20/11/2024
✍️Dolina Rzeki Gizeli to miejsce pełne magii i tajemniczych opowieści przekazywanych z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, którymi chcemy się z wami dzielić.
😊 Dziś historia związana z miejscowością Zajączki.
-------------------------------
Płaczący Kamień z Haasenbergu.
Powiadają ludzie, co na Kirszach siedzą, że w oparzeliskach Gryźli wyspa kiedyś była… tak na rzut kamieniem od miejsca, gdzie stary majątek stoi. Bardzo dawno temu, zanim jeszcze rycerz Hannus kopce graniczne w leszczynowych gajach sypał, na gryźlińskiej wyspie osiadły zakonnice. Nikt już nie pamięta skąd przybyły, między ludzi nie chadzały, tuziemcy niewiele o nich wiedzieli... Tyle co pasterz pustelnik z kirszniańskiej strony, że koziego mleka i ubitej zwierzyny im dostarczał, czasem coś przy ognisku na Jodutowym Pagórcu poopowiadał…
Raz, jak za kozami ganiał, na górze Sassenpile je widział, ognie tam jakieś paliły… Pono klasztorny dom z kamienia miały, drewnem kryty. A ołtarz dla modłów odprawiania w widnym grabowym gaju na zachodnim zboczu wyspy. Popołudniami tam się gromadziły i
świętości swe czyniły. Suknie ich szare były, przekreślone ciemnymi, ale nie czarnymi krzyżami, czepce jasnobrązowe, miodowe takie, nosiły… Jedni drugim złego nie czynili, żyli jednak oddzielnie - mocni przez swoją osobną świętość lasu i rzeki.
Aż przyszedł schyłek pewnego jesiennego dnia, gdy ziemia się zatrzęsła, a woda w Gryźli upadła pode dno swoje, a że ryby bez tchu trzepotały się w błocie. Ciemność świat pokryła i
rzuciła wielką burzę na dolinę rzeki. Czarny lej wessał dom zakonnic, a potem gruzowisko wypluł w wądole u Jodutowego Pagórca. A gdy nastał świt, woda na nowo urzeźbiła koryto
Gryźli. Nie było już wyspy zakonnic, w jej miejsce czarny staw się uczynił. U jego zachodniego brzegu stała kamienna misa…
Nastały suche lata, ziemia nie chciała rodzić, grabowy gaj bezlistnymi gałęziami zdawał się drapać niebo, niemo błagając o deszcze. I tylko na dnie kamiennej misy, nawet gdy słońce paliło jak ogień, zbierała się wilgoć… Tak już zostało – atramentowo połyskująca ciecz zawsze zbierała się w naczyniu, także w gorące letnie dni. Lata przemijały, runęła potęga Zakonu, przeszli Finckensteinowie, przeszli Gröbenowie, w końcu przyszły czasy Kramerów, a kamienna misa wciąż trwała. Folwarczni z Haasenberga zaczęli opowiadać, że ta misa to prastary pogański kamień, a wyspa na rzece to dawne święte miejsce pruskich Sasinów, tych z Sassenpile. Gdy zakonnice zamieszkały nad rzeką, uległy pogańskiej magii. Miast gorąco modlić się do Boga, zaczęły
odprawiać pradawne misteria, których moc zaklęta była w kamiennej misie. Na pozór przypominała ona zwykłą chrzcielnicę, jakie spotkać można w małych wiejskich kościołach. Różniła się od nich jednak. W owalu górnej części naczynia znajdowały się bowiem dwa głębokie wyżłobienia. Zakonnice rzucały do misy różne zioła i grzyby, co na Sassenpile po nocy zbierały, a potem mieszały wszystko ze źródlaną wodą. Piły potem tę miksturę i przez całą noc do świtu oddawały się wszetecznym praktykom. Urągały Bogu! I za jego to sprawą klasztor zniszczony został, a zakonnice zamknięte w głębokich czeluściach pod dnem czarnego stawu. Misa u jego brzegu ostała się jako przestroga, że nikogo sroga i wieczna kara
nie minie, gdy Bogu urąga! Atramentowy płyn na dnie naczynia to łzy zakonnic, które płacząc błagają Boga, by się ulitował i przywrócił je życiu… I dlatego tubylcy nazwali tę misę Płaczącym Kamieniem.
