Lubliniec - Ocalić od zapomnienia

Lubliniec - Ocalić od zapomnienia Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Lubliniec - Ocalić od zapomnienia, Lubliniec.

Cegielnia w Patoce - odchodzące dziedzictwo ceramiczne naszego RegionuAutor: Piotr WojtulekZiemia Lubliniecka ceramiką s...
13/06/2026

Cegielnia w Patoce - odchodzące dziedzictwo ceramiczne naszego Regionu

Autor: Piotr Wojtulek

Ziemia Lubliniecka ceramiką stała. Dookoła nas, w podłożu, występują skały bogate w tak zwane minerały ilaste, które pozwalają na wypał z nich twardych elementów ceramicznych. Ta właściwość decydowała o zastosowaniu tych materiałów czy to do budownictwa (jako cegły), czy do produkcji garnków i zastawy kuchennej, bez której nie wyobrażamy sobie spożywania pokarmów. W naszych okolicach mieściły się dawniej zakłady wytwarzające oba typy wyrobów ceramicznych: cegły wypalane były w cegielniach, a garnki czy elementy zastaw kuchennych - w manufakturach. I o ile manufaktury takie jak ta najbardziej znana, w Glinicy, zakończyły swoją działalność jeszcze w XIX wieku, o tyle cegielnie przetrwały u nas do czasów najnowszych. Niestety, ostatnia z nich, produkująca unikalne cegły klinkierowe, odchodzi do przeszłości na naszych oczach.

Cegielnia w Patoce, bo o niej mowa, powstała ponad 120 lat temu, około 1890 roku. Założył ją książę Hugo Radolin, wywodzący się z polskiego rodu Radolińskich. Był on wówczas właścicielem folwarków Panoszów i Patoka. Ciekawostką decyzji Księcia było oddalenie cegielni od wyrobisk skały ilastej, z której produkowana była cegła. Kopalnie zlokalizowane są bowiem w odległym od kilka kilometrów Panoszowie, a sama cegielnia położona jest w Patoce. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, żeby zakład był blisko szlaków transportowych. Inną ciekawostką była kolejka wąskotorowa, która kursowała pomiędzy Panoszowem i Patoką, transportując urobek. Sama cegielnia przez wszystkie lata operowała na klasycznym piecu konstrukcji Hoffmanna, który pozwalał na ciągły proces wypału cegieł. Były one wypalane z bardzo wysokiej jakości surowca ilastego pochodzącego z triasowych iłów i iłowców, a nie z plejstoceńskich glin zwałowych. Gliny zwałowe mają znacznie niszczy udział minerałów ilastych, nie są więc materiałem o tak wysokiej jakości, jak stare skały triasu. W dodatku, korzystne parametry tych skał, występujących w Panoszowie, pozwalały na ich użycie do specjalnego typu cegły klinkierowej, która jest znacznie twardsza i odporniejsza na wysokie temperatury, niż zwykła cegła. Ta wielka odporność powodowała, że patocki klinkier trafiał na wymagające elewacje budynków, mógł być traktowany jako materiał brukarski, czy do budowy kominów.

Obecnie zakład w Patoce znajduje się w stanie likwidacji. Jest nam wszystkim z tego powodu ogromnie smutno, po pierwsze z powodu ludzi, którzy zakład ten tworzyli. Po drugie ze względu na to, że na naszych oczach odchodzi ostatnia cząstka lokalnych tradycji przemysłu ceramicznego. A w Patoce tradycje te podtrzymywane były aż do końca - tutaj cegły wypalane były tak, jak dawniej.

Chcielibyśmy zaprezentować Wam w związku z tym fotorelację z działającego jeszcze w ubiegłym roku Zakładu. Na zdjęciach znajdziecie unikalne już niestety kadry pokazujące czy to pięć Hoffmanna, czy szafy magazynowe. Absolutnie unikalne i urocze jest gwoździowe liczydło, które mogło mieć nawet ponad 100 lat i było używane do kontroli jakości aż do końca.

Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że albo w ostatniej chwili uda się jeszcze Zakład uratować, albo zostanie on zaopiekowany po likwidacji. To kawał przepięknej architektury ze wspaniałym poddaszem, gdzie na strychu znajdują się… tory kolejki transportowej. Mamy nadzieję, że fotorelacja pozwoli pokazać Państwu ducha Patoki.

