. Dowiedzieć się, kto jest odpowiedzialny za gehennę Węgier, kto podpisywał wyroki i fingował procesy sądowe - choćby jak ten Midszentego czy Rajka.
ÁVH zostawiało urzędy, kwatery i ministerstwa w oczywistym chaosie - próbowali zniszczyć, ile się da, zgarnąć najważniejsze akta - jednak aparat terroru był za duży. We wspomnieniach powstańców, którym przyszło brać udział w tym zadaniu, odnajdujemy wiele zaskoczenia - ile to sal wypełnionych sfałszowanymi dokumentami, ile teczek było na każdego mieszkańca Węgier. Każdy obywatel piekła, w które zmieniono ten piękny kraj, miał swoje własne akta, w których opisywano jego przewinienia przeciw systemowi, oceniano "kategorię", która nieraz decydowała o zsyłce do obozu, więzieniu lub śmierci.
Jak to się stało - myśli jeden z nich, Ladislas Szolnoki, 28-letni student historii. Jak to się stało, że jeszcze kilka dni temu dość sceptycznie podchodził do ulicznych protestów wobec władz, a dziś z karabinem w ręku depcze po wybitych oknach ministerstwa? Ilu kolegów, którzy jeszcze tydzień temu mieli wielkie plany, dziś leży pochowanych gdzieś na podwórkach miasta? Przed oczami rozciągają się szafy z nadpalonymi teczkami policyjnymi. Tu i ówdzie walają się nowiutkie granatowe mundury ÁVH, a wśród nich zwalone popiersie Lenina. Szolnoki przewiesza karabin przez ramię i instynktownie kopie w marmurową, komunistyczną japę. Ile lat zajmie rozczytanie tych papierów, na których spisano niezliczoną ilość niesprawiedliwości i zbrodni wobec pragnącego żyć narodu?
Po ośmiu latach niewoli zaczyna się nowa era Węgier. Od jutra zjawi się tu policja i nowe, niezależne organy sądowe, których całym życiem będzie przejrzenie tego, co mordercy z partii naprodukowali. To będzie długa droga, ale najtrudniejsze już przecież za nimi. Wygrali.
Nad Budapesztem zapada zmrok. Jest 3 listopada 1956 roku. Dla rewolucji jutro nigdy nie nadejdzie.
Fot. Olek Oktaba
-------------------------------------------------------------------
🇬🇧🇭🇺
Noon, October 28, 1956.
People stroll through the streets – many workplaces have been temporarily closed, so there is now more free time. In parks stand tanks, on the streets lies scattered Soviet equipment, here and there one can spot dead ÁVH officers and Soviet soldiers. No one is in a hurry to bury the bandits – the corpses are decorated with shattered images of Mátyás Rákosi, stars from the flags of the former Hungarian People’s Republic, as well as documents found in jacket pockets – often opened to the page with the amount of pay. It comes to light that ÁVH officers earned ten to several times more than an ordinary worker.
Under the radio building, for which the first battle of the uprising was fought five days earlier, one can see hundreds of burned-out and new candles. The last days have brought into the history of Hungary so many new geographical names testifying to the martyrdom of their nation that it will take decades to fix them all – but it was precisely the radio that became the symbol of the unyielding spirit of the Hungarians. The balcony above the entrance, at which the first shots were fired on October 23, has been decorated with a banner reading "Magyar Szabad Radió" – "Free Radio of Hungary".
Those who still do not want to leave their apartments listen to the radio, in which at 12:00 Imre Nagy delivers a speech. Nagy understood that it is impossible to be the face of the revolution while conducting a policy of concessions. In his first historic speech he announces that he is ready to negotiate the conditions of the withdrawal of USSR troops from the territory of Hungary. A few sentences later he declares the formation of a new government, based largely on a change of the country’s political course to one much more independent than before. These words will soon gain much more meaning – two days later Hungary will withdraw from the Warsaw Pact. He also announced the complete dissolution of the ÁVH structures.
All this news meant one thing – the uprising may begin to die down. The Hungarians have won.