Kilkakrotnie próbowano przenieść kamienne naczynie do pobliskich kościołów, by używać je jako chrzcielnicę, ale o świcie następnego dnia w tajemniczy sposób wracała na swe miejsce nad czarnym stawem w grabowym zagajniku…
Za czasów Kramerów w piwnicach dworu odbywały się czasem spotkania ostródzkiej loży masońskiej „W drodze na Wschód”. Mieszkańcy Haasenberga opowiadali, że wolnomularze
urządzali nocne rytuały przy Płaczącym Kamieniu. Mieszali wino z atramentowymi łzami zakonnic, a potem pili taką miksturę w nadziei, że doznają oświecenia i odnajdą skarby ukryte w wąwozach doliny rzeki Gryźli. Jak wieść gminna niesie, bez skutku…
----------------
[Komentarz: Po wojnie majątek Kramerów stał się siedzibą Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Zajączkach, bo taką nazwę otrzymał dawny Haasenberg. Ta pierwotna nazwa nie pochodzi jednak od niemieckiego Hase czyli zając, lecz od Hasel czyli leszczyna. Powstaniu tego zamieszania przysłużyła się na poły mityczna historia związana z tajemniczym plemieniem pruskim Sasinów, których nazwę językoznawcy wywodzili od sanskryckiego
sassins czyli zając. Relikty ich grodu stołecznego, znanego ze źródeł pisanych jako Sassenpile, znajdują się niedaleko majątku w Zajączkach, na wysokiej skarpie doliny rzeki Gizeli, nazywanej lokalnie Gryźlą. Hannus to wielki mierniczy Zakonu Krzyżackiego, który podczas tzw. wielkiego podziału Ziemi Sasinów w 1335 roku wydzielił dla siebie majątek Haasenberg.
Kirsze to dawna potoczna nazwa wsi Wiśniewo, położonej na północnych wzgórzach doliny rzeki, na terenie historycznej Ziemi Lubawskiej. Jodutowy Pagórec zaś to zalesione wzniesienie na stoku doliny Gizeli, na południe od niedalekiej wsi Lipowo – dawna osada
wapienników i strycharzy. Nazwa pochodzi od Prusa Jodute, któremu Zakon Krzyżacki w latach 30. XIV wieku nadał ziemię, na której powstała wieś Lipowo. Finckensteinowie i Gröbenowie to wybitne rody pruskie, które kształtowały ustrój i kulturę Prus, zaś Kramerowie to rodzina, która od lat 50. XIX wieku budowała pomyślność dóbr Haasenberg – byli właścicielami majątku do 1945 roku.
Na terenie dawnego stawu w czasach PGR urządzono hydrofornię, a kamienną misę zwaną Płaczącym Kamieniem planowano rozbić i wykorzystać do wzmocnienia fundamentów nowej obory. Uratowała ją autochtonka, Pani Gertruda Reszotańska, która poprosiła robotników rolnych o przeniesienie misy w sąsiedztwo swojego domu, gdzie do dnia dzisiejszego stoi. Za ten czyn uczestnicy pleneru malarskiego w Glaznotach w 2017 roku nadali jej honorowy tytuł Strażniczki Płaczącego Kamienia.
Warto dodać, że Płaczący Kamień został odnotowany w ważnej publikacji etnograficznej autorstwa Elisabeth Lemke „Volkstümliches in Ostpreussen”, Zweiter Teil, S. 30, Mohrungen
1887]
✍️ by Wiesław A. Skrobot
--------------------------------------
„Ekomuzeum rzeki Gizeli. Odkrywanie i doświadczanie”
Projekt realizowany przez Gminę Ostróda z dotacji Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie w ramach Regionalnego Wsparcia Edukacji Ekologicznej.
Gmina Ostróda
Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Olsztynie