Michał Władysław Sznapkaautor tekstu: Bartek ZbączyniakKiedy zabierałem się do biogramu Michała Sznapki, kojarzyłem go g...
13/06/2026

Michał Władysław Sznapka
autor tekstu: Bartek Zbączyniak
Kiedy zabierałem się do biogramu Michała Sznapki, kojarzyłem go głównie z działań Komisji Historycznej Hufiec ZHP Lubliniec im. 74 Górnośląskiego Pułku Piechoty i z artykułów opisujących działalność Hufca w lublinieckich gazetach. Jakież było moje zdziwienie, gdy po skończonym biogramie - pomyślałem sobie - to niemożliwe, by jeden człowiek działał na tylu niwach, a do tego często od siebie różnych. Bowiem Michał Sznapka - był człowiekiem niespożytej energii i wielu, wielu pasji. Dlatego warto jego sylwetkę przypomnieć i Ocalić od Zapomnienia. Z biogramu dowiecie się państwo, że był nie tylko harcerzem i instruktorem, a przede wszystkim miłośnikiem lokalnej historii, bibliofilem, dziennikarzem, czy pasjonatem Turystyki, aktywnym działaczem struktur PTTK Koło Terenowe Lubliniec, a także dyrektorem LUBITEKA-Miejsko-Powiatowa Biblioteka Publiczna im. J. Lompy w Lublińcu (gdy ta Lubiteką nie była), a to w sumie dopiero początek wyliczanki. Po więcej zapraszam do artykułu. Niezwykle interesująca jest także historia rodziny Sznapków - jednak ze względu na to, że Michał Sznapka z Lublińcem związał się w 1972 - nie rozwijałem jej zbytnio.
Gdyby, ktoś, coś chciałby do biogramu dodać, proszę pisać, będę wdzięczny...

Na zdjęciu Michał Władysław Sznapka
Link do artykułu:
https://ocal.historialubliniec.slask.pl/michalsznapka/

Zabytkowa Chata w KielczyTekst i zdjęcia: Piotr SerafinReklama od zawsze była dźwignią handlu. Przypomina o tym nietypow...
12/06/2026

Zabytkowa Chata w Kielczy
Tekst i zdjęcia: Piotr Serafin

Reklama od zawsze była dźwignią handlu. Przypomina o tym nietypowy szyld zdobiący jedno z pomieszczeń zabytkowej chaty w Kielczy. W domyśle: „Kupisz trumnę, karawan masz gratis”. To nie tylko ciekawostka z dawnych lat, ale również pamiątka bezpośrednio związana z historią tego budynku. Rodzina Stuchlików zamieszkała w nim w 1923 roku i prowadziła tu także niewielki zakład stolarski. Wreszcie udało mi się zajrzeć do wnętrza tej zabytkowej chaty w Kielczy, obok której tyle razy przejeżdżałem rowerem. Stąd też wpis i zdjęcia, którymi chcę się z Wami podzielić.

Dziś w chacie można zobaczyć interesujące ekspozycje poświęcone dziejom miejscowości i jej mieszkańców. „Skromne, ale własne” wystawy przypominają o zawodach wykonywanych niegdyś przez mieszkańców okolicy, a archiwalne fotografie przybliżają historię kościoła oraz postać księdza Józefa Wajdy, proboszcza parafii w latach 1885–1923. W drugiej części budynku urządzono przestronną salę spotkań z kawiarenką. Uwagę zwracają tu tradycyjny piec z piekarnikiem oraz trzy piękne korony dożynkowe.
Zabytkowa Chata w Kielczy, uznawana za najstarszy zachowany budynek mieszkalny we wsi, powstała prawdopodobnie w latach 1830–1832. Był to trudny okres, naznaczony epidemią cholery, która dotknęła okoliczne miejscowości.

Pierwotne przeznaczenie budynku do dziś pozostaje zagadką. Według różnych hipotez mógł on w przeciągu tych wszystkich lat pełnić funkcję szkoły, plebanii, przytułku dla ubogich i chorych lub domu dla robotników zatrudnionych w miejscowych zakładach przemysłowych. Zwolennicy teorii o funkcji szkolnej wskazują na bliskość kościoła oraz przekazy mieszkańców wspominających naukę dzieci w drewnianym budynku. Inni badacze zwracają uwagę na położenie chaty na obrzeżach dawnej wsi oraz związki z epidemiami cholery i tyfusu, co mogłoby świadczyć o wykorzystywaniu jej jako schronienia dla chorych. Najbardziej prawdopodobna wydaje się jednak funkcja mieszkalna. Układ pomieszczeń przypomina bowiem czworaki spotykane w wielu śląskich miejscowościach.

Historia chaty nierozerwalnie wiąże się z przemysłowymi tradycjami Kielczy. Już w XVIII wieku mieszkali tu ludzie związani z hutnictwem, a pod koniec stulecia hrabia Filip Collona założył jeszcze smolarnię. W pierwszej połowie XIX wieku działały również wapienniki, które zapewniały zatrudnienie mieszkańcom okolicy. Niewykluczone więc, że budynek służył rodzinom pracującym przy którymś z tych przedsięwzięć.