Soon the streets fill with Soviet tanks in the only proper formation – a snake-like line leading out of the country. A slow, funereal procession moves through the destroyed streets, while armed insurgent units restore order and ensure that the withdrawal proceeds smoothly and without problems. Others deal with searching police officers in order to catch ÁVH men. Spontaneous units are formed, whose only task is revenge on the murderers under the sign of the red star.
There are many incidents in which the population carried out lynchings on criminals from the ÁVH – however, the ex*****on at Köztársaság tér and the Party Committee building covered itself with the greatest infamy. Despite the formal ceasefire, a long exchange of fire took place there between terrified and barricaded secret police officers and a group of insurgents. Finally, the crew of the building was dragged outside, placed against a wall and sent to play pick-up sticks with Stalin. The image of ÁVH men shielding themselves with their hands was captured by photographer John Sadovy – the photos appeared in LIFE magazine and to this day are considered among the most important photographs of the Cold War period.
Apart from this, however, the quality of life of Hungarians improves immediately. People are free. Vans drive through the streets, delivering food and medicine – many of the supplies were provided through aid from other countries supporting the Hungarian struggle, including Poland. More cities declare independence, to which the uprising has reached – Győr, Debrecen, or the regions of mountainous Kőbánya. In all of them there are loud demolitions of monuments of Soviet murderers, chopping off red stars from offices, arrests of party bandits. And above all – a multitude, multitude of parades, marches or spontaneous celebrations, when in the background one can still hear the clatter of Soviet tanks heading back east.
Political prisoners of the past regime are released from prisons. The most famous of them is definitely Cardinal József Mindszenty – a long-time political prisoner, tortured by the ÁVH, sentenced for being a Catholic priest unafraid to criticize the anti-human regime of Rákosi.
A new army is established – Nemzetőrség, the National Guard. At its head stands Béla Király. The ceremony of the creation of the National Guard takes place in the Kilian barracks – the very same which a few days earlier Pál Maléter was to storm at the side of Soviet soldiers. Here he sits next to Király – but not as an oppressor, but a spontaneous hero of the new, free Hungary.
There are now many tasks for the army and the national guard. A few days have passed since the street fighting ended. It is necessary to ensure that no incidents occur from either side of the conflict and that every Soviet soldier leaves the country. Additionally, it is necessary to take care of the wounded, register and bury the dead. To restore to life a country which the Soviet Union tried unsuccessfully to murder.
Among the many tasks of the new government and the army there is one which – although not at all crucial for the days of the revolution – may become an outstanding bargaining card during talks with the western side of the Iron Curtain, and will also help explain the last eight years for future generations of Hungarians. One must go through thousands of kilometers of secret police and party files, find the names of collaborators, financial connections, interests. To find out who is responsible for the torment of Hungary, who signed sentences and staged court trials – such as that of Mindszenty or Rajk.
The ÁVH left offices, quarters and ministries in obvious chaos – they tried to destroy as much as possible, to grab the most important files – however, the apparatus of terror was too large. In the memories of insurgents who had to take part in this task, we find much astonishment – how many rooms filled with falsified documents, how many files there were on every inhabitant of Hungary. Every citizen of the hell into which this beautiful country was turned had their own files, in which their offenses against the system were described, their "category" assessed, which often decided on deportation to a camp, imprisonment or death.
How did this happen – thinks one of them, Ladislas Szolnoki, a 28-year-old history student. How did it happen that just a few days ago he approached street protests against the authorities quite skeptically, and today with a rifle in his hand he tramples over the shattered windows of the ministry? How many colleagues, who just a week ago had great plans, today lie buried somewhere in the courtyards of the city? Before his eyes stretch cabinets with scorched police files. Here and there lie brand new navy-blue ÁVH uniforms, and among them a toppled bust of Lenin. Szolnoki slings the rifle over his shoulder and instinctively kicks the marble, communist mug. How many years will it take to read through these papers, on which an uncountable number of injustices and crimes against a nation longing to live were written down?
After eight years of captivity a new era of Hungary begins. From tomorrow the police and new, independent judicial bodies will appear here, whose entire life will be to review what the murderers from the party produced. It will be a long road, but the hardest is already behind them. They have won.
Darkness falls over Budapest. It is November 3, 1956. For the revolution, tomorrow will never come.
Fot. Olek Oktaba
Warsaw
Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy GRH "Jesień" umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.