Chata została wzniesiona zgodnie z zasadami śląskiego budownictwa wiejskiego pierwszej połowy XIX wieku. Usytuowano ją frontem do drogi i posadowiono na kamiennym fundamencie, co w tamtych czasach było rozwiązaniem nowoczesnym i znacząco zwiększało trwałość konstrukcji. Charakterystycznymi elementami budynku były także użytkowe poddasze oraz dwa wejścia prowadzące do centralnej sieni, stanowiącej serce domu.

Na przełomie XIX i XX wieku obiekt kilkakrotnie zmieniał właścicieli. Szczególne miejsce w jego historii zajmuje rok 1901, kiedy budynek nabył ksiądz Józef Wajda – śląski działacz narodowy, poseł do parlamentu pruskiego i proboszcz parafii w Kielczy. W tym okresie chata była związana z działalnością parafialną. Po pewnym czasie ks. Wajda sprzedał ją miejscowemu stolarzowi Franzowi Stuchlikowi.
Nowy właściciel nadał budynkowi bardziej użytkowy charakter. W 1924 roku część chaty przekształcono w warsztat stolarski. Przez kolejne dziesięciolecia służyła rodzinom Stuchlików i Hartungów zarówno jako dom mieszkalny, jak i miejsce pracy. To właśnie nieprzerwane użytkowanie sprawiło, że budynek uniknął losu wielu podobnych obiektów i nie popadł w ruinę.

Druga połowa XX wieku przyniosła jednak stopniowe pogarszanie się stanu technicznego chaty. Przełom nastąpił w 1983 roku, gdy obiekt przejęło Muzeum Wsi Opolskiej. Rozpoczęto wówczas szeroko zakrojone prace konserwatorskie. Choć część elementów konstrukcyjnych wymagała wymiany, zachowano najcenniejsze historyczne fragmenty – drewniane ściany zewnętrzne, belki stropowe oraz komin. To właśnie one do dziś przypominają o wielowiekowej historii jednego z najcenniejszych zabytków Kielczy.

Piątkowy spacer z panem Czesław Tyrol i od razu zaproszenie od niego na spotkanie. Ale najlepiej jak oddam mu głos:)Zapr...
12/06/2026

Piątkowy spacer z panem Czesław Tyrol i od razu zaproszenie od niego na spotkanie. Ale najlepiej jak oddam mu głos:)

Zapraszam na spacer w leśnej dolinie Małej Panwi, tym razem okolice Tarnowskich Gór - dzielnica Sowice i Czorno Huta nad Stołą zwaną jako Sztoła będzie to spacer z okazji 500 lecia nadania Tarnowskim Górom praw miejskich. Zbiórka przy kościele w Sowicach w dniu 20 czerwca o godzinie 11 sobota. Tematem będzie miejsce gdzie powstała huta gdzie wytapiano z rudy żelaza wydobytej w leśnych kopalniach. Po zastawieniu wytopu w wielkich piecach powstała fabryka celulozy później zakłady chemiczne produkujące mi. witrol , sadza. Będzie tez opowiadanie o walorach przyrodniczych Lasów Tarnogórsko Lublinieckich i nazwach toponomicznych.

Zapraszamy więc w sobotę o 11.00 na Czorno Huta z panem Czesławem, a o 15.00 na Naszą Rajzę w Tworogu z Michał Dramski.

Zaś poniżej zdjęcia ze spacerów pana Czesława, na które się wybrał w tym tygodniu.

I mamy termin kolejnej naszej Rajzy (Jubileuszowej - bo 20, która odbędzie się za dwa tygodnie - tym razem w Tworogu Gmi...
08/06/2026

I mamy termin kolejnej naszej Rajzy (Jubileuszowej - bo 20, która odbędzie się za dwa tygodnie - tym razem w Tworogu Gmina Tworóg. Zapraszamy wszystkich pasjonatów historii na spacer, który odbędzie się 20 czerwca (sobota) o godzinie 15.00 - spotykamy się na parkingu przy Gminny Ośrodek Kultury w Tworogu. O tajemnicach i ciekawostkach Tworoga opowie - Michał Dramski. Serdecznie zapraszamy!!!

Fajansowe cacka z Glinicy na wystawie stałej Muzeum w Gliwicach⚱️🍽️🏛️Autor: Michał SegetZapewne wiedzą Państwo o fabryce...
07/06/2026

Fajansowe cacka z Glinicy na wystawie stałej Muzeum w Gliwicach⚱️🍽️🏛️

Autor: Michał Seget

Zapewne wiedzą Państwo o fabryce wyrobów fajansowych w Glinicy, powstałej w 1767 roku za sprawą niezwykle przedsiębiorczej Anny von Gaschin, właścicielki Lublińca i Turawy oraz siostry założyciela manufaktury fajek glinianych w Zborowskiem - Andreasa von Garniera. Glinickie fajanse cieszyły się sporym wzięciem, zwłaszcza po wprowadzeniu technologii wyrobu fajansu delikatnego, nazywanego „porcelaną mieszczan”, ponieważ doskonale imitował on tę najszlachetniejszą, ale i najdroższą odmianę ceramiki. Dziś fabryka w Glinicy to już melodia przeszłości, wciąż jednak możemy podziwiać zachwycające efekty jej działalności. W poszukiwaniu „naszych” fajansów warto przede wszystkim odwiedzić muzea w Bytomiu i Gliwicach. I właśnie o kolekcji Muzeum w Gliwicach, którą w okrojonej postaci można oglądać na wystawie stałej w willi przemysłowca Oscara Caro, chciałbym powiedzieć teraz kilka słów.

Jest to całkiem reprezentatywny zespół, dający niezłe wyobrażenie o rodzajach wyrobów produkowanych w Glinicy i sposobach ich dekorowania. Najbardziej przykuwającym uwagę obiektem jest okazały dzbanek na mleko (mlecznik), którego korpus, czyli brzusiec, ozdobiony został pełnoplastycznymi (wypukłymi) wiązkami kwiatów. Warto zwrócić również uwagę na nietypową pokrywę naczynia, uformowaną w kształt kwietnej „łączki”, która zdaje się wyrastać z wlewu naczynia niczym z donicy.

Dalej widzimy nie mniej interesujące naczynia w kształcie owoców (melona i pigwy lub gruszki) oraz talerz w formie rozłożystego liścia. Ten podstawowy element zastawy reprezentowany jest szerzej przez trzy talerze tzw. weselne z motywami pawia i jelenia oraz bukietu z dużą różą pośrodku (muzeum posiada łącznie pięć takich obiektów). Wszystkie opisane fajanse malowane są trudną metodą podszkliwną, w której zdobienia nanoszone są na surowy, wstępnie wypalony czerep naczynia, pokrywany następnie szkliwem - szklistą powłoką zapewniającą gotowemu wyrobowi trwałość, wodoodporność oraz nieskazitelnie gładką powierzchnię.

Niestety, na wystawie stałej nie zobaczymy ażurowych, niby plecionych koszyczków i półmisków na owoce, kałamarzy i świeczników ani uroczej maselniczki w kształcie kuropatwy przycupniętej w gnieździe, również znajdujących się w zbiorach muzeum.

Poza Gliwicami i Bytomiem fajanse z Glinicy można obecnie podziwiać na wystawie czasowej „Fajanse śląskie XVIII i XIX wieku. Prószków i Glinica” w Muzeum Śląska Opolskiego, która potrwa do 31 października. Z kolei w naszej Lubitece już w najbliższy czwartek, 11 czerwca o godzinie 17.00, odbędzie się spotkanie z o. Józefem Bremerem SJ, autorem niedawno wydanej książki „Fabryka fajansu w Glinicy”. Serdecznie zapraszamy!

50 i 45 lat na wieżyAutor: Sebastian ZiółekChciałoby się napisać: taki widok w Lublińcu tylko raz na sto lat, ale nie bę...
07/06/2026

50 i 45 lat na wieży
Autor: Sebastian Ziółek

Chciałoby się napisać: taki widok w Lublińcu tylko raz na sto lat, ale nie będzie to do końca prawda, gdyż pomiędzy 1925 i 2026 rokiem prawdopodobnie pojawiały się rusztowania wokół wieży i kościoła pw. św. Mikołaja.

Ale ten krótki wpis nie dotyczy remontów tej świątyni (te przedstawię państwu już wkrótce), a ma na celu zwrócenie uwagi na dwie postacie, związane z wieżą oraz kościołem.

Zegarmistrz Hugo Weinert (ewangelik-luteranin) przez 50 lat opiekował się miejskim zgarem znajdującym się na wieży, a kościelny Jakób Niemczyk (Miemczyk) przez niemal 45 lat pełnił posługę w kościele i na wieży, gdzie wprawiał w ruch dzwony. Obydwaj korzystali wspólnie z wejścia na wieżę przez blisko 44 lata, widując się i mijając na schodach w latach 1887-1929.

Informacje biograficzne na ich temat oraz sporo zdjęć znajdą państwo pod linkami:

https://ocal.historialubliniec.slask.pl/?p=15304&preview=true

https://ocal.historialubliniec.slask.pl/?p=15288&preview=true

Zdjęcie współczesne wieży wykonał Oczy Otwarte - Łukasz Karnatowski

Południk 19 stopni (E) w LubszyAutor: Piotr WojtulekAby ułatwić sobie orientację w przestrzeni, człowiek podzielił umown...
06/06/2026

Południk 19 stopni (E) w Lubszy

Autor: Piotr Wojtulek

Aby ułatwić sobie orientację w przestrzeni, człowiek podzielił umownie nasz glob systemem równoleżników i południków, wyznaczających szerokości i długości geograficzne. Ziemia, choć nie jest idealną kulą, lecz geoidą, została podzielona na 360 południków o pełnych stopniach, po 180 na każdą z półkul. Południki, które dzielą Ziemię, są liniami biegnącymi od bieguna północnego do południowego. Pierwszy z nich, tak zwany południk zerowy, został wyznaczony w 1884 roku i biegnie on przez londyńską dzielnicę Greenwich. Z kolei przez nasz powiat prowadzi południk 19 stopni długości geograficznej na wschód od Greenwich. Biegnie on dokładnie przez jedną z najstarszych miejscowości powiatu - czyli przez Lubszę.

Przebieg południka można w Lubszy oznaczyć nawet jeszcze dokładniej. Otóż biegnie on przez mniejszą z wież kościoła p.w. św. Jakuba Starszego Apostoła. Od pewnego czasu w miejscowości znajduje się także kamień pokazujący linię południka na południe od Kościoła. Stojąc zatem przy kamieniu i patrząc w kierunku mniejszej z wież Kościoła możemy być pewni, że patrzymy dokładnie w kierunku bieguna północnego.

Dlaczego południk 19 E jest ważny dla Polski? Jest on dobrym punktem odniesienia, bo dzieli kraj niemalże na równe dwie części. Przebiega on przez takie miejscowości jak Pszczyna, Katowice (tutaj wyznacza go bebok „Geodezjusz”), Piotrków Trybunalski, Malbork czy Jantar nad Bałtykiem. A na świecie? W Norwegii na południku tym leży miasto Trømso, na Słowacji - Poprad, w afrykańskim Czadzie - Maro, a w RPA - Caledon, miasto słynące ze źródeł termalnych.

Kamień wyznaczający południk 19 E w Lubszy znajdziecie przy Alei Księdza Michała Brzozy.

Dzieje klubu Sparta LubliniecNa podstawie kroniki - Marek GajOpracowanie: Piotr SerafinAdam Ossowski (1957-2021)Zdjęcie ...
06/06/2026

Dzieje klubu Sparta Lubliniec
Na podstawie kroniki - Marek Gaj
Opracowanie: Piotr Serafin

Adam Ossowski (1957-2021)

Zdjęcie kadry Górnika Zabrze z sezonu 1982/83 po raz kolejny wraca na naszą tablicę. Powodem tego jest fakt, że oprócz bramkarza Aleksandra Famuły znajduje się na nim jeszcze jeden wychowanek Sparty. Jest nim występujący wówczas jako pomocnik, a później także obrońca, Adam Ossowski. Duża w tym zasługa pracy trenerów, w tym wychowawcy wielu pokoleń utalentowanych juniorów Sparty – Henryka Bejma. W 1978 roku funkcję kierownika drużyny i jednocześnie asystenta trenera objął również autor kroniki Sparty, Marek Gaj.

Młodość i pierwsze sportowe szlify Adama Ossowskiego, urodzonego 29 listopada 1957 roku, nierozerwalnie związane są z Lublińcem. W 1975 roku ten wyróżniający się junior rozpoczął swoją przygodę z seniorską piłką. Szybko wyrósł na naturalnego lidera drużyny Sparty. Charakteryzowały go nieustępliwość, świetne czytanie gry oraz wszechstronność. Z powodzeniem mógł występować zarówno w formacji obronnej, jak i w linii pomocy. Pięcioletni pobyt w klubie z Lublińca ukształtował jego piłkarski charakter i pozwolił zdobyć cenne doświadczenie. To właśnie te cechy sprawiły, że po latach znalazł się w jedenastce 50-lecia Sparty Lubliniec w plebiscycie, w którym głosy oddawali kibice.

Po sukcesach z zespołami juniorskimi trener Henryk Bejm objął kadrę pierwszego zespołu Sparty, który poprowadził wspólnie z trenerem Henrykiem Grucą. Na półmetku rozgrywek sezonu 1978/79 zarówno Adam Ossowski, jak i nasz napastnik Józef Wocław mieli na koncie po dziesięć bramek. Sparta była wówczas bardzo mocnym A – klasowym zespołem, grającym widowiskowy i skuteczny futbol. Duża w tym zasługa ofensywnego rozgrywającego, a zarazem najlepszego strzelca drużyny w pierwszej części sezonu – Adama Ossowskiego.

W sezonie 1980/81 trenerem LKS-u został Zygmunt Anczok. Dobra postawa Ossowskiego na prowincjonalnych boiskach nie umknęła uwadze śląskich łowców talentów. We wrześniu do Lublińca przyjechał zespół Górnika Zabrze, aby rozegrać mecz sparingowy. Goście wystąpili w swoim najsilniejszym składzie, jednak do przerwy na tablicy wyników widniał remis 1:1. W drugiej połowie zabrzanie musieli się mocno napracować, by ostatecznie wygrać 3:1. Jedyną bramkę dla Sparty zdobył Józef Wocław, ale prawdziwym wygranym tego spotkania okazał się Adam Ossowski. Rozegrał znakomity mecz, co najprawdopodobniej przesądziło o zainteresowaniu nim włodarzy Górnika i późniejszym transferze.
Dla klubu z Lublińca występy Ossowskiego były powodem do dumy, a dla samego zawodnika stały się trampoliną do wielkiego futbolu. Na początku 1981 roku dokonał więc milowego kroku w swojej karierze, przenosząc się do Górnika Zabrze. Przejście z regionalnych rozgrywek do jednego z najbardziej utytułowanych klubów w historii polskiej piłki było ogromnym wyzwaniem. Ossowski szybko zyskał jednak uznanie trenerów i stał się pełnoprawnym członkiem legendarnego zespołu.

W barwach Górnika rozegrał 81 spotkań w najwyższej klasie rozgrywkowej. Choć często pełnił rolę solidnego zmiennika, jego wkład w sukcesy drużyny był niezaprzeczalny. Kulminacyjny okres jego kariery przypadł na połowę lat osiemdziesiątych. W sezonach 1984/85 i 1985/86 świętował z Górnikiem dwukrotne zdobycie mistrzostwa Polski.
Niestety, sportowe pasmo sukcesów zostało przerwane przez kontuzje. Najbardziej bolesnym momentem był finał Pucharu Polski w 1986 roku, w którym z powodu odnowionego urazu stawu skokowego Ossowski musiał opuścić murawę już po dwudziestu minutach gry. Problemy zdrowotne wykluczyły go z gry na rok i ostatecznie zamknęły najpiękniejszy, zabrzański rozdział jego kariery.
W kolejnych latach próbował jeszcze swoich sił w drugoligowym Iglopolu Dębica, a później w klubach niższych lig niemieckich, jednak dawnej sprawności już nie odzyskał. Piłkarską karierę zakończył w 1996 roku w zespole TSV 1929 Kirchheim.
Adam Ossowski zmarł 17 stycznia 2021 roku, pozostawiając po sobie pamięć o niezwykle ambitnym i solidnym piłkarzu. Analizując jego życiorys, można dostrzec piękną klamrę – od młodzieńczych, pełnych pasji lat spędzonych w Sparcie Lubliniec po dojrzały, mistrzowski okres w utytułowanym Górniku Zabrze. Choć to w Zabrzu sięgał po najważniejsze trofea, to właśnie w Lublińcu narodził się jego talent.

Historia Adama Ossowskiego pokazuje, że sukces w sporcie mierzy się nie tylko liczbą minut spędzonych na boisku, lecz przede wszystkim sercem zostawionym na murawie oraz wiernością sportowym ideałom.

Najlepszym podsumowaniem tego wpisu wydają się komentarze kibiców Górnika zamieszczone pod informacją o jego śmierci w serwisie 90minut. Dwa z nich pozwoliłem sobie przytoczyć:

JohnyKSG – 6 marca 2021, 14:11:42
„Pamiętam go, jak szarpał w obronie i na pomocy! Człowiek o żelaznych płucach! Szkoda... (*) Śpij w pokoju!”

Royberpaka – 7 marca 2021, 3:53:27
„Jeden z lepszych «plastrów»... Smolarek i Dziekanowski nie pograli za dużo z Adamem na plecach... Spoczywaj w spokoju.”

Książę Adolf zu Hohenlohe-Ingelfingen, Pan Tworoga w latach 1826-1873 – Wojskowy i polityk. Ulubione zajęcia księcia i o...
05/06/2026

Książę Adolf zu Hohenlohe-Ingelfingen, Pan Tworoga w latach 1826-1873 – Wojskowy i polityk. Ulubione zajęcia księcia i ostatnie lata jego życia.

Autor tekstu: Michał Dramski

O księciu Adolfie zu Hohenlohe-Ingelfingen (a właściwie o jego administracji i przemyśle hutniczym) pisałem na portalu "Lubliniec-Ocalić od zapomnienia" już dwukrotnie. Dzisiaj zapraszam na opis księcia jako wojskowego i polityka. Będzie też o ulubionym zajęciu szlachcica po jego przejściu na polityczną emeryturę. Dowiecie się Państwo, kto z Lublińca gościł regularnie u "Princa" w Koszęcinie, a kto (ktoś kogo czytelnicy moich postów już dobrze znają) pomógł w ucieczce z Berlina późniejszemu cesarzowi Wilhelmowi I w 1848 roku. Cały artykuł ukazał się w TWG Kurier nr 204 z 13 kwietnia 2026 roku. Zapraszam do czytania.

Książę Adolf, pomimo iż skwitował aktywną karierę wojskową już jako 22 letni kawaler, to przez całe swoje życie był w mniejszym lub większym stopniu związany z wojskiem . Po zakończeniu czynnej służby awansował do stopnia pułkownika i szefa 23. regimentu Landwehry, czyli wojsk obrony terytorialnej, a później awansował do stopnia generała. (…)
Silny związek z wojskiem uwidaczniał się m.in. w zamiłowaniu księcia do udziału w paradach wojskowych, szczególnie tych organizowanych w Berlinie. Z księciem Prus Wilhelmem Hohenzollernem, późniejszym królem Prus i cesarzem II Rzeszy, znał się osobiście. Jedna z takich parad, na której obecny był książę z Koszęcina, odbyła się w 1847 roku w Kreuzbergu, dzisiejszej dzielnicy Berlina. Oto jak opisuje to wydarzenie jego przyboczny myśliwy Carl Wilhelm Prieur: „„Książę był bardzo podniecony (…). Parada wojskowa miała rozpocząć się o 10 rano, a książę Adolf był już od 5 na nogach, ubrany w pełny mundur prócz płaszcza. Szarfa, ułanka, kartusz (wojskowa torba z naniesionym herbem) i czapka uszyta przez Ulfika (krawca z Koszęcina) leżały w zasięgu ręki. Przyprowadzono już także konia. Kiedy przygalopowali oficerowie sztabowi książę był nie do zatrzymania. Szybko chwycił za szarfę, czapkę i płaszcz. Był już na schodach kiedy zdążyłem mu jeszcze podać portmonetkę, chustkę i klucz. Gdy wróciłem do pokoju zauważyłem kartusz. Pochwyciłem go i szybko wybiegłem przed drzwi, ale księcia już nie było. Po pewnym czasie przybył parobek z wiadomością, że niedaleko bramy Hallesches Tor książę spotkał się z Księciem Prus, który już z daleka wskazywał ręką na klatkę piersiową by w ten sposób zaznaczyć, że czegoś tam brakuje. Po powrocie księcia z parady usłyszałem z jego ust: „Ty jesteś winny, że Książę Prus poróżnił się ze mną.” Wytłumaczyłem się tym, że książę nie żądał kartusza, więc nie wiedziałem, że jest potrzebny.””
Książę Prus darzył wielkim zaufaniem księcia Hohenlohe. Kiedy podczas Wiosny Ludów w marcu 1848 roku zagrożone było zdrowie, a może nawet życie Wilhelma Hohenzollerna, miał on zwrócić się o pomoc w zorganizowaniu ucieczki z Berlina właśnie do księcia z Koszęcina, który akurat wtedy przebywał w Berlinie. Późniejszy cesarz miał w tym celu wysłać swojego adiutanta von Vincke do hotelu de Rome, w którym nocował książę Adolf. Po krótkiej rozmowie pomiędzy nimi ówczesny przyboczny myśliwy księcia Carl Wilhelm Prieur miał dostać rozkaz zorganizowania dorożki i podjechania nią pod pałac, w którym mieszkał książę Prus. Wywiązując się wzorowo z zadania Prieur miał być świadkiem jak Vincke prowadził do jego dorożki damę, która była od niego o głowę wyższa i miała zasłoniętą twarz. W taki sposób późniejszy nadleśniczy z Tworoga miał pomóc w ucieczce z Berlina przyszłemu cesarzowi Niemiec. (…)

Kolejnym wyrazem zaufania Wilhelma Hohenzollerna wobec Pana Tworoga i Koszęcina było powierzenie mu funkcji premiera Prus. Stało się to w marcu 1862 roku podczas trwania w Prusach kryzysu konstytucyjnego. Król, chcący przeprowadzić reformę wojska pruskiego, potrzebował na to zgody parlamentu, w którym dominowali posłowie liberalni sprzeciwiający się reformie. Wilhelm I miał nadzieję, że to właśnie rząd utworzony przez konserwatywnego księcia z Koszęcina przekona liberalnych posłów parlamentu i przeprowadzi do końca reformę wojska. Książę Adolf nie podołał jednak powierzonemu mu zadaniu. Pomimo prób takich jak przedstawienie parlamentowi projektu budżetu, w którym zrezygnowano z powiększonego wcześniej dodatku podatkowego, nie zdołano dojść do porozumienia w sprawie reformy wojska. Dodatkowo liberalna prasa krytykowała działalność i polityczne przemowy premiera Hohenlohe-Ingelfingen. W konsekwencji już w maju 1862 roku książę Adolf błagał Bismarcka, aby ten „uwolnił go z jego cierpień”. Doszło do tego dopiero we wrześniu 1862 roku, kiedy król pruski powierzył Bismarckowi misję utworzenia nowego rządu. Następca księcia Adolfa, Otto von Bismarck, nazwany później „Żelaznym Kanclerzem”, pozostał na stanowisku premiera do 1890 roku (z krótką przerwą w 1873 roku).

Książę wycofał się z życia politycznego po odwołaniu go z funkcji premiera Prus. Pomimo tego każdej zimy wyjeżdżał jeszcze na krótko do Berlina. W lecie udawał się na trzy tygodnie kuracji do Lądka Zdroju. Oprócz tego przebywał w swoim majątku i żył „według zegarka”. O 7 rano spożywał śniadanie. Zamiast szlafroka miał ubrany stary, szeroki płaszcz wojskowy, a na głowie czapkę polową. Potem palił swoje pierwsze cygaro (fajki księcia poszły w międzyczasie w „odstawkę”). Na jego porannym stole stały na podpórkach 3 zegarki kieszonkowe, które każdego ranka były nakręcane i nastawiane przez księżną. Musiały dokładnie wskazywać czas wymierzany przez zegar na wieży kaplicy pałacowej. O tej porze przedkładano mu również jadłospis, po czym wchodził stajenny, aby odebrać dyspozycje. Następnie książę przyjmował urzędników, którzy u szefa musieli zjawiać się z punktualnością co do minuty. O pierwszej po południu Adolf spożywał obiad. Po obiedzie przechodzono do pokoju bilardowego, gdzie czytano mu gazety, przy których od czasu do czasu zasypiał. O piątej po południu podawano herbatę, po wypiciu której książę wyjeżdżał w teren. Wracał na kolację, którą podawano około wpół do dziewiątej. Jeśli nie było gości książę po zjedzeniu wieczornego posiłku udawał się na nocny odpoczynek. W latach wcześniejszych po załatwieniu spraw służbowych Adolf niekiedy wyjeżdżał przed południem na koniu, ale w ostatnich latach swego życia zaniechał i tego. Przy ładnej pogodzie wolał siedzieć w ogrodzie w parku, gdzie odbywały się niedzielne turnieje strzelania do tarczy. Oprócz polowań, które były ulubionym hobby księcia, drugą rozrywką, zwłaszcza kiedy z racji wieku nie wyjeżdżał już na polowania, była właśnie rywalizacja w strzelaniu do tarczy. Zawody te odbywały się w każdą niedzielę lata, a ich uczestnikami była „wysoka szlachta” (jak to sarkastycznie określił Prieur) z okolicy: ówczesny właściciel majątku Cieszowa Rudolf Schindler, burmistrz Lublińca Feodor Berliner, mistrz budowlany Hieronimus Weidner (również z Lublińca) i inni, w tym szef książęcego urzędu leśnego Carl Wilhelm Prieur. Oczywiście byłoby nie do pomyślenia, gdyby za każdym razem nie wygrywał „stary”, jak nazywali księcia jego urzędnicy. W tym celu asystenci zmieniający arkusze tarczowe byli tak poinstruowani, aby po strzale księcia podawać zawsze numer kręgu bliższy dziesiątce niż krąg trafiony przez niego w rzeczywistości np. zamiast 8 podawać 9. Kiedy Anton Sommer, kamerdyner magnata, podchodził do stanowiska strzeleckiego i podawał mu strzelbę to wołał: „teraz”. Wtedy tarczowi wiedzieli, że strzela „stary”, więc się do tego odpowiednio stosowali. Ponadto strzelba księcia była takiego kalibru, że kula robiła dziurę, która zajmowała cały krąg. (…)

Adolf zu Hohenlohe-Ingelfingen zmarł 24 kwietnia 1873 roku na zamku w Koszęcinie. Po śmierci księcia „z jego ciałem przeprowadzona została jeszcze odrażająca procedura: obłożono je gorącym piaskiem i tarzano tam i z powrotem. Piasek musiał być jednak za gorący, skutkiem czego skóra stała się brązowa, jakby usmażona. Twarz nabiegła krwią i spuchła, więc tak po ludzku nie była do oglądania. Ciało nie zostało pokazane bliskim, gdyż było tak zniekształcone” (cyt. Prieur). Cała procedura przeprowadzona została na polecenie dr. Mentschela, który już przed śmiercią opiekował się księciem. Książę został pochowany w krypcie kaplicy przyzamkowej w Koszęcinie.

Cały artykuł dostępny jest na stronie TWG Kurier: https://twg-kurier.pl/historia/panowie-tworoga-ksiaze-adolf-zu-hohenlohe-ingelfingen-1826-1873-czesc-vi-wojskowy-i-polityk-ulubione-zajecia-ksiecia-i-ostatnie-lata-jego-zycia/
Źródła podane zostały również tam.

Adres

Lubliniec
42-700

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Lubliniec - Ocalić od zapomnienia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Lubliniec - Ocalić od zapomnienia:

Udostępnij